Rozmowy wśród przyjaciół
sobota, 30 marca 2013

 

 

Żona Oburzona

Kochani Bywalcy Altany, nie udało mi się dołączyć do wpisu Kattinki i Kanadyjki, postanowiłam więc zaprezentować Wam dzisiaj upieczone wczorajszego wieczoru mazurki.

mazurek

mazurek

Wszystkiego dobrego na Święta, Kochani!

12:24, zona.oburzona
Link Komentarze (8) »
piątek, 29 marca 2013

W Polsce pojęcie "kantor" chyba bardziej kojarzy się z wymianą walut niż ze śpiewem, w każdym razie wszechobecny napis na dworcach i w centrum miast był jednym z pierwszych polskich słów, jakich się nauczyłam.

W tradycji żydowskiej kantor to przewodniczący liturgii i pierwszy śpiewak synagogi.

Wzorem wyobrażenia o tym zawodzie w kościele ewangelickim do dziś jest chyba Johann Sebastian Bach jako wirtuozowski organista, kompozytor, nauczyciel i dyrektor muzyczny w kościele Św. Tomasza w Lipsku.
Mieliśmy więc już na ćwiczeniach chóru dziecięcego do czynienia z "prawdziwymi artystami", z ich dziwactwami, nadwrażliwościami, szalonymi pomysłami i nierzadko imponującą grzywą – jak nasz były kantor katedry w Naumburgu, maestro Reinhard Ohse. Bardzo lubiłam i chętnie śpiewałam jego nowoczesne kompozycje, tym bardziej mi żal, że w zeszłym roku przegapiłam koncert, podczas którego wykonano jego udźwiękowiony cykl pasyjny z lektorium zachodniego katedry, zorganizowany w ramach wystawy "The Naumburg Master – Sculptor and Architect in the Europe of Cathedrals".



Wielki Post to dla wykonawców muzyki kościelnej okres intensywnych ćwiczeń i okazja do głębokiego rozważania tekstów liturgicznych. W zeszłym roku przygotowaniom towarzyszył gorączkowy pośpiech, nie tyle pod batutą Jonasa Sandmeiera, lecz raczej z powodu dyktatu narzuconego przez scenariusz rozglosni RBB. W Wielki Piątek bowiem kościół Św. Zofii znalazł się w centrum medialnego zainteresowania w ramach tzw. "Nabożeństwa Telewizyjnego", nadawanego na żywo. Te coniedzielne i coświąteczne transmisje nadawane są zawsze z innej miejscowości. Za każdym razem zmieniają się kraje związkowe, podobnie jak kościoły: katolicki na przemian z protestanckim. Bardzo trudno było zakończyć nabożeństwo dosłownie na parę sekund przed następnym programem telewizyjnym. 

Również w ramach nabożeństwa na Wielki Piatek w tym samym kościele, dokładnie w godzinie śmierci Chrystusa, śpiewaliśmy kilka lat temu Drogę Krzyżową (Via Crucis) Franza Liszta, tym razem pod batutą Julii Hedtfeldt. Piękno i nabożność tego utworu sprawiły, że wszyscy byliśmy bardzo wzruszeni. Plan był taki, że zaraz po ostatnim akordzie nastąpi moment ciszy - i o godz. 15-ej rozlegnie się bicie dzwonów. Jednak chyba trochę za szybko skończyliśmy i bardzo trudno nam było wytrzymać cały kwadrans ciszy aż do pierwszego uderzenia dzwonu. Baliśmy się strasznie, że ludzie pomyślą, że to już koniec i wyjdą albo, jeszcze gorzej – że zaczną klaskać. Jednak nasze obawy okazały się nieuzasadnione. Intensywne przeżycie i moment pełen napięcia!


Pełne wrażeń było też wielkotygodniowe przedstawienie wszystkich pasji Heinricha Schütza, pod batutą Thomasa Nolla. Historia męki Pańskiej wg Św. Mateusza, Łukasza i Jana, do tego jeszcze XIX-wieczna kompilacja "The Best of" z akompaniamentem fisharmonii to ogromne pensum do wykonania. Przygotowania do tych czterech koncertów – w czterech kościołach! – nasz kantor nazwał „naszą pasją”. Przed ostatnim koncertem, a była to Pasja wg Św. Łukasza w kościele Golgoty, wyszłam na chwilę na zewnętrz, żeby się przewietrzyć. I stałam się przypadkowym świadkiem poetyckiej sceny: soliści-basy – czyli Jezus i Poncjusz Piłat – razem palili papierosy w marcowym słońcu.




czwartek, 28 marca 2013

   Kattinka

Pascha to trudna sprawa, jeśli nie mamy odpowiedniego twarogu.

Ale kilka dni temu przypomniał mi się pewien przepis, który kiedyś wynotowałam z książki o serach produkowanych w domu. Niestety, książki tutaj nie mam, a w Internecie nie udało mi się jej namierzyć, niech więc autorzy mi wybaczą. Zapamiętałam tylko tyle, że była to stara receptura zakonna. Składniki i proporcje podstawowe podam wg przepisu oryginalnego, ale moja produkcja domowa znacznie się różniła: ilości z przepisu zmniejszyłam, a samych składników wzięłam więcej. Efekt okazał się znakomity!

Przepis oryginalny był taki:

1 litr mleka
1 kg< twarogu (mielonego)
10 dag masła
2 żółtka
2 łyżeczki soli
2 łyżeczki octu
1 łyżeczka sody

Mój wariant „z dala od polskiego twarogu”:

1/4 litra mleka
1 op. (250 g) twarożku nazywanego tutaj śniadaniowym (ale jednak takim do krojenia, a nie typu Filadelfia)
1 op. (250 g) jogurtu greckiego naturalnego
1 op. (250 g) śmietany crème fraîche
10 dag masła
2 żółtka
2 łyżki soku z cytryny (czyli więcej niż octu)
1 łyżeczka sody

Wszystkie białe składniki dobrze wymieszałam w garnku, doprowadziłam do wrzenia i gotowałam 2-3 min. Po zestawieniu z pieca, dodałam masło, wymieszałam, a do żółtek wlałam kilka łyżek ciepłego płynu, wymieszałam i połączyłam z masą w garnku, na koniec dodałam sok z cytryny i sodę. Soda sprawiła, że masa bardzo się „wzburzyła”, ale odczekałam chwilę, cały czas energicznie mieszając, a jak nieco opadła, postawiłam garnek z powrotem na gazie i gotowałam jeszcze 2-3 minuty (cały czas mieszając!). Jak płyn zaczął się ścinać w twarogowe grudki, wystawiłam garnek na balkon (zimno!) i odczekałam, aż masa wystygła. Potem wylałam masę na sito wyłożone gazą, a jak większość serwatki odciekła, przycisnęłam ser deseczką.

Serek, jaki otrzymaliśmy, nie jest typowym polskim twarogiem, który robi się z kwaśnego mleka, tylko delikatnym żółciutkim serkiem typu ricotta. Ale taki właśnie jest nam potrzebny do paschy. W tym roku, zamiast przepisowej kostki masła, śmietany 30% i tuzina żółtek, o jakich mowa w tradycyjnym przepisie, użyjemy serka mascarpone (a żółtka mamy już w serku, więcej nie potrzeba). Pomysł jest taki: 1 op. mascarpone + szklankę cukru pudru utrzemy na gładką masę, a następnie stopniowo dodamy po łyżce naszego twarożku. Na koniec: siekane migdały i skórka pomarańczowa. Mamy nadzieję, że pascha będzie „prawie jak w domu”.


Na koniec dwie uwagi: 1/ w przepisie oryginalnym cedzenie odbywa się po etapie „białym” i dopiero potem dodaje się resztę (masło, żółtka, sól, ocet i sodę), a potem znów gotuje przez 2-3 min. I ponownie cedzi się, formuje i przyciska deseczką. Ale myślę (muszę to jeszcze sprawdzić), że efekt będzie bliższy „żółtego” sera niż białego twarożku; 2/ serwatka jest tak doskonała, że szkoda mi było ją wyrzucić, upiekłam więc na niej pyszne drożdżowe bułeczki.

Tagi: pascha
01:46, kanadyjka82 , Kattinka
Link Komentarze (7) »
środa, 27 marca 2013

   Kattinka

 Najpierw przepis podstawowy na kruchy spód:

  1. 30 dag mąki
  2. 20 dag masła
  3. >10 dag cukru
  4. 3 żółtka

Zimne masło siekamy nożem, zarabiając z mąką i cukrem. Dodajemy żółtka, zagniatamy, formujemy kulę, zawijamy w folię i wstawiamy na kilka godzin do lodówki.

Warianty są praktycznie nieograniczone:

  • mąki może mieszać, biorąc różne gatunki w dowolnych proporcjach; możemy dodać kilka łyżek mielonych migdałów lub orzechów, wzbogacić smak przez dodanie mielonej laski wanilii, otartej skórki cytrynowej lub pomarańczowej
  • masło (dobrze schłodzone, twarde) w kruchym jest oczywiście najlepsze, ale może zastąpić je margaryną, a dodatek do masła małej łyżeczki smalcu sprawia, że ciasto jest wyjątkowo kruche i chrupkie
  • cukier może być miałki albo puder, możemy też dodać go nieco mniej (albo wcale), bo i tak wierzchnie masy i dekoracje będą bardzo słodkie
  • żółtka: zamiast 1 surowego możemy dodać jedno ugotowane, ciasto będzie wyjątkowo delikatne w smaku.

Wałkujemy zimne ciasto prosto z lodówki, robimy to szybko, żeby się nie ogrzało zanadto, pieczemy w dobrze nagrzanym piekarniku (jeśli ciasto zaczyna się „pienić”, oznacza to, że masło zaczęło się wytapiać, a to z kolei znak, że: a/ ciasto było nie dość zimne, b/ piekarnik nie był wystarczająco gorący). Przed wstawieniem blatów do pieca, ciasto nakłuwamy widelcem, żeby nie powstały „góry i doliny”, pieczemy na złoty kolor, po wyjęciu natychmiast zsuwamy na przygotowane płaskie podstawy, zanim ciasto stwardnieje (bo wtedy staje się bardzo łamliwe).

Tyle instrukcji podstawowych. Bo mazurki to tak naprawdę dopiero to, co następuje po upieczeniu czyli – dekorowanie. I tu inwencja i dowolność są wprost fantastycznie nieograniczone. A więc – do dzieła!

  Kanadyjka

Ja na kruchym spodzie do tej pory robilam tylko mazurek kajmakowy.

Ale przegladajac ksiazke Neli Rubinstein "Kuchnia  Neli" znalazlam przepisy na 3 inne polewy, pomaranczowa, waniliowa i czekoladowa. Chce zrobic ta pomaranczowa, na ktora przepis brzmi tak:

2 pomarancze
1 cytryna
225 g cukru

Pomarancze i cytryne pokroic ze skorka w plasterki. Usunac pestki. Plasterki zmiksowac na papke. Przelozyc do ciezkiego rondla, dodac cukier i gotowac na malym ogniu ok. 30 min. az masa zrobi sie gesta i blyszczaca. 

Ja dodałam do masy jeszcze troche posiekanych migdałów oraz całość lekko polukrowałam. Tak to wyszło:

No i oczywiście, jak co roku, zrobiłam mazurek królewski:



01:45, kanadyjka82
Link Komentarze (7) »
wtorek, 26 marca 2013

   Kattinka

Symbol rodzącej się do życia przyrody, a w chrześcijaństwie – nadzieja płynąca z wiary w zmartwychwstanie Chrystusa.

Najstarsze znane (archeologiczne) pisanki pochodzą z terenów sumeryjskiej Mezopotamii. Zwyczaj malowania jajek znany był w czasach cesarstwa rzymskiego, o czym wspominają m.in. Owidiusz i Pliniusz Młodszy. Na ziemiach polskich najstarsze pisanki, pochodzące z końca X wieku, odnaleziono podczas wykopalisk archeologicznych na opolskiej wyspie Ostrówek, gdzie odkryto pozostałości grodu słowiańskiego. Już wtedy wzory rysowano roztopionym woskiem, a następnie moczono je w roztworach barwników, z łupin cebuli lub ochry (glinki czerwonej), które nadawały im brunatną barwę.

I do dziś praktycznie niewiele się zmieniło: niby gotowe zestawy do farbowania i malowania możemy kupić w sklepie, ale… wolimy wosk i łupiny cebuli. I wzory, zapamiętane z rodzinnego domu.

Kraszanki to po prostu jajka ugotowane w wywarze z roślin, pozwalających na uzyskanie różnorodnych kolorów, takich jak:

  • brązowy, rudy (łupiny cebuli)
  • czarny (kora dębu, olchy, łupiny orzecha włoskiego)
  • żółto-złocisty (kora młodej jabłoni, kwiat nagietka, kwiaty żarnowca i kolcolistu)
  • fioletowy (płatki kwiatów ciemnej malwy)
  • zielony (pędy młodego żyta, paproci, listki barwinka)
  • różowy (sok z buraka)

Pisanki powstają przez rysowanie (dawniej: pisanie) na skorupce gorącym roztopionym woskiem, a następnie zanurzenie jajka w barwniku. Jako narzędzi do pisania używano szpilek, igieł, kozików, szydeł, słomek i drewienek.


Oklejanki zdobione są sitowiem, płatkami zasuszonych kwiatów, skrawkami kolorowego, błyszczącego papieru, ścinkami tkanin itp.


Nalepianki, popularne zwłaszcza w dawnym województwie krakowskim i w okolicach Łowicza, powstają przez ozdabianie skorupki jajka różnobarwnymi wycinankami z papieru.


Opr. na podstawie haseł w Wikipedii

 

heimchen

Za wcześnie, żeby już teraz coś na ten temat powiedzieć. Odpowiednia pora na ozdoby Wielkanocne to dopiero Wielka Sobota. Mamy jeszcze z poprzednich lat, wydmuchane i pomalowane tuszem, pisanki do wiązanki z samych gałązek wielkanocnych. Na razie zbieram tylko łupiny z cebuli, chociaż farbka do pisanek powinna być w tym roku wyjątkowo trwała – przy takiej pogodzie czeka nas prawdopodobnie "biała Wielkanoc" i ukrywanie jaj w śniegu.

03:22, kanadyjka82
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 25 marca 2013

   Ciotuchna

Jance

Kiedy w oddali, córeczko jedyna

W osamotnieniu i strasznej tęsknocie

Więzienia chwile twój ojciec wspomina

I wspomina ciebie w dumnej męstwa cnocie.

 

I marzę o tym, że skończy się burza,

Wolność odzyska skrwawiona Ojczyzna,

Wrócę do ciebie, będziesz mądra, duża,

Taka dorosła, że każdy to przyzna

Że jesteś wzorem dla dziewcząt tysiąca

Zewsząd pochwały usłyszę bez końca

 

Wróciłem wreszcie, nareszcie w ramiona

Chwyciłem ciebie, płaczę z radości

Chwilo szczęśliwa, chwilo wymarzona!

Serce zamiera z szczęścia i miłości…

 

Jesteśmy razem, a ja życie całe

Chcę ci poświęcić, aby wynagrodzić

Wszystkie twe bóle i duszy i ciała

Pokonać wszystko, co może ci szkodzić

 

Ty ofiarujesz mi w pięknym prezencie

Pilność w nauce, staranność, uwagę,

Uśmiech dla bliskich i – wierzę w to święcie

Radość w zabawie, a w pracy powagę.


Niech będą bliskie urzeczywistnienia

Moje dalekie myśli i marzenia

 

Wiktor Ostrowski, 1947

01:55, kanadyjka82 , Ciotuchna
Link Komentarze (6) »
niedziela, 24 marca 2013

Wjazd Jezusa do Jerozolimy opisali wszyscy Ewangeliści (Mt 21,1-11; Mk 11,1-11; Łk 19,29-40; J 12,12-19). Będąc w okolicy Betfage, pobliskiej wsi położonej na zboczu Góry Oliwnej, niedaleko Betanii, Chrystus polecił swoim dwóm uczniom, by poszli tam i przyprowadzili mu osiołka. Gdy to zrobili, Chrystus dosiadł osiołka i na nim wjechał do Jerozolimy. Lud wyszedł mu na spotkanie, słał pod nogi płaszcze i gałązki palmowe, wołając: Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. Błogosławione królestwo ojca naszego Dawida, które przychodzi. Hosanna na wysokościach! Wydarzenie to miało być spełnieniem słów ze Starego Testamentu: Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny – jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy (Za 9,9).



Palemka wielkanocna, symbol odradzającego się życia. Tradycyjne wiązana z gałązek wierzby, która w symbolice kościoła jest znakiem zmartwychwstania i nieśmiertelności duszy, a także z gałązek malin i porzeczek, które ścina się w Środę Popielcową i przechowuje w naczyniu z wodą, aby puściły pąki na Niedzielę Palmową. W pień palemki wplata się także bukszpan, barwinek, borówkę, cis i widłak. Na Kurpiach oplata się ociosany pieniek iglaka widłakiem, wrzosem i borówką, a następnie zdobi kwiatami z bibuły i wstążkami, a czub drzewka pozostawia się zielony. Z kolei, palma góralska zazwyczaj wykonana jest z pęku witek wierzbowych, wiklinowych lub leszczynowych i zwieńczona czubem z bazi, jedliny, bibułkowych barwnych kwiatów i wstążek.

Nie tylko w Polsce Niedzielę Palmową świętuje się, niosąc do kościoła splecione gałązki. Wileńskie „verby” (od wierzby?), znane i popularne również w Polsce, to niezwykle misterne plecionki z nieśmiertelników, mchów, zasuszonych kłosów i traw. W Hiszpanii i w wielu miastach Portugalii wykorzystuje się prawdziwe gałęzie palmowe, ale już w naszych górach zastępuje się je pachnącym rozmarynem, laurem i oliwką, które przywozi się pod kościół na wielkim wozie. Poświęcone, wieszamy potem w kuchni i… używamy jako przypraw.

Liturgicznie, w Wielką Sobotę palmy pali się, a popiół przechowuje, by w następnym roku ksiądz mógł go użyć w środę popielcową do posypania głów wiernym. W wielu domach palemki przechowuje się do następnego roku. Poświęcona palemka nabiera wielkiej mocy. Wiąże się z nią wiele wierzeń i zwyczajów. Chroni ludzi, zwierzęta, domy, pola przed czarami, ogniem i wszelkim złem. Połknięcie bazi z poświęconej palemki zapobiega bólom gardła i głowy, a sproszkowane kotki dodawane do naparów z ziół mają moc uzdrawiającą. Bazie z poświęconej palemki miesza się z ziarnem siewnym i podkłada pod pierwszą zaoraną skibę, by zapewnić urodzaj.

Krzyżyki z palmowych gałązek zatknięte w ziemię bronią pola przed gradobiciem i burzami, a poświęcone palmy, wystawiane podczas burzy w oknie chronią dom przed piorunem. Poświęconą palmą należy pokropić rodzinę, co zabezpieczy ją przed chorobami i głodem. Uderzenie dzieci witką z palmy zapewni im zdrowie.

TUTAJ są instrukcje jak zrobić krzyyk z palmowego liścia.

Wysoka palma przyniesie jej twórcy długie i szczęśliwe życie, a jeśli jest na dodatek piękna, sprawi, że dzieci będą dorodne.

 W Meksyku, palemki plecione są z liści palmowych i przybieraja wiele form. Małe krzzyki, różyczki, czy koszyki. Wiele przyozdabianych jest ziołami i kwiatami. 




Najbardziej popularną palemką we Włoszech jest gałązka oliwna; Wielkanoc zbiega się okresem przycinania drzew oliwkowych w celu przygotowania ich do wegetacji i to jest głównym motywem wykorzystywania ściętych gałązek oliwnych w Palmowa Niedziele
.

Plecie się również misterne palemki z liści palmy.

źródło: http://www.sunuraghe.it/2010/sas-prammas-conflitto-di-culture-confronto-di-diversita

 

 heimchen 

W Niemczech Niedzielę Palmową obchodzi się według wyznania i regionalnych/miejscowych tradycji. U protestantów palmy albo inne podobne zielone elementy okazjonalnie występują jako ozdoby, ale ich się nie święci. Kształt, rozmiar i skład palemek u katolików bywają bardzo różne, ale na pewno nie są one tak pop/neon-kolorowe jak w Polsce. Mówi się o 7 tradycyjnych składnikach: wierzba (tzw. "kotki palmowe”, Palmkätzchen), bukszpan, jałowiec zwykły i sabiński, ostrokrzew, cis, cedr, czasami z jadalnymi dodatkami, takimi jak jabłko, precel itd. W niektórych miejscowościach zachował się zwyczaj ciągnięcia Jezuska Palmowego. To zdjęcie zrobiłam w Muzeum Unterlinden w alzackim mieście Colmar. Oczywiście, zarówno Wikipedia jak i mój ulubiony Bächthold/Stäubli czyli "Podręczny słownik zabobonu niemieckiego" milczą o tym, jak sprawa palmowa wygląda w samym Berlinie. Z tego powodu jestem skazana na badania terenowe u sąsiadów-katolików. I tak jest bliżej, dzieje się więcej akcji (procesja!), a i kazanie jest krótsze. Stawiam tezę, że berlińskie palmy to po prostu zwykłe gałęzie wierzby iwy. Przecież są piękne i łatwo dostępne, bo sezonowe. Po powrocie z kościoła dam znać!

 

oto palmy z kościoła Św. Ansgara w Berlin/Tiergarten

Nie chcialam zrobic zdjecia z ludzmi, więc tu tylko przyklad "komercyjnych palm". Ta kolorowa wiązanka w środku to pewnie import z bliskiej Polski, w miejscowych kwieciarniach i na targach czegos podobnego nigdy nie wiedzialam. Wiekszość ludzi kupiła takie z samego bukspana z wierzbą lub przyniosła "domowe" - też z bukszpanu z wierzbą albo tylko z wierzby.



Pharlap - Niedziela Palmowa w mojej parafii w Melbourne zaczyna się procesją wokół kościelnego parkingu..

Palmy, jak widać, są naturalne. Po mszy odbywa się niewielkie przyjęcie dla parafian. W zeszłym roku (z którego pochodzą zamieszczone tu zdjęcia) pretekstem były 90. urodziny aż trzech parafian. W tym roku jest nim wybór nowego papieża. Nie zabraknie tam słodkich, polukrowanych na krzyż, bułek - hot cross buns. Bywają także wielkanocne króliki..

.. istny klub Playboya.

P.S. Aktualizacja. W Melbourne już po mszy, wczesne popołudnie. W kościele przygotowano dla wiernych gałązki tui (miejscowi twierdzili, że cyprysa), ale panie włoskiego pochodzenia przyniosły z sobą gałązki oliwek..

01:47, kanadyjka82
Link Komentarze (6) »
sobota, 23 marca 2013

 

 

 Żona Oburzona

Podczas intensywnych dyskusji na temat kształtu Altany pojawił się pomysł stałego kącika literackiego. Zauważyliście, że mamy kolejną sobotę z książką i Żoną Oburzoną? Uprzedzę Was jednak od razu, że nie będzie to raczej stała pozycja tygodnia. Po raz kolejny się okazało, że jest mi trudno być niewolnikiem konkretnego tematu. Z tego powodu nie byłabym w stanie prowadzić bloga tylko i wyłącznie kulinarnego, a założony przeze mnie blog z rękodziełem bardzo szybko przestał być aktualizowany.

Zresztą być może po przeczytaniu książki, którą Wam dzisiaj polecę, nie będziecie chcieli się więcej dowiedzieć, co mam na ten temat do powiedzenia.

Od czasów Kury wiadomo już, że jedną z moich ulubionych autorek jest Joanna Bator. Dlaczego?

Po pierwsze, cenię jej zmysł obserwacji. Po drugie, podziwiam to, co robi z polszczyzną. Te dwa elementy pozwalają jej na przykład na pomijanie charakterystyk bohaterów. Doskonale wystarczy to, co i jakim językiem mówią. Czasami podczas lektury jej książek lub felietonów trafiam na jakieś zdanie, które robi na mnie niesamowite wrażenie. Jak choćby to poniższe, jedno z pierwszych, które przykuło moją uwagę, gdy zaczęłam czytać najnowszą powieść tej autorki:

Bieda brzmi wszędzie tak samo, a jeden z jej dźwięków to wysysanie resztek z dziurawych zębów, spod byle jak zrobionych koronek, wysysanie i cmok, cmok.

Te słowa pochodzą z pierwszych stron książki Ciemno, prawie noc. Według informacji na okładce, słowa składające się na tytuł, prześladowały autorkę, aż w końcu zaczęła wykluwać się z nich powieść. Historia mroczna, przerażająca, chwilami... obrzydliwa. O ile Piaskową Górę i Chmurdalię przeczytałam bardzo szybko, porzucając na ich rzecz domowe i zawodowe obowiązki, to w tym przypadku z ulgą zamykałam książkę po przeczytaniu jednego, maksymalnie dwóch rozdziałów.

Powieść jest mroczna, pełna ludzi złych i skrzywdzonych przez nich istot. Ściska za serce, bo najbardziej cierpią w niej dzieci... Książka z jednej strony sprawia wrażenie wyjątkowo przerażającej wizji świata, w której obserwuje się aż nierealne nagromadzenie dramatycznych wydarzeń. A z drugiej strony, o bardzo podobnych historiach donoszą nam regularnie media.

Muszę być jednak sprawiedliwa: w powieści są ludzie źli, ale to zło zazwyczaj nie bierze się znikąd. Są też bohaterowie, którym los skrzywdzonych dzieci nie jest obojętny i to dzięki nim można dobrnąć do końca. Budzą bowiem nadzieję, że nasz świat nie jest zepsuty do szpiku kości...

Książka jest naprawdę świetna. Ale jeśli z trudem przychodzi Wam czytanie o okrucieństwie wobec najsłabszych, nie czytajcie jej.

Tagi: książki
08:21, zona.oburzona
Link Komentarze (14) »
piątek, 22 marca 2013

   Włoszczyzna

Co prawda Wielki Post już dobiega końca, ale chyba nie jest za późno na zrobienie Wielkopostnych herbatniczkow, tak żeby poprawić sobie humor w czasie tego trudnego przedwiośnia. Książka kucharska pana Paolo Petroni o, wydawało by się, szalenie pretensjonalnym tytule „Ksiazka z prawdziwymi przepisami kuchni florenckiej” podaje taki oto przepis na 6 osób:

200 gramów cukru, 200 gramów maki, 50 gramów gorzkiego kakao, 50 gramów zmiksowanych orzechów laskowych, 3 białka, cukier waniliowy, szczypta cynamonu, łyżeczka proszku do pieczenia. Ubić białka na sztywno, dodając cukier i orzechy laskowe. W osobnym naczyniu wymieszać mąkę z kakao, cukrem waniliowym i proszkiem do pieczenia. Ostrożnie połączyć z ubitymi białkami – ciasto ma mięć taka konsystencje żeby można je było włożyć do cukierniczej strzykawki, przy pomocy której, na wysmarowanej blasze rysujemy litery alfabetu. Uwaga litery musza być oddalone od siebie bo przy pieczeniu rosną. Tak przygotowane herbatniczki odstawiamy na godzinę w cieple miejsce i następnie pieczemy 10 minut w piekarniku rozgrzanym do 150°.

 

O tych herbatniczkach wspominałam już w Kurze tu = http://ewamaria030.blox.pl/2012/02/Wiosna-wiosna.html

Oczywiście we Włoszech takie herbatniczki w okresie Wielkiego Postu są sprzedawane w każdym sklepie i literki robione przez cukierników są równe i piękne, ale takie robione w domu są o wiele lepsze.

czwartek, 21 marca 2013

   Kattinka

Wywodzą się podobno z tradycyjnych rosyjskich pisanek. Ale o ile o pisankach już wkrótce będziemy mogli powiedzieć, że piękne, magiczne i symboliczne, a i o zaletach samych jajek dorzucić to i owo (ab ovo), na przykład, że pyszne w każdej postaci, że zdrowe (cholesterol udaje, że tego nie słyszy!) i pełne wartości odżywczych, to jednak trudno o nich powiedzieć, że – słynne. A te są zdecydowanie i w pełni zasłużenie – słynne. Zaczął je produkować pod koniec XIX w. petersburski jubiler Peter Carl Fabergé, Rosjanin o hugenockich korzeniach, którego ojciec pochodził z terenów dzisiejszej Estonii. A choć mówi się, że osobiście nie stworzył żadnego ze swoich słynnych jaj, gdyż autorami tych arcydzieł byli pracownicy jego firmy, jak Erik Kollin, Michał Perchin, Henryk Wigström, Alma Pihl, to od jego nazwiska pochodzi nazwa, pod którą znane są na całym świecie.

Pierwsze jajko wielkanocne w pracowni Fabergé powstało w roku 1884 na zlecenie cara Aleksandra III, jako prezent dla żony Marii. Po śmierci

 Aleksandra III jego syn, Mikołaj II, kontynuował tradycję zamawiania co roku jednego jajka na Wielkanoc. W środku cennej skorupki kryła się zazwyczaj niespodzianka, która aż do momentu otworzenia podarunku była objęta ścisłą tajemnicą. Jaja – ze złota i srebra, kamieni szlachetnych, kości słoniowej, masy perłowej, zdobione emalią – początkowo wykonywane były wyłącznie na zamówienie carskiego domu Romanowów. Fabergéinspirował się wydarzeniami historycznymi, takimi jak wojny (zapewne zwycięskie dla Rosji) czy otwarcie kolei transsyberyjskiej. Zdobił swoje dzieła miniaturami carskich rezydencji, wizerunkami członków rodziny. Dekoracja jajka koronacyjnego, ofiarowanego przez Mikołaja II żonie Aleksandrze w 1897 roku, nawiązywała do sukni koronacyjnej carycy (ornament siatki). W środku ukryta była, wykonana ze złota, miniatura karety koronacyjnej, z siedzeniami z rubinu, szybkami z górskiego kryształu i koroną na dachu.

Z czasem jaja Fabergé stały się tak słynne i poszukiwane, że zaczęli je kupować inni arystokraci i dostojnicy, powiedzmy to szczerze, na tyle bogaci, że było ich zwyczajnie stać na te skarby. W 1900 roku Fabergé zaprezentował swoją kolekcję na Wystawie Światowej w Paryżu, za co, w dowód uznania, otrzymał Legię Honorową. Do wybuchu rewolucji, na zamówienie carów Rosji, powstały 54 jaja, do dziś zachowały się 42. 28 listopada 2007 na aukcji w domu aukcyjnym Christie’s jajko z zegarem i kogutem, wykonane w 1902 roku dla jednego z Rotszyldów, zostało sprzedane za sumę 18,5 milionów dolarów. Z jajka co godzinę wyskakuje miniaturowy kogut, który sygnalizuje godzinę.

Tyle Historia. A teraz… inna historia:

Baronowa była kobietą niezwykłej urody i wielkiego wdzięku, bogatą i elegancką, a co więcej – koncertującą pianistką. I oto ta wielka dama pewnego dnia zjawia się w muzeum w San Francisco, by ukraść trzy inkrustowane klejnotami słynne jaja Fabergé’go. Z powodu swego uczynku baronowa cierpi moralnie, ale nie ma innego wyjścia, takiego okupu bowiem zażądali porywacze, którzy uprowadzili jej narzeczonego i wywieźli gdzieś do Ameryki Południowej. Chcąc, nie chcąc, dalej postępuje według instrukcji: z cennym łupem w torbie wsiada do wskazanego samolotu, gdzie ma nastąpić tzw. przejęcie. Na pokładzie spotyka przystojniaczka spod ciemnej gwiazdy, który z miejsca okazuje jej żywe zainteresowanie, ci dziwnego więc, że baronowa jest przekonana, iż ma do czynienia z jednym z porywaczy. Wątpliwości obudzi dopiero pojawienie się na horyzoncie (już po wylądowaniu) tajemniczego mężczyzny w prochowcu, który będzie usiłował ją zabić, na szczęście bez powodzenia, gdyż na ratunek pośpieszy jej przystojny towarzysz podróży. Niestety, nie będzie to koniec tarapatów i zagadek: baronowa i jej anioł stróż staną się obiektem pościgu, a następnie uwięzienia przez meksykańskich bandytów, o których trudno powiedzieć, czy są wykonawcami planu pod jajecznym kryptonimem, czy może realizują jakiś swój własny plan. Trudno się połapać, komu zależy na skradzionym skarbie, trudno zgadnąć, kto ostatecznie przechytrzy kogo, a co najważniejsze – co się stanie z bezcennymi jajkami? Ale czy to ma jakieś znaczenie? Jak zawsze, liczy się tylko miłość…

Poprosimy o podanie nazwiska pani baronowej.

Prawidlowej odpowiedzi udzielila Powsinoga:

Piękna baronowa Caroline DuLac, którą w filmie "Love Among Thieves" zagrała Audrey Hepburn.

Tagi: Faberge
02:42, kanadyjka82 , Kattinka
Link Komentarze (16) »
 
1 , 2 , 3
Tagi