Rozmowy wśród przyjaciół
piątek, 28 sierpnia 2015

Żona Oburzona

Co można przywozić z podróży?

Magnesy na lodówkę  to pierwsze, co przychodzi mi do głowy. W moim rodzinnym domu pojawiły się na długo przed tym, zanim stały się podstawowym gadżetem stoisk z suwenirami. Teraz jednak już się nieco opatrzyły. Przywożę je zatem mamie. Tak, tak, na jej lodówce powoli zaczyna brakować już miejsca.

Może lokalne specjały? Od razu wspominam lawendowy miód i dżem figowy przywieziony z Chorwacji, salami z Węgier... Ale wszystko dawno zjedzone i po pamiątce ani śladu.

A co przywieźć z miejsca, które odwiedzam w miarę regularnie? Może taki właśnie zestaw, związany nie z miejscem, a z konkretnym wydarzeniem?

W zeszłym tygodniu w Sopocie odbyła się cykliczna impreza literacka. Tym razem poświęcona czeskiej literaturze, chociaż było sporo i innych wydarzeń, nie związanych z naszymi południowymi  sąsiadami. Na zdjęciu widać choćby książkę napisaną wspólnie przez Wojciecha Tochmana, Mariusza Szczygła i Hannę Krall. Jej premiera nastąpi we wrześniu, ale tutaj była już dostępna. W moim egzemplarzu znajdują się autografy trojga autorów.

Podobała mi się atmosfera na tym festiwalu. Taki letni, wakacyjny luz, widoczny w ubiorze festiwalowych gości, słyszalny w rozmowach między wystawcami na targach, dostrzegalny w stylu prowadzenia spotkań autorskich. A kiedy poprosiłam o autograf Hannę Krall, zachęciła mnie, by w dedykacji uwzględnić moją nienarodzoną jeszcze córeczkę, po czym zaczęła dopytywać Mariusza Szczygła, co z obiecanymi lodami i czy nie mogliby już się na nie wybrać.

Z powyższego zestawu przeczytałam na razie książkę Zdarzyło się pierwszego września (albo kiedy indziej), której autorem jest słowacki pisarz Pavol Rankov. Czyta się ją doskonale. Akcja rozpoczyna się 1 września 1938. W pierwszym rozdziale poznajemy bohaterów: nastolatków mieszkających w słowackim mieście Levice, trzech chłopców i dziewczynę, o której względy rywalizują. Kolejne rozdziały to kolejne lata, ostatni to rok 1968. Historia przyjaźni trzech mężczyzn i ich miłości do pięknej Marii rozgrywa się na tle skomplikowanej historii państw Europy środkowej. Właściwie trudno nazywać historię  tłem... Wydarzenia polityczne wpływają na życie bohaterów i ich rodzin, uniemożliwiając im spokojne życie.

W książce oglądamy przede wszystkim Czechosłowację, ale jeden z bohaterów bierze udział w powstaniu na Węgrzech w 1956 roku, inny jest świadkiem budowy muru berlińskiego. Akcja przenosi się też do Izraela i Stanów Zjednoczonych.

Polecam Wam tę książkę. Pavol Rankov otrzymał za nią różne nagrody, w tym Nagrodę Literacką Środkowej Europy "Angelus", ufundowaną przez miasto Wrocław.

niedziela, 23 sierpnia 2015

    

          Juliczka

 

     I nikt mi nie powie, że zamieszkałam na dzielni. Omijam wzrokiem bloki, zawsze mogę go zawiesić na drzewie, na lampie. Na jednej z nich mam swoją tablicę pamiątkową "Gabinet kosmetyczny solarium TRI STAR Zabłockiego 10A". Przetrwała lata, gabinet dawno zmiótł wiatr przemian i powziętych decyzji, żeby nie powiedzieć "historii".  Zżywam się z moim małym miasteczkiem, wszędzie mam blisko. A nawet bliżej, skracam drogę biegnąc przez las. - Co mi może zrobić las - dodaję sobie odwagi. Mijam polanę pachnącą w słońcu igliwiem, wchodzę po schodkach z palików, wszystko traktuję jako przygodę. Wczasy w mieście, półkolonie. Wrastam w ulice, tworzę swój kolejny dom.

Krotoszyn Niezwykły

     Jest taki piękny wiersz Mariny Cwietajewej, do kogo go pisała - do Borysa Pasternaka? Konstantego Rodziewicza, oficera armii białych?

   Chciałabym mieszkać z tobą w małym miasteczku

          Gdzie wieczny półmrok i wieczne dzwony

I w małym wiejskim zajeździe ciche tykanie starego zegara

                         Jak kropelki czasu

                       A czasem wieczorem

                       Z jakiegoś poddasza

                                    Flet

                       I sam flecista w oknie

                    I duże tulipany na oknach

                 I może byś nawet mnie nie kochał

                                      ---

                          W środku pokoju

                        Wielki kaflowy piec

                     Na każdym kaflu rysunek

                        Serce - róża - okręt

                        A w jednym oknie

                       Śnieg - śnieg - śnieg

           Leżałbyś, taki jakiego cię kocham - leniwy

                       Obojętny, beztroski

                                   I tylko

                                  Z rzadka

                          Cichy trzask zapałki

                        Papieros jarzy się i przygasa

     I długo, długo drga na jego czubku szary słupek popiołu

     Nie chce ci się nawet go strzepywać

              I cały papieros leci w ogień

*

Przel. Joanna Salamon

moje

 

Janusz Urbaniak

DESZCZ I NOSTALGIA



smutki małych miasteczek

mają truciznę w oku

wzlatują w szarość nieba

porywają obłoki płyną

z ludzkim weschnieniem

 

smutno w małym miasteczku

po obiedzie w niedzielę

ciche twarze czekają choć

się z tym skrywają

 

smutno w małym miasteczku

po ostatnim pogrzebie

przyszedł deszcz i nostalgia 

nie ma przy mnie kobiety

uskrzydlonej kochanki

                   (1982)

z tomu "Nowa Kwadryga" RHYTMOS Poznań-Krotoszyn 2011

 

 

moje

moje

moje

moje

moje

moje

 

 

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

 

          Juliczka

 

     Dlaczego dotąd nie wypróbowałam żadnego z przepisów z książki Kurta Schellera "Bliżej sztuki kulinarnej", choć leży w domu, nie wiem. Wystarczyłoby kupić Pate de foie gras de Strasbourg, karmazyna, trufle, kawior, liście ostrygowe, kwiaty ogórecznika, poziomki, maliny oraz butelkę Martella i letni obiad gotów.

     Przeglądam zbiór twórczych poszukiwań kulinarnych - piękne fotografie - może chociaż skuszę się na koktajl, ten Martell Alexander.

Składniki:

40 ml Martell V.S lub V.S.O.P

25 ml Creme de Cacao

25 ml gęstej śmietanki

lód

gałka muszkatołowa 

płatki czekolady.

     Wymieszać w shakerze (jest napisane: shakować, mieszając na pewno robię błąd), odcedzić sitkiem barmańskim do uprzednio schłodzonego kieliszka koktajlowego, udekorować tartą gałką muszkatołową i płatkami czekolady. Sączyć powoli w ogrodzie lub na tarasie, ze spokojem czekać na kolejny upalny dzień.

     Nucić wiersz Jerzego Lieberta z muzyką Leszka Długosza:

Jurgowska karczma

Raczej zawróć, raczej nadłóż parę staj,

Choćby ziąb cię spalił, wiatr oślepił -

Przed tą karczmą nie zatrzymuj sań :

Nie pij, moja miła, nie pij...

 

Tam z kieliszków wyskakuje siny bies,

Czuły tenor, bies rozanielony,

Stuknie w szkło - już w kieliszku pełno łez,

A on płacze, coraz wyższe bierze tony.

 

Stuknie w szkło, weźmie cis, wstrzyma czas,

I z wieczności - sama wiesz najlepiej - 

Będzie kpił: jeszcze jeden do mnie raz

Przepij, moja luba, przepij.

/.../

*

zurbaran national gallery

          Francisco de Zurbaran, Martwa natura z filiżanką, 1633, National Gallery w Londynie.

     Szukałam obrazu Świętej Małgorzaty, w kapeluszu i z torebką wyszywaną w ludowe wzory, znalazłam reprodukcję martwej natury - srebrny talerz, biała filiżanka z czystą woda, kwiatek róży. Zachwyciłam się niezwykłą mocą obrazu, powiało chłodem.

     Nie muszę mieszać w Martellu trawą ostrygową, by czuć się dobrze. Co nie znaczy, że nie wpadnę do Altany z eleganckim przepisem pochodzącym z książki pana Kurta Schellera, wykwintne jedzenie to też sztuka.

 

    

    

    

 

    

 

Tagi