Rozmowy wśród przyjaciół
piątek, 31 maja 2013

 Kattinka33

Chimichurri

wyśmienity dodatek do ryby pieczonej (i do mięsa też!) na grillu z kuchni argentyńskiej


1 pęczek zielonej pietruszki1 płaska łyżeczka otartej skórki cytrynowej1 szalotka (lub ½ słodkiej cebuli)1 ząbek czosnku1 łyżka stołowa (płaska) suszonego oregano3 łyżki oliwy + 1 łyżka białego octu winnego, sól, pieprz do smaku


Pietruszkę z cebulą i czosnkiem bardzo drobno posiekać, wymieszać z pozostałymi składnikami.  Możemy chimichurri przechowywać przez kilka dni w słoiczku w lodówce, tylko wówczas należy dopilnować, żeby było ciut więcej oliwy. 
To także znakomita marynata do mięsa.

 

 Wlosz.czy.zna

Filety z okonia morskiego

Filety kupuje gotowe, sole, pieprze, oprószam mąką; osobno siekam drobniutko ząbek czosnku i listki pietruszki naciowej. Na patelni lekko rozgrzewam oliwę z oliwek, obsmażam rybę, posypuje pietruszka i zalewam białym winem, odparowuje alkohol z wina, tak żeby został tylko dobry aromat wina i lekko podduszam 5 minut, robi się gestawy biały sosik, którym polewam podawana rybę. 

 

   Ciotuchna

Sola w pomarańczach

2 ząbki czosnku
2 cebule
4 łyżki soku cytrynowego
sól, pieprz
3 pomarańcze
pół litra świeżego soku z pomarańczy
6 filetów soli
oliwa
250 ml. gęstej śmietany

Czosnek drobno siekamy i ucieramy z sokiem z cytryny. Cebule obieramy i scieramy na grubej tarce. Rybe nacieramy sola i pieprzem i czosnkiem z sokiem cytrynowym. Odstawiamy na godzine. 2 pomarancze kroimy na cienkie plasterki, zdejmujemy skórke i rozkladamy na filetach. Rolujemy pomarańcze razem z ryba, spinamy wykalaczka. Pozostala pomarancz kroimy na grube plastry. Ukladamy rybe i grube plastry pomaranczy w natluszczonej formie ( mozna dac na spod papier do pieczenia), polewamy sokiem z pomaranczy i posypujemy grubo starta cebula. Pieczemy w 190 st. 25 - 35 min., polewajac od czasu do czasu sosem z pieczenia.  Bezposrednio przed podaniem polewamy śmietaną. Smacznego!

czwartek, 30 maja 2013

pharlap    pharlap

Whether Picnic at Hanging Rock is fact or fiction, my readers must decide for themselves. As the fateful picnic took place in the year nineteen hundred, and all the characters who appear in this book are long since dead, it hardly seems important.

Joan Lindsay - Picnic at Hanging Rock.

Sugestia - proszę włączyć TEN LINK jako podkład muzyczny do lektury wpisu.

Sobotni ranek 14 lutego zapowiadał słoneczny, upalny, dzień. Sobota 14 lutego? W takim razie to nie mógł być rok tysiąc dziewięćsetny.. sprawdzam - to pewnie był rok 1903.
14 lutego - Walentynki - szelest kartek z życzeniami i trzepotanie serc pensjonarek Appleyard College. Do kogo mogły być adresowne karty walentynkowe w żeńskiej pensji? Do kogo mogły trzepotać dziewczęce serca?
Do innych koleżanek, do uroczej Mademoiselle de Poitiers. Niewinne wczesne miłości o poranku. Ale tego poranka czasu było niewiele. Mr Hussey zajechał powozem pod front budynku, pensjonarki spiesznie zajęły miejsca, powóz ruszył w kierunku Woodend.

26 maja 2013 - Woodend - dotarliśmy tam około 10 rano. Bank i poczta chyba te same co 110 lat temu..

Bank

Poczta

 

 

 

 

Za Woodend droga skręca ostro w prawo w kierunku Hanging Rock - jeszcze tylko 4 kilometry. Mrs Appleyard zapowiedziała uprzednio, że za Woodend panienki będą mogły zdjąć rękawiczki. Mr Hussey zerknął na.. nie, nie na zegarek, na słońce....

- Dochodzi dwunasta, mamy niezłe tempo panienki. Przyrzekłem waszej dyrektorce, że przywiozę was z powrotem przed ósmą.

Jesteśmy na miejscu...

Tajemnica

Wtedy nikt nie oczekiwał tajemnicy i dramatu, conajwyżej pogryzienia przez mrówki. Wiele tu się zmieniło od naszej ostatniej wizyty ponad 25 lat temu. Wszystko ogrodzone, wyasfaltowane, opłata przy wyjeździe. Zbudowano kawiarnię i centrum informacyjne, które prezentuje co też może nas spotkać na trasie..

WidmoW razie wypadku

Widmo za skałą - proszę bardzo, ale punkty zbiórki w razie wypadku? Przecież wypadek polegał właśnie na tym, że nie można było się znaleźć, ale nie uprzedzajmy faktów...

Mr Hussey ugotował herbatę i wydał uprzednio przygotowany lunch, po którym nastąpiła sjesta. Mr Hussey upewnił się jeszcze, że o piątej muszą ruszyć w drogę powrotną...
- Oczywiście, dopilnuję żeby panienki były gotowe na czas - potwierdziła Miss McCraw - a która godzina jest teraz?
- Miałem panią sam o to spytać, bo mój zegarek stanął wskazując południe - stwierdził Mr Hussey z zakłopotaniem. Dziwnym zbiegiem okoliczności Mademoiselle właśnie oddała swój zegarek do naprawy. Również najstarsza pensjonarka - Miranda z włosami koloru kukurydzy - nie wzięła swojego, wysadzanego diamentami, czasomierza. Miss McCraw musiała odłożyc swoją książkę i wyciagnąć zegarek otrzymany od ojca. Zadziwiające - niezawodny dotąd zegarek zatrzymał się w samo południe.
Mr Hussey zdecydował postawić kociołek na ogniu. Zanim się zagotuje i zjemy pozostałości tortu upłynie około godziny. To będzie dobra pora na powrót.

Marion Quade, uczennica zafascynowana trygonometrią poprosiła o pozwolenie na podejście do skały w celu dokonania pewnych pomiarów potrzebnych jej do obliczeń. Dołączyły do niej Miranda i Irma, i jeszcze Edith - szkolna oferma.

Mademoiselle pomachała im na pożegnanie..
- Mon Dieu! Teraz już wiem... 
- Co pani wie? - zapytała ostro Miss McCraw, ale Mademoiselle zamilkła. Po prostu niemożliwością byłoby wytłumaczyć Miss McCraw, że Miranda to anioł Boticellego z Uffizi.

Co było potem? Wszystko spakowane do wyjazdu. Zniecierpliwiona Miss McCraw wyruszyła dziewczętom naprzeciw. Nie spotkała ich. Możemy polegać tylko na relacji gapowatej Edith, która wróciła samotnie w stanie szoku.
Dziewczęta wędrowały bez celu w labiryncie skał. W którymś momencie ogarnęła je przemożna senność.  Obudziły się jednocześnie jakby na czyjeś wezwanie. Edith z przerażeniem patrzyła jak jej trzy koleżanki, jakby w transie, w zupełnym milczeniu, podniosły się, zdjęły pończochy i poszły do najbiższego przesmyku w skałach.

Patrzę na biały szkielet przewróconego drzewa, które kojarzy mi się z kościstą dłonią Śmierci..

Dłoń

Odwracam głowę i spotykam się z pustym wzrokiem martwej twarzy, której usta zamarły w pół słowa...

Twarz

Kilka kroków dalej i trafiam na coś co wygląda jak plac obrad, może jak miejsce sądu? Rozkrzyczana gęba a przed nią skulona ofiara...

Sąd

 I jeszcze głowy, które może mają wiele do powiedzienia, może nawet szepcą coś sobie na ucho, ale mnie zbywają kamiennym milczeniem...

Głowa

 Plotkarze

Poniżej krótki przegląd pułapek, w które mogła wpaść Miranda i jej dwie koleżanki...

I oto nagle słyszę dziewczęcy głos. Przyspieszam kroku. W szczelinie między skałami majaczą włosy koloru kukurydzy.. Miranda?

Miranda?

- Ja będę pająkiem a ty muchą i wyssam z ciebie całą krew!
- Sounds great to me -  odpowiada pogodnie jej ojciec.

Spoglądam na zegarek - wskazuje południe. Czekam chwilę żeby się upewnić, że zegarek działa, ostatnie spojrzenie na ziemniako i złotodajne okolice...

Zlotodajne pola

... i ruszam energicznie w dół. Za trzy godziny muszę odebrać ze szkoły naszą pszenicznowłosą wnuczkę.

Książka Picnic at Hanging Rock (Piknik pod Wisząca Skałą) została sfilmowana. Według mnie film jest dużo, dużo, lepszy niż powieść. Obraz i dźwięk okazały się lepszym niż słowa nośnikiem delikatnych uczuć i dramatycznych sytuacji.

Poniżej zwiastun filmu...

Cały film TUTAJ.

PS. We wpisie o pierwszym wykonawcy Czerwonych maków miała być zagadka, ale jej nie było, bo miałem trudności w zorganizowaniu nagrody. Nagroda zorganizowana więc podaję zagadkę: proszę znaleźć wspólny punkt dla Gwidona Boruckiego i Wolfganga Amadeusza Mozarta. Dodam, że ten wspólny punkt kryje się w imieniu i nazwisku. Nagroda - książka Bogumiły Żongołłowicz - Jego były Czerwone maki - z dostawą na adres w Polsce.
Odpowiedź - rodzinne nazwisko Gwidona Boruckiego to Gottlieb. Takie właśnie imię nosił Mozart, Amadeusz to francuszczyzna. Odpowiedziała Żona Oburzona - gratuluję.

07:08, pharlap
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 27 maja 2013

 Wlosz.czy.zna

Maria do Kasi:

Kasiu, czy wiesz, że dziś mija 20 lat od wybuchu bomby blisko Uffizzi i Akademii Georgofili?Byłaś wtedy we Florencji… zobaczcie tu

Kasia do Marii:

Mario, 27 maja 1993! Rzeczywiście. Czy mi się wydaje, czy to był wtorek? A może środa... Pamiętam, że poprzedniego dnia poszłam do Galerii Uffizzi. W pewnej chwili, zmęczona wędrowaniem po salach, stanęłam przy oknie i spojrzałam w dół na Arno. Pomyślałam: jaki tu spokój...


Zamach na ulicy dei Georgofili, noszącej nazwę od Akademii dei Georgofili znajdującej się na tej właśnie ulicy, był zorganizowany przez organizacje mafii Cosa Nostra. W nocy z 26 i 27 maja 1993 r. we Florencji został wysadzony w powietrze samochód wypełniony materiałem wybuchowym, zaparkowany w pobliżu zabytkowej wieży Pulci, gdzie mieści się Akademia dei Georgofili, między Galerią Uffizzi i rzeką Arno.Bardzo silna eksplozja zabiła 5 osób i raniła 48. Oprócz wieży zostało zniszczonych wiele domów, jak również Galeria Uffizi poniosła poważne szkody. Tu opis w Wikipedii


Ale co to jest Akademia dei Georgofili... 


Została założona w 1753 roku z inicjatywy naukowców zajmujących się agronomią, leśnictwem, ekonomią i geografią agronomiczną; pierwsze lata jej działalności są trudne i nie dają spodziewanych rezultatów. Dopiero w 1765 roku zaczyna się prawdziwy rozkwit jej działalności, kiedy to Granduca di Toscana, Pietro Leopoldo di Lorena roztacza opiekę nad Akademią. 

Na przestrzeni lat 1753-1911 w archiwum historycznym zgromadzonych zostaje 12.000 dokumentów, natomiast biblioteka liczy 70.000 tomów książek. 

Zamach w nocy z 26 na 27 maja 1993 roku zagroził bardzo tym właśnie bezcennym zbiorom;

dlatego też 27 maja rano pracownicy Nadzoru Archiwów Historycznych, wśród nich mój mąż, zakasali rękawy i zabrali się do ratowania tych bezcennych zbiorów.

 Kattinka33

(zapiski z dziennika):

Gdy wspominam Florencję, myślę o niej zawsze w kategoriach snu. Jest olśniewająco piękna. I oślepiająco biała. Rozpalona od żaru, spływającego płomiennym blaskiem z nieba. Pierwszy dzień… Wysiadłam z autobusu w pobliżu Stazione Centrale, przeszłam na drugą stronę ulicy i po paru krokach znalazłam się przed bramą do pierwszego kościoła, zaznaczonego w dolnym prawym rogu mapy. Santa Maria Novella uderzyła mnie jak obuchem w głowę. Nie wiem, co czuli prości ludzie, którzy nie mieli pojęcia o tym, że żyją w quattrocento, a przywędrowali do miasta na targ sprzedać prosię, dziką kaczkę czy kosz oliwek. Wiem, co ja poczułam. Od takich wrażeń dostaje się gorączki, w każdym razie kiedyś Flaubert dostał, i od jego nazwiska nazwano tę jednostkę chorobową. Wprawdzie lekarz powie wam, że to uczulenie na słońce, ale nie wierzcie mu – tak działa Florecja.Różowa kopuła Il Duomo, i mroczne zaułki via del Proconsolo. Krużganki kościoła Ognissanti. Mury. Ogrody. Rzeźby. Freski. I ten niezapomniany moment ciszy, kiedy spojrzałam z okna Uffizzi na Arno i pomyślałam: jaka tu cisza, te mury stoją nieporuszone od wieków, słychać tylko trzepot gołębi i głosy turystów, oszołomionych słońcem i pięknem tego miasta… 

Akademia Georgofili po odbudowie

salon raprezentacyjny

08:27, wloszczyzna79
Link Komentarze (3) »
piątek, 24 maja 2013

 Wlosz.czy.zna

Risotto z truskawkami

Do zrobienia go ja używam około 15 truskawek, szklankę białego wina, szlotkę, oczywiście oliwę z oliwek, 30dkg ryżu, trochę różowego pieprzu, trochę kostki rosołowej jarzynowej, trochę parmezanu, szczypiorek i trochę cieplej wody. Zaczynam od pokrojenia truskawek i zmacerowania ich w winie, w międzyczasie kroję drobniutko szalotkę i zeszkliwiam na patelni w rozgrzanej oliwie, następnie daje na patelnie ryz i chwilkę go tostuje, po czym dolewam wino z macerowania truskawek, odparowuje szybko alkohol, zmniejszam gaz, sole i dodaje rozgnieciony różowy pieprz. Gotuje ryz dodając po troszku wodę z kostka jarzynowa. Mniej więcej w połowie gotowania ryżu dodaje truskawki. Jak ryz będzie miękki, odstawiam z gazu i dodaje parmezan i trochę masła energicznie mieszając. Wykładam wszystko na talerz posypując posiekanym szczypiorkiem i układając kilka kawałków truskawek.

 

Truskawki po włosku z winem lub z cytryna

W rodzinie mojego męża truskawki jada się tylko albo z winem (białym ale jak macie pod ręką czerwone to tez wychodzi dobrze) albo z cytryna. Przygotowanie jest szalenie proste bo kroi się truskawki w ćwiartki, posypuje lekko cukrem i zalewa winem lub cytryna; odstawia do lodówki na kilka godzin do przemacerowania … pyszne, ja szczególnie lubię z cytryna bo podkreśla ona aromat truskawek. 

 

I jeszcze spróbujcie dodać do szklanki z szampanem połówkę truskawki … jaki aromat!!! I jak romantycznie!

 Kattinka33

Nareszcie! Zaczął się sezon na truskawki!!! Można je dodawać praktycznie do wszystkiego, nawet do pieczonej piersi z kurczaka, tyle że wtedy dobrze jest posypać truskawkę szczyptą... pieprzu.


O tej porze roku często jadamy taką sałatkę: sałata + rukola + paseczki prosciutto crudo + cienkie płatki parmezanu + ćwiartki truskawek + ocet Balsamico di Modena + świeżo mielony pieprz. Do tego bagietka i kieliszek białego wina. Pycha!

10:06, kanadyjka82
Link Komentarze (9) »
środa, 22 maja 2013

 Wlosz.czy.zna

Z mojego balkonu roztacza się widok na ogródki mieszkań na parterze gdzie jest sporo roślin, krzewów i drzew, i właśnie na tych drzewach jest teraz szaleństwo zakładania gniazd przez kosy, wysiadywania jajek i wychowywania małych. Oczywiście gniazda są dobrze schowane i nie ma jak ich podejrzeć, ale postanowiłam zapolować z aparatem na dorosłego kosa, który ciągle siedzi w ogródku pod moim balkonem i oto rezultaty.

Troche nie chcial pozowac, ale przyznacie ze sliczny

13:27, wloszczyzna79
Link Komentarze (8) »
wtorek, 21 maja 2013

   Kanadyjka

W Ottawie odbywa się właśnie doroczny Festiwal Tulipanów. Największy tego typu na świecie, Festiwal prezentuje ponad milion tulipanów w wielu miejscach w mieście. Przez 18 dni w Ottawie odbywa sie wiele imprez, które przyciagaja rzesze turystów.

Zdjęcie: Henryk Lewkowicz

Zdjęcie: Henryk Lewkowicz

A historia powstania tego festiwalu jest niezmiernie ciekawa i sięga II Wojny Światowej. W 1940 roku, po zajęciu przez Niemców Holandii, księżniczka Juliana wraz z córkami Ireną i Beatrix przybyły do Kanady. Królewska rodzina zamieszkała w Ottawie, gdzie w styczniu 1943 roku księżniczka Juliana urodziła córkę Margriet. Rząd kanadyjski tymczasowo zadeklarował teren szpitala (Civic Hospital) w którym odbywał się poród jako pozaterytorialny, aby zapewnić młodej księżniczce wyłaczność obywatelstwa holenderskiego, a tym samym nie przekreślic jej szans do dziedziczenia tronu.

Zdjęcie: Henryk Lewkowicz

Zdjęcie: Henryk Lewkowicz

W 1945 roku, po powrocie do wyzwolonej Holandii, księżniczka Juliana podarowała Kanadzie 20 tysięcy cebulek tulipanów, w podzięce za kanadyjską gościnność oraz za rolę jaką spełnili kanadyjczycy w wyzwoleniu jej ojczyzny. Od tej pory co roku królowa Juliana (od 1948 do 1980 roku), a potem królowa Beatrix wysyłały do Kanady tysiące tulipanowych cebulek.

Zdjęcie: Henryk Lewkowicz

Zdjęcie: Henryk Lewkowicz

Kwitnące tulipany stały sie ottawską sensacją.  W 1953 roku, światowej sławy fotograf Malak Karsh zaproponował zorganizowanie w Ottawie Festiwalu Tulipanów, dla uczczenia wojennego symbolu łączącego Kanadę i Holandię.

Zdjęcie: Henryk Lewkowicz

Zdjęcie: Henryk Lewkowicz

Festiwal stał sie prawdziwą wiosenną atrakcją miasta, która przyciąga nie tylko rzesze turystów, ale i królewskich gości (królowa Juliana w 1967 roku i księżniczka Margriet w 2002 roku). 

Zdjęcie: Henryk Lewkowicz

Ale to jeszcze nie wszystko. Otóż kilka lat temu miasto zamówiło kilkadziesiąt gipsowych tulipanów, które rozdało miejscowym artystom do pomalowania. Tak udekorowane tulipany zostały ustawione na ulicach centrum. Tu macie kilka przykładów.

   

  

  

  

Zdjęcia tulipanów żywych: Henryk Lewkowicz

Zdjęcia tulipanów malowanych: Kanadyjka

Tagi: Tulipany
02:28, kanadyjka82 , Kanadyjka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 20 maja 2013

 

 

 Żona Oburzona

Pobieżna lektura informacji dotyczących kolekcji Sonetów autorstwa Szekspira uświadomiła mi, że więcej wokół nich tajemnic niż pewników. Cóż z tego, skoro i tak są piękne? A może właśnie dlatego tak często sięgają po nie różni twórcy?

Kiedy byłam nastolatką, Stanisław Soyka wydał płytę z wybranymi wierszami z tego cyklu. Część tłumaczeń to dzieło Macieja Słomczyńskiego, pozostałe - Stanisława Barańczaka. Wtedy jeszcze nie miałam odtwarzacza CD, więc zakupiłam sobie kasetę magnetofonową. Szczególnie spodobał mi się Sonet CII.

Mocniej Cię kocham, choć na pozór słabiej;William Shakespeare
I nie mniej kocham, chociaż mnie widocznie.
Sprzedajna miłość błyskotkami wabi,
A pan zachwala ją wszystkim niezwłocznie.
Ongi czas młodej i świeżej miłości
Pieśnią radosną jak wiosnę witałem.
Tak Filomela latem pieśń swą wznosi
I cichnie, kiedy przyjdą dni dojrzałe.
Nie, aby lato było dziś mniej miłe
Niż wówczas, gdy noc wzruszała pieśń smętna.
Lecz każdą gałąź ta nuta znużyła;
Słodycz w nadmiarze to rzecz obojętna.
Jak słowik, czasem przestaję się trudzić
Aby cię pieśnią moją nie zanudzić.

W tym miesiącu wydana została z kolei płyta z wybranymi sonetami w interpretacji Marka Kondrata. Bardzo lubię tego aktora i jego głos, więc na pewno to wydawnictwo znajdzie się na mojej półce.

Tagi: poezja
07:06, zona.oburzona , Żona Oburzona
Link Komentarze (6) »
sobota, 18 maja 2013

pharlap   pharlap

 

W dniu dzisiejszym upływa 69. rocznica zatknięcia polskiej flagi na ruinach klasztoru Monte Cassino. 

Oto wspomnienie jednego z uczestników tej kampanii:
".. kiedy sztandar polski zawisł nad Monte Cassino i ta wiadomość doszła do nas pod wieczór. [..] i wtedy przypomniałem sobie przyrzeczenie, które dałem generałowi Andersowi w Kairze. Spytał mnie [...] dlaczego do tej pory nie powstała w naszej armii pieśń, która by pozostała [..] dla przyszłych pokoleń. Powiedziałem mu, że taka pieśń na pewno powstanie - ale w specjalnych okolicznościach, w ogniu bitwy, że coś musi się stać... Przypomniała mi się ta rozmowa własnie wtedy. A nieco później wpadł do mojego pokoju Feliks Ref-Ren-Konarski... Był zdyszany, zdenerwowany. Powiedział: "Fredziu, napisałem tekst Czerwone maki na Monte Cassino. Zaraz musisz siąść i napisać do niego muzykę. Jutro jest uroczystość z okazji zwycięstwa i na wieczór to musi byc gotowe".
Przeczytałem ten tekst raz i drugi i przeszły mnie ciarki. To było tak znakomicie i muzykalnie napisane, że czytając go w głowie miałem już melodię.."

Alfred Schutz w audycji Radia Wolna Europa - grudzień 1990.
Żródło cytatu: książka Bogumiły Żongołłowicz - Jego były Czerwone maki - patrz TUTAJ.
 

nuty

Żródło fotografii - jak wyżej.

Tytuł tego wpisu jest nieco przesadzony gdyż, jak mówili Starsi Panowie, piosenkę tworzy "kompozytor i ten drugi".  Ja, z przekory, wspomnę o tym trzecim - pierwszym wykonawcy.

Oto jego wspomnienie:
"W nocy [...] obudził mnie Ref-Ren: Gidek, otwórz oczy! No, obudź się! Napisałem z Schutzem nową piosenkę... na jutrzejszy występ. Musisz się nauczyc do rana, bo ty ją będziesz śpiewał...
Zrobiliśmy jeden olbrzymi afisz ze słowami, aby żołnierze mogli nam towarzyszyć... i pojechaliśmy na szczyt. Żołnierze usiedli na ziemi, za sobą mieli dymiące jeszcze ruiny klasztoru, my patrzyliśmy na nie stojąc frontem do oddziałów...
[...] na zakończenie, z kartką w ręku - nowa piosenka: Czerwone maki na Monte Cassino. Początkowo ze wzruszenia nie mogłem wydobyć głosu...".

Gwidon Borucki w liście do brata Ludwika. Żródło - jak w poprzednim cytacie. 

W dzisiejszym wpisie wykorzystałem informacje zawarte w książce Jego były Czerwone maki autorstwa Bogumiły Żongołłowicz...

Gwidon Borucki  przybył do Australii w 1959 roku jako Guido Lorraine w celu wykonania głównej roli w musicalu Grab me gondola - 3 lata wcześniej brał udział w prapremierze tego utworu w Londynie. Wkrótce osiadł na stałe w Melbourne i tutaj zmarł (31 grudnia 2009 r). Nie miałem okazji poznać go osobiście, ale jego obecność w życiu naszego miasta nie mogła pozostać niezauważona. Występował w australijskich programach radiowych i telewizyjnych, prowadził restaurację artystyczną Polonaise, pracował w agencji handlu nieruchomościami a następnie założył własną agencję. Prócz tego zorganizował i występował w wielu, wielu, programach estradowych dla Polonii. Mój najbliższy kontakt z panem Gwidonem to polonijna zabawa sylwestrowa, podczas której pełnił on rolę gospodarza, konferansjera, wodzireja i jednoosobowej orkiestry. Chyba na żadnej zabawie czy balu orkiestra nie miała tak krótkich przerw. Tancerze padali ze zmęczenia a pan Gwidon (wtedy już chyba po 80-tce) grał i śpiewał, i grał, i grał.

Zastanawiałem się czy nie opisać jego drogi życiowej, ale uznałem, że jest zbyt skomplikowana. Podobnie jak drogi życiowe innych poznanych tu przez mnie weteranów pól bitewnych II Wojny Światowej. Lwów, Syberia, Kazachstan, Persja, Palestyna, Afryka... Za dużo jak na jedno życie.

W rocznicowym dniu lepiej pozostać przy piosence.

Tagi: piosenka
03:40, pharlap
Link Komentarze (7) »
piątek, 17 maja 2013



 

   Żona Oburzona

Mała, brzydka, niezbyt dobrze utrzymująca czystość. Nie pachnie najlepiej. Niesympatyczna i wredna - każdy z nas kiedyś przez nią płakał. Ale czy wyobrażacie sobie kuchnię bez cebuli? Już nawet nie chodzi mi o zupę cebulową. A gulasz? Leczo? Warzywa na patelnię? Farsz do pizzy? Surówki? Brak cebuli oznaczałby też brak szczypiorku. Jaki ubogi stałby się zatem wiosenny twarożek z samą tylko rzodkiewką.

Kiedy padł pomysł wpisu o cebuli, od razu przypomniał mi się ten wiersz. Jego autorką jest brytyjska poetka Carol Ann Duffy. Wiersz ten pamiętam... z lekcji angielskiego z kursu, na który chodziłam podczas studiów.

Valentine

Not a red rose or a satin heart.

I give you an onion,
It is a moon wrapped in brown paper.
It promises light
Like the careful undressing of love.

Here.
It will blind you with tears
Like a lover.
It will make your reflection
a wobbling photo pf grief.

I am trying to be truthful.

Not a cute card or a kissogram.

I give you an onion.
Its fierce kiss will stay on your lips,
possessive and faithful
as we are,
for as long as we are.

Take it.
Its platinum loops shrink to a wedding ring,
if you like.
Lethal.
Its scent will cling to your fingers,
Cling to your knife.

Carol Ann Duffy

No i sami powiedzcie: jak można żyć bez cebuli?

 

  Wlosz.czy.zna

O cebuli można dużo, bo jest ich dużo rodzajów, ale ja opisze Wam najlepsza cebule włoską czyli “cipolla di Troppa” jest to, jak widzicie na poniżej zamieszczonym zdjęciu,

cebula podłużna o kolorze czerwonym i jest ona delikatna i dosyć słodka. Rośnie głownie w okolicach Vibo Valentia i Cosenzy wzdłuż wybrzeża morza Tirrenskiego. Zawiera, jak wszystkie cebule, dużo witaminy C i E jak również żelazo, selen, jod, cynk i magnez. Jedzenie jej pomaga, miedzy innymi, zapobiegać zawałom serca!

Babcia mojego męża, już wspominana na Kurze, Nonna Gina, robiła z niej wspaniały sos do spaghetti, którego ja niestety nie jestem w stanie dokładnie odtworzyć, a oczywiście przepis nie został zapisany; a robiła to mniej więcej tak:

Sos z cebuli do spaghetti

brała cebule, jedna albo dwie, w zależności od tego ile tego sosu miała zrobić, kroiła ja w cienkie talarki, wrzucała na rozgrzana oliwę z oliwek z ząbkiem czosnku i nie smażyła a zeszkliwiala; jak już cebula zrobiła się prawie przezroczysta dodawała trochę koncentratu pomidorowego rozcieńczonego woda albo rosołem, w zależności od tego co miała pod ręką, i dalej dusiła aż cebula prawie się rozpadała. Oczywiście w międzyczasie soliła do smaku. Były również warianty tego sosu, bo jeżeli miała pod ręką kawałek mięsa to go dodawała, albo trochę suszonych grzybów ... zależało to od fantazji i humoru jaki miała.



   Żona Oburzona

 

Mój Mąż zjadł kiedyś swojej mamie cebulki kwiatów, które czekały na wsadzenie w ogrodzie. Podobna historia zdarzyła się w pewnej książce. Z tymże miało to dużo gorsze konsekwencje. Pamiętacie?

 

   Kattinka

Dwie cebulowe przystawki na ciepło:

Focaccia z czerwoną cebulą

300 g mąki
20 g drożdży (lub 2 torebeczki suszonych)
1 łyżeczka cukru
1 łyżeczka soli
250 ml letniej wody
500 g czerwonej cebuli
2 łyżki masła
łyżeczka czarnuszki i ciut gruboziarnistej soli

Przygotować zaczyn drożdżowy, w dużej misce wymieszać mąkę z solą, podrośniętymi drożdżami i resztą wody. Zarobić miękkie gładkie ciasto, pod koniec „rozciągając je mocno, by stało się elastyczne. Cebulę obrać i pokroić w talarki, udusić na maśle, dodając 1-2 łyżki wody, na średnim ogniu, przez ok. pół godziny. Zdjąć z ognia, ostudzić. Gdy ciasto urośnie, wyłożyć je na posypaną mąką stolnicę i krótko zarobić. Uformować wałek, przenieść go na blachę i połączyć końce, tak by powstał pierścień. Przykryć ściereczką i odstawić do rośnięcia na kolejne pół godziny.Następnie ułożyć na wierzchu cebulę, posypać czarnuszka i solą. Piec w piekarniku nagrzanym do 200 st. C przez ok. pół godziny. Podawać na gorąco jako przystawkę, z sałatą i kieliszkiem chianti.

Panierowane talarki cebulowe

Cebulę obrać, pokroić w niezbyt grube plasterki. Jajko rozbełtać w miseczce z dodatkiem 2 łyżek mleka lub śmietany. Talarki cebuli zanurzać w jajku, a następnie obtaczać w bułce tartej albo mące. Obsmażyć na rumiano z obu stron na rozgrzanej oliwie, osączyć na papierze kuchennym, oprószyć solą i pieprzem.

No i przepis na zupę cebulową, który podawałam tutaj.

   Julitczka

Cebulowa "soubise":
Pół kilo cebuli, łyżka mąki, litr wywaru z warzyw, pół litra mleka, kawałek masła, żołtko.
Pokrojoną cebulę zblanszować, osączyć, przyrumienić na maśle, oprószyć mąką. Zalać gorącym mlekiem, doprawić solą i pieprzem, gotować pół godziny. Przetrzeć przez sito, połączyć z warzywnym wywarem, zagotować. Przed podaniem dodać żółtko utarte z masłem.
Można posypać serem, dorzucić grzaneczki. Lubię równe, więc kroję chleb tostowy i przysmażam na maśle.

Jeśli sos soubise pochodzi od nazwy miejscowości w Poitou-Charentes, to zupa, zakładam, również.

   Kanadyjka

Jest o cebuli, ale nic nie ma o dymce. Podaje wiec przepis na:

Koreańskie placki z dymką (Pa Jun)

2 szklanki mąki
2 jajka
1.5 szklanki wody
dymka pokrojona na centymetrowe kawałki
łyżeczka soli

Wymieszać wszystkie składniki i zostawić na 10 minut.

Smażyc grube, duże placki na rozgrzanej patelni, 3-4 minuty z każdej strony.

Podawać pokrojone w trójkąty z ostrym sosem.  

Można również dodac do ciasta marchew, zukinię lub pieczarki.

Tagi: cebula
03:41, kanadyjka82
Link Komentarze (3) »
czwartek, 16 maja 2013

  Kanadyjka

... ale tym razem ostatni. Darryl nie żyje. Dla przypomnienia, o moim przyjacielu Darrylu pisałam tutaj.

A kilka dni temu na murze w miejscu gdzie Darryl zawsze siedzial pojawiła sie kartka, że w środe 15 maja odbędzie sie spotkanie aby uczcić Jego życie i pamięć. Zamurowało mnie. Rozmawiałam z nim jakiś tydzień temu, wyglądał nieźle, na nic się nie skarżył. Oczywiście Jego zdrowie pozostawiało wiele do życzenia, bo nie tylko miał raka, ale i też pił i palił. Ale widywałam go w gorszym stanie. Podobno odszedł we śnie. Jego psem Muffim zaopiekował sie przyjaciel, który też siedział dzisiaj na miejscu Darryla i zbierał wpisy do kartki dla Mamy Darryla. Jak dotarłam do niego, miał gesto zapisane dwie kartki.

03:54, kanadyjka82
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2
Tagi