Rozmowy wśród przyjaciół
piątek, 28 czerwca 2013

 

 

Żona Oburzona

Na straganie leżą pory
z czosnkowatej części flory.
Kulinarne z pora twory
lubi ten, kto lubi pory.

Ta dziwaczna zwrotka powstała w mojej głowie z oburzenia. Otóż dotarło do mnie, że w jednym z moich ulubionych wierszy Jana Brzechwy nie występuje por! Ponieważ okazało się, że wybrany przeze mnie utwór nie może stanowić tła dla naszego kulinarnego piątku, sama musiałam coś wymyślić...

Jako dziecko nie przepadałam za porem. Był obecny w domu przede wszystkim w surówce. Mimo solenia był twardy, nieprzyjemnie zgrzytał w zębach, a przede wszystkim odpowiadał za niezbyt dobrze pachnący oddech. Kto wie, może gdyby Mama pokrojony w plasterki por przelewała wrzątkiem, dużo wcześniej pokochałabym to warzywo.

Ostatnio w mojej kuchni por króluje, czasami wypiera poczciwą cebulę. Podzielę się z Wami dwoma ulubionymi przepisami. Pierwszy znalazłam w internecie, trochę zmodyfikowałam, jest to zresztą połączenie dość znane i popularne.

Tarta z porem i boczkiem

Szklanka mąki
100 g masła
4 jajka
3 duże pory
150 g boczku
100 g sera żółtego
szklanka śmietany

Zagniatamy ciasto ze szklanki mąki pszennej, masła i 1 jajka. Wylepiamy nim formę do tarty i schładzamy przynajmniej 30 minut w lodówce. Następnie gęsto nakłuwamy widelcem, podpiekamy w piekarniku 10-15 minut w temperaturze 180 stopni.

Pory kroimy na plasterki, myjemy i dusimy na oliwie do miękkości. Boczek kroimy w kostkę i smażymy na patelni, by wytopił się tłuszcz. Na podpieczony spód wykładamy por i boczek, następnie zalewamy  śmietaną dobrze wymieszaną z trzema jajkami i żółtym serem. Pieczemy w piekarniku 30-34 minut.

Drugi przepis to pomysł własny, zainspirowany faktem, że Mąż wyjadał mi podduszone pory, przygotowane do tarty...

sPora Gotówka* gotówka z porem

2 pory
2 duże marchewki
1 mały kalafior lub połowa dużego

Pory kroimy w plasterki. Marchewki ścieramy na grube wiórki. Warzywa wrzucamy na rozgrzaną oliwę, po kilku minutach dodajemy obgotowanego wcześniej kalafiora podzielonego na różyczki. Kiedy warzywa zmiękną, podajemy do mięsa lub ryżu.

*nie wiem, czy pamiętacie, że tak u mnie w domu mówimy na jarzyny na ciepło podawane do obiadu w zastępstwie surówki

 

pharlap   pharlap

Zimowa pora to dobra pora na zupę z pora.
U mnie zima w pełni a więc dobry okres, aby się rozgrzać pożywną zupą. Zupy w kraju o anglosaskiej tradycji to bardzo wątły temat. Najczęściej spotyka się trzy - z marchwi, z dyni i z pora. Wszystkie są typu zupa-krem czyli średnio gęsta papka. Czasem, ale raczaj rzadko, dodadzą do tego grzanki.
Oczywiście funkcjonuje bardzo wiele restauracji o innych tradycjach. We włoskiej króluje zupa jarzynowa minestrone, w chińskiej rosoło-podobna chicken soup, w japońskiej - ramen.
W polskim domu wiadomo - pomidorowa, ogórkowa, kapusniak, barszcz i najważniejszy - rosół - nazywany tutaj Jewish medicine.
Z powyższego łatwo się domyslić, że w naszym domu zupy z pora się nie gotuje, ale jeśli trafimy do typowej australijskiej restauracji to zamówimy leek and potata soup czyli zupę porowo-ziemniaczaną. Poniżej przepis mojej żony.

Składniki:
- 2 duże pory - białe i jasnozielone części - drobno pociete, 
- 2 średnie ziemniaki,
- kostka rosołowa,
- łyżka masła,
- pietruszka,
- 2 ząbki czosnku drobno posiekane,
- sól, pieprz, listek laurowy,

Dusić pory z masłem w garnku aż zmiekną,
Dodać pozostałe składniki, 1.5 litra wody i gotować aż ziemniaki dobrze zmiękną,
Zmiksować.
Dekorować śmietaną i pocietą zielona pietruszką. Mozna dodac grzanki.

  Powsinoga

Oto trzy przepisy na vichyssoise. Myślę, że można sobie z nich powybierać co komu bardziej odpowiada, albo co się wydaje rozsądniejsze.

Kto wie, może i ja spróbuję :)

PRZEPIS 1

Zupa Vichyssoise została stworzona w Stanach Zjednoczonych przez francuskiego kucharza o nazwisku Louis Diat - stąd podwójne obywatelstwo tego dania. W klasycznej wersji podajemy zupę na zimno, ale jeśli pogoda nas zawiodła, śmiało możemy ją podgrzać.

 

Składniki na 4 porcje:

4 duże pory

2 średniej wielkości ziemniaki

średnia cebula

50 g masła

3 i 1/2 szklanki wywaru z kurczaka

szklanka mleka

3 łyżki wytrawnego sherry

gałka muszkatołowa

szczypiorek

 

Pory obieramy i odcinamy zielone liście. Kroimy wzdłuż na pół i starannie płuczemy. Kroimy w cienkie plasterki. 

Ziemniaki obieramy, myjemy i kroimy w kostkę. 

Cebulę obieramy i drobno siekamy. 

W dużym rondlu roztapiamy masło, dodajemy wszystkie warzywa naraz i mieszamy. Dosypujemy trochę soli i pieprzu, przykrywamy i dusimy na małym ogniu przez kwadrans. Dolewamy wywar, mleko i sherry. Doprowadzamy do wrzenia, przykrywamy i na maleńkim ogniu gotujemy 20 minut. 

Miksujemy i przecieramy przez sitko, żeby zupa była idealnie gładka. 

Sprawdzamy smak i - ewentualnie - dodajemy trochę soli, gałki muszkatołowej i sherry. 

Kiedy zupa wystygnie, wstawiamy ją do lodówki. Podajemy na zimno, posypaną drobno siekanym szczypiorkiem.

 

PRZEPIS 2

6 porów

60 g masła

6 średnich obranych i pokrojonych ziemniaków

1 litr wody (może być bulion drobiowy)

sól

pieprz

2/3 szklanki śmietany

świeży szczypiorek

 

Siekamy białe części porów, topimy masło w rondlu, w którym gotujemy zupę. Dusimy pory do miękkości. Dodajemy ziemniaki i bulion, doprawiamy do smaku. Dusimy przez 40 minut. Po ostygnięciu miksujemy na gładko. Po ostygnięciu dodajemy śmietanę i pieprz, wstawiamy na kilka godzin do lodówki. Podajemy zupę posypaną siekanym szczypiorkiem.

 

PRZEPIS 3

2 łyżki, najlepiej sklarowanego masła

4 średnie ziemniaki

4 duże pory (tylko białe i lekko zielone części)

4 łodygi selera naciowego

1 duża cebula

1 litr bulionu warzywnego

1/2 litra mleka tłustego

1 szklanka śmietanki kremówki

sól, biały pieprz

 

Na maśle podduszamy pokrojony w plastry por i seler naciowy. Dodajemy ziemniaki pokrojone w kostkę, zalewamy bulionem i mlekiem, gotujemy do miękkości. Całość miksujemy na gładki krem. Przecedzamy przez sito, aby pozbyć się włóknistych części pora i selera. Doprawiamy solą i białym pieprzem. Chłodzimy. Dodajemy ubitą na sztywno śmietanę, delikatnie mieszając.

Podajemy w temperaturze pokojowej, nie z lodówki! z dodatkami według uznania.





 

 Juliczka

Lubię pory, często nakładam na nie szparagowe przepisy. Znam i typowe dla porów, znakomite nawet dla gości, bo dla domowników nieco ciężkostrawne. A goście - wiadomo - na nielekkie potrawy są i tak nastawieni.

Mus z porów

2 kg cienkich porów
200 g śmietany
150 g masła
łyżka oliwy, sól, pieprz 

1. 6 porów odłożyć w całości, pozostałe drobno pokroić.

2. 6 odłożonych porów obgotować w całości wrzucając do osolonego wrzątku na 5 minut.

3. Rozgrzać w rondlu 50g masła, dodać pory i dusić na wolnym ogniu, często mieszając drewnianą łyżką, 30 minut.

4. Pory zmiksować, dodać sól i pieprz, włożyć do naczynia i trzymać na parze.

5. Resztę masła zrumienić na zloty kolor i dodawać po trochu do musu z porów, na przemian ze  śmietaną.

6. Włożyć do salaterki, udekorować całymi, posmarowanymi oliwą porami.

Podawać do pieczonego mięsa i drobiu anonsując gościom - La mousse de poireaux!

Równie wytwornie i niedrogo, na ogniotrwałym półmisku kładziemy ugotowane pory na płatkach szynki, zalewamy sosem beszamelowym, posypujemy serem i zapiekamy.

Jeśli nie mamy drzwi do kuchni, by je starannie zamknąć podczas gotowania porów, podajemy sałatkę z porów. Surowe pory drobno kroimy, przyprawiamy solą, pieprzem, oliwą i winnym octem, na wierzch kładziemy kawałki korzennego śledzia. Do tego chleb z masłem.



Tagi: por
00:10, kanadyjka82
Link Komentarze (4) »
środa, 26 czerwca 2013

Zauważyliście, że szczególną atencją darzymy ptaki? Pasjonujemy się historią rodziny rudzików, czytaliśmy wpis o wróbelkach i gołębiu grzywaczu. Dzisiaj będzie o dużych ptakach grzebiących z rodziny kurowatych. To określenie brzmi niewiarygodnie w odniesieniu do tak pięknych ptaków, jakimi są pawie. A przecież to ta sama rodzina, co kury i bażanty.

Pawie obecnie to przede wszystkim ptaki hodowlane i ozdobne. Skoro mogą przechadzać się po dziedzińcu renesansowego zamku, z powodzeniem mogą też stanowić ozdobę naszej altany...

U tego gatunku dobitnie widać obserwowany w świecie zwierząt kontrast między urodą samców  bezbarwnością samic. Wiecie, że pawie prowadzą istny harem, na który składać się może nawet pięć samic?

Przepiękne pawie pióra mogą być symbolem dumy i piękna, nieśmiertelności, ale pamiętam z dzieciństwa przesąd, że przynoszą one pecha. Moja Mama bardzo nie lubiła pawich piór w domu i była je skłonna wyrzucać. Wiecie może, dlaczego?

Poniżej kilka zdjęć pawi, miałam niedawno okazję sfotografować je. Przeżyłam też dwa zaskoczenia. Pierwsze: odmiana albinotyczna. Drugie: pawie na drzewie. Gdyby ktoś mnie zapytał, to pewnie byłabym przekonana, że pawie to nieloty...

nie tak piękna, ale wie, jak pozować

biały paw

schadzka

pawie na drzewie

Tagi: fauna ptaki
07:33, zona.oburzona , Żona Oburzona
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 24 czerwca 2013

 Ciotuchna

Adam Mickiewicz - Pan Tadeusz

Księga czwarta "Dyplomatyka i łowy"


Ja ileż wam winienem, o domowe drzewa!
Błahy strzelec, uchodząc szyderstw towarzyszy
Za chybioną źwierzynę, ileż w waszej ciszy
Upolowałem dumań, gdy w dzikim ostępie
Zapomniawszy o łowach usiadłem na kępie,
A koło mnie srebrzył się tu mech siwobrody,
Zlany granatem czarnej zgniecionej jagody,
A tam się czerwieniły wrzosiste pagórki,
Strojne w brusznice jakby w koralów paciorki.
Wokoło była ciemność; gałęzie u góry
Wisiały jak zielone, gęste, niskie chmury;
Wicher kędyś nad sklepem szalał nieruchomym,
Jękiem, szumami, wyciem, łoskotami, gromem:
Dziwny, odurzający hałas! Mnie się zdało,
Że tam nad głową morze wiszące szalało.
 
Na dole jak ruiny miast: tu wywrot dębu
Wysterka z ziemi na kształt ogromnego zrębu;
Na nim oparte, jak ścian i kolumn obłamy:
Tam gałęziste kłody, tu wpół zgniłe tramy,
Ogrodzone parkanem traw. W środek tarasu
Zajrzeć straszno, tam siedzą gospodarze lasu:
Dziki, niedźwiedzie, wilki; u wrót leżą kości
Na pół zgryzione jakichś nieostrożnych gości.
Czasem wymkną się w górę przez trawy zielenie,
Jakby dwa wodotryski, dwa rogi jelenie
I mignie między drzewa źwierz żółtawym pasem,
Jak promień, kiedy wpadłszy gaśnie między lasem.
 
I znowu cichość w dole. Dzięcioł na jedlinie
Stuka z lekka i dalej odlatuje, ginie,
Schował się, ale dziobem nie przestaje pukać,
Jak dziecko, gdy schowane woła, by go szukać.
Bliżej siedzi wiewiórka, orzech w łapkach trzyma,
Gryzie go; zawiesiła kitkę nad oczyma,
Jak pióro nad szyszakiem u kirasyjera;
Chociaż tak osłoniona, dokoła spoziera;
Dostrzegłszy gościa, skacze gajów tanecznica
Z drzew na drzewa, miga się jako błyskawica;
Na koniec w niewidzialny otwór pnia przepada,
Jak wracająca w drzewo rodzime dryjada.

sobota, 22 czerwca 2013

powsinoga   powsinoga

W lutym prezentowałam W Altanie zeszłoroczne sceny rodzinne państwa rudzików - patrz TUTAJ.

Na wiosnę rudziki założyły sobie gniazdo na latarence tuż koło moich drzwi wejściowych i wkrótce samiczka siedziała na jajkach.

Kiedy byłam w Polsce, dzieci napisały mi, że pisklęta się wykluły i nawet przysłały mi dość niewyraźne zdjęcie puchatych kulek. A zaraz potem przyszła od nich smutna wiadomość, że niestety coś maluchy pożarło :(

Pani rudzikowa potem zaczęła znów siedzieć i od mojego przyjazdu siedziała. Wydawało mi się niemożliwe, żeby zaraz po stracie dzieci zniosła następne jajka. Już rozpytywałam ludzi, czy ptak może mieć ciążę urojoną.
Na wszelki wypadek przestałam używać frontowych drzwi, żeby jej nie straszyć. Wystarczyły codzienne wizyty listonosza.
Ale kilka dni temu zobaczyłam, że rudzikowa znika co jakiś czas z gniazda. Czyżby jej przeszło urojenie? Wyzdrowiała psychicznie? 

No i wczoraj wracając z pracy zobaczyłam to:

Rudzikowa mama

A gdy mama na chwilę odfrunęła, pojawily się głodne dzioby...

Dzioby

Tagi: fauna
02:00, pharlap
Link Komentarze (5) »
piątek, 21 czerwca 2013

 Ciotuchna

Chłodnik, ale na początku anegdotka z życia wzięta.

Nasza przyjaciółka urządzała swoje lipcowe imieniny na działce rekreacyjnej dość daleko od Warszawy. Zapraszała telefonicznie, pytaliśmy czy składkowe - tak, no to co przywieść z jedzenia? Odpowiedz brzmiała - co chcesz.W dniu imienin o oznaczonej porze przed działkę zajechało kilka samochodów, upał zapowiadał się potężny, każda rodzina wypakowująca się z samochodu taszczyła potężny, szczelnie zakryty garnek. Jak się okazało wszyscy przywieźli chłodniki, każdy był inny. Co z nimi zrobić? Wraz z solenizantką znalazłyśmy prawie kocioł do gotowania bielizny, umyty, wyparzony został postawiony na środku kuchni i każda z nas wlała tam swój chłodnik. Wymieszałyśmy dokładnie i mięliśmy jedzenia na dwa dni. 

Chłodnik litewski (nie gotowany)

1/4 l. gęstej śmietany

1/2 l. dojrzałego mleka zsiadłego lub jogurtu, albo maślanki

1/4 l. kwasu buraczanego (przepis na kwas poniżej)

sól, pieprz, odrobina cukru

po pęczku koperku, cienkiego szczypiorku i rzodkiewki

można dodać roztarta na miazgę cebule i ząbek czosnku tez roztarty

jeden spory surowy ogórek 

Koperek, szczypiorek, rzodkiewkę i obrany ogórek pokroić drobno i wrzucić do płynów, do tego ew. cebula i czosnek. Spróbować i doprawić solą i pieprzem według gustu.

Ugotować na twardo po jednym jajku na osobę, ostudzić. Jeżeli zupy jest za mało można dodać jeszcze jogurtu lub maślanki. Płyn wstawić do lodówki na 1 - 2 godziny.

Na każdy talerz położyć pokrojone na ćwiartki jajo na twardo i na to polać zupę.


Może być to chłodnik biały, wtedy nie dodajemy kwasu buraczanego i doprawiamy bardziej na ostro (czyli więcej czosnku i cebuli).

Kwas buraczany 

Obrac 3-4 buraki ćwikłowe, pokroić je w plasterki wrzucić do naczynia szklanego lub kamionkowego i zalać litrem cieplej przegotowanej wody. Dobrze jest włożyć do płynu kawałek skórki razowego chleba. W ciepłym miejscu zostawić na 2-3 dni, zlać do butelki i trzymać w lodowce. Po dodaniu rosołu wychodzi pyszny barszcz czerwony.

Chłodnik gotowany 


Pęczek botwinki razem z buraczkami pokroić dość drobno, włożyć do garnka razem z drobno pokrojona włoszczyzną i ugotować do miękkości. Po ugotowaniu można zmiksować, ale nie koniecznie, dodać pokrojony pęczek szczypiorku i pęczek koperku, dodać pokrojony ogórek, ostudzić, doprawić do smaku solą i pieprzem, oraz dodać kilka kropli cytryny dla odzyskania koloru. Po wystygnięciu połączyć z litrem jogurtu lub maślanki. Na talerze pokroić po jednym jajku na twardo i zalać zupą. Podawać na zimno. Można do tego dodać osobno młode kartofle ugotowane z koperkiem.

 Kattinka

Gazpacho Andaluzyjskie

to jedna z najsmaczniejszych i najbardziej charakterystycznych zup w kuchni hiszpańskiej. Znakomita zwłaszcza w okresie letnim, gdy panuje upał – działa nie tylko orzeźwiająco, ale uzupełnia witaminy i minerały.

Nie jest pewne, skąd pochodzi nazwa. Przyjmuje się, że może wywodzić się z łaciny od słowa caspo, czyli „drobne kawałeczki” lub z mozarabskiego słowa oznaczającego rozmoczony chleb. Nie wiadomo również, w jaki sposób gazpacho dotarło do Andaluzji, choć niektórzy badacze sądzą, że przywędrowało na Półwysep Iberyjski z Maurami, inni natomiast, że pochodzi od Rzymian, którzy mieli zwyczaj jadać chleb namoczony w oliwie.

Tradycyjnie w Andaluzji podaje się gazpacho z odrobiną kminku. W Kadyksie dodaje się kromki chleba ze skórką, ale można je namoczyć wcześniej w wodzie i zmiksować z warzywami. W Maladze zamiast chleba używa się bułki tartej, dzięki czemu struktura jest gęstsza, prawie jak śmietana. 

Niegdyś składniki gazpacho krojone były ręcznie i ucierane w moździerzu, obecnie do ich rozdrabniania używa się miksera/blendera. Do zupy często podaje się, umieszczone w osobnych miseczkach dodatki (np. grzanki pokrojone w kostkę lub po prostu okruszki chleba, drobno pokrojone warzywa, jajka, szynkę, oliwki czy orzechy), które można, według uznania, samemu dorzucać do zupy.

Składniki:

1 kg dojrzałych pomidorów

1 świeży ogórek

1 zielona papryka

1 czerwona papryka

1 cebula

1 ząbek czosnku

oliwa z oliwek

ocet winny (3 łyżki, nie więcej)

woda (jeśli wolimy rzadszą konsystencję)

Umyć pomidory, obrać cebulę i czosnek, wszystko pokroić, wrzucić do blendera. Ogórek i paprykę obrać, z papryki usunąć pestki, pokroić w kostkę, a następnie jedną połowę dodać do blendera, a drugą przesypać do miski i zostawić na później jako dodatek.

Dodać oliwę z oliwek (ok. pół szklanki) i sól do smaku, a na końcu 1 do 3 łyżek (nie więcej) octu winnego z jabłek. W misce, w której będziemy chłodzić, a następnie podamy gazpacho na stół – układamy kromki czerstwego chleba, uprzednio namoczonego w wodzie, a jeśli lubimy bardziej płynne gazpacho, tak by można je było podać w szklance do picia, możemy dodać wody. Zmiksować wszystko do pożądanej konsystencji, na koniec doprawić solą i pieprzem. Całość przelać przez sito, żeby nie pozostały żadne skórki, wlać do miski z chlebem, odstawić do schłodzenia na kilka godzin, a po wyjęciu z lodówki udekorować kawałkami papryki i ogórka. Gdy jest bardzo gorąco, można też podawać gazpacho z kostkami lodu.

Komentarze do przepisu:

Proporcje składników, jak w każdej tradycyjnej recepturze, są przybliżone i zależą od smaku kucharza i biesiadników. 

Kolor gazpacho zależy od proporcji składników. Na przykład, jeśli damy tylko zieloną paprykę, otrzymamy gazpacho bardziej brunatne, dlatego znacznie atrakcyjniej wygląda z użyciem papryki czerwonej. Natomiast gazpacho całkiem bez papryki będzie pomarańczowo-czerwone.

Niektóre przepisy, oprócz podanych wyżej składników, zawierają też jabłka (ze skórką), pokrojone w kostkę czy kostki sera manchego. Chleb dodaje się czasem okrojony ze skórki, podobnie jak pomidory obiera się ze skórki i odrzuca nasiona. Ostatnio modne stały się takie dodatki, jak arbuz, melon, jabłka, gruszki, brzoskwinie czy wiśnie.

Gazpacho „Tostado” podawane na ciepło, zawiera dodatek pomarańczy lub soku pomarańczowego;

Ajo Blanco – we wschodniej Andaluzji – nie zawiera pomidorów, a składa się m.in. z migdałów zmielonych z czosnkiem, oliwą i chlebem.

środa, 19 czerwca 2013

 Wlosz.czy.zna

Michała Anioła Buonarroti nikomu nie trzeba przedstawiać, jego twórczość jest słynna na całym Świecie, był malarzem, rzeźbiarzem, poetą i architektem; pozostawił po sobie nieskończoną ilość dzieł rozsianych po całych Włoszech – o historii jego życia i twórczości artystycznej zostały napisane tomy (zobaczcie tu), ale ja chce tu przypomnieć jeden epizod z jego tak bogatego życia.

W lecie 1530 roku Michal Aniol znika na trzy miesiące. Od czerwca do sierpnia geniusz dosłownie wyparowuje. Powód tego gestu jest oczywisty:

Hiszpanie Karola V, którzy oblegają Republikę Florencką od 14 października 1529, doprowadzają, 12 sierpnia, do kapitulacji miasta i powrotu Medyceuszy wypędzonych z miasta w 1527 roku.

Michał Anioł obawia się głownie reakcji Alexandra Medycejskiego, człowieka mściwego, z którym wcześniej utrzymywał dobre stosunki a później poświęcił cały swój talent we wzmacnianiu murów Florencji broniących miasta przed Hiszpanami.

Michał Anioł, człowiek który nie bal się spierać z  potężnymi ludźmi jego epoki, w tym z papieżami, teraz obawia się o swoje życie; również dlatego że, nawet papież Klemens VII, pochodzący z rodziny Medyceuszy, stanął w obronie Hiszpana Karola V.W tak tragicznym momencie Michał Anioł może tylko schować się i robi to w „kiszce”, jest to wąskie i niskie pomieszczenie pod Nową Zakrystią Bazyliki San Lorenzo. Spędza tam dramatyczne lato, bez papieru i tylko za pomocą kawałka węgla drzewnego pokrywa mury szkicami myśląc o dziełach które już wykonał i projektując nowe. Po trzech miesiącach ucieka, uprzednio zamalowując szkice, żeby nie zostały po nim ślady. 

W 1975 roku podczas prac związanych z budowa nowego wejścia do Kaplicy Medyceuszy, szkice Michała Anioła zostają przypadkowo odkryte. Pomieszczenie jest tak małe ze nie pozwala na zwiedzanie. W tych dniach został zainaugurowany touch screen pozwalający zwiedzającym Kaplice Medyceuszy obejrzenie tego „ukrytego skarbu”. Zdjęcia oczywiście nie są moje a pochodzą ze strony internetowej  dziennika „Repubblica”

02:48, wloszczyzna79
Link Komentarze (8) »
wtorek, 18 czerwca 2013

 Ciotuchna

Miałam kiedyś koleżankę po fachu, dziś już nieżyjącą, Hankę. Była to miła, niezamężna pani starsza ode mnie o 10 lat. Bardzo nam się dobrze rozmawiało nie tylko o sprawach zawodowych. W czasie którejś z naszych rozmów Hanka zaczęła opowiadać o swoich czasach szkolnych i powiedziała, że chodziła do jednej klasy z Wandą Piłsudską. Bardzo mnie to zainteresowało, gdyż sama zostałam wychowana w kulcie Marszałka i Jego Rodziny. 

Pani Wanda była lekarzem - psychiatrą i pracowała w jednym z londyńskich szpitali. Do Polski za czasów PRL nigdy nie mogła przyjechać. Składała co rok podanie o wizę, podanie przyjmowano, wyznaczano termin odbioru wizy i kiedy zgłaszała się po odbiór oznajmiano Jej, że nie dostanie wizy, bo nie mogą Jej w Polsce zapewnić bezpieczeństwa!

Młodsza siostra pani Wandy,  Jadwiga zamężna i nosząca mężowskie nazwisko otrzymywała zawsze wizę polską, bo w kwestionariuszu wizowym nie wymagano wpisania panieńskiego nazwiska. 

Hanka często jeździła do Anglii na urlop zapraszana przez panią Wandę, lub spotykały się gdzieś w Europie i dalej podróżowały razem samochodem zwiedzając ciekawe miejsca. 

Kiedyś robiąc porządki w ogromnej masie fotografii jakie mam w domu, trafiłam na przedwojenny album z fotografiami kortów tenisowych na Legii w Warszawie, gdzie moi Rodzice oboje grali w tenisa. Zdjęcia na których są moi Rodzice zachowałam dla nas na pamiątkę, a inne ciekawe zdjęcia oddalam do Muzeum Sportu. Dziękował mi za nie redaktor Bogdan Tomaszewski.

1926 poświęcenie kortów tenisowych Legia Warszawa

Wśród tych zdjęć znalazłam fotografie Loży Honorowej w której siedzi Pani Aleksandra Piłsudska z obydwiema córkami, wówczas nastolatkami i oglądają mecz tenisowy. Poszłam z tym zdjęciem do Hanki, bo wiedziałam, ze w niedługim czasie jedzie do Londynu. Bardzo się ucieszyła i obiecała, że przekaże to zdjęcie pani Wandzie. Przy tej okazji opowiedziała mi wojenne dzieje Rodziny Marszałka.

Otóż w drugiej połowie sierpnia 1939 roku panią Aleksandrę z córkami poproszono o wyjazd z Warszawy, gdzie słusznie podejrzewano, że będzie niebezpiecznie. Panie wyjechały do Wilna, jako bezpiecznego miasta. Niestety w momencie inwazji wojsk sowieckich na Polskę 17 września 1939 r. Wilno stało się miejscem szczególnie niebezpiecznym.

W mieszkaniu pani Aleksandry zjawił się wysoki rangą oficer z Komendy Miasta i oznajmił, że przed domem czeka samochód, który zawiezie Panie na lotnisko skąd małym samolotem zostaną przewiezione do Londynu. Prosił o zabranie tylko niezbędnych rzecz w małej walizeczce bo w samolocie nie ma miejsca na bagaż. Czy w takim momencie  był czas na zabieranie jakiś fotografii i pamiątek - nie.

Panie po bardzo nieprzyjemnym locie znalazły się w Londynie. Rozumiem, że dla Rodziny każda pamiątka, czy fotografia z czasów przedwojennych, była bezcenna. Hanka przekazała pani Wandzie te fotografie, a mnie przywiozła niezmiernie miły i ciepły list z podziękowaniami.

31 marca 1963 w Londynie zmarła Aleksandra Piłsudska, została pochowana w North Sheen Cemetery. W 1992 jej prochy zostały przewiezione do Polski i złożone na warszawskich Powązkach.

Po 1989 roku, jako jedna z pierwszych rodzin na emigracji, wróciła właśnie Rodzina Marszałka Piłsudskiego,  pani Wanda i pani Jadwiga a mężem i dziećmi. Witani byli owacyjnie na lotnisku w Warszawie.

Dom w którym mieli zamieszkać nie był jeszcze gotowy i pani Wanda zamieszkała u Hanki. Zostałam tam zaproszona i poznałam panią Wandę; sadze, ze Hanka dużo jej o mnie opowiadała.


Musze przyznać, iż mimo, że byłam bardzo dorosłą kobieta, matką dorosłych córek i babcią, na tym spotkaniu czułam się jak pensjonarka stająca przed przełożoną pensji, tak mnie pani Wanda onieśmielała. Spotkałam się z Historia i mimo milej rozmowy i atmosfery tego spotkania, byłam bardzo skrępowana.Obie córki Marszałka sądziły, że Polska już o nich nie pamięta i nie spodziewały się jakiś dowodów pamięci. Myliły się. 

Pani Wanda po jakimś czasie po powrocie zachorowała i pozostał jej po tej chorobie lekki niedowład lewej ręki. Zaproponowano rehabilitacje w Konstancinie w Centrum Rehabilitacji, kiedy dotarła tam wiadomość, że w niedługim czasie pacjentką Centrum będzie Pani Wanda Pilsudska, postanowiono oddać Jej do dyspozycji pojedynczy pokój i urządzić go bardziej przytulnie niż zwykłą salę szpitalną. Wstawiono tam tapczan, wygodny fotel i mały stoliczek na którym w dniu przybycia pacjentki czekały kwiaty w wazonie.

Hanka często jeździła do Konstancina odwiedzić panią Wandę i wychodziła z Nią na spacer. Któregoś dnia, po spacerze, wstąpiły obie do malej kawiarenki, która mieściła się na parterze Centrum. Kawiarenkę tę prowadzili dwaj młodzi studenci. Panie usiadły przy stoliku i poprosiły o kawę, kiedy chciały zapłacić podeszli do stolika obaj właściciele i podziękowali pani Wandzie, że raczyła ich odwiedzić i że kawa jest skromnym prezentem od nich dla Niej, powiedzieli, że dziś w swoich domach opowiedzą rodzinom kto był ich gościem. Kłaniając się odeszli. 

Pani Wanda była bardzo wzruszona , powiedziała Hance "tacy młodzi i wiedza czyja jestem córka, to zdumiewające!"

Zdjęcie z poświecenia kortów pochodzi ze zbiorów Ciotuchny, resztę znalazłam tu.

04:34, wloszczyzna79
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 17 czerwca 2013

 

 

 Żona Oburzona

Są takie cytaty, które utkwią w głowie człowiekowi i wyjść z niej nie mogą. Ja pamiętam kawałek jakiegoś wiersza, którego autorem jest chyba Heinrich Heine. Przeczytałam go prawdopodobnie w książce "Zawsze jakieś jutro" Janiny Wieczerskiej, chociaż nie jestem tego pewna. W każdym bądź razie w moim zeszycie z cytatami fragment ten jest podpisany właśnie nazwiskiem Heine.

Moje serce, płomienne jak słońce,
pogrąża się w morzu miłości,
wielkie i piękne.

Przez lata wystarczał mi tylko ten fragment, potem zaczęłam się zastanawiać, jaki jest jego ciąg dalszy, a może początek? Czy to tłumaczenie oficjalne, czy tylko próbka dokonana przez autorkę książki, której bohaterka władała językiem niemieckim i czasem czytywała coś w oryginale? Może Ewa Maria zna odpowiedzi na moje pytania?Heinrich Heine

Poszukiwania zaprowadziły mnie do innego wiersza tego niemieckiego poety.

Tak pięknie błyszczy słońce o zachodzie,
ale piękniejszy twoich oczu blask.
Zorza wieczorna i twe jasne włosy
wpromieniowują smutek w moje serce.

Zorza wieczorna oznacza rozstanie
i noc dla serca, i serdeczny ból.
I wnet popłynie od serca mojego
do jasnych oczu twych dalekie morze.

Poetyka romantyzmu nijak mi do dzisiejszych czasów nie pasuje, a jednak wiersz ten od lat chwyta mnie za serce.

Tagi: poezja
00:05, zona.oburzona , Żona Oburzona
Link Komentarze (7) »
piątek, 14 czerwca 2013

 Ciotuchna

W końcu sierpnia, lub na początku września, kiedy fasolki szparagowej jest na rynku dużo i po znośnych cenach, można zrobić zimowy zapas tego przysmaku. W zimowe długie dni, kiedy brak na stole zielonych jarzyn, będzie ozdobą każdego obiadu lub kolacji, a jak to zrobić już podaję.Zakupić tyle fasolki zielonej lub żółtej, żeby starczyło na 5 - 6 obiadów.Opłukać ją, zdjąć z niej włókna, które nie zawsze chcą schodzić cale, ale obrać tyle na ile strączek pozwoli.Zagotować duży garnek wody i wrzucić fasolkę do wrzątku, gasząc zaraz pod nią ogień, przykryć pokrywka i odstawić do wystygnięcia. To się nazywa blanszowanie. Ostudzoną zupełnie fasolkę wyjąc łyżką cedzakową i osuszyć.Podzielić na porcje według potrzeb stołowników i każdą porcję zapakować w torebkę plastikową. Włożyć torebki do zamrażalnika tak, żeby się ze sobą nie stykały. Kiedy się zamrożą można je razem żebrać w jednym kącie zamrażarki.W zimie porcje fasolki wrzucać na wrzącą, osoloną wodę i gotować do miękkości.

 Wlosz.czy.zna

Ja fasolkę uwielbiam pod każdą postacią, może być z wody z bułeczką tartą i masłem (tak zawsze jadało się ją u mnie w domu) a we Włoszech nauczyłam się robić 

fasolkę w pomidorach

musi być do tego fasolka zielona i dosyć cienka; obiera się ja z nitek, w płaskim rondlu podsmaża się (na oliwie) trochę posiekanej cebuli lub szalotki, następnie dodaje fasolkę (surową), soli i zalewa niewielka ilością koncentratu pomidorowego rozcieńczonego rosołem albo woda; i tak się dusi do momentu kiedy fasolka będzie miękka.

Jeżeli chcecie podąć fasolkę w sposób bardziej wyrafinowany to można z niej zrobić

zapiekankę z fasolki szparagowej

30 deka fasolki szparagowej, 2 szalotki, 2 łyżki oliwy (oczywiście z oliwek, bo jakby mogło być inaczej), 20 gramów suszonych grzybów – namoczonych w cieplej wodzie, 3 ugotowane kartofle – lepiej jeżeli w mundurkach, bo wtedy są kleiste, 50 gramów tartego sera – ja używam parmezanu, ale jak nie macie to może być jakikolwiek twardy ser, bulka tarta do posypania foremki, 2 roztrzepane jajka, majeranek.Gotuje fasolkę i przecieram przez sito, można przepuścić przez maszynkę do mięsa. Na patelni rozgrzewam oliwę, dodaje posiekana szalotkę, podsmażam, po chwili dodaje posiekane drobno grzyby i masę fasolkową; wszystko delikatnie przesmażam, następnie dodaje rozgniecione kartofle, zdejmuje z gazu i po ostudzeniu dodaje roztrzepane jajka, tarty ser i majeranek. Mieszam wszystko dokładnie, sole do smaku i wkładam do foremki wysmarowanej oliwa i posypanej tarta bulka. Piekę w piekarniku rozgrzanym do 180° przez 45 minut. Podaje krojąc w grube plastry.

czwartek, 13 czerwca 2013

pharlap   pharlap

Uluru, znane również pod nazwą Ayers Rock, to chyba najbardziej rozpoznawalny, obok kangura, obiekt w Australii.
Pierwszy raz zobaczyłem wielką skałę z okna samolotu. Wylatywałem z Australii, było późne popołudnie...

Uluru

Źródło - Wikipedia.

Z czym się Wam ten widok kojarzy? Mnie skojarzył się z zaciśnietą pięścią. Gniewna pięść grożąca mi spod pustynnych piachów. Skuliłem się w fotelu i zmykałem gdzie pieprz rośnie.

Następne spotkanie nastąpiło wiele lat później. Z okna samolotu widziałem tylko czerwoną ziemię i wyschniete rzeki...

Red Centre

WYlądowałm w Alice Springs miałem prawie cały dzień na zwiedzanie miejscowości, ale na jej opis nie starczy tu miejsca. Następnego dnia wczesna pobudka, przed nami wiele godzin jazdy samochodem. Po 200 km jazdy skręciliśmy w Lasseter Highway..

Lasseter Highway

Źródło - Wikipedia.

Typowa szosa w australijskim "outback", ale pod tą nazwą kryje się ciekawa historia. Lewis Hubert Lasseter w 1929 roku ogłosił, że przed laty odkrył złotą rafę - niezwykle bogatą żyłę złota i organizuje wyprawę, aby ją odszukać. Historia odkrycia była dość mętna, ale RAFA ZŁOTA! Znaleźli się chętni, którzy wyłożyli astronomiczną sumę 50,000 funtów dzięki czemu ekspedycja mogła sobie pozwolić nawet na samolot.
Po kilku miesiącach wędrówki nastąpiły poważne awantury, skończyło się na tym, że Lasseter z dwoma wielblądami opuścił grupę. Kilka miesięcy później znaleziono jego ciało.
Niby wszystko jasne, ale... Aborygen, który uczesniczył w poszukiwaniu Lassetera twierdził, że znalezione ciało było w stanie takiego rozpadu, że mógł to być ktoś inny, może nawet Aborygen. Biały, który odnalazł ciało domniemanego Lassetera, z zawodu prosty robotnik, po śmierci pozostawił duży majątek. Istnieje też hipoteza, że Lasseter przywłaszczył sobie fundusze wyprawy i uciekł z nimi do San Francisco.
Jakby nie było to do Rafy Lassetera nikt nie dotarł. Tak sobie myślę, że gdybym znalazł kilka osób chętnych to może wartoby spróbować. Czy są zainteresowani?

Wracam do Uluru. Jest to wielka bryła jednolitego piaskowca wystająca 348 metrów nad powierzchnię ziemi. Pod ziemią znajduje się dużo większa część skały. Biali odkryli Uluru w 1873 roku i nazwali Ayers Rock ku pamieci ówczesnego premiera stanu Południowa Australia. W październiku 1985 roku rząd Australii zwrócił Uluru pierwotnym właścicielom tych okolic - plemieniu Pitjantjatjara - pod warunkiem, że wydzierżawią je na 99 lat agencji australijskich parków narodowych.

Nazwa Uluru nie ma żadnego znaczenia w językach Aborygenów. Legendy dotyczące powstania skały nie są zbyt ciekawe.. Tym niemniej jest to miejsce specjalne i Aborygeni proszą, aby nie wdrapywać się na skałę - po pierwsze z szacunku dla tego miejsca, po drugie, aby oszczędzić Aborygenom smutku gdy ktos spadnie ze skały. A o to nietrudno. Jednak chętnych nie brakuje.

Ja posłuchałem rady i odbyłem kilkunastokilometrowy spacer wokół Uluru. Warto było. Z bliska monolit odsłania swoje tajemnice - pęknięcia, dziury, paszcze godne wieloryba, wodospady, malowidła Aborygenów...

Główny punkt programu to oczywiście zachód słońca. Zbudowano w tym celu specjalne pomosty. Dużo wcześniej zjeżdżają autobusy z turystami, strzelają korki od szampana...

Uluru

Wreszcie zmrok ogarnia ziemię a nad nią gorzeje czerwona skała...

Uluru

Słońce znika za horyzontem i na naszych oczach skała zaczyna stygnąć. Trwało to kilkanaście mint i dla mnie było to duże przeżycie. Wydało mi się, że jestem świadkiem opuszczenia Ziemi przez słońce. Wszystko wokół stawało się zimne i martwe. Nie pomogły przypomnienia, że jutro przyjedziemy to znowu zobaczyć jak skała się rozpala. Czy na pewno słońce jeszcze wróci?

Wróciło. Wschód był piękny, skała zapaliła się jak czerwone światło dla ciemności i zimna. Ja jednak bardziej zapamiętałem ten zachód, przypomnienie, że wszystko ma swój koniec.

Tagi: Australia
00:53, pharlap
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2
Tagi