Rozmowy wśród przyjaciół
sobota, 20 maja 2017

     Jul

     Inspiracją wpisu stało się parę znaczących słów pani Karoliny: "Jak pomyślę, ile fascynujących, niezwykłych osób poznałam jako redaktorka i ghost, to dochodzę do wniosku, że to najlepsza praca pod słońcem. Zatem możecie mi oficjalnie pozazdrościć".

     Pozazdrościłam. I nie, bo to samo mogę powiedzieć o mojej przygodzie z "Księżycem myśliwych": przyniosła mi w darze pięknych ludzi.

jb

 

Katarzyna Krenz, Podróż z nieznajomą

jeśli pozwolisz

na przemijanie

odejdziesz, odejdę

miniemy się po drodze

jak dwoje obcych ludzi

 

jeśli pozwolisz na milczenie

*

Malwina Szusta

          Fot. profil Fb Malwina Szusta

     Przyniosła też spektakularne wydarzenia, intrygujące przeżycia i emocjonujące spotkania. Choć w zarysie zamknę je w szkice, aby nie zasnęły spokojnie w pamięci. Uporządkować się nie pozwolą, pozostaną wirującym kalejdoskopem refleksji, strzępów rozmów, twórczych, wielobarwnych przypadków. Korowodem istot niespokojnych.

jb

     - Czas płynie niezatrzymanie i nie przynosi tego, co przynieść powinien. Liczę dni, godziny. Przyglądam się zmierzchom, zza których wyłaniają się świty. Jeden po drugim, jeden po drugim... - napisał w liście do mnie pewien Poeta. - Moja łódź się przemieszcza... - dodał. Ładnie powiedziane.

     Moją łódkę zacumowałam dzisiaj w porcie MALWY. Jest ich sześć. Sześć przyjaciółek, które w pewnym momencie życia połączyła wspólna pasja - malarstwo. http://www.malwy.com.pl/?page_id=94

jb

     Dekadę temu "zaczęły nieśmiało - od marzeń i planów. Jedna z nich, Kasia, zapragnęła, by jej malowniczy dom na Kaszubach stał się miejscem plenerów malarskich. Do wspólnego malowania namówiła swoją przyjaciółkę Sławkę, a potem kolejno Małgosię, Elę, Basię, Ewę. Tak powstał klub malujących kobiet" przedstawia MALWY w Magazynie Gdańskim Brygida Susko. Potem były plenery w pięknych miejscach w Polsce, we Włoszech i w Hiszpanii, wystawy zbiorowe i indywidualne, wspólne wizyty w muzeach i na wystawach. Dyskusje o sztuce, twórcze niepokoje i rozterki w poszukiwaniu własnych i wspólnej dróg rozwoju artystycznego. Wszystkiemu od lat towarzyszy niekłamana pasja i godna naśladowania radość życia.

jb

     Już drugi rok z rzędu towarzyszy mi kalendarz MALW, daje energię do działania i uśmiech. Miesiące zapamiętuję obrazami: "To styczeń był czy luty? Jednak styczeń, na ścianie widniała Simona Basi Faron. A imieniny obejdę z chabrami Sławki Ligęzy-Hill, co za kolory, jakie światło!".

jb

    

 

    



 

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 08 maja 2017

jb     Jul

    Zajrzałam z wierszem na poniedziałek. Na chwilę. Na wielkie miasto.

Joanna Lech, Co znaczy dobre

Bywa, że nie wierzy się słowom, które przychodzą
w zmęczeniu. Dla mnie to samo, co zwykle; kolejka, karnawał
i gorzki wstyd. Trzy dymki fleszy, tylko, że dalej nie wiemy,
co począć. Ta twoja przepaść, to jest żałosne. Znaczy urocze,
chciałem powiedzieć. Wszystko sprzedaje się teraz.

Ale za drzwiami się pali, kolego. W środku gotuje się krew.
Języki i noże. Żeby tak wejść i dać się zapomnieć. Bardzo to lubię,
wie pan? Po prostu zapomnieć. A już ci odjechał ostatni autobus.
I co ty tu jeszcze robisz, dziewczynko? Spalasz się w locie,
nie wiesz? Ogarnij się lepiej. To jest twój facet czy pies?

*

Helikopter, 11/2015

______________________________

Fot. Klaudyna Schubert

Klaudyna Schubert

02:44, julitczka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 maja 2017

Julita     Jul

     Niedawno nakładem Wydawnictwa Sic! ukazała się książka Elżbiety Isakiewicz "Niewyśnione historie". Zbiór miniatur literackich spotyka się z trafnymi, godnymi pozazdroszczenia recenzjami. Może dlatego, że recenzji zwykle nie określa się słowem "piękna", dla podkreślenia jej wyjątkowego znaczenia, wybrałam jedną z nich, współtworzącą niejako książkę. Najpierw kilka z niej myśli: „To polifoniczna opowieść o zmienności życia, jego kresie i wiecznej na ten kres niegotowości: historia ludzi, ich spotkań, ale także przedmiotów znaczących więcej niż można się domyślać”.
„To taka książka, którą powinno się czytać w odosobnieniu i ciszy, a jednocześnie serwować jej fragmenty bliskim sobie ludziom”.
„Te teksty mają dotykać bardzo głęboko, a jednocześnie robią to przejmująco subtelnie”.
„Książka do wielokrotnego czytania. Powolnego. Ujmująca i zaskakująco wieloznaczna”. Całość zaś tekstu cenionego recenzenta pana Jarosława Czechowicza udostępniam tutaj: http://krytycznymokiem.blogspot.com/2017/03/niewysnione-historie-elzbieta-isakiewicz.html    

Elżbieta Isakiewicz

          Fot. Elżbieta Isakiewicz Fb

     Mam niekłamaną przyjemność cieszyć się przyjazną gościnnością Elżbiety. Któregoś dnia zamieściła na Fb miniaturę literacką - opowieść z wagonu metra o duszy. Z założenia nic wielkiego podczas krótkiej podróży od stacji do stacji nie może się wydarzyć. Mogą się jedynie przeciąć czyjeś drogi, mężczyzny kreślącego w powietrzu kręgi, jakby dyrygował i kobiety z książką. Wymienią parę zdań, kobieta zapyta: - Co pan grał? - Karczowałem drogę - odpowie. - Co na niej było? - Trwogi. Jak się pomnożą, zawsze tak robię.
(Przykuci do smartfona, z uszami w słuchawkach, każdy w swoim kącie, oczy mają pochylone).
– W cudzej duszy jak w lesie – odezwie się po chwili kobieta. – Zna pan to powiedzenie Czechowa? – przebiega palcami po okładce książki, jakby wygrywała rytm zdania.
– O tak – westchnie mężczyzna. –  I las niekiedy wymaga karczowania.
Potem kobieta i mężczyzna mówią sobie do widzenia. Ona jedzie dalej, on wysiada.

z sieci

     Natychmiast zareagowałam: - Piękne. Pokrewne dusze, nie powinni byli się rozstać, nigdy! Takiej dziewczyny to on już nie znajdzie. - Dziwne - odpowiedziała Elżbieta. - Nie pomyślałam, że nie powinni się rozstać. Pomyślałam, że metro jest specyficznym środkiem lokomocji - za oknem nie ma krajobrazów, a ludzie siedzą naprzeciwko siebie i wtedy sami są krajobrazem. I niekiedy ( w tej niemej komunikacji) dochodzi do zdumiewających nagłych, także dobrych, spięć, interakcji, które nie mają ciągu dalszego - chyba że taki właśnie, jak owa miniaturka. A może masz rację, Jul, może powinni wysiąść razem...Może dane im będzie kiedyś powtórzyć odpędzanie trwóg w połączeniu z muzyką i Czechowem...

bresson               Fot. Henri Cartier-Bresson

     - Spójrz na dialog, El, proszę: - Co pan grał? - Karczowałem drogę. - Co na niej było? Widzisz, odpowiedziała natychmiast, na żywo, widząc go, niemalże czując, słysząc timbr głosu, wiedząc, jakie ma dłonie, plątaninę żyłek pod skórą. Nie SMSem, nie na w komentarzach na Fb, na Tweeterze, a w kontrakcji, w bezpośrednim oddziaływaniu na siebie. Nie powienien był wysiąść, już nie spotka takiej dziewczyny. Z książką. Zawróć pociąg, El, i od Czechowa ułóż opowieść jeszcze raz. Wersję: "on zostaje w pociągu" - nie pójdzie, nie dotrze, zarwie zajęcia, ale życie sobie ułoży. Aaaa, może powinni wysiąść razem - powiadasz El, tego nie brałam pod uwagę: Twoja dziewczyna wysiada, mój chłopak zostaje w pociągu, ciekawe, ciekawe... Na co Elżbieta: - Och, tak, znam tę fotografię. Dawno temu umieściłam ją pod wpisem zawierającym scenę z mojego "Kaprysu", czyli (przy)powieści o kobiecie i mężczyźnie, i teraz zastanawiałam się, czy jej nie powtórzyć. Widzisz jak podobnie wysnuwają się nasze skojarzenia? Czy to nie magia? A co nimi? Z kobietą z książką i karczującym trwogi? Pewne, że  dzięki Tobie, Jul, w mojej głowie będą się teraz rozwidlać potrójne scenariusze (on wysiada, ona nie, wysiadają razem, on zostaje, ona wysiada), sceny z jakiegoś innego życia, toczącego się jakby krok nad ziemią, może o jeden krok za daleko...

z sieci

     Wróciłam wieczorem. - Fotografia, aż podskoczyłam, El, na krześle, znasz ją, niebywałe. Co z nimi? Wysiadł? Po latach wraca na wciąż tę samą linię metra, rozpamiętuje, już wie, ile stracił. Dziewczyny zapomnieć nie może. Pojawiła się Elżbieta: - Ha! I tę fotografię znam - milion razy szukałam w głowie tematu pod nią - żeby tylko móc ją wykorzystać (no bo z kotem nie byłoby problemu, oczywiście).. I proszę - stało się! I bardzo nęci owo "co z nimi", Jul, to świetny pomysł z tym jego wychodzeniem, jego czujna obserwacja, rejestracja jego wrażeń (ale bez tzw. strumienia świadomości, to łatwizna i już było, tak można bez końca, bez dyscypliny warsztatu), jego wspomnień (karczowanie trwóg nie wzięło się przecież znikąd) - co jeszcze by się wydarzyło na tej stacji metra? Jesteś Kusicielką, och, jaką frapującą Kusicielką, Jul!

Piotr barącz                               Fot. Piotr Barącz

     Prowadziłyśmy rozmowę przez następnych parę wieczorów. Nie dokończyłyśmy jej, dziewczyna nadal jedzie metrem, chłopak kieruje się do wyjścia. Ich dialog powtarza się od początku, aby zatrzymać się w kadrze, bo główni aktorzy nie znają swoich ról. Akcja zatrzymuje się, zawisa, po czym toczy się według nakreślonych przez nas dróg: dziewczyna wysiada z chłopakiem, ona zostaje w metrze, wysiadają oboje. Czyj świat każde z nich przejmie? Porzucone miejsca, plany i marzenia mogą opowiedzieć o tym, kim jesteśmy, dokładniej i sugestywniej niż stan naszego posiadania i samopoczucia w danej chwili. Nie uporządkowałyśmy zdarzeń, przypadków, strzępów rozmowy, cieni dwuznaczności, kalejdoskopu decyzji. I to też jest historia. Niedokończona.

jbjb



Tagi