Rozmowy wśród przyjaciół

Włoszczyzna

środa, 13 marca 2013

 Włosz.czy.zna

Cmentarz monumentalny (Camposanto) w Pizie to ostatni z czterech elementów, po Krzywej Wieży, Katedrze Santa Maria Assunta i Baptysterium, średniowiecznego zespołu Campo dei Miracoli. Założony w XIII wieku, ten prostokątny wirydarz  z obszernymi arkadami oraz dwoma portalami, stał się miejscem pochówku wielu znakomitości pizańskich oraz miejscem pamięci narodowej nieistniejącego już dawno państwa - Republiki Pizańskiej; to właśnie na Camposanto są zachowane łańcuchy z portu w Pizie. W XIV wieku Francesco Traiani i Bonamico Buffalmacco zdobią ściany przepięknymi freskami o tematyce Życia i Śmierci.

 

Sława tych dziel sztuki nabiera rozgłosu na początku XIX wieku i Camposanto przekształca się w jedno z pierwszych muzeów publicznych w Europie. Niestety freski już w tamtych czasach są bardzo zniszczone, cześć z nich po prostu rozkrusza się i spada na ziemie. W celu ratowania ich naukowcy przeprowadzają wiele analiz i, niestety, eksperymentów.

W październiku 1839 roku w Pizie odbył się pierwszy Kongres Uczonych Włoskich. Rozpoczął się uroczystą mszą w miejscowej katedrze, w której uczestniczyły najwyższe władze miejskie, i odsłonięciem pomnika Galilea Galileusza. W Kongresie wzięło udział ponad czterystu uczonych włoskich i około pięćdziesięciu z zagranicy. Poruszane tematy dotyczyły wyłącznie nauk przyrodniczych i ścisłych podzielonych na sekcje takie jak: zoologia, anatomia porównawcza, nauki agronomiczne, botanika, medycyna jak również chemia, fizyka i matematyka. Promotorem Kongresu był Leopold II d'Asburgo-Lorena, przedostatni Wielki Książę Toskański (de facto ostatni który rządził Toskanią).

Grupa robocza zajmująca się chemią, fizyka i matematyka, pod przewodnictwem profesora fizyki na Uniwersytecie w Pavii, Pietro Configliachi, zajmowała się również problemami czysto praktycznymi, na przykład jak zrealizować wygodny system zapalania i gaszenia lamp ulicznych. Zajęli się również metodami konserwacji fresków, zaatakowanych przez wilgoć, na Camposanto w Pizie.

Zdjęcia pochodzą STĄD

Metoda była, jak na nasze czasy, trochę drastyczna, bo fresk, na szczęście tylko jeden, został pomalowany mieszanka chudego mleka z woda. Doświadczenie to zostało zrobione dwa lata wcześniej i komisja Kongresu udała się na Camposanto żeby stwierdzić w jakim stanie jest dzieło. Niestety naukowcy nie zgodzili się ze sobą co do skuteczności metody. Zaczęli wiec dyskutować nad tym aby użyć białka uzyskanego z krwi, ale na szczęście dla fresków nie doszli do jednomyślnej decyzji.
W analizie stanu fresków, zrobionej wiele lat później przez Akademie Sztuk Pięknych w Pizie, w celu zweryfikowania i sprawdzenia skuteczności metod konserwacji fresków na Camposanto można przeczytać że "... chude mleko zostało użyte przez profesora Branchi jako próbę zapobiegania niszczenia fresków spowodowanego wilgocią". Metoda ta nie została skrytykowana przez naukowców zebranych na Kongresie, ale fresk na którym zostało przeprowadzone doświadczenie jest w najgorszym stanie ze wszystkich fresków znajdujących się na Camposanto.

Jednak do największego zniszczenia w tym przepięknym muzeum przyczynił się w czasie II Wojna Światowa, a dokładnie 27 lipca 1944 roku, rzucony granat który spowodował straszliwy pożar, przerywając w sposób drastyczny i definitywny dyskusje i spory na temat metod konserwacji fresków na Camposanto.

02:43, wloszczyzna79 , Włoszczyzna
Link Komentarze (7) »
piątek, 08 marca 2013

   Włosz.czy.zna

Dzień Kobiet, coroczne święto obchodzone 8 marca jako wyraz szacunku dla ofiar walki o równouprawnienie kobiet. Ustanowione zostało w 1910 roku. Dzień Kobiet w Polsce był obchodzony na szeroką skalę do 1993 roku  (tyle Ciocia Wiki we wstępie, resztę można sobie przeczytać TU)

We Włoszech Dzień Kobiet jest dosyć popularnym świętem, a ponieważ właśnie kwitną mimozy to mężczyźni jej gałązki podarwują kobietom. Ja osobiście zostawiałabym mimozę na drzewie, bo zobaczcie same/sami jakie ono jest piękne, no ale nie każdy ma przywilej widoku z okna na drzewo mimozy, tak jak ja.

 

Wszystkim Paniom odwiedzającym Altanę składam serdeczne życzenia i dedykuje te zdjęcia.

poniedziałek, 04 marca 2013

  Włosz.czy.zna

Dedykuję ten wiersz właścicielom pewnego pięknego szczeniaka Milo i wszystkim, którzy mają czworonożnych przyjaciół.

Ludwik Jerzy Kern

Mieliśmy młode ,
Cztery,
Coś dla Sztamma ,
Same boksery.
Po tacie i po mamie
Przejęły całą urodę -
Daję słowo, nie kłamię ,
Mieliśmy młode...

Mieliśmy dywan.
Perski.
To był ten ring
Bokserski.
Dziś moja żona święta
Swą rudą głową kiwa:
- Mieliśmy dywan, pamiętasz?
Mieliśmy dywan...

Mieliśmy fotel.
Ze skóry.
W sam raz, by próbować
Pazury.
Teraz jego wspomnienie
Powoduje tęsknotę.
- Kiedyś - mówimy z drżeniem-
Mieliśmy fotel...

Mieliśmy parkiet
Gładki
Zasiusiały go nam
Gagatki.
Dziś żona patrząc na plamy
Klnie całkiem jak jaka markiet-
A potem oboje łkamy :
- Mieliśmy parkiet-


No nic, było nie było,
Nie wolno rąk opuszczać .
Fotel się wyrzuciło.
Parkiet się czym tam natłuszcza,
Psiaki poszły do innych,
Im teraz robią szkodę -
A my ze smutkiem mruczymy :

- Mieliśmy, mieliśmy młode....

piątek, 01 marca 2013

   Wlosz.czy.zna

Rozmaryn
O mój rozmarynie, rozwijaj się
Pójdę do dziewczyny, pójdę do jedynej
Zapytam się.
A jak mi odpowie ? nie kocham cię,
Ułani werbują, strzelcy maszerują
Zaciągnę się.
Dadzą mi konika cisawego
I ostrą szabelkę, i ostrą szabelkę
Do boku mego.
Dadzą mi kabacik z wyłogami
I wysokie buty, i wysokie buty
Z ostrogami.
Dadzą mi uniform popielaty
Ażebym nie tęsknił, ażebym nie tęsknił
Do swej chaty.
Dadzą mi manierkę z gorzałczyną
Ażebym nie tęsknił, ażebym nie tęsknił
Za dziewczyną.
Dadzą mi szkaplerzyk z Matką Boską
Żeby mnie broniła, żeby mnie broniła
Tam pod Moskwą.
A kiedy już wyjdę na wiarusa
Pójdę do dziewczyny, pójdę do jedynej
Po całusa.
A kiedy mi odpowie ? nie wydam się
Hej, tam kule świszczą i bagnety błyszczą,
Poświęcę się.
A gdy mnie przyniosą z raną w boku,
Wtedy pożałujesz, wtedy pożałujesz
Z łezką w oku.
Powiodą z okopów na bagnety,
Bagnet mnie ukłuje, śmierć mnie pocałuje,
Ale nie ty.
Na mojej mogile wyrośnie bez,
Nie chciałaś mnie kochać, nie chciałaś mnie kochać,
Nie roń teraz łez.
Za tę naszą ziemię skąpaną we krwi,
Za nasze kajdany, za nasze kajdany,
Za wylane łzy.

Można sobie posłuchać tej pieśni tu

Patrząc się na mój rozmaryn, który mam w doniczce na balkonie, zawsze i nieodzownie, przychodzą mi na myśl słowa właśnie tej pieśni, która była jedna z bardzo popularnych pieśni wojskowych w okresie I wojny światowej i wojny polsko bolszewickiej; ale dlaczego Rozmaryn? poszperałam wiec w internecie i okazało się ze w wierzeniach ludowych jest on symbolem miłości i wierności.

Wierność rozumiem bardzo dobrze, bo mój rozmaryn jest bardzo stary i bardzo wierny, mam go od lat i przeżył nawet śnieg  który, pewnej zimy, spadł w nocy niespodziewanie i zasypał mi wszystko na balkonie; inne roślinki nie wytrzymały tej próby, a mój rozmaryn tak, przyznacie ze był piękny w białej pierzynce.

Jako pierwszy na wiosnę, a raczej jeszcze w zimie, bo w lutym, kwitnie swoimi niebieskimi bardzo drobnymi kwiatkami

To właśnie te błękitne kwiatki miały gwarantować podobno szczęście w miłości, tak jak to pisał w dramacie "Mindowe" Juliusz Słowacki:
"Idę do ślubu, wianek zawieszę na czoło.
 Jeden kwiat polnej róży
 I dużo rozmarynu
 Niechaj mi szczęście wróży"
Mój staruszek rozmaryn przypomina mi swoja figura drzewa oliwne, one tez są takie kostropate i dziwnie powykręcane.

Używam go głownie do pieczenia ryby śródziemnomorskiej której odpowiednika polskiego niestety nie mogę nigdzie znaleźć ? po włosku to się nazywa spigola lub branzino po angielsku sea bass - jak również dodaje go do kartofli pieczonych w piekarniku.

środa, 20 lutego 2013

   Włosz.czy.zna

Jak zajrzycie do jakiegokolwiek przewodnika po Toskanii, to najpiękniejsze zdjęcia, jakie znajdziecie będą właśnie z Val d’Orcia, przepięknej doliny rzeki Orcia między Sieną i Grosseto ze średniowiecznymi miasteczkami takimi jak Montalcino i Pienza.


Jest tam również z miasteczko termalne Bagni Vignove, gdzie główny plac stanowi szesnastowieczny prostokątny basen będący ujściem źródła gorącej wody pochodzenia wulkanicznego.


I nie zapominajmy o perełce tej doliny, Opactwie Sant’Antimo, o którym Ciocia Wiki obszernie pisze tu ale to trzeba po prostu zobaczyć!


Ta przepiękna dolina, charakteryzująca się cyprysami rosnącymi wzdłuż krętych dróg miedzy polami.


Słynna jest też z dobrej kuchni i dobrego wina. Dziś na zamówienie Kanadyjki podam przepis na pici. To jeden z wielu rodzajów klusek w formie spaghetti, tylko trochę grubsze, bo robione ręcznie. Pochodzą właśnie z Val d’Orcia, Val di Chiana i Viterbo (gdzie nazywane są oczywiście inaczej, bo umbrichelli). Przepis na zrobienie ich jest, tak jak na wszystkie kluski, bardo prosty: mąka, woda i czasami dodaje się jajko. Z wyrobionego ciasta formuje się ręcznie długie spaghetti rolując je w palcach.

 

We Włoszech można oczywiście kupić pici gotowe.

Je się te kluski z rożnymi sosami (te same sosy co do spaghetti), ale chyba najbardziej popularne to Pici all’aglione.

Potrzebne jest 360g pici, 700g dojrzałych pomidorów albo po prostu pomidory z puszki, 1 ostra papryczka, 1 łyżka białego octu winnego, oliwa z oliwek i ... 6 ząbków czosnku (bo aglio to czosnek).

Zaczynamy od tego, że obieramy pomidory ze skórki. Na patelni podgrzewamy oliwę z wyciśniętym czosnkiem i papryczką w całości – uwaga czosnek nie może się przypalić, bo będzie gorzki i do niczego – zostawiamy na ogniu przez 10 minut, tak żeby czosnek zaczął się rozpuszczać. Następnie dodajemy pokrojone w drobną kostkę pomidory i ocet, oraz sól do smaku. Dusimy przez jakieś 20 minut. W miedzy czasie gotujemy pici (al dente – czyli trochę twarde) i odcedzone dodajemy do sosu na patelni. Podgrzewamy jeszcze chwilkę dokładnie mieszając.

Tagi: pici
02:37, kanadyjka82 , Włoszczyzna
Link Komentarze (12) »
piątek, 08 lutego 2013

   Włosz.czy.zna

Z oka mojego balkonu widzę cały rok przepiękna mimozę. Jest to drzewko, które rośnie w ogródku sąsiedniego domu i ze wszystkich stron jest otoczone niewysokimi budynkami, co stwarza mu specyficzne warunki wegetacji. W tym mikroklimacie kwitnie dosyć wcześnie. Na zdjęciu, które zrobiłam kilka dni temu, nie jest jeszcze w pełnym rozkwicie, normalnie dochodzi do niego na początku marca.

Foto: Maria

Za jakieś dwa trzy tygodnie, jeżeli w miedzy czasie nie spadnie śnieg i jej nie zmrozi, będzie miała piękne puszyste żółte kwiatki. Mogąc ją obserwować cały rok zauważyłam, że zaraz po przekwitnięciu owocuje malutkimi strączkami  

i jak tylko one spadną to natychmiast zawiązują się malutkie kuleczki, które dojrzewają przez wiele miesięcy i później są pięknymi kwiatami. Mimoza we Włoszech jest kwiatem, który ofiarowuje się kobietom 8 marca, bo jest ona wtedy w pełnym rozkwicie. 

Pisząc o mimozie zastanawiałam się nad jakimś związkiem mimozy z literatura, na pewno jest tych powiązań wiele, ale niedawno czytałam książkę Elizabeth Adler „Tajemnica Willi Mimoza”, thriller romantyczny, który czyta się wartko i warto ja przeczytać.

A teraz cos słodkiego dopasowanego do tematu.

Tort mimoza

Przede wszystkim potrzebne jest ciasto biszkoptowe, które można zrobić ucierając prawie do białości 6 jajek z 225g cukru i szczyptę soli. Następnie dodajemy 225g maki i wanilie. Wlewamy wszystko do tortownicy, natłuszczonej masłem i posypanej mąką, tak żeby ciasto w czasie pieczenia nie przywarło. Pieczemy w rozgrzanym piekarniku (180°) przez 25/30 minut. Tak upieczone ciasto odstawiamy żeby ostygło. 

Następnie odkrawamy wieczko, a podstawę drążymy i lekko nasączamy likierem. Ciasto, które uzyskaliśmy z wydrążenia kroimy w drobniutka kostkę i jeszcze trochę kruszymy; posłuży nam do udekorowania tortu. 

Wydrążoną podstawę faszerujemy kremem, który robi się tak: ucieramy 3 żółtka ze 150g cukru, następnie dodajemy 25g maki i zalewamy 250 ml wrzącego mleka, do którego dodaliśmy pół laski wanilii. Wstawiamy wszystko na malutki gaz i ciągle mieszając zagęszczamy. Pod koniec dodajemy mały kawałeczek masła i odstawiamy do ostygnięcia. 

Do schłodzonego kremu dodajemy 200 ml bitej śmietany, delikatnie mieszamy i wypełniamy podstawę tortu. Przykrywamy odciętą górną częścią tortu, cały tort smarujemy 200 ml bitej śmietany i posypujemy rozdrobnionym ciastem biszkoptowym, tym uzyskanym przy drążeniu, tak żeby uzyskać efekt mimozy i delikatnie posypujemy cukrem pudrem. Rezultat powinien być taki jak na załączonym zdjęciu. 


Zamiast likieru można użyć do namoczenia ciasta, syropu ananasowego i do kremu dodać pokrojone w kostkę ananasy. 

Tagi: ciasta flora
01:50, kanadyjka82 , Włoszczyzna
Link Komentarze (8) »
sobota, 02 lutego 2013

    Wpis Wlosz.czy.zny

Ponad 30 lat temu, jak byłam razem z moim Ojcem w pewnym arabskim państwie, gdzie nie sprzedawali żadnego typu alkogasior do winaholu, mój tatuś postanowił wyprodukować wino. Przepis był szalenie prosty, ale z realizacją było trochę problemów.  Otóż wino zostało wyprodukowane z kupionego w miejscowym sklepie soku z winogron. Żeby jednak wino fermentowało potrzebne są skórki z tychże winogron, a sok był czysty, wiec dosypaliśmy specjalnie przywiezione z Polski drożdże, już nie pamiętam czy były one do robienia wina, czy takie normalne do pieczenia, ale chyba jakieś specjalne, bo normalne można przecież było kupować w miejscowym sklepie, a ja pamiętam ze je wiozłam z Warszawy dokładnie schowane w bagażu.

W normalnych warunkach i w Polsce wino nastawia się w szklanym gąsiorze zatkanym korkiem ze specjalną rurką odprowadzającą nadmiar gazu. Oczywiście ani o gąsiorze ani o rurce nie było mowy, ale od czego pomysłowość. Ponieważ byliśmy w towarzystwie lekarskim, rurkę zastąpił kit do transfuzji, a gąsior - plastikowy kanister. Pamiętam, że w mieszkaniu mieliśmy balkony na trzy strony świata i od rana do wieczora przestawialiśmy ten kanister, tak żeby stał zawsze na słońcu w ciepełku ? to był marzec i jeszcze nie było upałów. O jakim smaku wyszło wino tego zupełnie nie pamiętam, albo po prostu nie doczekałam końca ?produkcji? i wróciłam do kraju.

Jak się robi prawdziwe wino można sobie poczytać obszernie w sieci a ciocia Wiki informuje nas ze: ?Enologia (z gr.: oínos = wino + lógos = nauka) ? dział nauki zajmujący się kwestiami związanymi z produkcją wina; inaczej ojnologia lub winoznawstwo.
Obejmuje m.in. uprawę winorośli, sposoby określania składu poszczególnych gatunków wina, produkcję, sposoby przechowywania, zasady degustacji. W niektórych krajach (np. we Francji i we Włoszech) enologia jest przedmiotem studiów na uczelniach.?

Ja tu opowiem legendę związaną z winem Est!Est!!Est!!! z Montefiascone w okolicach Viterbo. W roku 1111 Henryk V jechał z Niemiec do Rzymu by zostać ukoronowany na cesarza Świętego Cesarstwa Rzymskiego. W jego licznej świcie był także biskup Iohann De Fugger, którego w legendzie dla uproszczenia nazywano najpierw Deuc a następnie Defuk. Biskup był prawdopodobnie bardziej zainteresowany ziemskimi rozkoszami niż życiem niebieskim. Uwielbiał dobre wina i w tym celu wysyłał do przodu swojego sługę Martina by w napotkanych po drodze tawernach i piwnicach próbował i sygnalizował dobre wina. W jaki sposób? Bardzo prosto, wystarczyło napisać na drzwiach miejsca Est, po łacinie, co oznaczało, że tu jest dobre wino. Jeżeli wino było naprawdę super, Martino pisał Est Est. W Montefiascone podano mu dobre świeże białe wino i napisał na drzwiach Est! Est!! Est!!! dla podkreślenia wyjątkowości wina. Nazwa ta jest do dziś używana w tej wytwórni win. Nie wiadomo czy naprawdę historia tak się potoczyła, pewne jest jednak, że biskup, zakończywszy swoją misję w Rzymie, po koronacji cesarza Henryka V, wrócił do Montefiascone, zamieszkał w pięknym pałacu i pil aż do śmierci. Złośliwi mówią, że zapił się dobrym winem. Spoczywa w kościele San Flaviano i co roku, w sierpniu, na jego cześć, jest organizowany festyn z orszakiem w kostiumach z epoki. W ten sposób obywatele z Montefiascone dziękują swojemu najstarszemu sponsorowi wina.

Montefiascone

Tagi: wino
03:31, kanadyjka82 , Włoszczyzna
Link Komentarze (12) »
Tagi