Rozmowy wśród przyjaciół
poniedziałek, 25 kwietnia 2016

          Juliczka

[...]

Ach, czy wszystko, co się zda,

Jak sen we śnie jeno trwa?

*

Allan Edgar Poe, "Sen we śnie" - fragment wiersza.

Tłum. Włodzimierz Lewik

     Recytuję półgłosem strofy, na biurku leżą w nieładzie czytane "Listy Tove Jansson", "Księgi Jakubowe", "Millenium, Stieg i ja", "Moja walka". Jest i ponownie kartkowany "Nocny pociąg do Lizbony" oraz wspomnienie o Wiesławie Dymnym, przeczytane, ale wciąż jest. Między tomy, w wymagające sąsiedztwo, trafił plik z debiutancką powieścią Poli Rewako "Chili".

     Zaczynają się rysować kontury pomieszczenia. Wszystko pojawia się powoli w swojej kolejności. Krawędź za krawędzią, kontur za konturem, róg za rogiem, kreska za kreską. Ktoś maluje przede mną ten pokój. Czarny pędzel został właśnie zastąpiony szarym, nieco bardziej widocznym i wypełnia obraz. Pojawia się zakurzona szafa. Kanapa. Drzwi. Kredens. Schody. Kolejne drzwi. Wieszak. Krzesło. Kolejne drzwi. Fotel. Okno. Znowu drzwi. Tym razem uchylone. A ja stoję. Obserwuję kreujące się wokół mnie rysy pokoju. Gdzie ja jestem? Co tu robię?

Agata Kulawiec                                  fot. Agata Kulawiec

     Autorka powieści wprowadza nas w świat głównej bohaterki różnymi drogami, także poprzez sen. Opisywany, relacjonowany doktorowi Wasilewskiemu, poddawany psychoanalizie, interpretowany. Mea Chubin, studentka psychologii, o marzeniach sennych, o podklejaniu amorficznej nieświadomości pod okruchy z dnia, mówi świadomie, przytacza podręcznikowe opinie. Uważa, iż jeśli coś istnieje w psychice, zawsze musi istnieć "po coś", musi mieć swoją funkcję. Nic w życiu psychicznym nie zachodzi przypadkowo. A w realnym? Mea czuje się niepotrzebna, pozbawiona bliskości i należytego zainteresowania rodziców: "Non stop pracujecie, w ogóle ze sobą nie rozmawiamy, a teraz, gdy macie kilka dni wolnego, nagle chcecie bawić się w wesołą rodzinkę? Spasuję". Nie akceptuje też form przyjaźni - zdawkowej, przypadkowej, ograniczającej się do wypicia butelki piwa i płytkich rozmów. Jedynie Gaweł Pawliński okazuje się być bliską duszą. Nie raz w dni młodej dziewczyny ( określanej wprawdzie przez autorkę jako nastolatka, ale - przepraszam - dziewiętnastolatka czy dwudziestka to już nie nastolatka, stara jest), wkracza kolega z uczelni Tomek Gerocki, piękny, jak z reklamy perfum albo innego banku.  Pojawiają się postaci ochroniarzy, z nimi - zniszczone przystanki na gdańskich ulicach, połamane ławki, podpalone śmietniki, rozbite automaty biletowe i szyby samochodów.

     Bo Mea, jako Bellona, zakłada Grupę Demolka, skierowaną przeciw niemoralności, złu, bezprawiu, niemocy, cierpieniu, bólowi. Nie chce żyć w świecie pozbawionym radości z małych rzeczy. Marzenia, spełnianie marzeń to był jej cel w życiu, organizowanie koncertów znanym zespołom.

     Skłamałabym, gdybym powiedziała, że "Chili" Poli Rewako nie wciąga, mimo, że nie jest błyskotką. Pozwala czytelnikowi spojrzeć z dystansu na otaczającą go rzeczywistość, dać mu do myślenia. Wszystko pomiędzy filtrowanymi fragmentami rzeczywistości. Na pewno zaciekawi miłośników Gdańska, zaintryguje wyznawców instruktywnych teorii psychologicznych, przeciwników nakręcania złych wydarzeń przez media. Nie raz, nie dwa zgrzyta, pracownikowi ochrony na widok nieznajomej nie przypisywałabym słów: "Tak bardzo jej pragnął", a konkretne, żołnierskie. Nie raz budzi nadzieję na rozbudowanie wątków, jak tych z akcją usadowioną na uczelni czy w domu bohaterki. Zastanawialiście się kiedyś, jak niewielu autorów przybliża w fabule środowisko akademickie?

Zdania są proste, lekkie, kryją w sobie przesłanie ujawniające się czasem podczas powtórnej lektury. Pojawiają się wulgaryzmy - Ależ proszę pani, wszyscy teraz tak mówią - wyjaśnił mi znajomy fizykoterapeuta o pseudonimie Magister. Zdaniem Freuda, szczęście, zgodnie z planem stworzenia, nigdy nie miało być stanem stałym. Choć to wynikające z radości czytania - powinno.

E.G.Kalminskaya

                     fot. E.G.Kalminskaya 

    

15:17, julitczka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 19 kwietnia 2016

pharlap  Pharlap

 

Wasza śmierć i nasza śmierć to dwie inne śmierci.
Wasza śmierć - to mocna śmierć,
szarpiąca na ćwierci.
Wasza śmierć śród szarych pól
od krwi i potu żyznych.
Wasza śmierć - to śmierć od kul
dla czegoś - ...dla Ojczyzny.
Nasza śmierć - to głupia śmierć,
na strychu lub w piwnicy,
nasza śmierć przychodzi psia
zza węgła ulicy.
Waszą śmierć odznaczy krzyż,
komunikat ją wymienia,
naszą śmierć - hurtowy skład,
zakopią - do widzenia.
Wasza śmierć - wy twarzą w twarz
witacie się w pół drogi,
nasza śmierć - to skryta śmierć  kopana w masce trwogi.
Wasza śmierć - zwyczajna śmierć,
człowiecza i nietrudna,
nasza śmierć - śmietnicza śmierć,
żydowska i - paskudna.
Nasza śmierć jest waszej śmierci
daleką biedną krewną.
Gdy spotka wasza - naszą śmierć,
nie wita jej na pewno.
I w czarną noc przez smugi mgieł  nad miastem - w mroków piekle,
dwie śmierci przeklinają się,
złorzecząc sobie wściekle.

Na murku - patrząc w strony dwie,
podgląda kłótnię skrycie
to samo chciwe, sprytne, złe
i jednakowe Życie.

Władysław Szlengel - rok 1942
.

73 lata temu żydowska śmierć pokazała swoją moc. 
Autor wiersza zginął w kwietniu 1943  podczas Powstania w Getcie

12:54, pharlap
Link Komentarze (2) »
Tagi