Rozmowy wśród przyjaciół
Blog > Komentarze do wpisu

Gdzie indziej

Julita Bielak     Jul

/.../ gdzie indziej

chyba powinienem

być gdzie indziej...

z wiersza Andrzeja Waltera "Ostatnia scena".

     W "gdzie indziej" najdosłowniej się rozpuszczam. Bóg jeden wie, za jakim rajem wzdycham.

Emil Cioran, "Zeszyty 1957-1972".

Ted Chin

           Fot. Ted Chin

     Proszę o natychmiastowe usunięcie tej zimy jaktototak nie może być. Wiosny i ciastek! - pisze w poście na Fb Joanna Lech, autorka "Sztuczek". Pamiętam zeszłoroczną wiosnę, jak w memie o fińskim lecie, była we wtorek, ale i tak za nią tęsknię, powinnam już w niej być. Szybkim krokiem przemierzać ulice, a nie dreptać po oblodzonym chodniku, oj, zaraz się przewrócę.

Julita Bielak

    Zima. Wiele osób uważa, że występowanie pór roku zależne jest od położenia naszej planety względem Słońca. Wynikałoby z tego, że w momencie, gdy znajdujemy się bliżej gwiazdy mamy lato, a gdy dalej, zimę. W rzeczywistości pory roku wynikają z faktu, że Ziemi jest odchylona od pionu o około 23 stopnie. Przez to do niektórych obszarów naszej planety okresowo dociera mniej promieniowania słonecznego i występuje tam wtedy zima. Co ciekawe, na północnej półkuli Ziemi panuje lato, kiedy ta znajduje się w najdalej położonym punkcie od Słońca. Zima. Specjaliści radzą, aby w bardzo mroźny dzień poza domem nie przebywały ani przez chwilę malutkie dzieci. Dzieci nieco starsze, kilkuletnie, mogą wychodzić tylko na krótkie spacery. Na działanie mrozu szczególnie narażone są też osoby, u których występują choroby układu krążenia i układu oddechowego. Szczególnie ludzie starsi z niższą odpornością organizmu powinni unikać wychodzenia z domu w mroźny dzień.

Paulina Bednarek

Fot. Paulina Bednarek

Pontus

Daniel Fuchs                     Fot. Pontus Charleville

     Za oknem śnieg i mróz siarczysty, narzucam sobie zatem ambitne domowe plany i jak nie zakręciłabym się po mieszkaniu - skończyć, co zaczęłam, uporządkować, doczytać, zmienić, spiąć - znajduję siebie, zdziecinniałą staruszkę, a więc w dwójnasób narażoną na szkodliwe działanie mrozu, w kuchni; jeść się chce.

     Musicie wiedzieć, że monsieur Chaptal, aptekarz, był pierwszym człowiekiem we we Francji, któremu wpadło do głowy, żeby zaprawiać sałatę oliwą, solą, pieprzem i dopiero potem dodawać ocet. Albowiem kardynalny błąd popełnia ten, który myśli, że pieprz i sól rozpuszczają się w occie... Skoro już o tym wiemy, możemy zabrać się do roboty. Oto co robię: do salaterki wrzucam po jednym na twardo ugotowanym żółtku kurzym na osobę. Zwilżam je oliwą i rozcieram na pastę... do której wrzucam odrobinę natki, estragonu, roztarte anchois, siekane korniszony i drobno pokrojone białko z jaja ugotowanego na twardo. Sól, pieprz. Na to wszystko trochę dobrego octu, po czym wkładam sałatę do miski. W tym momencie wzywam służącego, żeby dobrze to wszystko wymieszał. Kiedy kończy, rzucam do miski szczyptę papryki z dużej wysokości. Sałata jest gotowa do podania - relacjonował Dumas ojciec, który cenił się bardzo jako pisarz, ale najdumniejszy był z przyprawy do sałaty własnego pomysłu. Przyniosła mu we Francji niemal taką samą sławę, jak "Naszyjnik królowej".                               Fot. Daniel Fuchs

    Sałata, nawet najlepiej przyprawiona, nie sprawdza się w mróz.

Julita Bielak

     Wertuję książkę Jamiego Olivera, szukam: carpaccio wołowe, bolognese z wątróbką, potrawka z dyni piżmowej i ciecierzycy, korma warzywna, paella z kurczakiem i chorizo - dodanie chorizo wywołało wielką medialną burzę, Hiszpanie byli oburzeni, taka historia. Ładna książka, ładne obrazki konstatuję i ląduję przy stole z talerzem zupy, sama się zrobiła, każdy kulinarny analfabeta potrafi ją przyrządzać. Najprzód przygotowuje się smak z wywaru mięsa oraz włoszczyzny lub samych warzyw, zaś nazwę zupy określa to, co do tego wywaru dodajemy i co w ostatecznym smaku przeważa. Maria Iwaszkiewiczowa znała kucharza, który pisał menu obiadowe na osobnej kartce dla 'państwa" i dla służby. Menu składało się z identycznych potraw robionych w tym samym garnku, ale nazywały się inaczej. I tak zupa pomidorowa dla "państwa" nazywała się "fumee de tomates", a dla służby po prostu "zupa pomidorowa". Obie zupy niczym się nie różniły.

Julita Bielak     W książce "Piąty smak" Łukasz Modelski rozmawia z Anną Applebaum: "Niemal co weekend gotujemy rosół... Gotuję go w sobotę, bo wtedy mam na niedzielę bulion, z którego robię drugą zupę. Wczoraj robiliśmy rosół, dzisiaj mamy gotową zupę z cukinii. - A co, pani zdaniem, jest cechą charakterystyczną polskiej kuchni? - Dla mnie odkryciem była kwaśność. Kwaśny smak. My tego w Stanach nie mamy. Kwaśne zupy, jak żurek, albo nawet chłodnik, ogórki kiszone i tak dalej. Ten kwaśny smak jest bardzo charakterystyczny dla Polski, bardzo mi odpowiada. Zawsze, ilekroć ktoś z zagranicy wybiera się tutaj i chce skosztować czegoś polskiego, wysyłam go na żurek. Na świecie nie ma niczego podobnego". Żurku nie gotuję, moje mroźne zupy - dla 'państwa" nazwałabym ją Julienne, dla siebie jarzynówką rumianą - codziennie są podobne, zawierają włoszczyznę, kalafior, groszek zielony, rzepę, kalarepkę imbir i coś jeszcze, co po rozejrzeniu się w kuchni znajduję, zawsze pomidor, chili oraz sok z kiszonej kapusty albo z ogórków. Po polsku.

     Noc, już marzec. Nadal cicho prószy śnieg. W domu polityka, redaktora pisma "Le Siecle" i dyrektora Opery Paryskiej Louisa-Desire Verona, jednego z najhojniejszych ludzi w dziejach Francji, autora formuły "dalszy ciąg nastąpi", codziennie odbywał się bankiet. Z udziałem trzydziestu stałych gości i wielu specjalnie zaproszonych. - Wymagam od was tylko tego - mawiał - żebyście byli dowcipni i pogodni. Nie zaprosiłby mnie - stwierdzam posępnie znad talerza zupy, dzisiaj zaróżowionej zakwasem buraczanym. Dla księżniczki.

Eliott Erwitt                Fot. Eliott Erwitt

     Jeśli nie mogę odejść, wspiąć się czy pożeglować, aby uciec od świata, staram się od niego odciąć. Nauczenie się tego zajęło mi sporo czasu. Dopiero kiedy zrozumiałem, że mam w sobie ogromną potrzebę ciszy, mogłem zacząć ją ścigać – okazało się, że głęboko pod kakofonią hałasu ulic i myśli, muzyki i dźwięków maszyn, iPhone’ów i odśnieżarek cisza jest i czeka na mnie. Cisza.

Erling Kagge, „Cisza”

    

 

 

    

 

    

piątek, 02 marca 2018, julitczka

Polecane wpisy

  • U nóg uścielona

    Jul Kasi Krenzdedykuję. Fot. obraz Jeanne Hebuterne, olej. Kochana Mayu, 17.8.63 (Bredskar) dziękuję za długi, pełen miłości list, mnóstwo w nim troski, po

  • Jak łabędź, jak gołąb

    Jul Poznał najokrutniejszą prawdę o życiu – że ono nie ma sensu. Po takiej lekcji szczęście nie bywa już spontaniczne. Staje się sztuczne, a i takie trze

  • Sterana miłością

    Jul biernie wynurzam się z bloku na goły chodnik blada wiosna przezroczysta jestem stare palto! pręd-ko do swojego bunkra na dziewiąte piętro Miron Biało