Rozmowy wśród przyjaciół
niedziela, 31 sierpnia 2014

pharlap  Pharlap

Kilka dni temu wybuchła u nas burza w szklance wody, a raczej w puszce z fasolą.

Sieć superwmarketów Aldi zaczęła sprzedawać książki dla dzieci. Oczywiście nie mogło zabraknąć wśród nich książek Roalda Dahla. Jakiś gorliwy klient przestudiował książkę Revolting Rhymes - KLIK - na tyle starannie, że znalazł tam słowo "slut" - zdzira (w bajce o Kopciuszku). Swoje odkrycie ogłosił na fejsbuku i supermarket wycofał książkę ze sprzedaży - KLIK.

Dla mnie jest to okazja nieco się zrehabilitować za komentarz do wpisu O, horyzonty, w którym to komentarzu ujawniłem moją ignorancję w dziedzinie literatury szwedzkiej.
Fakt pozostaje faktem - czytałem jedynie książki Selmy Lagerlof. W zakamarkach pamięci znajduję jeszcze Axela Munthe, ale on kojarzy mi się raczej z Francją i Włochami.

Na pomoc wzywam więc Roalda Dahla - KLIK. Wprawdzie to nie Szwed tylko Norweg i to tylko z pochodzenia, ale jakiś związek jest. Z opowiadaniami Roalda Dahla zapoznałem się wiele, wiele lat temu dzięki Przekrojowi. Były to opowiadania zdecydowanie dla dorosłych, przewrotne, złośliwe, okrutne, dowcipne. Zdziwiłem się bardzo gdy w Australii odkryłem Roalda Dahla - autora książek dla dzieci.
Oczywiście kupiłem. Najpierw przeczytałem sam a potem niektóre z nich czytałem dzieciom. Teraz widzę je na półce z ksiązkami moich wnucząt. Feliks (10 lat) czyta samodzielnie ksiązkę Danny the Champion of the World.

Wrócę do Selmy Lagerlof. Jej książka Cudowna podróż - KLIK, to według mnie idealny wzorzec książki dla dzieci. Bajkowa przygoda połączona ze sporym ładunkiem wiedzy. Czytałem, że ksiązka powstała na zamówienie szwedzkiego Ministerstwa Edukacji jako pozycja, ktora miała uzupełniać program nauki geografii Szwecji. Gąsior Marcin ucieka z domowej zagrody ze stadem gęsi i razem z nimi przez cały rok lata nad Szwecją. Na grzbiecie niesie małego Nilsa Holgerssona, który chciał zatrzymać gąsiora, ale mu się nie udało. Przy okazji zahaczają nawet o skrawek Polski. To znaczy wtedy, rok 1907, było to niemieckie Pomorze. To jest wyjątkowo piękny i wzruszający rozdział a historia dobrze znana moim polskim rówieśnikom. Czy ktoś wie o co mi chodzi? Czy ktoś czytał?

Natomiast Roald Dahl? Wspomniałem, że swoim dzieciom czytałem tylko niektóre opowiadania. I prawdopodobnie nieco przerabiałem narrację. Roald Dahl się nie zmienił - przewrotny, złośłiwy, dowcipny, okrutny. To jest ciągle dobra literatura, ale... Dodatkowa sprawa to pozostawienie bohaterów książek samym sobie. Dorośli w ogóle, a rodzice w szczególności, przedstawieni są jako osoby głupie, w najlepszym przypadku śmieszne, prawie nigdy nie można liczyć na ich zrozumienie i pomoc. To samo zresztą znalazłem w popularnych filmach o Pippi Pończoszniczce.

Konkluzji nie będzie. Na temat afery w Aldi wypowiadają się krytycy literaccy, obrońcy wolnosci słowa, feministki, jezykoznawcy. Ktoś ogłosił bojkot sklepów Aldi, gdzieś znalazłem informacje, że Alsi wycofało sie z wycofywania książki. Jednym słowem cyrk sie kręci. I pewnie o to chodziło.

Spodobała mi się jedna wypowiedź - czy dziecko pójdzie samo do Aldi kupic sobie książkę? Raczej nie, kupią mu ją rodzice. Moja uwaga - dziecko samo to sobie włączy telewizor z programami dla dzieci pełnymi gwałtu i okrucieństw. Albo znajdzie na internecie bardzo nieodpowiednia stronę.Czy bedzie samo czytało wiersze - raczej nie - będą mu je czytać rodzice. No więc na nich spoczywa ostateczna odpowiedzialność jak potraktowac tę "zdzirę". 

No nareszcie ktoś zauważył, że rodzice jeszcze maja do odegrania jakąś rolę.

Tagi: Australia
12:49, pharlap
Link Komentarze (5) »
sobota, 30 sierpnia 2014

 

     Juliczka

 

    Taki dobry piątek, taki dobry wieczór. Spieszę podzielić się wiadomością o sympatycznym prezencie, o którym dowiedziałam się przed chwilą.

Paulina Kurek

                               fot. Paulina Kurek

     Nie lada niespodziankę sprawiło mi Wydawnictwo Marginesy, pisząc: " Tym razem nie torba Marginesów tylko inna wymarzona przez niezwykle miłą naszą czytelniczkę. Pani Julita Bielak, którą spotkaliśmy w Sopocie sprawiła nam wiele radości rozmowami, swoją obecnością, tym jaka jest. Pozdrawiamy Panią serdecznie. Torba czeka, Prezentujemy ją na zdjęciu. Jeszcze raz dziękujemy za wspólne chwile na Literackim Sopocie".

Dziękuję Wydawinctwu Marginesy. Biografia Tove Jansson, jak się okazuje, przyniosła mi zupełnie nowe emocje, ma moc!

Paulina Kurek

fot. Paulina Kurek

piątek, 29 sierpnia 2014

 

     Juliczka

     W ramach Literackiego Sopotu organizatorzy zaproponowali spotkanie z Boel Westin, autorką biografii Tove Jansson. Z opasłym tomiskiem, okolonym piękną okładką, pięknie wydanym edytorsko, stawiłam w Zatoce Sztuki.

moje

     Początkowo stanęłam niepewnie na piasku, rozglądałam się. Po chwili usiadłam na szezlongu, nie wiedzieć kiedy położyłam się wygodnie, jak nie ja. Wokół siedzieli, polegiwali ludzie ze znaczkami festiwalowymi przypiętymi do swetrów, kurtek, rzadko padały słowa, było cicho, ktoś przeszedł z kawą, ktoś robił zdjęcia. Jeszcze ciepło, jeszcze przez chmury świeci słońce schyłkowego lata. Czułam się tak bardzo na miejscu.

     Pojawiły się Boel Westin i Justyna Czechowska, wszystkich przywitał Michał Nogaś, dziennikarz radiowej Trójki. Padły pierwsze pytania, nie patrzę, słucham brzmienia języka szwedzkiego na sopockiej plaży. I opowieści profesor Westin, literaturoznawczyni i wykładowczyni na uniwersytecie w Sztokholmie o malarce, która pisaniem zarabiała na życie, twórczyni serii o dziwnych trollach, które opanowały świat. W tym, co trudne, Japonię. Spokojne i wyważone odpowiedzi tworzą obraz mądrej, ceniącej pracę, miłość i wolność artystki, indywidualistki, perfekcjonistki kochającej przestrzeń. Profesor Westin jako doktorat opracowała wnikliwe i nowatorskie studium "Familjen I dalen" ( The Family in the Valley), poświęcone fenomenowi Doliny Muminków. Nie skłamię, jeśli powiem, że razem z Boel Westin zaglądam do szuflady z pamiątkami. Tu kartka z pamiętnika, tam -wczesne ilustracje, gdzie indziej rysunki. Reprodukcje obrazów, fotografie, pocztówki, zapiski. Doceniam trud przekopania się przez swoiste archiwum, jakim była pracownia artystki. Bo Tove niczego nie wyrzucała, znalazł się nawet pierwszy list pisany przez przyszłą doktorantkę. Została zaproszona, zyskała zaufanie, stworzyła rzetelną, dopracowaną, spójną, szczerą analizę twórczości, unikając wartościowania. Autorka jest lojalna wobec Mamy Muminków, unika nadinterpretacji, nie wyciąga pochopnych wniosków. Ciekawe życie jakiegoś człowieka nie jest gwarancją równie ciekawej książki o nim, wiele zależy od autora biografii.

     Z uśmiechem wspomina obiady Tuulikki Pietila, wielka przyjaciółka "Córki rzeźbiarza" świetnie gotowała. Dzięki niej udało się uporządkować materiały do doktoratu, do biografii, zgromadzone w atelier, co zaowocowało dedykacją: "Dla Tooti" na jednej z pierwszych stron książki. Tatuś Muminka i Too-tiki, bo takie trolle przypisuje się obu artystkom, mieszkały w jednym domu, ale nie razem, to były odrębne mieszkania, pracownie, połączone przedziwnym korytarzem. Wciąż to umiłowanie wolności, własnej przestrzeni. Stąd miłość do wyspy.

     I wtedy zaczął padać deszcz.

moje

     Redaktor Nogaś zaprosił nas, publiczność, pod dach, zrobiło się przytulnie. Teraz mogłam dostrzec godną pozazdroszczenia relację między wykładowczynią a kiedyś studentką - Justyną Czechowską. Również literaturoznawczynią, animatorką kultury, tłumaczką ze szwedzkiego i norweskiego, autorką artykułów, antologii i wywiadów, współzałożycielką Fundacji na rzecz Badań Literackich i Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury. Pani Justyna ze skromnością, zrozumieniem przekazywała słowa pani profesor, znała tok myślenia. Wtrąciła anegdotę o tym jak drogie są książki w Szwecji i kiedy któregoś stycznia obniżono na nie VAT, natychmiast kupiła eleganckie wydanie pracy doktorskiej Boel Westin. Teraz pracuje nad opowiadaniami Tove Jansson, czekam. Porównuje się je do opowiadań Alice Munro i jednocześnie zaznacza, że Tove pisała kameralne opowiadania, jedna osoba, dwie. Wysublimowane studium natury ludzkiej, świadoma, celowa akcja, znajomość postaw ludzkich z ich tajemnicami, w niezwykłej perspektywie, tyle na razie wiem. Muszą porywać, skoro pani Justyna spacerując tamtego ranka po Sopocie układała w głowie jedno zdanie, jak zabrzmi, co odda, czy będzie wierne nadanym przez Tove symbolom. Odczuwało się wzruszenie i zaangażowanie, zresztą o wzruszeniu sama pani Justyna mówiła. Życzę, by atmosfera Sopotu ułatwiła trudne zadanie przekładu.

moje

 

     Każdy z nas jest jakimś Muminkiem, Bukim, włóczykijem, wyruszającym w drogę tylko po to, by móc wrócić. Hatifnatem człapiącym po domu i mruczącym: "O, horyzonty, o, horyzonty!".

             

 

02:29, julitczka
Link Komentarze (9) »
piątek, 22 sierpnia 2014

 Wlosz.czy.zna

Dzis piatek, wiec kulinarnie; co to moze byc?

10:30, wloszczyzna79
Link Komentarze (6) »
wtorek, 19 sierpnia 2014

 

     Juliczka

 

     W soboty ojciec wkraczał do domu z plikiem czasopism pod pachą, Przekrój, Szpilki, Świat, Dookoła świata, Polityka. Czytał je jako pierwszy, przecinał strony. Podając mi Przekrój zwykł być mawiać, a odzywał się rzadko: "Rzuć okiem na Przez okulary Sławomira Mrożka". Tak poznałam Mrożka rysownika i felietonistę.

     Mrożek-dramaturg trafił do mnie na wakacjach, gdy Sopot był jeszcze kurortem. W sezonie działał Teatr Letni, rozbijano wielki namiot, przyjeżdżali artyści z Warszawy. Czy mogłam w Teatrze Letnim oglądać "Tango" Mrożka, mogłam, na pewno "Dwoje na huśtawce" z Elżbietą Kępińską.

z sieci

     Inscenizacja "Tanga" odmieniła mnie, choć wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam. Zdumiała scena po podniesieniu kurtyny - ciemny pokój w draperiach, duży stół, zakurzona suknia ślubna, jakieś legowisko, staroświecki wózek dziecięcy. W niczym nie przypominała znanych spektakli lektur szkolnych; oni poszli teraz na prawo, one - na lewo, patrząc od strony widowni, zaciemnienie, porządek. I kolejno pojawiające się postaci, przedziwne, przerysowane, kopnięta babcia w sukni, trampkach i dżokejce, stryj w pretensjach spiskujący za plecami, syn punktujący rodziców, niespełniony artysta, puszczalska matka i tęgoszyi, krótkopalcy współlokator Edek. Rodzina. Społeczeństwo. Odtąd szukałam w nim odzwierciedlenia postaci, grupowałam, cechowałam jak rysy na pniu, bacznie obserwowałam bez entuzjazmu rzucania się w wir wydarzeń. Zoom włączony.

     Jest takie zdanie w korespondencji Mrożka i Lema sprzed lat: "Zima jest taka, że jestem z niej dumny jako Polak. Nareszcie coś nie-połowicznego, coś prawdziwego w tym kraju ułamków". Mistrzowskie zdanie Mrożka-epistolografa.

     Czyhałam na "Tango" w wydaniu książkowym, znalazłam dużo później w drugim tomie "Utworów scenicznych". Z relacji Baśki wiedziałam, że Mrożek współtworzył w gdańskim Żaku jeden ze spektakli teatrzyku Bim-Bom, pisał teksty do kabaretu Szpak. Mrożek z twórczością bywał obok mnie, przeczytałam zbiór opowiadań z "Weselem w Atomicach", oglądnęłam "Indyka". Jak pewnie w wielu domach, retoryczne: A może byśmy tak coś zasiali? A może byśmy tak coś zaorali? - w naszym, weszło na stałe do kanonu powiedzonek. Wczoraj, gdy siedziałam w EMPiKu i przeglądałam książki, a tak, na podłodze, bo nie ma na czym siedzieć, a ja zawsze siedziałam w EMPiKu i będę siadywała. Ze wstawaniem gorzej, gramoliłam się i musiałam udawać, że się nie gramolę. I gdy przeglądałam książki, to przyrzekłam sobie Dzienniki, może Trzy dłuższe historie, Sztuki odnalezione Małe i Mniejsze, czy będzie też Varia, okaże się.

LosHermanosMacana

          Los Hermanos Macana

- Panie Geniu, zatańczymy sobie?

- Z panem?... A wie pan, że nawet i zatańczę.

I tańczą. Klasycznie, z figurami. La Cumparsita brzmi nadal, choć zgasły już sceniczne światła, a widownia opuszcza salę teatru.

 

    

środa, 13 sierpnia 2014

 

     Juliczka

 

     Odszedł Robin Williams.

     Rolą Johna Keatinga odmienił moje życie, chociaż wtedy tego nie wiedziałam.

Stowarzyszenie umarłych poetów

          Stowarzyszenie umarłych poetów - kadr.

     Książka Nancy Horovitz Kleinbaum, o tym samym co film tytule, napisana na podstawie scenariusza Toma Schulmana, zawiera cenne zdanie: " W człowieku tkwi nieodparta potrzeba bycia akceptowanym. Za wszelką cenę musicie jednak zaufać tym cząstkom swojej osobowości, które wyróżniają was spośród innych i sprawiają, że jesteście niepowtarzalni. Nawet jeśli wyróżniająca was cecha jest dziwna czy nieakceptowana".

O Captain! My Captain! our fearful trip is done;

The ship has weather'd every rack, the prize we sought is won;

The port is near, the bells are hear, the people all exulting,

While follow eyes the steady keel, the vessel grim and daring;

 

     But o heart! heart! heart!

        O the bleeding of red,

           Where on the deck my Captain lies,

                Fallen cold and dead.

Fragment wiersza Walta Whitmana.

Pamiętam rytm. Filmu nie zapomnę.

Wiki

Wiki

 

sobota, 09 sierpnia 2014

 

     Juliczka

 

     Z radością dzielę się z Wami, Kochani, nowiną - pierwszego sierpnia o 15.05 urodziła się Alicja, pierwsza prawnuczka naszej Mamy wśród zastępu chłopaków. Krzyś powitał siostrę z niedowierzaniem, zdziwieniem, ciekawością właściwą sześciolatkom.

z sieci

Minę miał podobną do tej, gdy ofiarowałam mu plecak na jego pierwszy przedszkolny dzień.

- A co ja w nim będę nosił? A co ja z nim będę robił? - komentował prezent. Potem okazało się, że plecak przydał się. Wkrótce przekona się, że i siostra się przydaje.

Jest śliczna, z wielkim apetytem na życie.

Dziękuję, że mogłam podzielić się w Altanie dobrą wiadomością.

z sieci

 

02:08, julitczka
Link Komentarze (6) »
wtorek, 05 sierpnia 2014

   Ciotuchna

 

słowa: ks. Franciszek Leśniak (1846-1915)
muzyka: prawdopodobnie Stefan Surzyński

Pieśń powstala w roku 1887 w gimnazjum w Starym Saczu z okazji zakończenia roku szkolnego

 

Upływa szybko życie,
jak potok płynie czas,
za rok, za dzień, za chwilę
razem nie bedzie nas!
  
I nasze młode lata
upłyną szybko w dal
a w sercu pozostanie
tęsknota, smutek, żal
 
Choć pamięć po nas zginie
już za niedługi czas
niech piosnka w dal popłynie
póki jesteśmy wraz
 
A jeśli losów koło
złączy zerwaną nić
będziemy znów pospołu
śpiewać i marzyć, śnić.
04:59, kanadyjka82
Link Komentarze (4) »
piątek, 01 sierpnia 2014

 Wlosz.czy.zna

W ten prosty a zarazem symboliczny sposób chcę przyłączyć sie do dzisiejszych obchodów 70 rocznicy wybuchu POWSTANIA WARSZAWSKIEGO


Hej, chłopcy, bagnet na broń!
Słowa i muzyka:
Krystyna "Danuta" Krahelska


Piosenka napisana w styczniu 1943 dla żołnierzy pułku "Baszta" stała się jednym z najpopularniejszych utworów Polski Walczącej i powstania warszawskiego. Tekst opublikowano po raz pierwszy na łamach konspiracyjnego pisma "Bądź Gotów" (20 listopada 1943), a następnie przedrukowano kilkakrotnie w prasie powstańczej oraz w dwóch konspiracyjnych antologiach Pieśni podziemne (1944) i Śpiewnik BCh (październik 1944).


Hej, chłopcy, bagnet na broń!
Długa droga, daleka przed nami,
mocne serce, a w ręku karabin,
granaty w dłoniach i bagnet na broni!


Jasny świt się roztoczy, 
wiatr owieje nam oczy
i odetchnąć da płucom, i rozgorzeć da krwi,
i piosenkę jak tęczę nad ziemią roztoczy
w równym rytmie marsza: raz, dwa, trzy!


Hej, chłopcy, bagnet na broń!
Długa droga, daleka, przed nami trud i znój!
Po zwycięstwo, my młodzi, idziemy na bój,
granaty w dłoniach i bagnet na broni!


Ciemna noc się nad nami roziskrzyła gwiazdami,
Białe wstęgi dróg w pyle, długie noce i dni,
nowa Polska zwycięska jest w nas i przed nami
w równym rytmie marsza: raz, dwa, trzy!


Hej, chłopcy, bagnet na broń!
Bo kto wie, czy to jutro, pojutrze czy dziś
przyjdzie rozkaz, że już, że już trzeba nam iść.
Granaty w dłoniach i bagnet na broni!

Dziękujemy Wam wszystkim!

Tagi