Rozmowy wśród przyjaciół

Heimchen

poniedziałek, 08 kwietnia 2013

Nie zdążę wszystkiego odróżnić od próżni.

Pogubię te bratki w pośpiechu podróżnym.
..

Oto wiersz na dobry poniedziałek!

 

 

Tagi: poezja
07:24, heimchen , Heimchen
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 01 kwietnia 2013

 

 

Johann Wolfgang Goethe, Faust I (1808)

Przed bramą (Faust z Wagnerem)

Tl. Leon Wachholz, Gebethner & Wolff, Warszawa 1931

Vom Eise befreit sind Strom und Bäche
Durch des Frühlings holden, belebenden Blick,
Im Tale grünet Hoffnungsglück;
Der alte Winter, in seiner Schwäche,
Zog sich in rauhe Berge zurück.
Von dort her sendet er, fliehend, nur
Ohnmächtige Schauer körnigen Eises
In Streifen über die grünende Flur.
Aber die Sonne duldet kein Weißes,
Überall regt sich Bildung und Streben,
Alles will sie mit Farben beleben;
Doch an Blumen fehlts im Revier,
Sie nimmt geputzte Menschen dafür.
Kehre dich um, von diesen Höhen
Nach der Stadt zurück zu sehen!
Aus dem hohlen finstern Tor
Dringt ein buntes Gewimmel hervor.
Jeder sonnt sich heute so gern.
Sie feiern die Auferstehung des Herrn,
Denn sie sind selber auferstanden:
Aus niedriger Häuser dumpfen Gemächern,
Aus Handwerks- und Gewerbesbanden,
Aus dem Druck von Giebeln und Dächern,
Aus der Straßen quetschender Enge,
Aus der Kirchen ehrwürdiger Nacht
Sind sie alle ans Licht gebracht.
Sieh nur, sieh! wie behend sich die Menge
Durch die Gärten und Felder zerschlägt,
Wie der Fluß in Breit und Länge
So manchen lustigen Nachen bewegt,
Und, bis zum Sinken überladen,
Entfernt sich dieser letzte Kahn.
Selbst von des Berges fernen Pfaden
Blinken uns farbige Kleider an.
Ich höre schon des Dorfs Getümmel,
Hier ist des Volkes wahrer Himmel,
Zufrieden jauchzet groß und klein:
Hier bin ich Mensch, hier darf ichs sein!
Od lodu wolne są wstęgi strumieni
Przez wiosny błogie, ożywcze spojrzenie;
Nadzieją, szczescia pole się zieleni;
Zgrzybiała zimo, czując swe znużenie,
W gór nieużytych schroniła się cienie.
Stamtąd w ucieczce, znacząc swój ślad,
Na łąk kobierce naszyła w gości
Atoli słońce nie cierpi białości;
Do życia wszędzie nowy pęd budzi
Chce wszystko przybrać w pełne barw szaty.
A w braku kwiatów bierze za kwiaty
Odświętnie strojne gromady ludzi.
Zwróć się i przypatrz, jaki z tego wzgórza
Na miasto widok się wynurza.
Z otchłani bramy, jak z podziemi zatrój,
Wytryska ludzi barwny rój.
Każdy się w słońcu wygrzać chce od rana;
Tak swięcą Zmartwychstanie Pana,
Gdyż oni sami zmartwychstali
Z niskich kamienic stęchlego zaduchu,
Z pęt rzemiósł, z szarej życia fali,
z poddaszy stromych, z dachów tłoku,
Z gwarnego ulic ciasnych ruchu,
Z uroczystego światyn mroku,
By światłem skrzepić się na duchu.
Patrz tylko, patrz! Jak ta gromada
Pośród ogrodów i pół się rozpada,
Jak mkną po rzecy w lewo, w prawo
Wesołe łódki zwinnie, żwawo;
Jak odbijają ostatnie czółenka
Pełne, iż zda się, zatoną w głebinie,
Nawet na wzgórza dalekiej ścieżynie
Migocze ku nam krosą barw sukienka,
Już słyszę sielskie gwary żywe;
Dla ludu niebo tu prawdziwe,
Starcom i młodzi błogo tutaj żyć;
Tu jam czlowiekiem, tutaj śmiem nim byc.
piątek, 29 marca 2013

W Polsce pojęcie "kantor" chyba bardziej kojarzy się z wymianą walut niż ze śpiewem, w każdym razie wszechobecny napis na dworcach i w centrum miast był jednym z pierwszych polskich słów, jakich się nauczyłam.

W tradycji żydowskiej kantor to przewodniczący liturgii i pierwszy śpiewak synagogi.

Wzorem wyobrażenia o tym zawodzie w kościele ewangelickim do dziś jest chyba Johann Sebastian Bach jako wirtuozowski organista, kompozytor, nauczyciel i dyrektor muzyczny w kościele Św. Tomasza w Lipsku.
Mieliśmy więc już na ćwiczeniach chóru dziecięcego do czynienia z "prawdziwymi artystami", z ich dziwactwami, nadwrażliwościami, szalonymi pomysłami i nierzadko imponującą grzywą – jak nasz były kantor katedry w Naumburgu, maestro Reinhard Ohse. Bardzo lubiłam i chętnie śpiewałam jego nowoczesne kompozycje, tym bardziej mi żal, że w zeszłym roku przegapiłam koncert, podczas którego wykonano jego udźwiękowiony cykl pasyjny z lektorium zachodniego katedry, zorganizowany w ramach wystawy "The Naumburg Master – Sculptor and Architect in the Europe of Cathedrals".



Wielki Post to dla wykonawców muzyki kościelnej okres intensywnych ćwiczeń i okazja do głębokiego rozważania tekstów liturgicznych. W zeszłym roku przygotowaniom towarzyszył gorączkowy pośpiech, nie tyle pod batutą Jonasa Sandmeiera, lecz raczej z powodu dyktatu narzuconego przez scenariusz rozglosni RBB. W Wielki Piątek bowiem kościół Św. Zofii znalazł się w centrum medialnego zainteresowania w ramach tzw. "Nabożeństwa Telewizyjnego", nadawanego na żywo. Te coniedzielne i coświąteczne transmisje nadawane są zawsze z innej miejscowości. Za każdym razem zmieniają się kraje związkowe, podobnie jak kościoły: katolicki na przemian z protestanckim. Bardzo trudno było zakończyć nabożeństwo dosłownie na parę sekund przed następnym programem telewizyjnym. 

Również w ramach nabożeństwa na Wielki Piatek w tym samym kościele, dokładnie w godzinie śmierci Chrystusa, śpiewaliśmy kilka lat temu Drogę Krzyżową (Via Crucis) Franza Liszta, tym razem pod batutą Julii Hedtfeldt. Piękno i nabożność tego utworu sprawiły, że wszyscy byliśmy bardzo wzruszeni. Plan był taki, że zaraz po ostatnim akordzie nastąpi moment ciszy - i o godz. 15-ej rozlegnie się bicie dzwonów. Jednak chyba trochę za szybko skończyliśmy i bardzo trudno nam było wytrzymać cały kwadrans ciszy aż do pierwszego uderzenia dzwonu. Baliśmy się strasznie, że ludzie pomyślą, że to już koniec i wyjdą albo, jeszcze gorzej – że zaczną klaskać. Jednak nasze obawy okazały się nieuzasadnione. Intensywne przeżycie i moment pełen napięcia!


Pełne wrażeń było też wielkotygodniowe przedstawienie wszystkich pasji Heinricha Schütza, pod batutą Thomasa Nolla. Historia męki Pańskiej wg Św. Mateusza, Łukasza i Jana, do tego jeszcze XIX-wieczna kompilacja "The Best of" z akompaniamentem fisharmonii to ogromne pensum do wykonania. Przygotowania do tych czterech koncertów – w czterech kościołach! – nasz kantor nazwał „naszą pasją”. Przed ostatnim koncertem, a była to Pasja wg Św. Łukasza w kościele Golgoty, wyszłam na chwilę na zewnętrz, żeby się przewietrzyć. I stałam się przypadkowym świadkiem poetyckiej sceny: soliści-basy – czyli Jezus i Poncjusz Piłat – razem palili papierosy w marcowym słońcu.




czwartek, 14 marca 2013

W zeszłą niedzielę skończyła się ITB (Internationale Tourismus-Börse) - największa impreza handlowa przemysłu podróżniczego w świecie. W tym roku po raz pierwszy w życiu wybrałam się tam, do futurystycznego ośrodka ICC na Berlińskim Westend. Uwielbiam ten zespół architektoniczny, ciągle jest dla mnie symbolem "Wolnego Zachodniego Świata", optymizmu społecznościowego i technicznego - zwłaszcza na tle takiego błękitnego nieba, co jest rzadkością tej zimy.

Poszłam pierwszego dnia. Kolejne dni tygodnia są przeznaczone dla fachowych uczestników, na weekend targi otwierają swoje drzwi dla szerokiej publiczności, bilety są wtedy o wiele tańsze. Przy okazji więc dziękuję swojemu sponsorowi tj. krajowi związkowemu Saary i jego wybitnej przedstawicielce, koleżance Claudii, od której dostałam darmową wejściówkę.

Już sam dojazd jest przygodą. W S-Bahnie językowy zamęt to coś całkiem zwyczajnego. Jednak ludzie dziś są ubrani "businessowo", wszyscy ciągną walizki na kółkach i wymachują mapami Targów Berlińskich. W drodzy ze stacji ICC-Messe Süd do wejścia południowego szum walizko-rolek miesza się z buczeniem silników setek podjeżdżających taksówek. Ogromne masy ludzi porwały mi przez drzwi obrotowe, szatnie, kontrole biletów. Jakimś cudem wylądowałam akurat przed salą, która mnie szczególnie interesowała, przecież już za miesiąc pojadę - też po raz pierwszy w życiu - na Ukrainę.

  

Spotkałam tam kolegę-historyka, którego dawno temu poznałam w Warszawie, na tzw. "Wschodniej Szkole Letniej", to on jest autorem książki "Spacer po Lwowie". Na Targach Berlińskich występuje jako przedstawiciel miasta, piwa i kuchni galicyjskiej. Umówiliśmy się w ten sposób, że ja zrobię na razie swoją "rundę dookoła świata", a potem wrócę do Lwowa na główny punkt programu: jego prezentację i bufet.

Tak więc, szybko "zaliczyłam" dalekie regiony, bo moje prywatne motto brzmi raczej: "poznaj swój kraj (i okolice)". Tę bramę gdzieś już widziałam...

w Ameryce Południowej wszyscy już nie mogą się doczekać mistrzostw...

Po Afryce spotkałam tancerza z Gambi w kolejce po hot-dogi.

...

Bardziej mnie przyciągają takie cele podróży, dokąd prowadzą tory....

W Polsce zatrzymałam się dłużej, żeby napić się bardzo dobrego podkarpackiego hibernala, którego, niestety, nigdzie nie można kupić (nawet nie u samego winiarza). W Austrii spotkałam naszego urzędującego burmistrza Klausa Wowereita, też przy stoisku z winem.

 

I już prawie jestem "u siebie". Chociaż to w federalnych (i zjednoczonych) Niemczech, właściwie trudno powiedzieć, gdzie tak naprawdę to jest. Każdy land i wolne miasto mają swoją salę lub stoisko, własną historię, odrębne święta, dialekt, kuchnię. Jednak nieczęsto zdarza się, by doszło do takiego porozumienia między narodami, jak tutaj między Saksonią i Brandenburgią.

Skupiłam się więc na Dolną Saksonię, przeważnie jeszcze terrą incognitą i prawdopodobnie celem następnej ekspedycji (własno-) krajoznawczej. Stoiska Berlina właściwie wcale nie pamiętam, tylko salę wiecznie niedokończonego portu lotniczego Berlin Brandenburg im. Willy Brandta, ale lepiej będzie, jak o tym nie wspomnę... Natomiast warto wspominać bufet miasta Lwowa! Coś pysznego!

Tagi: turystyka
06:45, heimchen , Heimchen
Link Komentarze (6) »
środa, 27 lutego 2013

wpis heimchen

Ci, którzy od czasu do czasu czytają nuty, znają klasyczne włoskie określenia szybkości (tempa) wykonania utworu, takie jak: Allegro, Andante, Lento...
W systemie tym nie ma jednak wyrażenia, wskazującego wykonanie "tak powolne, jak tylko to możliwe". John Cage więc skomponował przy pomocy komputera 8-stronicowy utwór  ORGAN2/ASLSP , którego już sam tytuł zawiera odpowiednią instrukcję dla wykonawcy.

W 1997 roku, na sympozjum organowym w Trossingen, uczestnicy (chyba pod wpływem ogromnej ilości alkoholu) dyskutowali, próbując odpowiedzieć na pytanie, co to znaczy: wykonać ten utwór "As SLow aS Possible". Prześcigali sie wzajemnie w szalonych pomysłach: Cały dzień? Tydzień? Cały rok? Jedyną rzeczywistą granicą długości wykonania, jaka się nasuwała, była chyba tylko żywotność organów. Ponieważ Cage był protagonistą Nowej Muzyki i uczniem Arnolda Schönberga, ostatecznie wszyscy doszli do wniosku, że jedynym odpowiednim miejscem na długotrwające przedstawienie byłoby dziś niewielkie miasteczko Halberstadt pod Magdeburgiem, gdzie w katedrze Św. Szczepana i Serwacego wmontowali w roku 1361 pierwsze dodekafoniczne organy, opisane przez Michaela Praetoriusa,

I, tym sposobem, mieli już zaplanowany czas trwania - od wybudowania gotyckich organów do wykonania utworu w roku 2000 - mianowicie 639 lat!
Dziś jesteśmy w partyturze na pierwszej stronie, na początku pierwszego wiersza, tam, gdzie jest tylko basowe c i następnie des.

I tak na razie te organy wyglądają: Dwie basowe fajki, a te woreczki przytrzymują klawisze do dołu. I to wszystko w klasztorze pocysterskim Św. Burchardii, wykorzystowanym w czasach NRD-owskich jako chlew. 

Projekt jest dotowany przez sponsorów i zapalonych działaczy społecznych. Niezłomny optymizm i trochę szaleństwa są warunkiem takiego długotrwałego przedsięwzięcia jak to. Zmiana fajek ma charakter happeningu - przyjeżdża dużo kibiców z całego świata, nawet nocują w bazylice w śpiworach na gołej ziemi. Następny "Klangwechsel" odbędzie się w październiku bieżącego roku.
Niech więc fajki w Św. Burchardii jeszcze długo gwiżdżą i nie spieszą się jak żurawie, które pojawiły się nad Halberstadt już w zeszłą sobotę...

Tagi: muzyka
06:50, heimchen , Heimchen
Link Komentarze (3) »
piątek, 22 lutego 2013

 wpis Heimchen

niedz. 10. 2.
9.30 Dolgaya i schastlivaya zhizn (Boris Khlebnikov) Friedrichstadtpalast
Super widoczność tu w Friedrichstadtpalast. I te piękne karelskie krajobrazy w filmie! Też bym chciała mieszkać w takim domku przy rzece. Podobne sceny w rosyjskich urzędach już Gogol i Czechow opisali. Państwo lub Bank lub jedno i drugie chcą odebrać młodemu przedsiębiorcy jego farmę – za odszkodowanie. Jego pracownicy się nie zgadzają i chcą walczyć. Z trudem przekonują szefa, ale potem jeden po drugim go zostawią. Tragicznie to się kończy... 


16.15 Grzeli nateli dgeebi (rez.: Nana Ekvtimishvili, Simon Groß) Cinestar
 Gruzińska reżyserka i niemiecki reżyser poznali się na uczelni w Poczdamie (Czy oni są może parą?). Czy to jest stary film? Wszystko wygląda jak na początku lat 90-ych. Nawet rodzina tam ma taki sam czajnik i czerwony serwis do kawy w białe kropeczki jakie przywiozłam wtedy z bywszego Związku Radzieckiego. Ludzie stoją w kolejce po chleb. Wielu z nich jest uzbrojonych. Film o przyjaźni dwóch fajnych dziewczyn. Światowa premiera, oklaski dla całej obsady (reżyserzy powiedzieli, że bardzo trudno było znaleźć w dzisiejszym Tbilisi odpowiednie miejsca na plenery).

W drodze od jednego kina do drugiego w Tiergarten spotkałam lisa. Nie przepuścił mnie. Możliwe, że oczekiwał smakołyku. Wybrałam inną zaśnieżoną drogę, tam znów ten lis czekał na mnie. Trochę się bałam, więc nadłożyłam sporo drogi.


20.00 Touch of the Light (reż. Chang Jung Chi) HdKW
Kolejna premiera. Sekcja "Generation", filmy dla dzieci i młodzieży. Audytorium w "Domu Kultur Świata". Sala pełna, ponad 1000 miejsc. Siedzę blisko reżysera Chang Jung Chi i głównego bohatera Huang Yu-Siang. Młody pianista Siang ze wsi (rodzice tam prowadzą ogrodnictwo) zapisuje się do konserwatorium w stolicy jako pierwszy niewidomy student. Poznaje tam dziewczynę, która marzy o tym, aby zostać tancerką i pracuje w sklepie Bubble Tea (ma tam bardzo fajnego szefa-promotora). Siostrę dziewczyny w filmie i młodą publiczność bardzo nurtuje pytanie, czy młodzi bohaterowie "są razem".

pon. 11.2.
9.30 Kopfüber (reż. Bernd Sahling), HdKW
Pierwszy dzień po feriach zimowych. Ta sama sala jak wczoraj (dla 1000 osób) pełna dzieci. Nie zazdroszczę ich nauczycielom, bo trudno znaleźć dla całej klasy wspólne miejsca i po filmie chyba wszyscy chcą jeszcze do ubikacji... Bohaterem filmu jest 10-letni, bardzo ruchliwy Sascha. Ciągle ma problemy w szkole, z policją... Nie, raczej szkoła, matka i policja mają kłopoty z Saschą. Diagnoza ADHD i tabletki prowadzą na razie do lepszych wyników w szkole, tylko że Ellie, jego koleżanka, uważa, że Sascha nie potrafi już śmiać się jak dawniej. Produkcja low budget, grają prawdziwi policjanci i urzędnicy, rodzina w prawdziwym mieszkaniu znajomych. I to wszystko w mojej swojskiej dolinie Saale, w Jenie. Ciekawe też pytania ze strony widowni do dzieci z obsady: "Czy naprawdę  tam palili papierosy", i "czy Sascha i Ellie w prawdziwym życiu są razem?" Dziwnie wychodzić w poniedziałek w południe z kina!

 

12.30 Youth (Tom Shoval) Cinestar
I zaraz potem znowu w ciemność innego kina. Akcja toczy się w Izraelu. Dwaj bracia –  jeden pracuje w kinie Multiplex, drugi właśnie poszedł w kamasze. I przez to ma broń i środki, aby rozwiązać problemy finansowe rodziny. Uprowadzają pewną dziewczynę w bardzo amatorski sposób – taki stereotypowy kidnapping jak z filmu wzięty. Nie udało się, bo rodzice ofiary porwania w szabat nie odbierają telefonu... Ten film na tegorocznym Berlinale najbardziej mnie przekonał artystycznie. Chyba nigdy jeszcze nie oglądałam złego izraelskiego filmu na tym festiwalu – ani dokumentalnego, ani fabularnego. Również Palestyńczycy (według moich doświadczeń) robią dobre filmy tylko wtedy, gdy są obywatelami Izraela.  

20.00 Al-khoroug lel-nahar (rez. Hala Lotfy) Collosseum
Dowiedziałam się właśnie, co to znaczy Q&A – mianowicie "Questions and Answers". Podczas Berlinale dzieje się to wtedy, gdy nie ma premiery, tylko autor filmu jest obecny i po wyświetleniu odpowiada na pytania widzów. Tym razem Hala Lotfy z Egiptu, dość "cool lady". Powiedziała, że przez tzw. "Wiosnę Arabską" nic się nie zmieniło, poza tym że Zachód zwróci trochę więcej uwagi na ten region. W filmie chodzi o kobietę i jej matkę, które opiekują się mężem czyli ojcem w domu. Mało się dzieje, atmosfera przytłaczająca. Ale film niezły. Tylko daleko z Prenzlauer Berg do domu, i przed kinem o godz. 22 już kolejka na następny pokaz.

Śr 13.2.
22.00 Sieniawka (reż. Marcin Malaszczak), CinemaxX
Jestem chora, czuję się fatalnie, nie mam siły na kino o tej późnej godzinie. Oddałam bilet koledze, któremu bardzo się spodobał ten film Polaka-Berlińczyka. Nic tam się nie dzieje, ale wszystko jest tak samo jak w zakładzie dla nerwowo chorych, gdzie kiedyś dawno temu razem pracowaliśmy. Tylko trochę bardziej na wschodzie, na trój-styku Polski z Czechami i Niemcami.


Czw 14.2.
9.30 Epizoda u životu berača željeza (reż. Danis Tanović)
Rodzina Romów w Bośni, bardzo życzliwi, blisko ze sobą. Ojciec zbiera złom. To chyba nie są aktorzy, takiej intymności po prostu nie da się zagrać. Minimalistyczna historia – matka dwóch małych córek ma poronienie, nie ma ubezpieczenia, szpital odmówił łyżeczkowania i tylko przez oszustwo ubezpieczeniowe mężowi udaje się uratować życie żony. Po filmie prosto do pracy.


Sub. 16.2.
19.00 W domu: oglądam przyznanie Niedźwiedzi w telewizji
Z nagrodzonych filmów dotychczas widziałam tylko "Zbieracza złomu". Dziwne, że główny bohater dostał Srebrnego Niedźwiedzia dla najlepszego aktora – przecież grał sam siebie. Reżyser rekonstruował prawdziwą historię z prawdziwymi protagonistami – i dostał za to jeszcze Niedźwiedzia za scenariusz z życia wzięty...


Niedz. 17.2.
10.00 Atarnarjuat the Fast Runner (reż. Zacharias Kunuk), Haus der Berliner Festspiele
Chyba już znacie ten film, klasyka kina ludów tubylczych, które stworzyły na tegorocznym Berlinale specjalną sekcję. Jeśli nie znacie – polecam. Grecka tragedia wśród Innuitów. Super kostiumy.


20.30 Vic+Flo ont vu un ours (reż. Denis Côté) Berlinale Palast
Co artysta chce przez to nam powiedzieć? Nie zrozumiałam, mimo że to był jedyny film z niemieckimi napisami. Dziwne, że dostał Srebrnego Niedźwiedzia za "otwarcie nowych horyzontów sztuki filmowej". Kino autorskie – podobnie jak teatr reżyserski – często przesadza z zawodzeniem oczekiwań widzów, fabuła wychodzi zbyt sztucznie skonstruowana.


Jeszcze informacja dla publiczności tego blogu: Poza główną punktacją polski film wypadł nieźle – Kryształowy Niedźwiedź jury młodzieżowego za „Bejbi Blues”, queerowski Teddy Award i nagroda czytelników gejowskiego miejskiego magazynu "Siegessäule" dla "W imię" Szumowskiej.

Tagi: kino
07:05, heimchen , Heimchen
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 11 lutego 2013

Jako Niemka przedstawiam dziś niemiecki wiersz niemy. Jadnak tymrazem nie do końca niemy, bo jest dzielem nieniemego autora - z lewej interpretowany, z prawej dosłownie przetłumaczony przez niemego na jeden z niemieckich języków migowych. 

A to wolna interpretacja Googla-przetłumacza:

Jazda w deszczu
Bębnienie na dachu samochodu
(Wiadomości z deszczem?)
ożywia opowieści
na ziemi jak to.
Mieszkańcy śpią.
Tylko koty oczy na drodze,
Billboardy, i żaby poszedł mieszkania.
Dziwny głos w radiu
(wyładowania atmosferyczne),
Wiadomości z Mariboru
W języku moich przodków.

Tagi: języki
07:53, heimchen , Heimchen
Link Komentarze (12) »
czwartek, 07 lutego 2013

 wpis Heimchen

"Wielka Trójka" - to nie tylko trzy największe przedsiębiorstwa przemysłu samochodowego, stacje telewizyjne lub gwiazdy NBA w Stanach. Branża filmowa w starej Europie też tak określa swoje najważniejsze festiwaly filmowe - w Wenecji, w Cannes i w Berlinie.
Ten ostatni jest chyba najmniej prestiżowym, za to otwarty dla szerokiej publiczności, a bilety sa nawet tańsze niż normalny wtęp do kina. Już na parę dni przed otwarciem na ulicach chodzą ludzie z typowymi sezonowymi torebkami, które w tym roku tak wygladają:
:

Jedna torebka jeszcze nie czyni Berlinale, nie sposób jednak nie zauważyć, że w miejście bywa jeszcze więcej ludzie-cineastów w czarnych, skrzynkowych okularach niż zwykle, i wszędzie rozwieszone plakaty, i długie kolejki przed kasami biletowymi.

Jak na każdym festiwalu filmowym są różne sekcje. Najważniejszy to Konkurs Główny. Tu pokazują same premiery, co powoduje, że reżyserowie mają problem, na którym z tych trzech czołowych festywali pokazać nowy film. Krzysztof Kieślowski ten problem kiedyś rozwiązał, bo był w jednym roku na wszystkich - wWenecji z "niebieską", w Cannes z "czerwoną" i w Berlinie z "bialą" czescią Trylogii. Tzw. "Bärometer" ("Bär" to po niem. "niedzwiedź" czyli nagroda w tym festiwalu) miejskiego magazynu "Tip" przewiduje w tym roku sukces dla Malgorzaty Szumowskiej z filmem " W imię". Nie wiem, czy londyńsscy bukmacherzy to tak samo oceniają? Obok aspektów artystycznych, wydarzenia polityczne i "Zeitgeist" mają pewien wpływ na ranking. Prezydentem Jury w tym roku jest reżyser Wong Kar-Wai.
Filmy z konkursu i tak wcześniej lub później trafiają do kin, więc bardziej się opłaca polować na bilety z bocznych sekcji, mianowicie "Międzynarodowy Forum Młodego Filmu" lub "Panorama" (głównie kino autorskie), chociaż moje trofeum w tym roku pozostawia jeszcze wiele do życzenia:

Moja ulubiona sekcja to "Generation", filmy dla dzieci i młodzieży. Chodzi tam dużo wycieczek szkolnych, czasami jednak uczniom trudno jest skupić się na tajlandskim filmie z koreańskim lektorem i angielskimi napisami.
Oczywiście też corocznie jest retrospektywa (w tym roku "The Weimar Touch. The International Influence of Weimar Cinema after 1933") i Hommage, tym razem poświęcona Claudowi Lanzmannowi.
W czasie Berlinale Berlinczycy i turyści wszędzie mają okazję na przypadkowe spotkania z gwiazdkami, niektórzy ludzi nawet czekają godzinami przy czerwonym dywanie przed wejściem do "Berlinale Palast", jak tutaj na Meryl Streep w zeszlym roku.

Więc kurtynę podnieść czas! Na obrazku jedna z moich ulubionych - w Friedrichstadtpalast. Ale dopiero po rozwiązaniu dzisiejszej zagadki:
Organizatorzy Berlinale kiedyś odmówili jednemu filmowi udział w konkursie. Ten sam film póżniej został zasypane nagrodami, nawet dostał Oscara za najlepszy film nieanglojęzyczy. Otrzymał też nagrodę publiczności na Warszawskim Międzynarodowym Festiwalu Filmowym. Może trafił w czuły punkt, bo w Polsce akurat temat tego filmu był bardzo "zeitgeisty". O który film i wydarzenie w Polsce mi chodzi?

 

Tagi: kino
07:17, heimchen , Heimchen
Link Komentarze (21) »
Tagi