Rozmowy wśród przyjaciół
czwartek, 07 maja 2015

 

 

          Juliczka

 

     Wybiegłam dzisiaj "po sprawach", Kattinka na pewno uśmiechnie się wyrozumiale.

     W Starej Oliwie załatwić można niewiele, tylko zwiedzać, spacerować, siedzieć na ławce w parku, przyglądać się turystom. Zjeść pizzę. I pokolorowaną cukrową watę. Gołębi karmić nie wolno. Z plikiem papierów czy dokumentów należy udać się do Olivia Gate. Po drodze minąć Kościół świętego Jakuba, stoi w najwyższym punkcie starej Oliwy, u zbiegu ulic Opackiej i Cystersów. A przy nim - kamień z charakterystyczną muszlą, spójrz, proszę, Ewo Mario. Powstaje projekt lub już istnieje przywrócenia Pomorskiego szlaku św. Jakuba. Sięgał kiedyś od Królewca przez Gdańsk i Szczecin do Rostoku. Celem projektu jest odtworzenie tego szczególnego szlaku i połączenie istniejącego dziedzictwa z szerszą siecią europejska - czytam na stronie Archikatedry Oliwskiej.

     I do kościoła zwanego Jakubkiem, i do kamienia wrócę na pewno nie raz. I dalej, noga za nogą, do katedry, do parku, do Pałacu Opatów. W parku stoi altana.

 

moje

...

moje

...

moje

...

moje

...

moje

...

     Padał deszcz, niewielki, ale jednak deszcz. Specjaliści od robót na wysokościach myli okna, faceci.

 

 

02:03, julitczka
Link Komentarze (6) »
środa, 06 maja 2015

 

          Juliczka

 

     "Ta jedna sztuka" - wiersz Elizabeth Bishop w przekładzie Jerzego Barańczaka.

 

W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy;

tak wiele rzeczy budzi w nas zaraz przeczucie

straty, że kiedy się je traci - nie ma sprawy.

Trać co dzień coś nowego. Przyjmuj bez obawy

straconą szansę, upływ chwil, zgubione klucze.

W sztuce tracenia nie jest trudno dojść do wprawy.

Trać rozleglej, trać szybciej, ćwicz - wejdzie ci w nawyk

utrata miejsc, nazw, schronień, dokąd chciałeś uciec

lub chociażby się wybrać. Praktykuj te sprawy.

Przepadł mi gdzieś zegarek po matce. Jaskrawy

blask dawnych domów? Dzisiaj blady cień, ukłucie

w sercu. W sztuce tracenia łatwo dojść do wprawy.

Straciłam dwa najdroższe miasta - ba, dzierżawy

ogromniejsze: dwie rzeki, kontynent. Nie wrócę

do nich już nigdy, ale trudno. Nie ma sprawy.

Nawet gdy stracę ciebie (ten gest, śmiech chropawy,

który kocham), nie będzie w tym kłamstwa. Tak, w sztuce tracenia

nie jest wcale trudno dojść do wprawy;

tak, straty to nie takie znów (Pisz!) straszne sprawy

*

    

     Wiersz interpretowali tegoroczni maturzyści - a może tracimy rzeczy, osoby, miejsca na skutek wojny?, może z powodu rosnącego tempa życia? a może nasze życie jest sumą strat? to ironia czy stwierdzenie?, tracimy, bo się przywiązujemy? czy to o emigracji? czy chodzi tu o poczucie pustki i ból? - pytają i z niepokojem czekają na odpowiedź z CKE.

     W 2008 roku w "Wysokich obcasach" ukazał się obszerny tekst Justyny Sobolewskiej o Elizabeth Bishop. Artykuł zaczynał się: "Jest takie słynne zdjęcie z 1962 roku, Elizabeth Bishop i Robert Lowell na plaży. Ubrani od stóp do głów i uzbrojeni w ciemne okulary. A wokół nich niepokojące czarne skrzydła ptaków. Parawany albo latawce. Siedzą oddzieleni od świata. Dwoje poetów i najbliższych przyjaciół".

     Spaceruję po starej Oliwie, przyglądamy się sobie.

moje

...

moje

...

moje

 

 

Tagi