Rozmowy wśród przyjaciół
piątek, 18 września 2015

Pharlap  Pharlap

Ostatniej nocy na blogu ewamaria2013texts pojawił się 1001 wpis - KLIK !

Szeherezada

Szeherezadą, inspiratorką tych tysiąca i jednej opowieści jest, któżby inny jak nie Ewa Maria Slaska, nasza Panna Główna, Panna Prymarna, Panna nad Pannami, Kura - KLIK.

Proponuję kliknąć w zamieszczone zdjęcie (źródło wikipediia) by włączyć stosowny akompaniament - ostatnia część Szeherezady Mikołaja Rymskiego-Korsakowa.

Jak wiemy Szeherazada opowiadała swe baśnie każdej nocy a zatem łatwo policzyć, że rozpoczęła w 2013 roku. Jednak w moich snach pojawiła się już, a raczej dopiero, w 2012 roku, właśnie zlinkowanym powyżej blogiem: Jak udusić kurę czyli co każda panna po 30 powinna wiedzieć, a jeszcze nie wie.
Na ten blog trafiłem zupełnie przypadkowo i zaplątałem się od pierwszego wejrzenia. Mało tego, nie zważając na różnice płci i stanu cywilnego, wdarłem się do grona współpracowniczek. 

Zrozumiałe jest, że blog dla panien po 30 nie mógł trwać bez końca. EwaMaria zakończyła go dokładnie w rocznicę powstania. Oczywiste było dla mnie, że Panna Główna, nazywana też czasem Kurą Alfa, nie spocznie na laurach. I nie spoczęła. Nowy blog ma całkiem inny format, jest to - cytuję: "Salon tekstów odrzuconych, porzuconych, zarzuconych, a też, niekiedy, przerzuconych, ale również nowych, po polsku, niemiecku, angielsku.".
EwaMaria ma ogromną zdolność przyciągania - prawie 200 autorek i autorów, 1001 wartościowych wpisów. Jako autor kilku z nich wiem jak wiele uwagi poświęca każdemu wpisowi. 

Skoro zacząłem od tematu Szeherezady to przypomnę, że ta baśniowa snuła swe 1001 opowieści pod groźbą utraty życia. Moja, Nasza, Szeheredaza swoimi opowieściami dodaje uroku życiu wielu, wielu czytelników i autorów.

EwoMario, dziękuję Ci za te 1001 opowieści, gratuluję osiągnięcia bajkowego rezultatu i życzę wiele siły, energii do prowadzenia nas nadal przez bajkowy a przecież autentyczny świat.

Na potwierdzenie tych ostatnich słów zacytuję fragment pierwszego wpisu we wspomnianym wcześniej blogu dla Panien po 30:
"... opowieść Miry Michałowskiej (pseudonim Maria Zientarowa, autorka "Wojny domowej" i "Drobnoustrojów") z książki "Przez kuchnię i od frontu" o ... duszeniu kury po arabsku. Jest to najkrótszy przepis, jaki w życiu czytałam. Autorka udręczona wojną w Europie i doprawdy makabryczną ucieczką do Afryki, ląduje wreszcie w Maroku, gdzie ją i innych uciekinierów zabiera do siebie jakiś dyplomata. W domu owego pana, przypominającym z opisu pałace z baśni z 1001 nocy, nieszczęśnikom przygotowuje się kąpiel i kolację. Służba podaje kurę, a kura owa smakuje wręcz niemożliwie przewspaniale"
Podkreślenia moje. Całość cytowanego wpisy tutaj - KLIK.

04:47, pharlap
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 07 września 2015

Żona Oburzona

Znam takie osoby, które mają jakiś stosunek do literatury czeskiej, ale ich znajomość czeskich autorów ogranicza się do Hrabala, Przygód dobrego wojaka Szwejka i Kundery, którego czeskość  jest akurat dyskusyjna. Jednym będzie się ta literatura podobać, innym wcale. Tymczasem Czesi nie tylko dużo czytają, ale również dużo piszą i to nie tylko o piciu piwa. Myślę, że warto sięgnąć po współczesną literaturę naszych sąsiadów.

Czytana ostatnio przeze mnie książka to naprawdę kawałek dobrej literatury. Świetnie napisana, a przy tym trudno się ją czyta. Ciekawe, prawda? Pod powierzchnią pozornie prostych słów czai się bowiem dużo więcej...

Świat ludzi dorosłych jest opisywany przez dzieci, oceniany z ich perspektywy. Narrator sprawia wrażenie, że nie rozumie, co się dzieje, przekaz jest prosty i chwilami pozbawiony emocji. A może to mechanizm obronny, dystans zapewniający jakąś równowagę psychiczną w trudnej sytuacji?

Książka zawiera trzy nowele. Poznajemy rodziny poranione, rozbite, skrzywdzone. Dzieci cierpią przez błędy dorosłych, czasami stają się narzędziem w ich rękach. Relacje między rówieśnikami, również między rodzeństwem, też nie wyglądają różowo. Można powiedzieć, że to portret rodziny pozbawiony zupełnie lukru. Dziecięce marzenia, plany i zachwyty w tym wszystkim nie wzruszają, lecz smucą.

Narrator sprawia wrażenie, że nie rozumie. A jednak potrafi tak celnie uderzyć słowem, że czytelnik dostaje gęsiej skórki.

(...)  nasze mieszkanie (...) jest jak naczynie wypełnione syropem, w którym bardzo ciężko się poruszać.
(...)
A przy tym [matka] ciągle za mną chodzi, mam wszystko, czego chcę, wszystko, o co proszę, dostaję od ręki. Ulubione dania. Może samo to nie byłoby takie złe, cała ta jej uwaga, jednak wkoło nas ciągle jest syrop.
(...)
To, że jestem pierwszy do bicia i nikogo się nie boję, trochę poprawia mi opinię, ale i tak nie mam kumpli. No i co. Nie chcę. A nawet jakbym chciał, kto by chciał się ze mną kumplować? Jestem cały lepki od syropu.

O czym są poszczególne historie, możecie przeczytać  tutaj. To nie jest łatwa książka. Ale warto.

Zniknąć  to kolejna z książek przywiezionych z Sopotu.

Tagi