Rozmowy wśród przyjaciół
Blog > Komentarze do wpisu

Przy dziennonocnej lampie, tylko ją zapalić

jb     Jul

Korf wynalazł dziennonocną lampę,
która, jeśli tylko ją zapalić,
nawet najjaśniejszy dzień
w noc zamienia.

Kiedy ją przedstawił na uczonym
forum, nikt rzeczywiście
znający się na rzeczy nie omieszkał
spostrzec, że chodzi tu -

(ciemność zapadła w samym środku dnia,
zgiełk aplauzu gromko przetoczył się po sali,
aż zawołano na woźnego:
"Zapalić światło") - że chodzi tu

o fakt: że wynaleziona lampa
naprawdę, jeśli tylko ją zapalić,
nawet najjaśniejszy dzień
w noc zamienia.

Christian Morgenstern, Dziennonocna lampa, Jak to między czasami, tłum. Teresa Kowalska.

Art

          Fot. Art is a way of survival/Fb

     W snach zanika poczucie czasu, nie ma przeszłości, więc zanika także "ja". Dlatego uciekałem w sny. [...] Kiedy człowiek się dobrze bawi, podobno zapomina o czasie i tym samym o sobie. Podobnie było z moją ucieczką w książki, stopniowo to zrozumiałem - to sposób, aby "ja" i czas uległy zawieszeniu.

     Szczególnie ujęła mnie myśl, że śmierć nie ma nic wspólnego z "ja", ono bowiem w ostatnich chwilach człowieka już się rozpłynęło wraz z całym światem pozorów, który wokół siebie wzniosło.

Carl-Henning Wijkmark, Nadchodzi noc, tłum. Jan Rost, Czarne, Wołowiec 2010, str. 35 i 80.

z sieci

          Na zdjęciu(Fb) - autentyczny nagrobek gdzieś w Meksyku: Tu spoczywa Juan Garcia, który zapałką chciał sprawdzić, czy jest gaz. I był.  

     Napisał do mnie pewien poeta: "Gdy mam dobry nastrój (może o tym wspominałem), wpisując
nekrologi do gazety liczę średnią lat nieboszczyków. Wychodzi różnie. W tym tygodni 81. Więc przede mną jeszcze 14 lat. Może coś uda się zrobić? Chociaż pisząc w tym samym tygodniu tekst na stronę medyczną, przekonuję się, że w każdej chwili grozi mi wiele sytuacji tyleż wyrafinowanych, co ostatecznych. Wydawca lokalnej gazety - uwierz mi - nie ma łatwego życia..."

Joanna Kraśnicka

Fot. Joanna Kraśnicka

bal                     Fot. Ilse Bing, Bal de la Couture, Paryż 1931.

     Grace Adams

      Zakończył zdanie trzema kropkami, kłopotem dla mnie, bo gdzie postawię swoją kropkę? W odpowiedzi, gdy pytał o mamę? Przez długie tygodnie uczestniczyłam w smutnym, po coś mi danym, misterium śmierci. Mama nie jadła, prawie nie piła, podawano jej jedynie kroplówki. Umierała, śmierć co dnia ukazywała inne, nowe oblicze, zastygała w rysach. Położyłam kiedyś dłoń na jej czole, wzdrygnęła się, na twarzy pojawił się grymas, nie chciała. Jak ranne zwierzę, które czuje lęk przed wyciągniętą ręką, bo choć ta niesie pocieszenie, to i niepokój równy bólowi. Trudno po takich chwilach zanurzyć się w ulicę, mierzyć ze spojrzeniami mijanych ludzi, prostować plecy. Nagła tragiczna śmierć jest straszna, ale powolne umieranie przez miesiące, tygodnie też przeraża. Świadomością przypadkowości życia, które jest jak ruletka, co się komu trafi, choć w poczuciu wyjątkowości nie lubimy się do tego przyznawać. Trwogą ponurego filmu wyświetlanego w zwolnionym tempie, kadr po kadrze, emocją po emocji. Przymusem przeistaczania się, przekraczania bariery do codzienności, obowiązków, zwyklych spraw. Czasami brakowało mocy. Pewnego październikowego dnia - zima jak tego roku spadła nagle - gdy wieczorem wracałam od mamy, wysiadłam z dwa dwa siedem w trampkach prosto w śnieg, ślisko. Niezdarnie brnęłam do domu krok za kroczkiem. Przedtem przemokłam, zmarzłam, dygotalam. Z bezsilności rozpłakałam się w głos, jakiś pan zapytał: "Czy wszystko w porządku?"

     Nie wiem, czy wszystko było, czy jest w porządku. Pewnie nigdy tego nie ocenię. Odchodzą. Odchodzą ludzie-postacie piękni tajemnicą przemijania. Żal. Wraz z nimi odchodzimy i my, jakaś znacząca część nas zawarta w tamtym człowieku.

Julita Bielak           Powrót z niedzielnego spaceru, brukowana ulica i piaszczysta ścieżka, niosę leśne kwiaty.  Ojciec, Baśka, Mama już odeszli w nieprzewidzianym porządku. 

Moi zmarli ...
śmieją się w kułak
z mych jeszcze
ziemskich trosk.

Moi zmarli
proszą o tak niewiele:
- Omieć mi liście z
czoła,
uładź kamień,
ogień mi zapal,
jak pod
kuchnią.
- Masz tu pszenicy, tato,
zjedz, jeśli jesteś
gołębiem.
A kuchni, to ja nie mam.
- Ty kuchni nie masz? Ni
okna? Ni słoja?
- Dostałam dwóję z gospodarstwa.
Może
się u was spiszę lepiej.

- Nie ma obawy, córeczko.
Śmierci nie można nie umieć.

*

Agnieszka Osiecka, Dziennik ucznia.





 

 

środa, 31 października 2018, julitczka

Polecane wpisy

  • W szumie jedwabi

    Koliberek Jul Gdzie jesteśmy? W ironiach których nikt nie chwyci, krótkotrwałych i nieakceptowanych, w trywialnych pointach które kwitują metafizykę niedor

  • Karty przy orderach

    Jul Potem zatańczyliśmy wokół choinki po to, by Monika mogła wpaść w zachwyt i być taka szczęśliwa, jak szczęśliwym i zachwyconym powinno się być w jej wieku w

  • My w rzeczach2

    Jul Równo rok temu w spokojny, słoneczny dzień pożegnaliśmy na Srebrzysku Mamę. Fot. Wojtek Pierunek Biegło się z całych sił – no i się dobiegło. Zbiera