Rozmowy wśród przyjaciół
Blog > Komentarze do wpisu

Jak łabędź, jak gołąb

Julita Bielak     Jul

    Poznał najokrutniejszą prawdę o życiu – że ono nie ma sensu. Po takiej lekcji szczęście nie bywa już spontaniczne. Staje się sztuczne, a i takie trzeba kupować za cenę wyrzeczenia się siebie i własnej historii.

Philip Roth, Amerykańska sielanka, Wydawnictwo Literackie.

     Było około pół do jedenastej. Mała meksykańska orkiestra była wyraźnie zmęczona graniem ściszonych rumb, których nikt nie tańczył. Jeden z muzykantów ocierał koniuszki palców, tak jakby sprawiały mu ból, wkładając jednocześnie do ust papierosa tym samym, niemal bolesnym ruchem. Czterech innych pochylało się jednocześnie jakby na dany znak, wyciągało spod krzeseł kieliszki, pociągało z nich łyk, oblizywało usta i błyskało oczami. Tequila - miało to znaczyć. Najprawdopodobniej pili wodę mineralną. To przedstawienie było tak samo niepotrzebne jak muzyka. Nikt na nich nie patrzył.

Raymond Chandler, Głęboki sen, Wydawnictwo Dolnośląskie.

George S. Zimbel

          Fot. George S. Zimbel  

     "Głęboki sen" zaczyna się od tego, że Philip Marlowe zostaje wezwany do rezydencji generała Sternwooda, który jest inwalidą. Dwie jego rozpieszczone i zepsute córki zadały się z bandą raketerów wymuszających okup. Starsza z nich, Vivian, wpadła w długi, uprawiając hazard, podczas gdy młodsza, Carmen, uzależniła się od opium, a nadto dała się sfotografować nago i teraz gangsterzy proponują generałowi odkupienie negatywów. Marlowe, nokautowany i ostrzeliwany, przetrząsa kryminalny świat Los Angeles. Załatwia sprawę długów Vivian i niszczy negatywy kompromitujące Carmen, ale, o dziwo, wszystko zdaje się dowodzić, że w następstwie tego detektywistycznego osiągnięcia gangsterzy jeszcze ściślejszą siecią oplatają obie siostry. One same zaś skupiają całą swoją uwagę albo na piciu i próbach uwiedzenia detektywa, albo na podsuwaniu mu fałszywych tropów. Rozwiązawszy wreszcie zagadkę Marlowe w drodze do miasta zatrzymuje się przed barem, w którym wypija dwie podwójne whisky. "Nic mi to jednak nie pomogło".  Bo chodzi raczej o to, co się do cholery stało - formułuje sam autor - niż o to, kto był mordercą.

z sieci

     Jednym okiem - lewe poszło na wagary i z powrotem się ociąga - studiuję biografię Raymonda Chandlera pióra Toma Hiney'a. Twórczość Chandlera, podziwianego przez T.S. Eliota, W.H. Audena czy Edmunda Wilsona znałam, faktów z życia, bogatego i urozmaiconego - nie. Pisarza, określanego jako cynika i jako naiwniaka, jako odludka i człowieka wielkodusznego, skłonnego do depresji i jednocześnie romantyka, w równowadze utrzymywały dwie rzeczy: stan nietrzeźwości i Philip Marlowe.

Chandler

z sieci

Robert Doisneau

Choć bowiem próbował różnych rodzajów pisarstwa, to zawsze wracał do powieści detektywistycznej i do swego ulubionego bohatera, bez którego nie potrafił funkcjonować. Był nie tylko główną postacią, lecz i narratorem powieści, miał trzydzieści lat, nieco ponad metr osiemdziesiąt wzrostu i funkcjonował jako ostentacyjnie pewny siebie singiel: "Nie ożeniłam się, bo nie podobają mi się żony policjantów". Tworząc postać Philipa Marlowe'a, Chandler połączył cechy własnego charakteru z cechami bohatera powieści kryminalnych. Pisarz zawdzięcza swemu detektywowi wszystko najlepsze, co się w nim objawiło. Marlowe był niechętnym kontaktom z ludźmi odludkiem i niejako swym własnym prześladowcą, podobnie jak Chandler; lecz pod tą zewnętrznością kryły się całe pokłady poczucia honoru, poczucia humoru i wielkiej wrażliwości. Równie podobnie Marlowe, któremu nadał nazwisko jednego z budynków - "Marlowe House" - college'u w Dulwich, nigdy nie wspominał o swoich rodzicach, jak również wyglądało na to, że nie ma żadnych żyjących krewnych.

                                                              Fot. Robert Doisneau

     Kochałam się w chandlerowskim detektywie, najlepszym człowieku w swoim świecie i dość dobrym dla każdego świata. Cienki lukier uczuć nadal pozostał. Gdyby było pod dostatkiem ludzi takich jak on, świat byłby miejscem, w którym można by było żyć bezpiecznie, a zarazem miejscem dość ciekawym, aby żyć w nim było warto. Raduję się, gdy trafiam na literackie podobieństwo bohatera, bo to oznacza, że klisza działa. a wzór jest godny naśladowania. Michael Katz Krefeld wprowadził na strony "Wykolejonego" postać detektywa Thomasa Ravnsholdta, którego przydomek Ravn (duń. ravn-kruk) budzi jednoznaczne skojarzenia. Spotykamy go w obskurnym barze na przedmieściach Christianshavn pijanego, z kilkoma monetami, pogiętym identyfikatorem policyjnym i starą komórką w kieszeni. W niczym nie przypomina sprawiedliwego stróża prawa jakim był przed laty. Z Ravnem poznajemy Maszę, call-girl, znaną klientom jako Karina, bezskutecznie, odkąd zniknęła, poszukiwaną przez matkę. Ravn, samotny wilk, decyduje się zaangażować w sprawę, prowadzi nas przez najgorsze zakątki Kopenhagi i przerażające enklawy Sztokholmu.

     ...tymi nędznymi uliczkami musi chodzić ktoś, kto sam nie jest nędznikiem, ktoś, kto nie jest ani zdemoralizowany, ani tchórzliwy. Taki właśnie musi być detektyw w powieści kryminalnej. To on jest bohaterem, on jest wszystkim. Musi być człowiekiem pełnym, człowiekiem przeciętnym, a jednak niezwykłym. Nie obchodzi mnie jego życie osobiste; nie jest ani eunuchem, ani satyrem; myślę, że mógłby uwieść księżniczkę, ale jestem zupełnie pewien, że nie zhańbiłby dziewicy. Jeżeli jest człowiekiem honoru w jednej dziedzinie życia, to jest nim we wszystkich - pisze w jednym z listów Raymond Chandler.

Tom Hiney, Raymond Chandler Biografia, tłum. Zbigniew Gieniewski, Prószyński i S-ka, Warszawa 2000.

Derick Hammond

Fot. Derrick Hammond

     Robert Doisneau

     Chandlerowi zdarzyło się być i bogatym, i biednym, i pijakiem, i abstynentem, i wylatywać z różnych posad, i ożenić się, i przeżywać manie samobójcze. Mieszkał w Chicago, w którym nie działała jeszcze mafia, i w stanie Nebraska, gdy nie było w nim jeszcze telefonów, i w Irlandii w środowisku kwakrów, i w wiktoriańskim Londynie. Mając dwadzieścia pięć lat, osiedlił się w Los Angeles, gdzie dane mu było przeżyć gorączkę ropy naftowej, dwa trzęsienia ziemi, wielki kryzys i igrzyska olimpijskie. Nigdy nie podtrzymywał długo jakiejś przyjaźni, z wyjątkiem tej, która łączyła go z Cissy Pascal w ciągu trzydziestu lat małżeństwa, zresztą miał w swoim życiu ponad sto różnych adresów. Na pytanie, jak to się stało, że trafił do Los Angeles, Chandler, obdarzony darem wypatrywania absurdu, potrafił tylko odpowiedzieć, że "w końcu większości ludzi się to zdarza".

 

    

                                                               Fot. Robert Doisneau                  

Wobec tego, że Chandler nie wyraził przed śmiercią żadnego życzenia co do swego pogrzebu, pochowano go w cztery dni po zgonie na cmentarzu stanowym Mount Hope w San Diego. Uroczystość była nader skromna. Następnego dnia w dzienniku "New York Times" ukazał się nekrolog: "Zmarł Raymond Chandler, lat 70; pisał wybitne powieści detektywistyczne. Stworzył Philipa Marlowe'a, bohatera "Big Sleep" - zwrócił na siebie uwagę jajogłowych". Londyński "Times" wydrukował nekrolog podnoszący zasługi człowieka, który "wkuwając się w żyłę kryminału, wydobywał złoty kruszec literatury".

Raymond Chandler

      A on sam? Jak oceniał swoje pisarstwo? Zasiadając do pierwszej książki, wiedział już, że rolą powieściopisarza jest "podbić czytelnika swoim pisaniem, nie olśniewając go swoim myśleniem".

 

    

środa, 30 maja 2018, julitczka

Polecane wpisy

  • Skrzynka na nienapisane listy

    Jul Aż któregoś dnia dotarło do mnie, że wszędzie wokół są kobiety, które spędzają na tym całe życie. Wciąż tylko czekają przy skrzynkach na taki czy inny list

  • W zieleni solferino

    Jul Jest noc dom świat wszyscy śpią W granatowej ciszy szukam palety tonów do autoportretu który wciąż czeka na swój kształt * Katarzyna Krenz, Widmo barwn

  • Gdzie indziej

    Jul /.../ gdzie indziej chyba powinienem być gdzie indziej... z wiersza Andrzeja Waltera "Ostatnia scena". W "gdzie indziej" najdosłowniej się rozpuszczam. Bó