Rozmowy wśród przyjaciół
Blog > Komentarze do wpisu

W szumie jedwabi

 Elżbieta   Koliberek          julita bielak   Jul

    Gdzie jesteśmy? W ironiach
których nikt nie chwyci, krótkotrwałych
i nieakceptowanych, w trywialnych pointach
które kwitują metafizykę niedorzecznym
detalem, w piątku, co wypada
na piątego listopada, w mnemotechnice dni.
Można dać przykład i można to przyjąć
na wiarę, kocią łapę na gardle.

I lubi się jeszcze pewne słowa i te, za przeproszeniem,
składnie, które udają, że coś je z sobą łączy.
W tych międzysensach zawiera się cały człowiek,
włazi tam, gdzie widzi trochę miejsca.

Piotr Sommer, Niedyskrecje.

jb

     Towarzystwa dotrzymuje mi dzisiaj Koliberek. Nuty wolą tańczyć solo, ale w sylwestrowy wieczór podane na zaproszenie przyjazne ramię jest niezaprzeczalnie lepszym rozwiązaniem. I oto co Koliberek opowiada:

     Po przeprowadzce z naszej JanElla, tęskniłam i wciąż bardzo tęsknię za "moimi" ptakami. Obserwowanie ptaków, które przylatywały do karmników, zawsze dawało wiele radości. Kiedy było śnieżno, wietrznie i bardzo zimno, przylatywały i delektowały się posiłkiem na naszym balkonie. Tutaj, przypuszczam, bywają gdzie indziej.

Teraz mamy tylko mini park za naszym domem, za którym niedaleko jest plac budowy. Wygląda na to, że ptaki unikają tego hałaśliwego miejsca. Dziś jednak, ze względu na Święta Bożego Narodzenia, plac jest cichy.

Kilka tygodni temu powiesiliśmy małą klatkę ze specjalnym tłustym pokarmem - suet - dla ptaków na drzewie w tym mini parku. Wyglądało na to, że klatka czuła się opuszczona, ponieważ nie przylatywali do niej żadni goście. Myślałam nawet, żeby zdjąć ją z drzewa, by deszcz czy śnieg nie rozpuściły zawartości, zanim ptaki jej nie znajdą.

Dziś rano, podnosząc rolety w naszej sypialni, zobaczyłam dzięcioła "przyklejonego" do klatki z 'suetem'. Pod drzewem poruszało się coś czerwonego. Z trzeciego piętra na początku trudno było zobaczyć, co to dokładnie było. Podejrzewałam, że to był kardynał. Kardynały mają trudności z utrzymaniem się na takiej klatce, więc ptak - bo to rzeczywiście był kardynał - dziobał i żerował na opadłych okruchach.

Przez chwilę poczułam się zupełnie jak w JanElla. Dzień, kiedy się to działo, również był doskonały. Twierdzą, że w Wigilię wszystkie zwierzęta mówią. Myślę, że obejmuje to także ptaki. Dzięcioł i kardynał zjawiły się trochę później, bo raptem następnego dnia rano, żeby mi powiedzieć, że mnie znalazły - rankiem w Boże Narodzenie.

Elżbieta Adamczyk, Poranna BożeNarodzeniowa opowieść.

el adamczyk

          Fot. Elżbieta Adamczyk

     Kiedyś mała dziewczynka trzymała w ręku wykonany w szkole rysunek i była bardzo smutna. Matka zapytała, co się stało, a dziewczynka odpowiedziała, że narysowała obrazek, na którym był dom, niebo i nic więcej. Jednak nauczycielka przekonywała, że obrazek byłby ciekawszy, gdyby po niebie fruwały ptaki i dorysowała jednego. Dziewczynka powtarzała w kółko: - Nie chciałam, żeby na moim rysunku był jakiś ptak. Na moim rysunku nie było żadnego ptaka.

     - Panny - rzekł po kolacji tatko Wojciech Kossak. - Wyobraźcie sobie, że kupiłem na pojutrze bilety do teatru na "Makbeta" Szekspira z Ireną Solską. - Ach, tato, co za szczęście! - wykrzyknęły dziewczynki, z których starsza kończyła czternaście lat, i z radości wskoczyły mu na kolana. Śmiały się szczęśliwe, zajmując chwilowo najlepsze i najbezpieczniejsze miejsce na ziemi. - Tylko ja nie wiem, Wojteczku, czy "Makbet" jest sztuką stosowną dla panienek. Tyle trupów... - rzekło Mamidło. 

Magdalena Samozwaniec, Tylko dla dziewcząt, WAB Warszawa, 2012.

     Dziewczynki przez dwa dni żyły jak w transie. Lilka koniecznie chciała w teatrze zrobić furorę. Godzinę przed wyruszeniem na spektakl żelazkiem ufryzowała sobie grzywkę nad czołem, węgielkiem poczerniła brwi, na liliowo upudrowała twarz. Gdy pani Kossakowa, szumiąca jedwabiami, brzęcząca złotym łańcuchem i breloczkami, ujrzała Lilkę, poczerwieniała z gniewu: "Co Lilka zrobiła z siebie za czupiradło? Wygląda jak osoba z półświatka. Proszę mi natychmiast zmyć to wszystko, inaczej nie pójdziesz do teatru". Poszła. Z zapłakanymi oczami i zaczesaną na bok mokrą prostą grzywką.

krot          Fot. Krotoszyn Niezwykły, Księgarnia. Tu kupowałam także stalówki redisówki do nauki kaligrafii, i zielony atrament. 

     Wrótce nadejdzie kolejny Nowy Rok. Wyczekującym - powrotów. Przekonanym - niezwykłości i siły trwania w twórczym uporze. W makijażu albo bez i z grzywką jaką kto chce. Do siego roku!

 

 

poniedziałek, 31 grudnia 2018, julitczka

Polecane wpisy

  • My w rzeczach2

    Jul Równo rok temu w spokojny, słoneczny dzień pożegnaliśmy na Srebrzysku Mamę. Fot. Wojtek Pierunek Biegło się z całych sił – no i się dobiegło. Zbiera

  • Cisza, bezruch i figury

    Jul Raventos zajął się nami serdecznie, on i potomek de Sonto oprowadzali nas przez dwa bardzo długie dni. Dni te były takie długie, ponieważ rozciągały się n

  • Przy dziennonocnej lampie, tylko ją zapalić

    Jul Korf wynalazł dziennonocną lampę, która, jeśli tylko ją zapalić, nawet najjaśniejszy dzień w noc zamienia. Kiedy ją przedstawił na uczonym forum, nikt rzec