Rozmowy wśród przyjaciół
poniedziałek, 26 maja 2014

  Ciotuchna

Przypomniałam sobie jeszcze jeden wiersz:

 

Orły sokoły

Mieczysław Romanowski, 1856

 

Orły, sokoły

dajcie mi skrzydła

gruzy popioły

ziemia mi zbrzydła.

 

Ja bym tak chciała

poleciec z wami

i tam u gory

zyc z piorunami.

 

Tu mi jak w trumnie

swiat niewesoły

spuscie sie ku mnie

orly, sokoły !

 

I dusze wezcie

na wasze loty

i ja zaniescie

w marzen kraj złoty

 

Na niebios progu

miedzy gwiazdami

ja bym  tam chciała

modlic sie z wami.

 

A tu żaloba

pokryte doły

wezcie mnie z soba

orly, sokoły!

04:16, kanadyjka82
Link Komentarze (5) »
sobota, 24 maja 2014

 

     Juliczka

     Fala upałów "wyniosła" mnie nad morze, na plażę. Tym razem z Charlotte Lavigne i jej smacznym życiem. Niesie dwie ekologiczne siaty pełne wiktuałów: "Moje krabowe ciasteczka są już upieczone, teraz muszę je tylko odgrzać i ozdobić. Na deser przygotowałam mus z gorzkiej czekolady i kawy, który podam w umytych skorupkach z połówek jaj. Przyniosłam też kurczaka/.../".

moje  

     Nathalie Roy tak mówi o swojej książce: "Zaczęłam od pomysłu na dziewczynę, która tak jak ja przepada za jedzeniem i wykorzystuje swoje umiejętności kulinarne, żeby uwodzić mężczyzn.  Stworzyłam kulinarną ekstremistkę. Charlotte potrafi wyjść z domu podczas największej burzy, żeby pojechać po mięso na farmę bizonów. Albo wybrać się na ryby, nie wiedząc, jak zakłada się robaka na haczyk. Jest nieobliczalną! A ja chciałam napisać powieść, która wychodzi poza wątek miłosny i która podnosi wartość dobrej kuchni". Tyle autorka.

     Idę niespiesznie z Brzeźna do Sopotu po kolana w wodzie, czasem przysiadam na piasku i czytam. Smacznemu życiu blisko do filmu Diabeł ubiera się u Prady, do Klubu miłośniczek czekolady, do Księżniczek z Park Avenue Plum Sykes. O miłości, przyjaźni, kreacjach, pracy w telewizji albo magazynie mody. Z listą lektur Julie Bergdorf z Księżniczek - 1/ Lista komitetu dobroczynnego na jesienny bal Amerykańskiego Teatru Baletowego, można się tam zetknąć z tyloma intrygami rodzinnymi, że to lepsze, niż Tołstoj, 2/ Dział Śluby w "Sunday Timesie", trzeba wiedzieć, kto zniknął z rynku, 3/ Wiosenny katalog Barneysa, 4/ Lista modelek na jesienny pokaz Michaela Korsa, 5/ Plan paryskich pokazów haute couture, pożytecznie jest znać go na pamięć.

Honfleur... Ostrygi... Calvados... Plastry zmrożonego ananasa w miodzie... Książka nie daje konkretnych przepisów kulinarnych, ale pobudza apetyt na życie. Dochodzę do Sopotu, jeszcze przyjaznego, bez przewalających się tłumów po deptaku. Podobno Sopot w maju i we wrześniu najpiękniejszy. Mam szansę to sprawdzić.

moje

moje

moje

moje

 

00:35, julitczka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 22 maja 2014

 

     Juliczka

Z pierwszą z książek nie poszłyśmy daleko, do kuchni.

Tego dnia przyniósł ją pan listonosz, a że stanowi wydanie przedpremierowe, jak najprędzej chciałam do niej zajrzeć. Odwykłam byłam od czytania kryminałów, uczyłam się tej formy spędzania czasu na nowo. Prowadzałam się kiedyś z Ryamondem Chandlerem, gościłam Philipa Marlowa, nigdy nie zdejmował płaszcza z wysoko uniesionym kołnierzem, kapelusza, nie odkładał kultowej "trzydziestki ósemki". Samotny i zgorzkniały idealista grywał u mnie sam ze sobą w szachy. Kim będzie ten z prebooka, marzycielem? Nieudacznikiem? Cynikiem?

moje...

Autorem thrillera kryminalnego "Wykolejony" jest Michael Katz Krefeld, nowe nazwisko na międzynarodowej arenie. Znany w Skandynawii, debiutował w 2007 roku thrillerem For Stormen, dwa lata później wydał książkę Pans hemmelighed o seryjnych morderstwach w Kopenhadze. Przysiadam nocą w kuchni, podparłam się winogronami, czytam. Jeśli chcielibyście poznać najgorsze zakątki stolicy Danii i przerażające enklawy Sztokholmu, namawiam do zainteresowania się skandynawskim mistrzem wstrząsających opowieści kryminalnych. Na strony książki Krefeld wprowadził postać detektywa Thomasa Ravnsholdta, którego przydomek Ravn (duń. ravn - kruk) budzi jednoznaczne skojarzenia. Spotykam go w podłym barze na przedmieściach Christianshavn, pijanego, z kilkoma monetami, pogiętym identyfikatorem policyjnym i starą komórką w kieszeni. W niczym nie przypomina sprawiedliwego stróża prawa, jakim był przed laty. Viktoria rzuca informację o jego urlopie, dziwny to urlop. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że znam Ravna, takich jak Ravn. Prostujących pogięte koleiny życia. Równolegle z Ravnem poznaję Maszę, call girl, znaną klientom jako Karina, bezskutecznie odkąd zniknęła poszukiwaną przez matkę. Czytam dalej, odpowiada mi język duńskiego pisarza, którym konsekwentnie posługuje się, wtapia się w mój rytm.

Żal dnia na czytanie, żal długich wieczorów.

moje

Wyprawiam się nad morze, wyjątkowo spokojne, ciche. I opustoszała plaża. Wędrujemy z Piotrusiem Panem, który nie był ptakiem, nie był też człowiekiem. Ni to, ni owo. Każdemu z nas zdarza się bywać "zawieszonym między", ale potem dorastamy. Książka, ciekawie zilustrowana przez Joannę Rusinek, ukazała się w nowym tłumaczeniu Michała Rusinka.

" Przez chwilę po wyjściu pana i pani Darling z domu nocne lampki przy łózkach trojga dzieci paliły się jasnym światłem. Były to bardzo ładne, małe lampki nocne i aż chciałoby się, żeby nie zasnęły , zanim przyleci Piotruś. Ale lampka Wendy mrugnęła i tak ziewnęła, że pozostałe dwie lampki też zaczęły ziewać i zanim zdążyły zamknąć usta - wszystkie trzy zgasły".

Dobranoc, wkrótce trzecia.

Trzecia godzina. Trzecia to zawsze za późno, albo za wcześnie na to, co się chce zrobić. ~Jean-Paul Sartre w Mdłościach.

 

 

02:34, julitczka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 19 maja 2014

Czytając książkę Marii Nurowskiej „Księżyc nad Zakopanem” znalazłam bardzo ciekawe wiersze jej córki.

Tatiana Raczyńska

Rozmowa z demonem

Kochany demonie,
pozwól zrobić mi coś dobrego, zaśnij.
Obiecuję,
obudzę cię, kiedy będziesz potrzebny.

To nie erotyk

Coś dziś usiadło na moich ustach?
Motyl?
Przykucnęło ostrożnie w zagłębieniu
Kącika
Powiew jakiś?
Delikatnie obrysowało kontur
Ołówek aniołka
A potem
Wtargnęło we mnie wielką słodką siłą
Porozrywało pęta
Powiedz, proszę, co to było?

Czego nie lubię

nie lubię ortografii, gramatyki, matematyki
- podcinają mi skrzydła
nie lubię zakazów, nakazów, przykazów
- podcinają mi wolność
nie lubię chamstwa, cwaniactwa
próżności 
I ciebie nie lubię, gdy tak na mnie patrzysz
- mrużąc oczy

08:26, wloszczyzna79
Link Komentarze (6) »
czwartek, 15 maja 2014

 

     Juliczka

 

Niechaj mnie Zośka o wiersze nie prosi,

Bo kiedy Zośka do ojczyzny wróci,

To każdy kwiatek powie wiersze Zosi,

Każda jej gwiazdka piosenkę zanuci.

Nim kwiat przekwitnie, nim gwiazdeczka zleci,

Słuchaj - bo to są najlepsi poeci.

/.../

 

Juliusz Słowacki, W pamiętniku Zofii Bobrówny.

13 marca 1844, Paryż.

moje

     Dziś wypadają imieniny naszej mamy. Nosi piękne imię, Stryjeńskiej, Kossak-Szczuckiej, Holszańskiej, Kozarynowej, Nałkowskiej, Orliczowej, znowu bardzo popularne: w 2013 roku Zofia plasowała się na piątym miejscu w Polsce wśród nadawanych imion dziewczynkom, a w Warszawie - na pierwszym. W tym samym dniu wspomina się córki Świętej Zofii: Wiarę, Nadzieję i Miłość. Zofia jest patronką zjawiska klimatycznego właściwego środkowej Europie - "zimnej Zośki". Przysłowie zaś mówi, że "Święta Zofija kwiaty rozwija". Na zdjęciu, wykonanym w 1935 roku na warszawskim Rynku Starego Miasta, mama trzyma w ręku jedno z insygniów Ligi Obrony Powietrznej Państwa, proporzec koła terenowego, tak twierdzi. Przejrzałam materiały omawiające historię i działalność Ligi, chętnie do nich wrócę, doczytam w bibliotece.

     Na moment zatrzymam się przy samym święcie Zofii i związanymi w pewnych dzielnicach Polski południowej zabawnymi obyczajami. Obyczaj (od nazwy miesiąca) nazywa się majówką. Polega zaś na tym, że chłopiec stawia drzewko, czyli tak zwaną "majówkę", przed domem wybranej dziewczyny. Drzewko, jest to właściwie prawdziwe drzewo, jak najwyższe, obrane całkowicie z dolnych gałęzi. Natomiast pozostawione górne gałęzie są przybrane wstążkami i ozdobami z bibułki. Drzewko jest szczególnym wyrazem uznania. Stawiane jest zwykle w nocy z czternastego na piętnastego maja tak, by szczęśliwa wybranka mogła rano zobaczyć dowód hołdu przed domem. Bywa, że dwóch kawalerów uderza do tej samej dziewczyny. Wtedy starają się prześcignąć  w wysokości drzewka. Rano dziewczyna pęka z dumy widząc aż dwa dowody swojego powodzenia. Drzewko stoi przez jakiś czas, aż chłopiec przychodzi się oświadczyć. Śliczna historia, czyż nie? Rzucę się raniutko do okna, a nuż, a nuż jest, stoi, powiewa wstążeczkami.

O Zofii artyści śpiewają piosenki: Kasia Nosowska, to nic, że smutno, o Sophie - Dolour, Dynamic, Deerhiif i Eleanor McEvoy, a Jaz śpiewa o Havaiian Sophie. Zacytowany wiersz zaś - na płycie Piosenki dla Dzieci i Rodziców - Marek Grechuta.

moje

Tym razem to spotkanie towarzyskie w Jabłonnej, w Jabłonnie, aaaa - odmienia się jak rzeczownik, a nie przymiotnik. Jaka ta młodzież była piękna, dorosła, poważna, odpowiedzialna, przecież na zdjęciu są nastolatkami! I zadziwiają pantofelki na nogach dziewcząt, elegancja mimo śniegu ważniejsza. Mama nie znała pojęć: "zimowe buty", "kozaki", "buty na kożuchu", zawsze były to pantofle. Zdecydowałam, że ofiaruję jej na imieniny wymyślne sportowe butki, w końcu łapie formę na rehabilitacji, to będą jak tak zwany znalazł. Różowe, ma się rozumieć. I ciasto, lekkie, wytworne, a jednocześnie łatwe do transportu. Katti zna moje spotkania pierwszego stopnia, i drugiego, i trzeciego, z trotuarem. I zamysł na podręcznik Jak się przewracać na ulicy i nie wyglądać żałośnie. Choć kiedyś ciasto uratowało mnie przed upadkiem: niosłam je w torbie zawieszonej na ramieniu, potknęłam się. Lecę. I myślę - jak upadnę przyciskając torbę łokciem, by ratować ciasto, to, bez asekuracji, runę prosto na twarz. O twarzy myślałam w tamtym momencie nieco mniej elegancko. Lecę dalej. Myślę - jak wysunę ramiona do przodu, by paść na dłonie, torba z ciastem przesunie się i znajdzie na chodniku pode mną, mousse nie ciasto. Lecę, lecę dalej, prostuję plecy, łapię równowagę, równam krok, uff.

Zatem ciasto, najlepsza będzie rolada biszkoptowa z konfiturami i bitą śmietaną, wytwornie zwana Biscuit roule a la confiture, składająca się z trzech jajek, 100g cukru, 80g mąki, szczypty soli, słoika konfitur, lubię morelową. Żółtka z cukrem ubić do białości, białka z solą na sztywną pianę, wymieszać razem z mąką. Wyłożyć na pergamin, piec 10 minut. Wyjęte z piekarnika posmarować konfiturami i bitą śmietaną, no tak, ubić w międzyczasie z cukrem waniliowym, zwinąć ciasno w rulon. Konfiturę można zastąpić świeżymi owocami - truskawkami, jagodami, malinami, tak robiła latem nasza Małgosia, o:

moje

I z najlepszymi życzeniami śpiewać Sto lat wszystkim Zośkom!

 

 

Tagi: Zofia
01:40, julitczka
Link Komentarze (12) »
wtorek, 13 maja 2014

pharlap Pharlap

We wczorajszym wpisie wspomniałem mimochodem o sztuce tłumaczenia poezji. Tomik perskich wierszy okazał się doskonałym materiałem badawczym. Wprawdzie nie jestem w stanie odczytać oryginału, ale pod ręką mam tłumaczenia na angielski, niemiecki i francuski, a na internecie tłumaczenie na polski.

Na warsztat wziąłem przypadkowo wybraną stronę, tę którą sfotografowałem. Poniżej perski tekst spakowany w jedną linię...

Farsi

Okazało się, ze dobrze trafiłem gdyż w książce na pierwszy rzut oka widać, że tłumaczenia angielskie i niemieckie są całkiem do siebie niepodobne.

Oto wersja angielska, tłumaczenie Edwarda Fitzgeralda:

And if the Wine you drink, the Lip you press,
End in the Nothing all Things end in -- Yes ---
Then fancy while Thou art, Thou art but what
Thou shalt be --- Nothing --thou shalt not be less.

Wersja niemiecka:

Chajjam, solang du trunken bist von Wein, sei glücklich-
Solang im Schoße dir ein Mädelein, sei glücklich-
Und da der Dinge Ende ist das Nichts, 
So bilde, daß du nichts bist, stets die ein! sei.

Drążąc ten temat nieco głębiej dowiedziałem się, że Edward Fitzgerald traktował perskie oryginały z bardzo dużą swobodą. Jego tłumaczenia tak różnią się od oryginałów Omara Chajjama, że nazywano je rubaijatami FitzOmara.

Na tej stronie - KLIK - znalazłem między innymi porównanie tłumaczenia Fitzgeralda do dwóch innych wersji.

Tłumaczenie dosłowne:

Khayam, if you are intoxicated with wine, enjoy!
If you are seated with a lover of thine, enjoy!
In the end, the Void the whole world employ
Imagine thou art not, while waiting in line, enjoy!

Znaczenie:

In life devote yourself to joy and love
Behold the beauty of the peaceful dove
Those who live, in the end must all perish
Live as if you are already in heavens above.

I wreszcie tłumaczenie na polski - autor nieznany:

Chajjamie, jeśli cię wino upoi, ciesz się, 
i dziewczyna o licach jak tulipan, ciesz się; 
skoro ostateczną rzeczą świata jest nicość,
pomyśl sobie, że nie jesteś, i gdy jesteś, ciesz się. 

Nie bardzo rozumiem co ma znaczyć wersja zatytułowana znaczenie (meaning). Chyba oczyszczenie tekstu z wszelkich przenośni i symboli. Jak widać tłumaczenie na niemiecki i polski jest właśnie tłumaczeniem dosłownym.
A podana na początku tłumaczenie FitzOmara? Zdecydowanie inne, ale wyznam, że ma dla mnie jakiś tajemniczy czar. Może ktoś spróbuje przełożyć je na polski?

Farsi

Osobne zagadnienie to tematyka i klimat tych wierszy. Ich autor - Omar Chajjam - KLIK - to iście renesansowa postać. Astronom, filozof, matematyk - jako pierwszy zakwestionował uniwersalność geometrii Euklidesa. Zagadnienie to wyjaśniono w Europie dopiero w XIX wieku i otworzyło to furtkę do teorii względności.
Wydaje mi się, że w Polsce, na lekcjach historii, potraktowano Persję bardzo niesprawiedliwie. Ja pamiętam ją wyłacznie jako ciągłe zagrożenie dla kultury greckiej. Gorąco kibicowałem Grekom w bitwach pod Maratonem i Termopilami oraz Aleksandrowi Wielkiemu podczas jego walki z Dariuszem. 
Faktem natomiast jest, że Persja to był tygiel, w którym mieszały się wpływy kultury helleńskiej i filozofii hinduskiej. W czasach Omara Chajjama, na północno-wschodzie, Persja graniczyła z imperium Dżyngis Chana. Chajjam studiował w Samarkandzie a karierę naukową rozpoczął w Bucharze.
Osobna sprawa to niezwykle bogata tradycja religijna. Tu powstał zoroastryzm, który  miał ogromny wpływ na ostateczny kształt religii judajskiej i chrześcijańskiej. Wpływy zoroastryzmu, chrześcijaństwa i buddyzmu zaowocowały w Persji religią manichejską. Muszę przyznać, że w tym miejscu dostałem zawrotu głowy.
A Omar Chajjam? Źródła informują, że był wyznawcą sufizmu czyli jednej z odmian islamu. Z drugiej strony w jego poezji podobno widać wpływy manicheizmu. Nie mnie to osądzać. Jak napisałem w komentatrzu do porzedniego wpisu smuci mnie nihilizm poety - z niebytu wprowadzeni w niebyt uchodzimy. Czyżby to był sceptycyzm naukowca? 
Do tego uporczywe szukanie pociechy, a może zapomnienia, w winie. Zaprawdę brzmi to dziwnie w ustach muzułmanina. W poprzednim wpisie starałem się umieścić wiersze o różnym charakterze, ale w książce, te zachwalające wino stanowią ponad połowę.
A więc dosyć rozważań, pomówmy o winie.

Farsi

No i znowu zacznę na te samą nutę  to właśnie w Persji znaleziono najstarsze na świecie ślady produkcji wina - 7,000 p.n.e w okolicach miasta Shiraz - KLIK.
Skoro wspomniałem o Shiraz, to jeszcze kilka słów o pewnym nieporozumieniu. Otóż shiraz to gatunek bardzo dobrego australijskiego czerwonego wina - KLIK. Byłem święcie przekonany, że nazwa i winne grona pochodzą ze słynącego winem Shiraz. Jednak z wikipedii dowiedziałem się, że grona w winnicach wokół Shiraz były białe. Australijski shiraz jest produkowany z gron sherah pochodzących z Doliny Rodanu. W USA to wino nosi nazwę Hermitage. Skąd takie nieporozumienie? Może znowu winny język australijski?
Perskie białe wina z okolic Shiraz przez wiele setek lat były serwowane w wielu krajach świata. Z wikipedii wynika, że po rewolucji islamskiej w Shiraz produkuje się tylko soki z winogron.

Farsi

07:18, pharlap
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 12 maja 2014

pharlap  Pharlap

Z poezją perską zetknąłem się po raz pierwszy dwa lata temu - KLIK

Persowie w Melbourne trzymają się chyba mocno bo 2 tygodnie temu trafiłem tu na Perski Jarmark - KLIK. Na jarmarku dominowały towary jakich na perskim rynku można było się spodziewać - biżuteria, dywany. Mnie jednak zaniosło pod stoisko z książkami i zanim zdążyłem się potargować już uzyskałem sporą obniżkę ceny i stałem się właścicielem tej oto książki...

Tom poezji

Książka wydana bardzo starannie, przyjemnie przewracać kartki...

Poezja

Na stronach po prawej znajduje się perski oryginał a pod spodem tłumaczenie na arabski. Zawsze zastanawiała mnie jakaś gwałtowność w perskiej pisowni. Przecież te litery są w stanie wojny. Zaś tekst arabski płynie spokojnie jak karawana po pustynnym morzu.

Nie znam ani perskiego ani arabskiego, ale już na pierwszy rzut oka widać, że są to utwory czterowierszowe. W tekście perskim widać również, że rymują się ze sobą linijka pierwsza, druga i czwarta - ostatni znak po lewej stronie jest taki sam. Zauważyłem również, że w tłumaczeniu arabskim nie udało się zachować struktury rymów - rymują się linijka druga i czwarta i to chyba niezbyt dokładnie.

Pewnie czytelników rozśmieszyło, że tak się rozwodzę nad tekstem, z którego jak dotąd nie zrozumiałem ani słowa. Mój stosunek do poezji jest po prostu mocno sceptyczny. Uważam, że siła jej oddziaływania opiera się głównie na emocjach. Oczywiście jest wiele osób bardzo wrażliwych, które potrafią w mig dostroić się do nastroju wiersza, ale ja do nich nie należę. Mało tego, w tym momencie przypomniałem sobie, że z poezją perską spotkałem się dużo wcześniej, prawie tuzin lat temu. To spotkanie odbyło się w niewłaściwym stanie emocjonalnym i nie wynikło z tego nic dobrego. Dlatego, jeśli już tom poezji ma na stałe zadomowić się na mojej półce, to chcę się z nim wszechstronnie zaprzyjaźnić.

Mimo, że nie zrozumiałem ani słowa, to jednak z oględzin perskiego tekstu dowiedziałem się, że moja książka to zbiór rubaijatów - KLIK. A jeśli rubaijaty, to na pewno ich autorem jest Omar Chajjam - KLIK.

Teraz mogłem wreszcie spojrzeć na lewą stronę rozpostartej książki...

Pod lupa

Normalnie potrafię czytać bez okularów, ale tutaj nawet okulary nie pomogły, musiałem użyć szkła powiększającego. Po lewej stronie znajduje sę tłumaczenie wiersza na angielski, niemiecki i francuski. Rubaijaty tłumaczyło na angielski kilkanaście osób, ale najpopularniesze są tłumaczenia Edwarda FitzGeralda i te właśnie znajdują się w mojej książce.

Tłumaczenie poezji to oczywiście kolejny, bardzo obszerny temat więc go na chwile pominę. Oto kilka rubaijatów Omara Chajjama przetłumaczonych na polski. Nie wszystkie znalazłem w mojej książce.

Skoro się dokola ciebie twe życie obraca, 
wokół bytu czy niebytu się tak obraca? 
Wino pij, bo takie życie oparte na troskach 
niech się lepiej w zamroczenie albo w sen obraca. 

Skoro tylko wiatr zostanie z wszystkiego, co jest, 
nic prócz straty i prócz klęski z wszystkiego, co jest, 
pomyśl sobie, że jest w świecie wszystko, czego nie ma, 
możesz uznać też, że nie ma niczego, co jest. 

Szkoda, że się tak ścieramy bez żadnej korzyści 
i że kladzie nas pokotem przewrotny sierp nieba; 
skorośmy już zobaczyli tyle smutku, bólu, 
tu z niebytu wprowadzeni w niebyt odchodzimy

Utajone jest morze przyszłego istnienia, 
nikt się jeszcze nie dowiercił istoty tej perły. 
Każdy o tym opowiadal, co mu się zdawalo, 
ale nikt nam rzec nie umie, jak tam jest naprawdę. 

Źródło: http://peperonity.com/go/sites/mview/omar.chajjam;jsessionid=E6661D02540B491809B88BFC67CB01F9.cdb04 . Nie jest dla mnie jasne, kto jest tłumaczem powyższych wierszy.

Źyć własnej li wygodzie i trosce oddanym?
Błądzić bytu i niebytu szlakiem nieznanym?
Wino mi staw! chwila jeszcze i wieczność przed nami -
Raczej takie życie przespać albo żyć pijanym!. 

Wiedza? Rzuć ją, a żadnej nie zaznasz szkody!
Oplątany kosami dziewczyny młodej, 
Wpierw zanim przeznaczenie krew twą przeleje,
Ty przelewaj z dzbana w puchar krew winnej jagody.

Niejedną na naukach strawiłem godzinę,
Niejedną miałem radość, iż z nauki słynę,
A oto jest - posłuchaj - treść zdobytej wiedzy:
Z prochu wziąłem początek i jak wiatr przeminę.

Źródło: http://zls.mimuw.edu.pl/~alx/proba/x/pa1/madrosci.html
Autor tłumaczeń: Andrzej Gawroński. Gorąco polecam zapoznanie się z tym niezwykłym poliglotą - KLIK.

Napełnijmy czary! Kłopotem najmniejszym
jest to, że czas ucieka. Warto jutrzejszym
dniem się martwić? Nie myśl też o wczoraj.
Jeśli możesz, ciesz się słodkim dniem dzisiejszym. 

Zrodzony na tym świecie, jak przede mną wielu,
żyjąc, cierpiąc i szydząc odchodzę bez celu.
Czy nie słuszniej było, przyznaj przyjacielu,
lepiej się nie rodzić. Cóż po czczym weselu?

Źródło: http://www.umysl.pl/podroze/430.php
Autor tłumaczeń: Janusz Krzyżowski. 

Ponieważ nadmiernie się rozpisałem na wstępie tego wpisu zamilknę, ale tylko dzisiaj. Jutro będzie ciąg dalszy.

00:48, pharlap
Link Komentarze (8) »
piątek, 09 maja 2014

 Wlosz.czy.zna

Dziś piątek, wiec powinno być kulinarnie, a ja proponuje Wam tak nie do końca kulinarnie; otóż natknęłam się w internecie na bardzo ciekawe zdjęcia i chce je Wam zaproponować.

Najsłynniejsze zupy świata widziane od wewnątrz, ten artystyczny hołd dla historycznej serii puszek zupy Andy'ego Warhola złożyła Lindsey Wohlman. Jej projekt ''Warhol Soup Cans Naked & Unlabeled'', na portalu Kickstarter.com, pokazuje zawartość 32 puszek. Początkiem tej serii były zdjęcia ośmiu puszek zrobione w 2007 roku, dzisiejsza kolekcja 32 odbitek odzwierciedla oryginalny zestaw zup z 1962 roku. Popatrzcie sami jaki oryginalny pomysł. 

Zdjęcia pochodzą  stąd i można zobaczyć cały cykl, a tu można poczytać o projekcie.

czwartek, 08 maja 2014

     Juliczka

 

Podobno świat dzieli się na tych, co kochają psy i na tych, którzy uwielbiają koty.

 

moje

     W rodzinie łączyliśmy obie namiętności z przewagą pieskich przyjaciół. Najpierw były to jamniki: ciepłolubny Pullman, fan opalania, wykorzystujący do plażowania każdy skrawek słońca na dywanie, potem - Toffik. Nazywany przez nas Toffikiem-Budowniczym, bo z każdego spaceru wracał z kawałkiem cegły. Jeśli nie znalazł, trudno, kamień musiał wystarczyć. I Małgosiny Ares, owczarek, mądre psisko. Pochodził z dobrej rodziny, nie dano mu jednak świadectwa z czerwonym paskiem. Co nie przeszkadzało mu wychować Krzysia najpiękniej jak potrafił. Po drodze rezydowały koty, kilka Puszków, to u babci Marii, Psota i Zadziorek. I kiedy przyszła z wydawnictwa książka z wierszami o kotach, na moment wystąpiłam z psich szeregów, tak mnie zachwyciła. Napisał ją Gianni Rodari, zilustrowała - przepięknie - Elena Temporin. Wychowałam się na wierszach Jana Brzechwy i w "Kociej gwieździe" odnajduję tę samą miłość do dzieci, ten sam styl, choć tematyka i język nowe.

moje

Kot nauczyciel

Pewien kot o imieniu Diego

chciał uczyć myszkę

języka angielskiego.

Przygotował podręcznik,

włożył ser do pułapki

i czekał na ofiarę

zacierając łapki.

A zanim ponauczał

to mruczał

głosem anielskim,

Myszka zapiszczała

i tak się odezwała:

- Nie przyjdę, kocie Diego, bo jak słowo honoru,

lubię obce języki, nie cierpię zaś profesorów.

 

Kocia gwiazda

W tym czasie w Rzymie myśliciele, którym szum samochodów nie pozwalał się skupić, starcy, którzy chcieli opowiadać jakieś historie, ale nikt ich nie słuchał i w domu nie było dla nich miejsca; samotne kobiety w pustych mieszkaniach: wychodzili z domów i ślad po nich ginął. No właśnie: odchodzili z kotami.

     Jak to robili? Otóż sprawa wyjaśniła się dopiero po jakimś czasie. Cała rzecz była zresztą niezwykle prosta, a odbywała się głównie na placu Argentina. 

     Otóż osoby, o których mówiłem wcześniej, przekładały nogę przez niskie ogrodzenie, przechodziły na drugą stronę, stawały się kotami i natychmiast zaczynały lizać sobie łapy/.../

Koty w kawiarni

Koty do kawiarni

wpadają na dłuższą chwilkę

i udają, że weszły

tylko przez pomyłkę.

Dlatego też kelnerzy

nie mogą sobie życzyć,

by wyszły, boby się zdziwiły,

że to nie sklep papierniczy.

Rzekłyby, że szukają

dobrej temperówki

po to, by naostrzyć

i tak już ostre pazurki.

 

Ostrożnie przemykają miedzy stolikami

i o nic nikogo nie proszą.

A czy wiecie,

dlaczego te pieszczochy

nie szarpią za pończochy?

to proste: bo w lecie

kobiety pończoch nie noszą.

 

Spod półprzymkniętych powiek

patrzą, czy lody czekoladowe

albo rurka z kremem

nie spadnie komuś na ziemię.

Bo wtedy rzucają się śmiało,

jak na kota przystało,

i jeśli nie słychać, jak mruczą,

to przez to, że auta huczą.

prozak

fot.Prozak. kot zaś wydawniczy.

 

 

 

 





 

 

02:33, julitczka
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 05 maja 2014

 

     Juliczka

 

Niedawno w mailu dostałam wiersz.

Pochodzi ze zbioru poetyckiego Jarosława Iwaszkiewicza "Mapa pogody" /1977/ określanego jako próba bilansu życia z perspektywy starości. Wiersz znałam z "kiedyś", nie brzmiał jednak ze mną na co dzień, dopiero Kattinka przypomniała go. Dziwne, jak zapamiętujemy fakty, zdania, zdarzenia, nawet osoby w "drugim planie". A funkcjonujemy z określonym zasobem "aktorów" proscenium. Jednak cisi bohaterowie są, trwają i pojawiają się niespodzianie. Nagle potrafimy zaśpiewać piosenkę usłyszaną wieki temu, zacytować czyjeś słowa sprzed lat, przywołać zapach jałowców znad jeziora Kamień, smak winogron i brzoskwiń poznany nad Morzem Czarnym, opisać wyjątkowo upalny letni dzień i wakacje na koloniach w Mikstadzie. W uszach jeszcze brzmi skrzypienie śniegu pod nogami podczas wędrówek przez turystyczne szlaki Bukowiny, Murzasichla, Rytra i okolic Zakopanego.  Teraz ten wiersz.

muzeumstawisko

           http://muzeumstawisko.pl

W wierszu znalazłam myśl filozoficzną Autora, poszukiwanie piękna. Malarskość, wrażliwość na kolor i światło. I to, że nie jesteśmy szczęśliwi, bywamy weseli, a to nie to samo. A przede wszystkim swoiście pojmowane przez Jarosława Iwaszkiewicza decorum, które nie pozwoliło mu w żadnym miejscu na przekroczenie granic, anachronicznego dziś dla wielu, pojęcia "dobrego smaku". Czy mogę powiedzieć, że znam życie, czy wolno mi - uważam, że tak. Ogólnikowo stwierdzę - bywało różnie. Nie szukam niektórych z tych - excusez le mot - "różności" w książkach, filmach, obrazach, w teatrze: przeżyte raz wystarczą. Inne, z tej samej półki, dokładnie na tę samą półkę odkładam. Nie mam potrzeby mówienia wprost i w sztuce unikam nazywania rzeczy po imieniu. Szukam może i nieprawdy, ale ładnie wymyślonej, wymyślonej mądrze i czemuś służącej. Wzruszającej, odpędzającej smutki, otwierającej nowe przestrzenie w życiu, skłaniającej do zadumy.

 

Stronami deszcze stronami pogoda

stronami czarno stronami zielono

stronami stepy a stronami woda

może różowo może purpurowo.

 

Stronami choro a stronami zdrowo

stronami śmiesznie do łez czasem śmiesznie

czasami pod nogami a czasem nad głową

czasem na Marszałkowskiej a czasem na Lesznie,

 

Czasami w twoim ręku czasem w moim słowie

czasami na Stawisku czasem na Sycylii

czasem na ciemnej stronie lub w jasnej połowie

czasem wszystkich oszuka najczęściej nikogo nie zmyli.

 

z sieci...

Fotografię znalazłam w sieci, nie znam autora.

 

 

 

 

 

 
1 , 2
Tagi