Rozmowy wśród przyjaciół
Blog > Komentarze do wpisu

Karty przy orderach

Julita Bielak     Jul

     Potem zatańczyliśmy wokół choinki po to, by Monika mogła wpaść w zachwyt i być taka szczęśliwa, jak szczęśliwym i zachwyconym powinno się być w jej wieku w wigilijny wieczór. Mamusia powiedziała, że Monika będzie mogła pójść spać, kiedy sama zechce. O godzinie wpół do dziewiątej siedziała w kącie, bawiąc się nową lalką. Wyglądała jak senny cherubinek. Usłyszeliśmy, jak cichutko mówi do siebie: - Chcę do łóżeczka, ale mi nie wolno...

Astrid Lindgren, Zwierzenia Britt-Mari, tłum. Irena Wyszomirska, Nasza Księgarnia 1962.

Julita Bielak

z sieci     Napisał do mnie pewien poeta: "Już nie tańczysz... Dawno temu, pewnie na początku roku, doniesiono mi, że z dużą lekkością na tejże siłowni podnosiłaś sztangę. Więc jak tu mówić o porażce? Raczej o podziwie tych, które to widziały". Uśmiechnęłam się. Warto było, filmową kwestią Zosi z Jutro idziemy do kina, wygłoszoną po randce w cukierni: "Opłaciło się, lubię ciastka", walczyć. Warto było nakładać minę zwycięzcy, przybierać niedbałą pozę, głowę trzymać uniesioną, ktoś mnie zauważył. Nie tańczę już jednak, odeszłam z siłowni zanim się do cna skompromitowałam, zanim nie podskoczyłam, nie wstałam z parkietu, nie klasnęłam w takt w dłonie. Goryczne, jak mawia ów poeta, doświadczenie. I zdradza: - Jeden z moich tegorocznych wierszy rozpoczyna się wersem "jest tylko cena". W nierównej grze starość znowu sobie rozdała same asy, z szelmowskim uśmiechem karty trzyma przy orderach. Podszeptuje strofą wiersza "Ćma" Rejmera*): - nie przetrwasz, nie przetrwasz. Zmienia mnie. Inaczej wyglądam - gdy mignę sobie w lustrze z włosami zaczesanymi po myciu do tyłu, aż przystaję zdumiona: - Ojciec? Inaczej się poruszam, posuwiście. 

     Julita BielakPodobno na starość dziecinniejemy, tak ocenił w rozmowie mój kolega Wojtek. Kupuję książki dla dzieci, podczytuję. Z dawnych lat pozostał mi tylko debiut literacki Astrid Lindgren, Zwierzenia... zadziwiająco przetrwały wszystkie zawieruchy. Wstyd się przyznać, niektórych tytułów podarowanych małemu Krzysiowi mi żal; na pewno Dzieci z Bullerbyn, ot, nawet dzisiaj zamyśliłabym się z mamą Ollego nad motywem kawałka kiełbasy dobrze obsuszonej. Kociej gwiazdy też mi szkoda, jakież ładne wiersze Gianni Rodari w niej zamieścił: Koty do kawiarni// wpadają na dłuższą chwilkę// i udają, że weszły// tylko przez pomyłkę.// Dlatego też kelnerzy// nie mogą sobie życzyć,// by wyszły, boby się zdziwiły,// że to nie sklep papierniczy.// Rzekłyby, że szukają//dobrej temperówki/.../. Jedynie Tajemnica wielkiego lasu, zilustrowana przez Basię Kiedrowską, została. I do biografii Tove Jansson dostawiłam te Astrid Lindgren i P.L. Travers. Niedawno, gdy po skoku na krzesło zawisłam w powietrzu w prawo czy lewoskrętnym półkucu i potem trzeba było leżeć, obie biografie czytałam jednocześnie. W jakiś sposób cechy osobowościowe pisarek współodczuwalnie nakładają się na siebie, a losy uzupełniają. Travers powiedziała kiedyś, że u podstawy wszystkich wesołych książek tkwi smutek. Musiała mieć na myśli swój własny. Twórczość Lingren i Travers, kierowana także i w stronę dorosłych, przede wszystkim zakłada wymarzone bezpieczne dzieciństwo. Zdaniem Lindgren dzieci powinny się bawić i poprzez zabawę poznawać świat. Jej Fizia Pończoszanka - samodzielna, pyskata i wolna od jakichkolwiek zahamowań 9-letnią osóbka, o niezwykłej sile psychicznej i fizycznej, do dzisiaj jest postrachem pedagogów i ulubienicą dzieci na całym świecie. Może to właśnie wykreowana postać literacka pozwalała Astrid na dystans do siebie, gdy jako pani w sędziwym już wieku w program dnia wstawiała telefoniczne rozmowy z siostrami, rozpoczynające się od kilku lat makabrycznym pozdrowieniem: "To ja, śmierć".

     W postaci Mary Poppins Travers zawarła coś więcej niż cukierkowatą nianię, którą znamy z filmu Walta Disneya z lat sześćdziesiątych. Popularność Poppins nie przeminęła, ponieważ jest zarówno dziwna, jak dobra, zarówno groźna, jak dająca poczucie bezpieczeństwa, zarówno surowa, jak wrażliwa, zarówno tajemnicza, jak rzeczowa. Skąd się wzięła, dokąd się udała? Dzieci państwa Banksów, jej podopieczni, wiedziały tylko jedno: przyszła z nieba i na niebo powróci.

    Lyndon słyszała wołanie matki. Ale chciała się jeszcze nacieszyć zmierzchem tutaj, na zachwaszczonym polu tuż obok dużego domu. Leżała na wznak i gapiła się w niebo. Ostre źdźbła kłuły jej ramiona. Chciała, żeby sklepienie niebieskie spadło na nią, takie miękkie jak czyste prześcieradło, którym w soboty Kate Clancy zaściełała wysokie drewniane łóżko.

Wenus już wzeszła. Po jednej stronie nieboskłonu widziała Krzyż Południa, siedem gwiazd z konstelacji Plejad. Johnny, chłopak stajenny, powiedział jej, że te gwiazdy były kiedyś siedmioma siostrami Atlasa. Lyndon czuła, że mogłaby poszybować ku błękitnej czaszy w górze.

Valerie Lawson, To ona napisała Mary Poppins, tłum. Bogumiła Nawrot, Marginesy 2014.

     Julita BielakW bezsenne nadrania razem z BBC Earth z ciepłego mieszkania trafiam w okowy mrozu. Śledzę życie zahartowanych trudnościami ludzi mieszkających w odległych rejonach Alaski, którzy ledwo skończą zmagania z wyjątkowo uciążliwą w tamtych rejonach zimą, a już muszą rozpocząć przygotowania do kolejnych przeraźliwych mrozów. Polują, wyprawiają się kilometrami po drewno na opał, to jedyny sposób na przetrwanie. - Człowieku, tu rządzi przyroda. Nie można tu żyć i działać bez zaakceptowania swojego miejsca w łańcuchu pokarmowym. Jesteś myszą albo lwem. Czas sprawdzić, którym z nich, kwituje Sue i wyrusza z chaty ze strzelbą. W każde wyjście wliczone jest ryzyko. - Nie można być myśliwym bez poukładania sobie spraw w głowie, powiada Chip. Co zauważyłam, bohaterowie programu znacząco kończą dzień. Gdy nie udało się złowić ani jednej ryby, a jedynie ustrzelić pardwę, są i tak zadowoleni. Mówią o tym głośno, podsumowują minione godziny: "To był udany dzień, mam przecież kawałek suszonego karibu na kolację. Jutro sprawdzę wędki. Tak, to był dobry dzień. Nie spotkało mnie nic złego. Wiodę tu udane wolne życie, wszystko zależy ode mnie i od Matki Natury". Szczęście to krótki wybuch emocji, za to dobre samopoczucie to styl życia, konkluduje Sue. Słowo Arktyka pochodzi od greckiego arktikos (przy niedźwiedziu). To nawiązanie do gwiazdozbiorów Wielkiej i Małej Niedźwiedzicy, które widać na północnym niebie. Każdy ma swoją Arktykę, często o tym nie wie. Przejęłam styl ludzi mrozu na zamykanie dnia, wyliczam sobie dokonania i sukcesy. Nawet, jeśli był nim sam dzień. Że był. Że kawę zaparzyłam, wyborną, z kardamonem, a nie rozsypałam po drodze i tylko raz weszłam łokciem we framugę. Że rodzina jakoś się trzyma. Że spotkało mnie coś miłego ze strony przyjaciół, że ich mam. Z Elżbietą umawiamy się w Wigilię na wspólne wypatrywanie pierwszej gwiazdki. Daleko od siebie, ale przecież gwiazdka ta sama. Tylko wigilijna noc potrafi zaczarować rzeczywistość, upiększa – zasłaniając mrokiem to, co oczywiste, realne, namacalne – uwydatnia nieoczywistość, akcentuje ją, ukazuje w całej krasie to, co niewidoczne dla oczu: /.../w nocy na płynnej powierzchni łyskają gwiazdy pobladłe,// A woda ma smak zapomniany minionej, straconej młodości.**)

Julita Bielak

.A wieczorem – – w kącie kawiarni, pod plakatem

„Lwowskich Browarów“, słucha się radia. Gra się w karty.

I gdy z radiowego głośnika tryskają głosy świata,

Przychodzą senne myśli o tym, że... myśleć nie warto.

Więc tylko od śmiesznej tęsknoty serce się wydyma,

Gdy zapowiada śpiewne cuda złotousty spiker;

– – Mija felieton. Komunikaty. Odczyt o religii Rzymian,

Aż słodko zabeczy saksofon. Wtedy się oczy przymyka.

I słucha się. Na dworze śnieg pada. Krzywe latarnie

Stoją na rogach uliczek. I skrzypią szyldy zardzewiałe.

Miasteczko śpi. A w gwarnym cieple zadymionej kawiarni

Jazgocze tęskliwie z głośnika „muzyka lekka z Warszawy”.

Stefan Pomer, Radio, Elegie podolskie,**) Księgarnia F. Hoesicka, Warszawa 1931.

Barbara Kiedrowska

.         Rys. Barbara Kiedrowska

*)http://dajprzeczytac.blogspot.com/#!/2018/10/theologie-vegetali-krzysztof-rejmer.html

          Wesołej Gwiazdki - niech będzie to Wenus modro lśniąca, nisko zawieszona nad garbem horyzontu - i dziecęcego zachwytu Świętami życzę. Jak kiedyś, jak dawniej.















czwartek, 20 grudnia 2018, julitczka

Polecane wpisy

Komentarze
2018/12/21 02:23:29
"Dziecięcego" oczywiście, nie inaczej, "i" się zgubiło. Abecadło z pieca spadło.