Rozmowy wśród przyjaciół
poniedziałek, 28 lipca 2014

   Ciotuchna

 

Dzis młodzieżowo
 
Jak dobrze nam zdobywać góry
i młodą piersią chłonąć wiatr
prężnymi stopy deptać chmury
i palce ranić o szczyt Tatr.
 
Mieć w uszach szum, strumieni śpiew
a w żyłach roztętnioną krew
hejże, hej, nejże ha
żyjmy więc póki czas
bo kto wie, bo kto wie
kiedy znowu ujrzym was.
 
Jak dobrze nam głęboką nocą
wędrować jasną wstęgą szos
patrzeć, jak gwiazdy niebo złocą
i czekać co przyniesie los.
 
Mieć w uszach....
 
Jak dobrze nam po wielkich szczytach
wracać w doliny, w progi swe,
przyjaciół jasne twarze witać
o młoda duszo raduj się!
Mieć w uszach....
**************************
Kandyjka

A tutaj możecie posłuchać
01:16, kanadyjka82
Link Komentarze (1) »
piątek, 25 lipca 2014

 

     Juliczka

 

   Jak minął dzień?

Czy ktoś wskazał wam dziś miejsce w szyku? Czy uśmiechnęło się do was szczęście.

 

W.Eugene Smith

 

                               fot. W.Eugene Smith

Otwieraliście drzwi auta czy wysiadaliście z niego? Pytam cała w ukłonach i lansadach.

- Do końca października nie ma miejsc, na listopad nie zapisujemy, dowiadywać się - usłyszałam od pani rejestratorki w przychodni z laryngologiem. Coś jeszcze chciałam, dokądś pójść, podskoczyć, wróciłam do domu z torbą wiśni. Jest lato, są wiśnie, po co komu laryngolog.

Zanim jutro podejmę kolejną próbę mierzenia się z życiem za bary, obejrzę film "Spotkania z Czesławem Miłoszem", zrealizowany przez Wydawnictwo Literackie, mam na płytce. Noblistę i rozmowy z nim wspominają przyjaciele, profesorowie i dziennikarze. Wspomnienia prof. Teresy Walas, prof. Aleksandra Fiuta, Ireneusza Kani, Tomasza Fiałkowskiego oraz Katarzyny Janowskiej uzupełnione zostały o biograficzną opowieść Agnieszki Kosińskiej, która w latach 1996-2004 pełniła rolę osobistej sekretarki pisarza. Wykorzystano też archiwalne nagrania z udziałem Czesława Miłosza.

Gdy nie można realnie, "po sprawach", blisko ziemi, należy pozwolić wyrosnąć skrzydłom. Nawet, gdyby używać ich jedynie latem i to wyłącznie do wachlowania się.

 

 

poniedziałek, 21 lipca 2014

  Ciotuchna

Dziś ciąg dalszy pieśni i piosenek przedwojennych.
 
    HYMN  DO  BALTYKU
 
Wolności słońce pieści lazur
łódż nasza płynie w świata dal
z okrętu dumnie polska flaga
uśmiecha sie do złotych fal.
 
I póki kropla jest w Bałtyku
polskim morzem będziesz ty,
bo o twe wody szmaragdowe
płynęła krew i nasze łzy
 
Strażnico naszych polskich granic
już z dala brzmi zycięski śpiew
i nie oddamy ciebie za nic
zamienisz ty się pierwej w krew.
 
I póki kropla......
 
Nad morzem krążył orzeł biały
i ochrzcił fale własną krwią
pomorskie straże rozbrzmiewały
nad brzegiem morza piosnką tą.
 
I póki kropla.....
 
Trochę to pretensjonalne słowa, ale stare...
 
 
I druga piosenka zupelnie w innym nastroju:
 
Chociaż. każdy z nas jest młody
lecz go starym wilkiem zwą
my strażnicy morskiej wody
marynarze polscy są
 
Morze, nasze morze
wiernie ciebie będziem strzec
mamy rozkaz cię utrzymać,
albo na dnie, na dnie twoim lec
albo na dnie z honorem lec
 
Zadna siła, żadna burza
nie odbierze Gdańska nam
nasza flota, choć nieduża
wiernie strzeże portu bram.
 
Morze nasze morze....
14:24, kanadyjka82
Link Komentarze (3) »
sobota, 19 lipca 2014

 

     Juliczka

 

                          Powiadają, że Napoleon I miał zwyczaj przed bitwą zanurzać głowę w wodzie kolońskiej, czyniąc mniej więcej to, co tradycyjnie czynił patrycjat rzymski w czasach cesarstwa. Mówi się też, że jego małżonka, Józefina, tak mocno perfumowała swój apartament w pałacu Malmaison, że nikt go jeszcze nie zdołał dotąd całkowicie tych zapachów pozbawić.

"Tylko brak rozeznania, pospolitość myśli i niestaranne wychowanie mogą sprawić, że kobieta zacznie uważać się za całkiem równą swojemu mężowi. Zresztą, istniejąca między nimi różnica nie zawiera w sobie żadnej ujmy: waszymi właściwościami, moje panie, są piękność, wdzięk, urok, wasze obowiązki to uległość i posłuszeństwo". Napoleon na Św. Helenie.

z sieci 

                           Nastawiona pokojowo odkryłam niedawno Neroli Portofino Toma Forda. Dałam się uwieść i wiem, że nie jestem w tym osamotniona. Jest nas przynajmniej dwie oczadziałe, które znam, z Haluś - trzy. Bo słowo perfumy wywodzi się ze starego obrządku rzymskiego kadzenia, jako podziękowanie bogom za ocalenie od epidemii lub klęski. Per fumus oznacza po łacinie, pamiętam, pamiętam, kadzenie przez dymienie, uwędzenie. Już w starożytnych krajach arabskich używano powszechnie gumożywic do sporządzania perfum znanych jako kadzidło, mirra i nard. Do dziś dnia kobiety beduińskie mieszkające na pustyni perfumują się siadając w dymie ogniska, na którym palą się pachnące korzenie.

                           Patrick Suskind w swojej znakomitej książce Pachnidło, która przedstawia życie w ulotnym królestwie zapachów, napisał, że zapach jest bratem oddechu. Jak wiadomo, poznanie empiryczne dokonuje się poprzez wszystkie pięć zmysłów: wzroku, dotyku, smaku, słuchu, powonienia. W utworach literackich świat jest przedstawiany zazwyczaj za pomocą zmysłu wzroku, czasem słuchu. Niemiecki pisarz i autor scenariuszy udowodnił w Pachnidle, że poznania można dokonywać niemalże wyłącznie poprzez zmysł powonienia. Indywidualność człowieka lub przedmiotu zależy od wydzielanego przez nich zapachu, od tego, z jakiej mieszaniny woni się składają. Grą słów można wyrazić coś, co jest teoretycznie nie do przekazania. Od zapachu nie można uciec, gdyż pobieramy go wraz z powietrzem, którym oddychamy, a więc nie jest to sprawa błaha, nieistotna dla naszego życia, zdrowia i samopoczucia. Stwierdzono, że określone zapachy mają wpływ nie tylko na nasze zmysły, ale i na zdrowie. Stąd medycyna niekonwencjonalna leczy zapachami - aromaterapią.

z sieci

                              Perfumujemy się, by wzbudzić zainteresowanie. Kwiaty, korzenie, drewno sandałowe i cedrowe, skóra, tytoń, lawenda, paproć, mech, geranium, zioła, anyżek, koper włoski, tymianek, rozmaryn, wanilia, cynamon, goździki, pieprz, dziko rosnąca trawa i kwitnące rośliny łąkowe mają czynić z perfum nosiciela magii miłosnej, która oszałamia i oczarowuje swoje ofiary. Jest jeszcze Cypr, mieszanina mchu dębowego, róży, ambry i żywicy oraz Orient, słodkie zapachy Dalekiego Wschodu z opoponaxem o działaniu erotogennym. Goździk, żonkil, jaśmin, mimoza, rezeda, hiacynt, heliotrop, pomarańcza, kasja, eugenka, drzewo kanangowe, mięta, fiołek, pelargonia, bergamotka, cytryna, mandarynka, tatarak, imbir, kosaciec, migdałowiec i muszkatołowiec, wreszcie - piżmo i cybet oraz kastoreum, wszystko w służbie afrodyzjaków. Tworzenie perfum, mawiał Guerlain, przypomina komponowanie muzyki, łączy głęboką refleksję z talentem artystycznym. Zaklęte we flakonikach zapachy powinny podkreślać naszą osobowość i typ urody, styl ubioru, makijaż, a nawet porę dnia.

                              Umiarkowanie w użyciu wonności również miało, a i pewnie nadal miewa, swoich zwolenników. Cicero w liście do Attyka pisał: "Ładnie pachnie kobieta, która nie pachnie wcale". Ładnie pachnie poranek, który pachnie kawą.

            

poniedziałek, 14 lipca 2014

   Ciotuchna

Padło kiedyś takie pytanie: jaką propagandą i jakimi tekstami karmiono przedwojenna młodzież, że potrafiła, wbrew wszelkiej logice, walczyć tak dzielnie z Nazistami i oddawać w tej walce swoje młode życie?

Ja przed wojną byłam dzieckiem nie młodzieżą, ale i ja byłam "karmiona" patriotycznymi tekstami. Nieważne jakie to były teksty, jaką miały treść, ale ważne jak były podane.

Powojenny PRL głosił hasła państwowotwórcze (okropne słowo), głosił je w nudnych przemówieniach na wiecach i masówkach, na które ludzie przychodzili nie z własnej woli i potrzeby serca i rozumu a byli poprostu spędzani. Powtarzano tam te same slogany, które ludzie znali już na  pamięć i umieli sami powtórzyć bez zastanowienia. Dobrze, ze bez zastanowienia, bo w tych sloganach i hasłach były puste, czasami niezrozumiałe słowa.

Przedwojenna "propaganda" dla młodzieży była atrakcyjna, podana w sposób ciekawy, bo w treści wierszy i piosenek z dobrą, wpadającą w ucho melodia, która pomagała zapamiętać i zrozumieć treść.

Mam część tych tekstów zapisanych z pamięci i jak zwykle nie znam ani autorów ani kompozytorów, ale jak Was znam to w internecie znajdziecie potrzebne nazwiska, a może nawet i melodie....

Dziś słowa pierwszej  piosenki, ktorą można raczej nazwac pieśnią, jest bardzo patetyczna.  

Myśmy przyszłością Narodu
pierś nasza pełna jest sił
dążmy do wolności Grodu
naprzód, lecz nigdy w tył!

Laurami przystrójmy głowy
nie znajmy w życiu swym trwóg,
polskiej ojczystej nam mowy
nie wydrze żaden wróg.

Zdobądźmy skrzydła sokole,
nauce poświęćmy czas,
a światłość zdobytą w szkole
nieśmy do ludu mas!

 

Rezerwuje sobie na te wspominki ze cztery letnie poniedziałki. Dobrze?

Wasza ciotuchna.

04:57, kanadyjka82
Link Komentarze (3) »
sobota, 12 lipca 2014

 

     Juliczka

 

                     Julian Tuwim naśladował słowika pisząc: "W białodrzewiu ćwirnie i srebliście słodzik słowi słowisieńskie ciewy". Pięknie tłumaczyła śpiew słowika Maria Jasnorzewska-Pawlikowska:

 

"Słowik skryty w drzew obłokach, wykwita pytaniem.

I pyta się srebrno-szklanie, nutą słodką, śmigłą,

Co łagodnie w niebo wnika kryształową igłą...

I jeszcze się pyta szklanie, cicho i nieśmiało,

A dźwięk spada srebrną, słabo wypuszczoną strzałą...

I znowu się pyta jasno, a ostatnie słowo

Zatrzymuje się na niebie świecąc diamentowo...

I znów się raz jeszcze pyta, a wyniosłość dźwięku

Jest jak sztylet samobójczy, podniesiony w ręku...

I znów pyta się uparcie, wstrzymuje łzy ptasie,

Kryje oczy mgłą zasnute w siwych piór atłasie".

                   

                       Podobno, gdy słowik śpiewa, nie czyni tego z potrzeby słowiczego serca, ani w przypływie tęsknoty czy żalu, ani z miłości do pani słowikowej, ani uraczony słowiczą ambrozją. Najzwyczajniej w świecie informuje innych mieszkańców słowiczego świata, że tu jest jego dom, że tu jest jego zagroda i biada temu, kto, nieproszony, naruszy jego prywatność. Śpiewa do czasu, aż wylęgną się pisklęta. Gdy wyfruną z rodzinnego gniazda, milknie. Czasami tylko mało wdzięcznie kraknie, nie żeby był chory, tak funkcjonuje jego gardło, przestraja się. Piękne rzeczy i sprawy, gdy poznamy ich istotę, mogą odrobinę zasmucać. Czy nie lepiej żyć złudzeniem...

                        Nie mam zdjęcia słowika, ale skoro "skryty w drzew obłokach", to może tu, w oliwskim parku, a może tu - w ogrodzie Posejdona lub w mazurskich lasach.

moje

moje

moje 

piątek, 11 lipca 2014

 

     Juliczka

 

                     Nakładem Wydawnictwa Literackiego właśnie ukazała się książka "Księga stylu Coco Chanel. Jak stać się elegancką kobietą z klasą" autorstwa Karen Karbo. Nie mam jej na półce i nie wiem, czy jeszcze nie mam, czy mieć nie będę.

                     Dla osoby samej Chanel byłoby warto przeczytać, dla mojej - nie. Bo ja się już nie zmienię. Ja się już "nie staję", ja już jestem i taka pozostanę. Mogłabym poznać spojrzenie Karbo na ikonę stylu i patronkę elegancji - fakty z życia, anegdoty, legendy, plotki o Coco Chanel. Podejrzewam, że była wzorem projektantki i poprawności ubrania dla mojego ojca. Gdy mama wracała od krawcowej z nową kreacją, zwykł był mówić: To trzeba odprasować". I dodawał: "Ładna, ale przydałaby się lamówka".

moje

                     Dama. Trampki i plecaczki, to ja.

                     Z recenzji Magdaleny Garliczek-Krempy zamieszczonej na Granice.pl dowiaduję się, że problemem, jaki w pierwszej kolejności i przede wszystkim porusza Karen Karbo, jest elegancja. Elegancja pojmowana nie jako założenie na siebie najdroższych kreacji od najmodniejszego w danym sezonie projektanta, lecz elegancja prezentowana jako sposób życia, myślenia, podejmowania decyzji, manifestowania ich czy - wreszcie - wyrażania własnego zdania. Elegancja pochodzi z naszego wnętrza. Zanim się odezwiesz, wszystko o tobie powie to, w co jesteś ubrana: "Nie mam wielkich pragnień. Potrzebuję podstawy życia, jaką jest jedzenie, butelkę wody i torbę od Chanel. Och, i botki Aleksandra Wanga". Dobrze jest przekazywać ubraniem właściwą wiadomość.

                      Z wewnętrznym poczuciem estetyki i umiejętnością zestawiania ze sobą nieoczywistych elementów stroju, deseni, wzorów, materiałów i dodatków trzeba się urodzić, Baśka miała to we krwi.

moje

                     Szyła, cięła, przerabiała, skracała, dopinała. Gdy wyjechała na studia, w szufladach zostały kawałki materiałów, spódnic, bluzek, nie miałam wyobraźni, by po niej tę schedę przejąć. Ani takich pomysłów, jak ona, gdy na przykład trzeba było zareklamować wyroby Cepelii, owinęła wokół siebie kupon jedwabiu z Milanówka i spięła paskiem. "Żeby dojść, trzeba iść. Żeby iść, trzeba mieć buty" - wygłaszał w monologu Wiesław Dymny w Piwnicy Pod Baranami. A ja dodam, że najważniejszy jest cel, nieważne w jakich idziesz butach, byleś go osiągnął. Na świecie istnieje tylko jedna para szklanych pantofli znaleziona w rzymskim grobowcu w dawnej Colonia Claudia Ara Agrippinorum, dzisiejszej Kolonii. Mimo braków w formalnej elegancji jest ona produktem słynnego warsztatu kolońskiego z III wieku n.e., którego szkła, pokrywane ornamentami wężowymi, należą do najwartościowszych. Nie brak im nawet stempla gwarantującego autentyczność wyrobu. Jedna para szklanych pantofelków trzymana gdzieś pod kluczem, nie każdemu dana. A co myślę o sposobie, w jaki ubiera się większość ludzi? Większość ludzi nie jest tym, o czym ja myślę.

01:19, julitczka
Link Komentarze (7) »
czwartek, 10 lipca 2014

 

     Juliczka

 

                          Mój głos nie mówi o tym, ile mam lat.

Także i panu kurierowi, który dziś przywiózł przesyłkę.

moje

                             Słyszał mnie przez telefon i domofon. Zeszłam na dół, by w upał nie pokonywał kolejnych pięter

- To do mnie - odezwałam się. Młody człowiek podniósł głowę, spojrzał i potknął się niepokojąco. Przejęłam w locie przesyłkę. Przegapiłam schodek, zatrzymałam się na parapecie. Zgodnie udaliśmy, że nic się nie stało.

                              Nie trzeba wychodzić z domu, by przeżyć oszałamiającą przygodę. Oboje jesteśmy cali i zdrowi.

moje

                        

00:05, julitczka
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 lipca 2014

 

     Juliczka

 

                          W internecie przybieramy nicki. Ukrywamy się za nimi. Odsłaniamy siebie. Są dziełem przypadku czy wynikiem przemyślanej decyzji.

Anna klam

                           Anna Klam                                

                            Podobno imię utożsamiane jest z duszą człowieka. Znając czyjeś prawdziwe imię można /by/ kogoś przekląć i w ten sposób zniszczyć jej duszę. To tam, gdzie przywiązywało i nadal przywiązuje wagę do tych wierzeń. Starożytni Egipcjanie, po nadaniu imienia dziecku, nazywali je przez całe życie zupełnie inaczej, aby pokrzyżować plany jego ewentualnych wrogów. Pomniki nagrobne wielkiego kapłana i jego małżonki z czasów Ptolomeuszów tak mówią o ich dziecku: "Dali mu na imię Imhotep, ale nazywali go Petubast" - czytam w Rozmaitościach świata Władysława Kopalińskiego.  Dzieciom często nadawano też imiona magiczne, aby odwrócić grożące niebezpieczeństwo. Ludzie przezywali umyślnie swe niemowlęta nazwami zwierząt albo przedmiotów niemal całkiem lub zupełnie pozbawionych wartości, chcąc w ten sposób odstraszyć bądź wprowadzić w bądź złowrogie demony. Z braku pomysłu, bywało, nazywano dzieci odpowiednim liczebnikiem - Primus, Secundus, Tertius, Quartus, Quintus, Decimus.

                                  W wielu mitach i wierzeniach ludowych odkrycie czyjegoś imienia dawało odkrywcy władzę nad właścicielem imienia. W wielu religiach imiona bogów znane są tylko kapłanom. Nikt inny nie może ich wymawiać. Imienia biblijnego Jahwe nie wymawiano nigdy, chyba przy spełnieniu specjalnych warunków. Tabu imienia boskiego przełożyło się na tabu imienne w stosunku do zwierząt wzbudzających strach. Uralo-ałtajskie ludy Syberii nigdy nie używały wyrazu oznaczającego niedźwiedzia. Nazywano go Staruszkiem, Dziadkiem lub Kudłaczem, drogim Wujkiem albo Mądralą. W krajach bałtyckich nazywano go Miodową Łapą, Szerokołapym, Dziadkiem lub Kudłaczem. Polski wyraz niedźwiedź jest także omówieniem, ogródką; pierwotnie, jeszcze u Reja, brzmiał miedźwiedź, to znaczy miodojad.

                                 Znałam pewne autko, wspominam z sentymentem, Renault4, pieszczotliwą Quatrell'kę. Ale żeby tak na dziewuszkę?

 

wtorek, 08 lipca 2014

 

     Juliczka

 

                          - Pani sąsiadko, pani pożyczy szklaneczkę denaturatu, żona "okieńka" myje - brzmiał głosem Jana Himilsbacha ten sam mężczyzna. Teściowa zwykła wplatać anegdotę między inne rodzinne historyjki. Nie wiem, czy pożyczała, małżonka myła okna nader często.

HesseArtPaint

                             HesseArtPaint 

                   Wzięłam dziś z niej przykład, błyszczą. Niedawno w "Podróży" Stanisława Dygata odkryłam interesujący fragment. Omijałam go kiedyś? Czytałam i nie rozumiałam?

"Czy ty wiesz, co to jest stanie w oknie? Pamiętasz, jak stał w oknie ojciec w ostatnich czasach przed twoim wyjazdem? Pamiętasz na pewno, ale myślisz sobie: "No cóż, stał, tak mu się podobało, takiego nabrał przyzwyczajenia, wielka rzecz".

  Mylisz się. Stanie w oknie, wystawanie przy oknie z rękami założonymi z tyłu, to w pewnym wieku i na pewnym etapie życiowym cała poważna a bardzo ponura instytucja. Kto raz zacznie wystawać w oknie z rękami założonymi z tyłu, jest już chyba ostatecznie zgubiony i pogrzebany. Człowiek stojący w oknie myśli sobie o tym, jak piękna była jego młodość i jak wszystko, czego oczekiwał w życiu i na co liczył, zawiodło go. Myśli bez goryczy i bez złości. Niestety. Gorycz i złość to uczucia popędliwe i aktywne, które dają człowiekowi energię, zmuszają go do czynu. Ale człowiek stojący w oknie myśli o swoich zawodach tylko z żalem i smutkiem. Żal i smutek są to uczucia obezwładniające. Każą zgadzać się z tym, co jest, przyznają rezygnacji wręcz policyjną władzę, a nadzieję zmuszają, by zeszła do podziemia.

  Człowiek stojący w oknie z rękami założonymi z tyłu nie myśli nigdy o tym, co jest złego i niewłaściwego w jego obecnym życiu, nie zastanawia się nad tym, co należałoby w nim zmienić i ulepszyć, jakich błędów uniknąć na przyszłość. Z jakąż rozkoszną udręką naprawia w myślach to, co naprawić się już nie da, zmienia decyzje, cofa stanowcze kroki, a wszystko to w swojej odległej przeszłości, i wyobraża sobie, jak by wyglądało jego życie obecne, gdyby był wtedy a wtedy postąpił inaczej, niż się to zdarzyło.

  O tak! Jest to stan bardzo groźny i alarmujący, może nawet nie alarmujący, bo i na alarm jest za późno, kiedy terenem marzeń staje się nie przyszłość, ale teraźniejszość, kiedy marzenie i niespełnione pragnienie splatają się w braterskim uścisku/.../".

                    Zdecydowanie nie stoję w oknie z rękami założonymi z tylu, czasem nie wiem, w co  najpierw je włożyć! Co ma do tego zimny nos psa? Nic, chciałam żeby Powsinoga zajrzała do Altany. O zimnym nosie psa mówi apokryficzna anegdota oparta na biblijnej księdze Genesis. O tym, jak Noe zauważył w dniach Potopu niewielki otwór, chwycił psa i wetknął tam jego nos. Gdy zrozumiał, że trzymany w tej pozycji pies wkrótce się udusi, złapał za rękę żonę, wyciągnął psi nos ze szpary i zatkał ją żoninym łokciem. W ten sposób arka uniknęła niebezpieczeństwa, ale odtąd aż do końca świata nos psa i łokieć kobiety są i będą zawsze zimne.

                              

 

 
1 , 2
Tagi