Rozmowy wśród przyjaciół
piątek, 28 lipca 2017

julita bielak     Jul

     Któregoś dnia wpadłam do domu, kiedy akurat mierzył stary garnitur i krawat. Wyznał mi, że może skorzysta z kursów uzupełniających dla dorosłych. Zastanawia się, czy nie zostać księgowym. Ja też myślałam o tym, żeby stać się kimś innym niż jestem. Nadal o tym myślę. Przeczytałam książkę pod tytułem "Sztuka miłości". Kiedy ją czytałam, wiele spraw wydawało mi się jasnych, ale potem znów stałam się mniej więcej taka, jaka była wcześniej.

Alice Munro, "Coś, o czym chciałam ci powiedzieć" (Przebaczenie w rodzinie), tłum. Bohdan Maliborski, Świat Książki, str. 130.

z sieci

     "Autorski blog Ewy Marii Slaskiej", "Kronika kota nakręcacza", "Krytycznym okiem", "Wyliczanka", "Miasto książek", "Parapet Literacki", "Przeczytane.Napisane", "Fabryka Dygresji"... - m. in. tu bywam, czytam. I u Tattwy, u Uli Korektorki. 

     W "Fabryce..." znalazłam coś ciekawego: http://fabrykadygresji.pl/2015/01/31/jak-zyskac-popularnosc-na-blogu/

"Uwaga, tłumaczę, co masz robić, jeśli jeszcze nie wiesz.

Wybierasz tytuł dla swojego wpisu na blogu. Jeśli chcesz być na topie, napisz o tym, o czym w tym momencie mówi się w sieci. Tytuł notki powtórz ze dwa, trzy razy w tekście i zaznacz go pogrubieniem. Nie pogrubiaj wówczas żadnej innej treści, bo Google sfiksuje. Ważne fragmenty możesz podkreślić, skursywić, powiększyć, a nawet pokolorować. (XXI wiek, serio, kochani). Wówczas taki wpis zostanie uznany przez przeglądarkowego bota za jednolity tematycznie. W dodatku zacznie na niego wchodzić coraz więcej robotów, czyli wygeneruje się tak zwany ruch organiczny, a co za tym idzie, wzrośnie statystyka. To nie wszystko. W związku z powyższym, wzrośnie też pozycja Twojego bloga w wyszukiwarce Google, a zatem coraz więcej „żywych” użytkowników odnajdzie drogę do Twojej strony.
Dwa miesiące, sześć tysięcy wejść, w zasadzie tylko dzięki temu trickowi. Nie lekceważ potęgi Google."

z sieci  Postanowiłam spróbować, wykorzystać podpowiedź, przyjąć ogień - stąd tytuł. Bo jaka inna może być najpopularniejsza w aktualnościach nazwa, jak nie PIS, głównie o tym się mówi.
     Ktoś parsknie śmiechem: "Uczysz się w sieci!?". I tak, i nie. Chodziłam na kurs, wykładowca-matematyk uwielbiał Excela. Word, ten - tu machnięcie ręką - edytor miał nastąpić kiedyś, kiedyś się wydarzyć, jak zapowiadał. Nauczyciel kochał też porządek. Na każdych zajęciach sprzątaliśmy dyski, partycja C, partycja D. Niechętnie nanosiłam wydatki na wykres. Biłam się z myślami, gdzie umieścić książki, w kulturę czy w używki. W nałogi?. Nie podzielałam entuzjazmu jasnego widzenia zużytkowanych pieniędzy, co to zmieni. Nie kupię mniej mydła. Wlokłam się w ogonie grupy.
 
bielak
 
     Mam informatyka w rodzinie, ale czuję tremę przed zadawaniem mu pytań. Tak było kiedyś - korepetycje: uczący siedzi, grzanki z serem i pomidorem zjedzone, nauczana stoi niepewnie - a co dopiero dzisiaj! Paweł studiuje na PG, za dużo wie. Komputer, traktowany przeze mnie jak wspaniale zbędny deser, od dawna stał się jego daniem głównym. A że od deseru oczekujemy pocieszenia i radości, to, z Waszą, czytelników, pomocą, przetestuję, jak działa podpowiedź "Fabryki...". Mam w zanadrzu konkurs ze smacznymi nagrodami, wymyślam zadanie. Stay tuned.
 
 

    

02:24, julitczka
Link Komentarze (1) »
niedziela, 23 lipca 2017

julita     Jul

     Zawitała do mnie scena polityczna, załomotała w drzwi. Przeraziła, zabrała spokój i poczucie bezpieczeństwa, zachwiała wiarą w stałość wywalczonej demokracji. Nałożyła się na ekran z ukochanym filmem, szarpała stronicami książki. Zasiała trwogę. Nie wyszłam na protestującą ulicę, gramolę się z domu z trudem, z jeszcze większym trudem udaję, że się nie gramolę. Olimpiada młodości nie może trwać bez końca. Pozostaje baczne przyglądanie się.

Joanna Helander

                          Fot. Joanna Helander

     I, dla równowagi, ucieczka nocą w wybrany przez siebie nierealny świat. Dom także jest stacją w podróży, postojem. Nie muszę być grzeczna, nie muszę się kłaniać. W ubogiej dekoracji mogę przewodzić, mogę znajdować ukojenie, leczyć rany. Mogę radować się niespodziankami sprawianymi przez przyjaciół. Jak ostatnią, gdy Wojtek przysłał mi tom ze zbiorem wierszy. Spełnił rolę szlachetnego pośrednika, "Antologię Postscriptum" sprezentowała mi Elżbieta, a mieszka daleko. Zadziwiająco książka połączyła dwie formy czasowe, dwie epoki: znajomość z Wojtkiem sprzed lat, z liceum i tę nową, wirtualną z Elżbietą. Zamknęła klamrą życzliwości, ważną, podpierającą. Piękną. Jak wiersze Elżbiety, jak zaprojektowana przez nią okładka.

julita

Elżbieta M. Będkowska-Adamczyk

Szepty                                                                (whispers

niebo nade mną                                                   the skies above me

maluje pokój błękitny                                           paint blue room

 

drzewa nade mną                                                 the trees before me

szepczą czasem                                                    whisper time

 

podróżnik we mnie                                                the traveler  within me

marzy odwiecznie                                                  dreams eternally)

*

a pod stopami niebo masz niczyje

próba powrotu otwiera drzwi do labiryntu

słów wymieszanych z odcieniem niedowierzania

to już kolejny okradziony luty wijący się pod niebem

zabłąkany cień opadającego cicho pióra

anioła na rozstaju wschodu i zachodu nie zatrzymasz

zna swoje przeznaczenie przywiązane do właściciela

nie ma wyboru nawet jeżeli gdzieś kiedyś ktoś

powiedział że każdy jest najpiękniejszy

 

najprawdziwszy jest twój

drzemiący pod kruchością świtu

*

niebieskie dmuchawce

nocą kiedy trudno

znaleźć sedno

na rozstajach godzin

rozbłyskują dmuchawce

 

chichoczą puchem

prosto w obolałe dusze

ścielą ostre krawędzie

zostawiając białą gwiazdę

poranną

*

Josef Sudek

                                  Fot. Josef Sudek

środa, 12 lipca 2017

julita   Jul

     "To był bezkompromisowy artysta. Taki trochę młodopolski, dziwny, wspaniały, awangardowy, który żyje sztuką". - Zygmunt Konieczny, kompozytor związany z Piwnicą pod Baranami, Inni o Wiesławie Dymnym.

julitajulita    

     Biografię Wiesława Dymnego podarowała mi pani Dorota. Książkę mogłam wówczas wybrać spośród zeszłorocznych nowości ZNAKu, wybór był trudny. I nie, bo postać Dymnego i aura Piwnicy pod Baranami fascynowały mnie od dawna. W latach sześćdziesiątych w wakacje rozbijano w Sopocie, najpierw naprzeciwko Grand Hotelu, potem przy Haffnera, wielki namiot. Nazywano go Teatrem Letnim, dobra scena na lato dla stołecznych, i nie tylko, artystów. Chodziłam na wszystkie przedstawienia, na występy kabaretów, koncerty. Tu widziałam spektakl Piwnicy pod Baranami. Odkryłam poetyczny a zarazem groteskowy, rodem z Gargantui i Pantagruela Franciszka Rabelais'go, świat Dymnego. Lat miałam, siedemnaście? Może.

julita

     Na zimowe ferie siostra z mężem zabrali mnie do Zakopanego. Baśka i Mietek zawsze skupiali wokół siebie liczne grono znajomych i przyjaciół, a także ludzi przypadkowych, acz arcyciekawych. Któregoś dnia do ich pokoju hotelowego zawitał Wiesław Dymny, zamarłam. Przyszedł z dziewczyną, ładną, krótko obcięte blond włosy, na bardzo biało pomalowane paznokcie. Dymny ułożył się na dywanie, nic nie mówił. Mówił milczeniem. Nawet nie wiem, na co patrzył. Na nic, w głąb siebie. 

     "Wiesiek za dużo nie mówił. Nie zwierzał się, nie oblepiał się przyjaciółmi". - Jerzy Cnota, przyjaciel Dymnego, aktor.

     W pewnym momencie do pokoju weszły przepiękne dziewczyny, elegancko ubrane, pewne siebie. Modelki z Cory. Stanęły nad Dymnym, wyciągnęły dłonie na powitanie. - Dzisiaj z nikim się nie poznaję - usłyszały. Cios. I mój cichy zachwyt z kąta pokoju.

wojciech wiernicki

Fot. Andrzej Wiernicki

     "- Cześć kumie, a gdzie wy się ubierota? - A u Diora. - Godocie - a wyglądacie jak jaki syberyjski łachmyta". Z "rozmówek" wzorowanych na chłopskich, prowadzonych z Krzysztofem Litwinem, str. 219.

julita

     Na studiach ktoś podarował mi genialny, wydany w niskim nakładzie z okazji jubileuszu 10-lecia istnienia Piwnicy,  album. Zawierał sporo tekstów Dymnego, fotografie, nuty. Obnosiłam się z książką, prawie nie rozstawałam. Ktoś potem ją ode mnie pożyczył, nie oddał. Teraz stale towarzyszy mi biografia, fantastyczna, rzetelna, elegancka, przedstawiająca życie Dymnego przez pryzmat jego artystycznych dokonań. Kartkuję kolejny raz, nie kończę, oglądam zdjęcia, czytam, nucę "Opuszczony dom". "Ulica wściekła, ulica zła" śpiewała Ewa Sadowska.

wojciech plewiński

Fot. Wojciech Plewiński

     Od dawna chciałam napisać o Dymnym w Altanie. Rozpędzałam się i ... bach!, stawałam. Bo jak zmierzyć się ze "światem jak wieczność, w której życie rozpala się na krótko, jak złudzenie". Z zagadkową siłą. W sieci znalazłam wiersz, słowa piosenki, tak ładnie się zaczyna - jak moje ongiś marzenie. Zmęczonym - poprzez "Siedem jest bestii moich" - wędrowcem kończy.

    To było tam na dole
Gdzie w dymie od pokoleń
O Wielkiej Sztuki rolę
Straszliwy kipi spór

On przyszedł przed północą
Kiedy się diabły kocą
I właśnie z ich pomocą
przytaszczył bestii wór

A bestie jak to bestie
Dziwne głosiły kwestie
Nieczułe na sugestie
By przegnać pustki czad

Wszystkie żłopały wódkę
Z natychmiastowym skutkiem
Jak gdyby strach przed jutrem
Wypiął włochaty zad

Zjawiła się panienka
W talii bezczelnie giętka
Króciutka jej sukienka
Zastanowiła nas

Nadleciał Czarny Anioł
Z uwagą spojrzał na nią
I nagle tuż pod ścianą
Dwuznaczny wyrósł las

Potem przylazły koty
Dźwigając w łapach młoty
Gotowe do roboty
Która im była w smak

Jeden zamruczał – hopla
Zrobimy aeroplan
Starczy fantazji kropla
By się zabawić tak

Zaś Szajbus dynamiczny
Wyraźnie obsceniczny
Uderzył w ton tragiczny
Tłukąc kieliszki dwa

Bełkotał że na wieży
Wisielec małoświeży
Dla stada nietoperzy
Na saksofonie gra

Wszystko się zakręciło
Nienawiść smutek miłość
Czy tak naprawdę było
Tego dziś nie wie nikt

Wśród tylu zmór i ludzi
Niełatwo się obudzić
Lecz po co tak się trudzić
Gdy rozum smacznie śpi

On wstał by coś powiedzieć
Więc lepiej było siedzieć
Cichutko jak te śledzie
Aby nie wkurzył się

Spojrzał nam prosto w oczy
I wtedy nas zaskoczył
Tym co w pamięci mroczy
Jak niewyraźny sen

Słońce wschodzi raz na dzień tylko raz
Tylko raz wygasza ognie bladych gwiazd
Ja zmęczony wędrowiec żegnam was
Słońce wschodzi raz na dzień tylko raz

Leszek Wójtowicz, Noc cytatów.

julita

    

    

    

 

Tagi