Rozmowy wśród przyjaciół
sobota, 31 sierpnia 2013

 

 

 Żona Oburzona

Niedługo po raz pierwszy będę wypoczywała nad morzem innym niż Bałtyk. I chociaż spodziewam się, że będę pod dużym wrażeniem, Morze Bałtyckie zawsze będzie dla mnie szczególne. Co prawda męczą tłumy, irytują wszechobecne stragany z tandetą, ale nasze morze ma swój charakter.

Bałtyk

Najbardziej lubię długie spacery po plaży, podczas których fale oblewają mi stopy, przy okazji mocząc nogawki spodni lub falbany spódnicy. W piasku nie szukam muszelek, ale kamyków. Po powrocie do domu przetrząsam wszystkie kieszenie ubrań, zakamarki toreb i plecaków, a znalezione kamienie dokładam do szuflady, gdzie przechowuję całą kolekcję. Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć jej niewielką część.

zagadka

A teraz obiecana zagadka w trzech częściach.

Pytanie pierwsze jest proste, chociaż np. mój Mąż śmieje się ze mnie, że odpowiedź wcale nie jest oczywista. Według jakiego klucza dobieram kamienie do mojego zbioru?

Pytanie drugie: skąd zaczerpnęłam inspirację?

A pytanie trzecie to trochę test na kreatywność. Jako osoba mocno stąpająca po ziemi i jednak praktyczna, nie mogłabym sobie pozwolić na trzymanie sterty kamieni w szufladzie. Używam je do czegoś, podpowiem, że w kuchni. Ciekawe, czy zgadniecie, co z nimi robię?

Osobom, które jako pierwsze odpowiedzą choć na jedno pytanie, prześlę pocztówkę z wakacji.

Tagi: morze
12:47, zona.oburzona , Żona Oburzona
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 19 sierpnia 2013

  Ciotuchna

Na pożegnanie Kanady, bo myślę, że nastepnym razem już nie będę miała siły na taką wyprawę i zmianę klimatu, a wiec na pożegnanie Kanady ostatnie strofy z pięknych opisów przyrody zamieszczonych u Mickiewicza w Panu Tadeuszu.

Słońce już gasło, wieczór był ciepły i cichy.

Okrag niebios gdzieniegdzie chmurkami zaslany,

U góry błękitnawy, na zachód różany.

Chmurki wróżą pogodę, lekkie i świecące,

Tam jako trzody owiec na murawie śpiące,

Owdzie nieco drobniejsze, jak stada cyranek

Na zachód obłok na kształt rąbkowych firanek,

Przejrzysty, sfaldowany, po wierzchu perlowy

Po brzegach pozłacany, w głębi purpurowy.

Jeszcze blaskiem zachodu tlił się i rozżarzał

Aż powoli pożółkniał zbladnął i poszarzał.

Slońce spuściło głowę, obłok zasunęło

I raz ciepłym powiewem westchnąwszy....

 ... usnęło.

03:51, kanadyjka82
Link Komentarze (3) »
wtorek, 13 sierpnia 2013

pharlap  pharlap

28 kwietnia 1948 roku Edmund Kennedy wyruszył na wyprawę, której celem było dotarcie do czubka Cape York, najbardziej wysuniętego na północ skrawka Australii.
W wyprawie wzięło udział 13 osób wspomaganych przez 28 koni i 200 owiec. Wyposażenie wyprawy (tona mąki, suszona wieprzowina, herbata, cukier) załadowano na trzy wozy.

Początkowo zamierzali posuwać się plażą, wzdłuż wybrzeża, lecz okazało się to zbyt trudne dla ciężkich wozów. Przedzierali sie więc przez gęstą tropikalną dżunglę. Dodatkowym problemem była przeprawa przez liczne rzeki, które o tej porze roku były mocno wezbrane. Nie zabrali ze sobą łodzi w związku z czym przy każdej przeprawie przerabiali wozy na prymitywne łodzie aby przewieźć zapasy i owce przez rojące się od krokodyli wody.
Przy największym wysiłku udawało im się pokonac 2 kilometry dziennie. Konie słabły gdyż w tych okolicach nie było dobrej trawy. Słabli i ludzie nękani przez głód, wysiłek, niekorzystną pogodę (niespodziewnie deszczowa jesień) i nieprzyjaznych Aborygenów, którzy cały czas towarzyszyli wyprawie.
Po 9 tygodniach podróżnicy porzucili wozy, które stwarzały zbyt wiele kłopotu. Mimo to nie zdążyli dotrzeć na czas (połowa sierpnia) do Princess Chartotte Bay gdzie oczekiwał na nich statek z uzupełnieniem zapasów. Dotarli tam z 2-miesięcznym opóźnieniem. Pozostało tam 8 ludzi, którzy byli zbyt wyczerpani, aby kontynuować wędrówkę. Kennedy zostawił również większość pozostałych zapasów i 2 konie, które nadawały się już tylko na mięso. Warto odnotować fakt, że wędrowcom nie udało się prawie niczego upolować - 1 kangur, 2 emu i 5 wallabies (małe kangury), znikome ilości ryb. Próby odżywiania się miejscowymi orzechami, ziarnami i owocami też były nieudane - zatrucie dzikimi figami.
Wkrótce dwóch kolejnych członków wyprawy nie miało sił kontynuować wędrówki. Zostali w towarzystwie kolegi, który niechcący się postrzelił.
Edmund Kennedy kontynuował wędrówkę jedynie w towarzystwie Aborygena Jacky Jacky. Był tak słaby, że przez większość drogi Jacky Jacky niósł go na plecach. Gdy byli 20 kilometrów od celu Aborygeni zaatakowali i zabili Kennedy'ego. Jacky Jacky dotarł samotnie do celu wyprawy gdzie czekał na niego statek Ariel.

Czym prędzej ruszyli zabrać ludzi zostawionych po drodze. Po trzech zostawionych nie znaleziona żadnego śladu. Z ośmiu osób zostawionych w okolicach Princess Charlotte Bay, zostalo tylko dwóch, pozostali umarli z głodu.
Pozostalo jeszcze jedno, wrócić na Cape York i zabrać ciało Edmunda Kennedy, którego Jacky Jacky pochowal na miejscu śmierci. Grób był pusty. Ciała nie znaleziono.

Jacky Jacky został odnaczony przez gubernatora napierśnikiem i powrócił do swego plemienia. Niestety po pijanemu wpadł do ogniska i spalił się.

Żródła: TU i TU.

16 sierpnia wyruszam na tę samą trasę. Ekipa liczy też 13 osób. Nie bierzemy koni ani owiec za to tylko jeden wóz z napędem na 4 koła. W informacji o wycieczce wyczytałem, że codziennym rytuałem będzie "happy hour" wokół ogniska. Czyli niebezpieczeństwo czyha.

PS. W informacji o wycieczce wyczytałem jeszcze, że nigdzie na trasie nie bedzie dostępu do injternetu a tylko w 4 miejscach będzie połączenie dla telefonów komórkowych pod warunkiem, że są abonentami system Telsra 4G. 

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

   Ciotuchna

Wczoraj łamaliśmy szyfry, a dzisiaj języki. Nie wiem czyj to wierszi i jaki ma tytuł. Pisze z pamieci:

 

Jeden Karol, dwie Barbary

mieli na przeciwko dwa

bez żadnej nazwy bary

gdzie pijano piwko.

 

Słynie w barze u Karola

rabarbar z świeżości

zaś u Barbar gra pianola

barkarolę miłości.

 

Nakazali, prawu gwoli

nazwać bar, pod karą

Barkarola Karolowi

Rabarbar Barbarom.

 

Trudno tutaj nie rzec hola!

każdy jest jak skarb bar

Barkarola bar Karola

Rabarbar bar Barbar!

04:14, kanadyjka82
Link Komentarze (8) »
piątek, 09 sierpnia 2013

pharlap   pharlap

Codziennie obserwuję wiadomości z Polski i informacje o panujących tam upałach. Do nas, po długiej zwłoce, zawitała zima. W Melbourne oznacza to szarugę i deszcze. W tym roku wyjątkowo źle to znoszę, może dlatego, że wakacje już na horyzoncie. Może właśnie to niecierpliwe oczekiwanie kazało mi wrócic do czasów młodości i do popularnej szkolnej zabawy:
Ka-ju-ka-rek-ka-je-ka-st-ka-głu-ka-pi....

Pamiętacie?  Bardzo prosta metoda szyfrowania informacji. Natychmiast przypomniały mi się fragmenty książek, w których również zajmowano się łamaniem kodów. Na pewno w obecnym świecie, coraz to wstrząsanym jakimś wikileaks lub PRISM powstaje wiele książek, w których ktoś coś szyfruje a ktoś inny to łamie. MNie jednak utkwiły w pamięci te z lat szkolnych.

Poniżej podaję cztery fragmenty i zagadkę:
proszę podać nazwiska autorów i tytuły utworów, z których zaczerpnąłem te fragmenty. Prócz tego każdy fragment zawiera stosowne pytanie dodatkowe.

Życzę dobrej zabawy i nie obiecuję żadnych nagród... ale w świecie szyfrantów nic nie wiadomo...

============

1.

- List! Jest list od XX!
- Chwała Ci, Panie Boże! - zawołał profesor.
- Jakiś nieznany człowiek go przyniósł i oddał ludziom na polu.....
Profesor zaczął czytać głośno, najpierw bardzo szybko, potem coraz powolniej. Skończył i spojrzał na wszystkich zdumionym wzrokiem.
- Dziwny list - rzekł po namyśle. - Jakiś sztuczny i wymyślny....
...Przecież wie, że nasza wieś zowie się Bejgoła? Wie czy nie wie? Czemu ją tedy nazywa "Ejgołą"? Ha!.... Ale w tym liście dziwniejsze jeszcze znajdują się rzeczy. Powiedzcie mi, kim jest ta "pani Maria", za którą mu tak tęskno?
- Może o mnie myślał?
- Przecie tobie na imię Ewa?
- Mógł zapomnieć...
- Pokaż mi ten list! - zagrzmiał brat. Przyjrzał się bacznie pismu i mówił:
- Nie to mnie dziwi, że pomieszał imiona... Mógł naprawdę zapomnieć. Wiatr hula po młodej głowie... Zastanawia mnie jednak szyk tych kilku zdań, porwany, krótki, istotnie jakiś sztuczny. I zastanawiają mnie te nierównej długości wiersze. Żaden prawie nie dociera do samego brzegu kartki i czym prędzej przenosi się na lewą stronę. Zazwyczaj piszący dociera ze swym słowem do brzegu, a skoro mu miejsca nie starczy, dzieli słowo i drugą jego część przenosi. Tak podobno czyniono za moich czasów. Ten młodzieniec jednak nie podzielił żadnego słowa. Zaraz!... Czuj duch! Dlaczego on tak uczynił?

Pytanie dodatkowe:
Na czym polegała metoda szyfrowania i jaka informacja została przesłana?


===============

2.

Między trupia czaszką i koźlęciem ujrzałem następujace znaki nakreślone nieudolnie czerwonym atramentem:

"53%%+305))6x;4826)4%|)4%);80%x;48+8I60))85;1%(;:%x8+83(88)5x+;46(;88x96x?;8)x%(;485);5x+2:x%(;4956x2(5x-4)8I8x;4069285);)6+8)4%%;1(%9;48081;8:8%1;48+85;4)485+528806x81(%9;48;(88;4(%?34;48)4%;161;:188;%?;"

... Gdybym w zamian za rozwiązanie tej zagadki miał posiąść wszelkie skarby Golcondy, nie zdołałbym na pewno dokazać tego.

Pytanie dodatkowe:
Na czym polegała metoda szyfrowania? 

Uwaga: Znaki procentu w powyższym kodzie to substytuty znaków, których edytor bloxu nie potrafił wyświetlić. Mam nadzieję, że znaki trupiej czaszki i koźlęcia wystarcza dlo identyfikacji utworu.

=====================

3.


- Jak panowie wiecie jest wiele metod  szyfrowania depesz w polu. Najnowsza, której my używamy , jest to cyfrowa metoda uzupełniająca...
Ten nowy system jest bardzo prosty.. jeśli na przykład dostaniemy rozkaz: "Auf der Kote 228, Maschnengewehrfeuer linksrichten" - to otrzymujemy , moi panowie, taką depeszę:
"Sache... mit.. uns.. das.. wir.. aufsehen....".
A więc niesłychanie proste bez wszystkich zbędnych kombinacji..... Wszyscy w milczeniu przyglądali się nieszczęsnej stronicy.. aż nagle rozległ sie głos zaaferowanego kadeta B:
- Herr Hauptmann, ich melde gehorsamst: Jesus Maria! Es stimmt nicht!

Pytanie dodatkowe:
Na czym polegała, w uproszczeniu, metoda szyfrowania i dlaczego nic się nie zgadzało?


=========================

4.


- Pan dobrodziej przybył tutaj z zamiarem obejrzenia telegrafu?
- Tak  jest i byłbym panu bardzo wdzięczny za pokazanie mi go, jeśli nie jest to wzbronione przepisami.-
Boże zachowaj, u nas wszystko wolno. Cóż tu bowiem ukrywać skoro nikt z nas nie rozumie znaków przesyłanych...
- O biedny człowieku .. z tych wszystkich przesyłanych znaków nic pan nie rozumie?
- Nic zgoła. Z wyjątkiem kilku umówionych haseł porozumiewawczych jak na przykład: jesteś wolny, uważaj,.. i tak dalej.
- .. zdaje mi się, że korespondent pana wzywa. Cóż znaczy ten znak, który powtórzył on juz dwukrotnie?
- Zawiadamia mnie żebym byl gotów.
- I cóż mu pan odpowie?
- Powtórzę mu jedynie jego znak, co dla mojego korespondenta ze strony lewej będzie oznaczać "jestem gotów", zaś z prawej strony: "czuwaj".
- Dowcipnie pomyślane.....
- A gdybyś tak pan zamiast otrzymanych znaków przekazał inne. Jaka by cię spotkała za to kara?
- Zostałbym wydalony i pozbawiony prawa do emerytury.
- 300 franków rocznie..
- Proszę mnie teraz zostawic w spokoju, bo uważać muszę na korespondenta, który się odezwie lada chwila.
- Lepiej spójrz pan na to co panu pokazuję. Oto w tej paczce jest 15,000 franków, będą one pana własnością o ile..
- Zechciej mi pan nie przeszkadzać, bo mój korespondent juz powtórnie daje znaki.
- Niech sobie idzie do diabła!
- Trzeci znak! Stało się, będę zmuszony zapłacić karę.
- Sto franków, głupstwo. Masz tutaj piętnaście tysięcy.
- Przecież ja jeszcze miejsca nie straciłem.
- Ale je pan straci. Bo w miejsce tego znaku, który ci twój korespondent wysyła, wyślesz inny....

Pytanie dodatkowe:
Jaki był rezultat wysłania sfałszowanej depeszy?

====================================

Odpowiedzi:
1. K. Makuszyński - Szatan z siódmej klasy - odpowiedziała Żona Oburzona.
Pytanie dodatkowe - akrostych - pierwsze litery kolejnych linijek listu układały sie w tekst: strzeżcie domu. - odpoowiedziała włosz.czy.zna

2. Edgar Allan Poe - Złoty żuk - odpoowiedziała Danstarossa.
Pytanie dodatkowe: zastosowano metodę prostego podstawienia. Odszyfrowano stosując analize częstotliwości występowania poszczególnych liter. Odpowiedziała włosz.czy.zna

3. J. Hasek - Przygody dobrego wojaka Szwejka - odpowiedziała Zona Oburzona.
Metoda dość trudna do opisania więc podam jak tekst odszyfrować. Kluczem była książka Die Sunden des Vaters - tom 2. Nalezy znaleźć w książce pozycję kolejnych słów zaszyfrowanego tekstu a nastepnie znależć literę występująca na tej pozycji. Np  Sache - pozycja 145, na pozycji 145 w tekście znajduje się litera a.
Kłopot w tym, że Szwejk który załatwiał zamawianie książek zamówił tom 1 zamiast tomu 2 gdyz logicznie rozumował, że nikt nie będzie czytal książki zaczynając od drugiego tomu. 

4. A. Dumas - Hrabia Monte Christo.
Sfałszowana depesza donosiła, że Don Carlos wrócił do Hiszpanii co spowodowała spadek wartości hiszpańskich inwestycji. W ten sposób wrogowie E. Dantesa stracili ogromny majątek.
Słyszałem pogłoski, że było to oparte na fakcie autentycznym - fałszywej informacji, że Napoleon wygrał bitwę pod Waterloo dzięki której to informacji Nathan Rothschild zarobił ogromne pieniądze na londyńskiej giełdzie.  W internecie znalazłem informacje, że kurierzy Rothshilda byli dużo szybsi od kurierów Wellingtona i dzieki temu zarobił on (Rothschild) ogromne pieniądze, ale nie było w tym oszustwa tylko najuczciwszy w świecie bluff - patrz TUTAJ.

====================================

Tagi: książki
13:01, pharlap
Link Komentarze (15) »
środa, 07 sierpnia 2013

  Ciotuchna (chwilowo w Kanadzie)

Podczas naszej nieobecności młodzież dokonała zamiany mieszkań i przeprowadzek. Kiedy obudziliśmy sie, po odespaniu drogi powrotnej, powitał nas mój Ojciec, który już na dobre zadomowił się w naszym mieszkaniu.

Spokój i cisza nie długo trwały. 15 lipca urodziła sie nam pierwsza WNUCZKA, córeczka Małgosi i Andrzeja. Była prześlicznym dzieckiem, nie wiem może tylko w oczach zachwyconej babci. Trzeba było trochę pomagać Małgosi, bo była po cesarskim cięciu. Był to rok dużych trudności  zaopatrzeniowych. Wszystko trzeba było zdobywać, a nie kupować!

W połowie sierpnia wypadała nasza  dwudziesta piąta rocznica ślubu, czyli Srebrne Wesele. Oczywiście grono znajomych i przyjaciół zaprosiliśmy na uroczystą kolację, w której przygotowaniu dzielnie pomagała mi Maria, a mąż był zaopatrzeniowcem. Kupiliśmy sobie sami rocznicowy prezent: piękny, duży, pierwszy dywan.

To jednak nie koniec atrakcji tego roku. Ogłoszono konkurs na dyrektora Ośrodka Ortopedyczno - Urazowego Dla Dzieci i Młodzieży na Bystrym, koło Zakopanego.

Piękny ośrodek, w którym byliśmy w poprzednim roku w zimie. Mnie najbardziej się podobało służbowe mieszkanie dyrektora, bo była to stara góralska chata, ale z nowoczesnym wnętrzem. To nie był normalny konkurs polegający na egzaminie, to był konkurs papierów, dokumentów, poparć, opinii i innych cennych papierków.

Mąż postanowił stanąć do tego konkursu i rozpoczął zbieranie papierów. Jeździł po całej Polsce, bo we wszystkich ośrodkach byli profesorowie, którzy znali i cenili jego dorobek i zgodzili sie wydać o nim opinie. Ostatnia opinia jaką mąż dostał była od prof. Degi z Poznania. Profesor przeczytał wszystkie dokumenty i powiedział " No Mieciu z takimi papierami to masz stanowisko w kieszeni"

Niestety mąż przegrał ten konkurs, bo oprócz opinii sław i znakomitości polskiej medycyny, trzeba było mieć jeszcze legitymację w czerwonej okładce, a takiej legitymacji mąż nigdy nie miał. I tak prysnęła nadzieja na samodzielne poprowadzenie dużego szpitala.

Była juz późna jesień i lekki smutek, że sie nie udała sprawa z Bystrym, kiedy wezwał męża jego szef, prof. Weiss i oznajmił, że w przyszłym roku mąż musi jechać do Libii, bo ekipa z Konstancina, która tam pracowała, nie może sie dogadać z arabskimi szefami szpitala i powstały jakieś ostre zatargi. "Ty znasz Arabów i pogodzisz wszystkich. To wyjazd na dwa lata”.

No i zaczęły się w domu dyskusje jak to wszystko pogodzić i zorganizować, bo tu dom i chory Ojciec i dzieci, którym trzeba pomagać. Czy mąż ma jechać sam, a ja będę kursować i trochę będę tam, a trochę w Warszawie, czy dam radę? Na dyskusjach w rożnych gronach uczestników czas nam zeszedł do Sylwestra i końca 1976 roku !

Sami oceńcie jaki to był rok, bo ja sadzę, że mógł nam wystarczyć na kilka lat?

03:44, kanadyjka82 , Ciotuchna
Link Komentarze (2) »
sobota, 03 sierpnia 2013

   Ciotuchna

Są sytuacje w których aparat fotograficzny sam się w rękach otwiera, ale tu potrzebna była kamera, a rzecz wyglądała tak:

W domu naprzeciwko, na murku okienka piwnicznego, spał sobie smacznie kot. Był rozwalony na całą szerokość okienka i przez sen czuł sie pewnie panem świata. Z jego legowiska zwisał w dół malutki kawałek ogona. Ogon też spał z całym kotem.

W pewnym momencie do kota przymaszerowała młoda sroka, popatrzyła na kota uważnie i wyraźnie spodobał jej sie ten kawałek ogona. Podeszła bliżej, wyciągnęła do góry szyję wraz z dziobem i usiłowała dziobnąć koci ogon. Ale sroka była za mała, a dziób nie sięgał ogona. Odeszła kawałek i coś kombinowała, co było widać w całej sroczej postaci. W tej chwili podbiegła druga młoda sroka i od razu zabrała się za zdobywanie kociego ogona. Jęła podskakiwać i osiągnęła cel, bo dziobnęła koci ogon.

Kot sie lekko poruszył, ale nadal udawał, że śpi, a sroki rozochocone podskakiwały już obie i chyba któraś mocno musiała kolnąć dziobem koci ogon, bo kot prychnął i machnął łapą, odganiając natrętne sroki. One jedna bawiły sie dalej i doskakiwały do kociego ogona, aż kot miał dość. Zerwał się i palnął którąś mocno łapą, pewnie z pazurami.

Sroki odskoczyły, a kot przeciągnął sie i zeskoczył na ziemię. Odszedł dumny, unosząc wysoko w górę ocalony ogon.

 

[Kanadyjka] Poszperałam w Internecie i znalazłam na YouTubie 2 filmiki, które doskonale ilustrują tę scenkę:

http://www.youtube.com/watch?v=p1QCf8lHu4o

http://www.youtube.com/watch?v=plCcrT-NdEY

04:03, kanadyjka82
Link Komentarze (3) »
piątek, 02 sierpnia 2013

 Kattinka

Na „Wieczór włoski” przygotowałyśmy przepisy wg Tessy Capponi. Niezwykle smakowite potrawy, które mają w sobie tyle poezji, że wystarczy zamknąć oczy, by przenieść się do rozgrzanej, pachnącej rozmarynem i tymiankiem, Toskanii. Pamiętajmy o schłodzeniu białego wina!  

Wszystkie przepisy podane są w proporcjach na 6 osób.

Menu

1. Łosoś pieczony w kaszce kus-kus

2. Spaghetti con frutti di mare

3. Panna cotta

 
ŁOSOŚ PIECZONY w kaszce KUS-KUS

1 filet łososia (około 1 kg)

225 gr kaszy kus-kus

300 ml wywaru rybnego lub warzywnego

2 kopiaste łyżki mieszanki ziół z posiekanego rozmarynu, tymianku i mięty

starta skórka z jednej cytryny

1 jajko

oliwa z oliwek

sól, świeżo zmielony pieprz

Sos

300 ml gęstego jogurtu naturalnego

1 ogórek

2 łyżeczki musztardy prowansalskiej

Kus-kus zalać gorącym wywarem, przykryć i odstawić na parę minut. Kiedy kus-kus wchłonie cały płyn, wymieszać widelcem, dodać posiekane zioła i skórkę z cytryny, ponownie wymieszać i odstawić.

Filet łososia pokroić na kawałki (150 gr. każdy), posolić, oprószyć świeżo zmielonym pieprzem, zanurzyć w lekko ubitym jajku i obtoczyć w przygotowanej mieszance kaszy kus-kus (tak jak w bułce tartej, ale będzie to wymagało lekkiego przyklepania). Obtoczone kawałki ryby ułożyć na blaszce lekko posmarowanej oliwą i wstawić do gorącego piekarnika (190C) na 15 minut.

Sos: jogurt wymieszać z musztardą, lekko posolić i w ostatniej chwili dodać obranego i pokrojonego w drobną kostkę ogórka.


SPAGHETTI CON FRUTTI DI MARE

½ kg spaghetti

0,5 kg dowolnej mieszanki frutti di mare

0,5 kg małych pomidorów koktajlowych

1 pęczek zielonej pietruszki

2 ząbki czosnku

szczypta oregano

1 mała ostra papryczka

50 ml wytrawnego wina białego

3 łyżki oliwy

sól, pieprz do smaku 

Drobno posiekać zieloną pietruszkę z 1 ząbkiem czosnku i małą papryczką i odstawić. Spaghetti wrzucić do dużej ilości gotującej się, osolonej wody, wymieszać i gotować, aż będzie „al dente”. W tym samym czasie zrumienić ząbek czosnku na oliwie na dużej patelni, usunąć czosnek, a potem wrzucić owoce morza. Mieszać energicznie przez kilka minut, potrząsając patelnią, na bardzo dużym ogniu, na koniec dodać wino i wymieszać.

Odcedzić makaron, wrzucić na patelnię, dodać przekrojone na pół pomidory, szybko wymieszać, posypać zieloną pietruszką i czosnkiem i natychmiast podawać.


PANNA COTTA 

½ litra mleka

Source: http://www.cookingwithpatty.com/italian/recipe/panna-cotta-with-strawberry-sauce/

250 ml śmietanki (18%)

laska wanilii

1 kawałek cynamonu

skórka z jednej cytryny

20 gr. żelatyny

2 łyżeczki cukru

Świeże truskawki przekroić na połówki lu ćwiartki, posypać cukrem, dodać kieliszek białego wina, delikatnie wymieszać i wstawić do lodówki.

Mleko i śmietankę zagotować z cynamonem, laską wanilii (przekrojoną wzdłuż) i skórką cytryny. Odcedzić, a następnie dodać żelatynę. Mieszać, aż żelatyna się rozpuści, wlać do małych foremek, odstawić do ostudzenia i wstawić do lodówki na kilka godzin.

Wyjąć panna cottę, „wystukując” odwrócone foremki na talerze. Podawać z przygotowanymi wcześniej truskawkami. 

Tagi