Rozmowy wśród przyjaciół
niedziela, 21 lutego 2016

   Kanadyjka

Historia, którą chcę tu opowiedzieć dzieje się w miejscowości Temple w stanie Georgia. Śledzę ją na Facebooku od dwóch miesięcy.

W połowie grudnia 2015 roku, w okolicach Temple znaleziono ciężarną sukę labradorkę błąkającą się koło szosy. Suka była bardzo chuda i zaniedbana. Została zabrana do schroniska, gdzie zrobiono przeswietlenie brzucha (patrz zdjęcie). Nawet trudno policzyć ile tam jest tych szczeniaków.

Ze schroniska została zabrana przez Kristi i Drew, którzy prowadzą organizację Life is Labs. Organizacja ta zajmuje się ratowaniem psów (głownie labradorów) ze schronisk i znajdowaniem dla nich permanentnych domów.

Bon Bon

Suka, która nazywała się Bon Bon, zaczęła rodzic 20 grudnia. Pierwszy szczeniak urodził się martwy. Bardzo szybko okazało się, że suka jest zbyt wycieńczona aby urodzić resztę szczeniaków. Została przewieziona do weterynarza, gdzie zrobiono cesarskie cięcie, którego niestety suka nie przeżyła. Urodziło się 14 szczeniaków!!

Kristi i Drew zabrali je do domu (siedziba Life is Labs). Poprzez apel na Facebook znaleziono sukę (Remi), która właśnie skończyła karmić swoje szczeniaki. Cała czternastka była karmiona częściowo butelką a częściowo przez tę sukę.

Wyobrażacie sobie, co to była za robota. Szczeniaki leżały w pojemniku wyłożonym podgrzewaną poduszką i były karmione co 2 godziny. W opiece nad maleństwami pomagała czekoladowa labradorka Coco, która lizała im brzuszki po jedzeniu, myła i czyściła wszystko co zrobiły.

Szczeniaki dobrze jadły i przybierały na wadze.

Niestety, 25 grudnia Christi zauważyła, że jeden ze szczeniaków nie reaguje na otoczenie. Mimo natychmiastowej interwencji weterynarza, szczeniak nie przeżył. Zostało 13tka.

Wszystko to śledziłam na Facebooku najpierw w Warszawie z Ciotuchną, a potem we Florencji z Ciotuchną i Włoszczyzną (patrz link to strony Life is Labs na końcu tego tekstu). 28 grudnia wróciłam (sama) do Warszawy i jak wieczorem otworzyłam komputer, to oczom nie chciałam wierzyć. Tragedia!!! Tego dnia rano szczeniaki obudziły z silnym rozwolnieniem. Początkowo Christi i Drew myśleli, że coś im zaszkodziło w pokarmie, ale po jakimś czasie kilka szczeniaków zaczęło wyraźnie tracić siły i energię. Wszystkie szczeniaki zostały przewiezione do Atlanty do kliniki weterynaryjnej. Pomimo wysiłków, jeden po drugim szczeniaki umierały. Christi i kilku wolontariuszy trzymali je na rękach, podawali im kroplówkę i usiłowali karmić. Szczeniaki były letargiczne i zdawało się, że już nic ich nie uratuje. Christi nawet podjęła decyzję, żeby je uśpić, tak beznadziejna wydawała się ta sytuacja. I nagle jeden ze szczeniaków jakby obudził się z letargu i zaczął pić mleko z pipetki. Okazało się, że 6 szczeniaków jest w lepszym stanie. Christi i Drew wrócili z szóstka do domu. W ciągu następnych kilku dni stracili jeszcze 4 szczeniaki. Przeżyli dwaj chłopcy Blue i Brown (od niebieskiego i brązowego koloru obroży), nazywani wspólnie Bon Bons. Badania zrobione na zwłokach dwóch szczeniaków wykazały zakażenie bakteryjne przewodu pokarmowego, które najprawdopodobniej przeszło od matki.

Następne kilka tygodni to już historia tych dwóch maluchów. Prawie codziennie można je było oglądać na Peryskopie filmowane na żywo. Okazało się, że setki ludzi na całym świecie śledzą ich losy. Cieszyliśmy się wszyscy, kiedy otworzyły oczy, kiedy zaczęły samodzielnie jeść, kiedy zaczęły bawić się i biegać.

Dwa przecudne białe miśki, które tyle już przeszły w swoim krótkim życiu.

Wczoraj odbyło się pożegnalne party z zaproszonymi gośćmi, balonami i specjalnym tortem dla szczeniaków, a dzisiaj jadą do swojego stałego domu. Oba zostały zaadoptowane przez rodzinę na Florydzie. Nadano im nowe imiona, Finn i Sawyer. Ale ich saga będzie kontynuowana. Mają już swoją stronę na Facebooku i ich nowa rodzina obiecała wstawiać tam zdjęcia i filmiki.

TUTAJ jest strona Life is Labs na Facebooku. Znajdziecie tam mnóstwo zdjęć i filmików.

A TUTAJ jest strona Finna i Sawyera założona przez ich nową rodzinę.

A TUTAJ jest strona Life is Labs na Katch Me, gdzie możecie oglądać wszystkie nagrania zrobione Peryskopem.

Tagi: Bon Bons
02:40, kanadyjka82 , Kanadyjka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 08 lutego 2016

Pharlap  pharlap

Przepraszam, już luty, obudziłem się o kilka dni za późno.

A raczej odwrotnie - przysnąłem. Powróciły wspomnienia zim z dawnych lat. Wokół mnie lato, z Europy dobiegają informacje o odwilży. Przypadkiem natrafiłem na wiersz oddający mój dzisiejszy nastrój .

W styczniu

Co też można w styczniu,
kiedy dni wznoszą się ledwie do twych kolan
i całą niemal dobę zawadzasz głową o gwiazdy,
jakbyś się kręcił po strychu pełnym starych uniformów.

 W styczniu, kiedy świat przepełnia żywy śnieg,
który cię wita radośnie, jak pies, co szczeka do okien,
i jak pies, ogromny i przyjacielski, leży posłusznie
u wszystkich drzwi, pies, co przychodzi i chce polizać szorstkim językiem 
twe dłonie.

W styczniu,
gdy wszystko zamknięte, gdy drogi zamurowane cementem,
możesz wyjść, robić w nim dziury obiema nogami,
uczynić niemal wszystko. Wyjść albo pozostać w spokoju,
uporządkować szufladę,
znaleźć w niej niebo, obrazki z dawnej młodości,
które możesz spopielić - lub jeszcze trochę poczekać.

Wziąć książkę, zdmuchnąć kurz,
przekartkować, pozwalając stronom, niczym płatkom śniegu,
opaść spokojnie na miejsce. Listy
ze sztywną pisaniną, uścisk dłoni
ponad oceanem, z którego przyszliśmy, tu,
do tej krainy bez dźwięku,
gdzie wszystko jest takie samo, wszystkie twarze płaskie
jak tarcze zegarów, unoszą brwi,
jeśli tylko zdradzisz jakąś niecierpliwą myśl.

Co jeszcze można w styczniu,
gdy wszystkie słowa zamarły
i leżą rozrzucone wokół jak zmięte gazety,
gdy wszystkie rany starannie obandażowane,
gdy zatarł się wszelki ślad,
możesz chodzić w kółko słuchając skrzypienia podłogi
i delikatnych pomruków z pieca trawiącego swe pożywienie.

Rolf Jacobsen, Z norweskiego przełożył  Kiljan Halldórsson - źródło tutaj - KLIK.

Tagi