Rozmowy wśród przyjaciół
czwartek, 29 października 2015

   Ciotuchna

Po dłuższym milczeniu znów was będę męczyła historią, ale trudno musicie to znieść, bo jestem już jednym z niewielu świadków tej historii.

W 1939 roku, kiedy zaczęła się II wojna światowa, Ojciec miał wówczas 44 lata, i nie został powołany do wojska, ale z obydwoma braćmi Mamy poszli w kierunku wschodnim szukać wojska. W Zielonce stały baterie armatek przeciwlotniczych, nie było więc bezpiecznie. Obie z Mamą przeniosłyśmy się do znajomych, którzy mieli dom w lesie, ale z tego domu wojsko polskie kazało wszystkim wyjść. Brat Mamy, Edward, który poszedł razem z Ojcem, mieszkał z rodziną w Zielonce na górce - tam stał dom, a ogród był w dole, a schodziło się ścieżką trawersującą dość strome zbocze. W tym zboczu pod ścieżką była wykopana jama, zamknięta solidnymi drzwiami, która służyła jako zimna piwnica. Tam przed nadejściem Niemców i ewentualnym bombardowaniem schroniło się kilka kobiet z dziećmi, w tym Mama i ja. Drzwi wejściowe były dobrze zamaskowane.

Nikt nie wiedział, jak się będą zachowywać Niemcy, jak długo będzie trwała bitwa o Warszawę, która przetaczała się nad naszymi głowami. Pamiętam, kiedy nad nami słychać było biegnących po ścieżce żołnierzy niemieckich, wszystkie zamarłyśmy ze strachu, nawet malutkie dziecko przestało płakać – taki nastrój panował w tej piwnicy. Kiedy Warszawa została zajęta, front wojenny przesunął się, wyszłyśmy z piwnicy i wróciłyśmy do domu, broniąc go przed zajęciem go na kwatery dla żołnierzy niemieckich. Obecność dość znacznej gromadki dzieci, z których ja byłam najstarsza, trochę odstraszało frontowe wojsko. Jedynie moja Mama znała język niemiecki i to ona pertraktowała z wojskiem. Mama była osobą odważną i dobrze zorganizowaną, przeżyła I Wojnę Światową, była członkiem POW (Polskiej Organizacji Wojskowej) i chyba najstarszą z mieszkających tam kobiet. Było nas około 30 osób, rano gotowało się gar kawy, do tego pajdy chleba i masło, dla dzieci – kakao. Obiad to był kocioł zupy z mięsem (najczęściej drobiem), na kolację znowu kawa i do tego chleb z serem.

W październiku 1939 roku wrócili bracia Mamy. Mama bardzo niepokoiła się, czy Ojciec nie dostał się do niewoli sowieckiej, już wtedy przeczuwała, że sowieckie więzienie, to miejsce, z którego trudno wrócić. Na szczęście w połowie października wrócił Ojciec w mundurze polowym, cały i zdrowy, wróciliśmy więc do naszego mieszkania. Oboje Rodzice prędko znaleźli kontakt z ludźmi, którzy organizowali opór przeciwko Niemcom.

Znaleźli organizację, która odpowiadała im ideologicznie. W jakiś czas później organizacja ta weszła w skład Związku Walki Zbrojnej, który to Związek w 1942 r. przekształcił się w grupującą mniejsze organizacje, Armię Krajową.

W początkowej fazie pracy konspiracyjnej moich Rodziców, byłam sporadycznie proszona o drobne pomoce, a miałam wtedy 11-12 lat. „Zanieś to pod taki a taki adres, ale nie rozmawiaj z nikim co robisz i gdzie idziesz”. To były pierwsze lekcje konspiracji, które mimo młodego wieku dobrze rozumiałam, bo wychowanie w szkole i w domu przygotowało mnie do takiej pracy.

W 1942 roku, kiedy obowiązków miałam już sporo, postanowiono, że jestem na tyle dorosła, że można mnie zaprzysiąc, nadać pseudonim, włączyć do patrolu i szkolić w sprawowaniu funkcji łączniczki. Dzień zaprzysiężenia był dla mnie wielkim przeżyciem, byłam jakby nobilitowana i traktowana jak dorosła.

Tagi: wojna
02:43, kanadyjka82 , Ciotuchna
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 26 października 2015

 

          Juliczka

 

     Dyrektor Biblioteki Narodowej, dr Tomasz Makowski, poinformował na antenie Radia TOK FM, że w 2010 roku ukazała się rekordowa liczba tytułów  książkowych: 31,5 tysięcy. Skądś wiedziałam o średniej rocznej: 25 tysięcy, z czego blisko połowa to pierwsze wydania. Informacje, jak inne, choćby te o ilości mieszkańców na kilometr kwadratowy w miastach i wsiach, umykały. Dawno podjęłam decyzję, by statystyka, ze swoimi metodami analiz wariancji, regresji, korelacji, a nawet przeżycia, obywała się beze mnie.

     Fotografia zamieszczona przez jedno z wydawnictw przedstawiająca codzienną pocztę przychodzącą, zrobiła jednak na mnie wrażenie. Tyle tego! Tylu ludzi pisze!

marginesy

    

     Treść zdjęcia udzieliła mi lekcji, nie tej uroku i wdzięku, a pokory. Szczególnie przydatnej od dnia premiery "Księżyca Myśliwych", gdy książka trafiła na półki księgarskie. Jest! Stoi w Nowościach, a w księgarni Muza w Madisonie - na wystawie. Pytam samą siebie, czy to się dzieje naprawdę, czy wszystko jest w porządku. Na ogół w życiu nie ma wiele ładu, ale takie pytania mają jednak sens. Bo w tym wielkim bezładzie jest pewnie jakiś ład.

     I dwie autorki. Ze swoim małym kinem o zbieżnych obrazach. Albo sztormem. Bo na sztorm doskonały składają się wiatr, deszcz, falowanie w odpowiedniej formie, sile, natężeniu. Sztorm, ze wszystkimi elementami, się zdarza. Tak zdarzył się i "Księżyc". Zadziała nieuchwytna chwila, nastrój, miejsce. Bo się słuchały. Wsłuchiwały się: "Czy to zna, czy słyszała, czy pamięta, jak zareaguje?". I wydarzało się. Jak sztorm.   

     "My, kim jesteśmy? Ukryte za inicjałami swobodnie przekraczamy granice światów rzeczywistego i fikcyjnego. Mogłybyśmy na chwilę nadać sobie inne imiona, przymierzyć, jak kostium teatralny. I poruszać zza sceny kukiełkami - wymyślonymi postaciami.

Obdarzać je charakterami, wydarzeniami, losem.

Przeglądamy się w lustrach innych ludzi, mamy nadzieję znaleźć w nich własną tożsamość".

(cytat z książki)

 

moje

 

"Nigdy nie był kucharzem

w cukierni nie terminował

lecz on jeden znał ten zapach

na pamięć - magdalenka

pachniała kruchym ciastem

laską wanilii i migdałem

/.../"

fragment wiersza Katarzyny Krenz Proust z tomu "Z nieznajomą w podróży".

Dwie autorki.

W książce piszą o ciasteczkach lawendowych, czy je pieką naprawdę. I która z nich.

Fb profil

źródło: Fb profil 

 

 

 

 

    

 

 

 

środa, 07 października 2015

 

          Juliczka

 

"Droga niewybrana" Robert Frost

 

Opowiem to z westchnieniem i mglistym morałem:

Zdarzyło mi się niegdyś ujrzeć w lesie rano

Dwie drogi: pojechałem tą mniej uczęszczaną -

Reszta wzięła się z tego, że to ją wybrałem.

*

 

Zbliża się druga w nocy. Dziś premiera.

 

Jacek Krenz

          kolaż: Jacek Krenz

 

Tagi