Rozmowy wśród przyjaciół
Blog > Komentarze do wpisu

Sanek janczary

Julita Bielak     Jul

     Moja licealna przyjaciółka Maryla dopowiedziała mi parę zdań do historyjki o paniach mieszkających w naszym małym miasteczku i ich spotkaniach w kawiarni. Otóż zanim udawały się na kawę, to najpierw odwiedzały sklepy. Żadnej z nich nie przychodziło do głowy, aby do kawiarni udać się zakupami, torby zostawiały u pani Oleszakowej w sklepiku z prasą. Istniała w nim instytucja teczek na czasopisma, mieliśmy taką teczkę i my. W sobotnie popołudnia ojciec wkraczał do domu z plikiem kolorowych gazet, czekałam na tę chwilę. Dla mamy była "Kobieta i życie", przeglądałam ostatnią stronę zanim ojciec pozwolił mi wziąć "Przekrój" do ręki, czytał jako pierwszy. W plotkach o gwiazdach i znakomitych rodach odkryłam, że książę Karol jest tylko o rok starszy ode mnie, lat miałam sześć czy siedem. Prędko zadecydowałam, że kiedyś wyjdę za niego za mąż, że to tylko kwestia czasu. W ferworze życia zapomniałam, zapomniałam wyjść za mąż za księcia Karola.

z sieci

Puchowy śniegu tren
W krąg roztoczył lśnień czary,
Dźwięczą sanek janczary,
Miasto spowił już sen.
A przez ulicy cieśń,
Zdobną w śniegowe szaty,
Jedzie panicz bogaty,
Nucąc wesołą pieśń. /.../

     śpiewał hrabia Wojciech Dzieduszycki (Śnieg, słowa Andrzej Włast, muzyka Pierre Arezzo). Puchowy śniegu tren kojarzę też z interpretacją Mieczysława Święcickiego. Wpis zaczęłam komponować ponad tydzień temu, gdy jeszcze nic tego nie zapowiadało, Książę Nastroju odszedł. Kochałam się w nim, poddawałam się urokowi charyzmy; nikt nie będzie już tak umiał nosić jedwabnego białego szala. Nikt.

E Hartwig

          Fot. Edward Hartwig, Zima.

     Szal towarzyszy też mojej wielkiej miłości do Jeremiego Przybory, poety piosenki żartobliwie poetyzującej, jak mówił o sobie w wywiadzie opublikowanym w kanonie stu rozmów "Tygodnika Powszechnego", wywiad przeprowadził Grzegorz Turnau. Szal, frak, cylinder i pewna nieobecność przy zachowywaniu pozorów obecności. Żył w swoim świecie, a pochodził z herbowej rodziny.

Julita Bielak

    Moje pokolenie to było pokolenie paniczów. I myślę, że to była bardzo ważna w polskim społeczeństwie międzywojennym formacja – panicze. To brzmi może nieco arogancko
i zarozumiale, ale przecież status panicza niekoniecznie wiązał się z zamożnością, z „paniczykowaniem”. Panicza można było poznać nawet nie tyle po zamożności,
manierach, zachowaniu, ile po rekwizytach jego pochodzenia.

     Panicza znaczył fortepian, biblioteka, biegła znajomość języków obcych i koń.

    Panicze polscy okresu międzywojennego byli przeważnie konni. I właściwie to był trzon narodu. Ludzie, którzy mieli czas na patriotyzm (byli materialnie zabezpieczeni, choć czasem
skromnie), na pielęgnację tradycji. Na patriotyzm trzeba jednak mieć trochę czasu i odrobinę przynajmniej pieniędzy. Nie można być zaszczutym w pogoni za szmalem, za karierą.

z sieci

z sieci

     I tak przy paniczach i książętach zostałam. Przez lata przy Stanisławie Dygacie, z przerwami przy Erichu Segalu ("W mojej rodzinie tradycja stanowi substytut miłości. Nie zalewamy się nawzajem czułością. Zamiast tego odprawiamy plemienne obrzędy, poświadczające nasze... związki."1/) i kilkunastu innych literackich, ostatnio towarzyszył mi Patrick Modiano z "Willą Triste", serce, jak Grand Hotel, mam pojemne.

     Tego wieczoru byli w naszym domu goście. Goście bywali u nas w każdy ostatni czwartek miesiąca, biedermeierowski stolik w salonie nakryty był śnieżną serwetą, na nim wielki kryształowy talerz z ptifurkami, obok taca z miniaturowymi kanapkami: szynka z pomidorkiem i ogórkiem, sardynka z cytrynką i tak na przemian. Obok mniejszy stolik, ogromna srebrna taca, na niej srebrny dzbanek do kawy i porcelanowy do herbaty, talerzyki, widelczyki, łyżeczki, serwetki, filiżanki - mniejsze do kawy, większe do herbaty. 2/

z sieci

Peter Lindgbergh                     Fot. Peter Linbergh

     Do grona paniczów, w którym pięknie się noszą Cary Grant i Richard Gere, dawno zaliczyłam Dominique Sandę, Catherine Deneuve i Romy Schneider. Nie, Alaina - nie, jak i pewnego piosenkarza, ale jego płaszcz "wypijmy za błędy" już tak, miałam go nawet na sobie. Kawa nie spełnia też wymogów stawianych paniczowi, jest robocza, herbata zaś nalana do białej chińskiej filiżanki Miso jak najbardziej panicza odgrywa. Jedna róża w smukłym wazonie, koperta z listem w skrzynce pocztowej, mglisty bezwietrzny dzień, gość w domu, powrót z wakacji.

Julita Bielak

     Meinthe powoli ruszył. Nim samochód wziął pierwszy zakręt, odwróciłem się. Stał pośrodku drogi, tuż pod latarnią, która oświetlała jego grubą tweedową marynarkę i beżowe spodnie z mankietami. W sumie brakowało mu tylko Kon-Tiki pod pachą. Są takie tajemnicze istoty - zawsze te same - które trzymają straż na wszystkich rozstajach naszego życia. 3/



1/ Erich Segal, Opowieść Olivera, Wydawnictwo Albatros, Warszawa 2004.

2/ Stanisław Dygat, Pożegnania, Czytelnik, 1964.

3/ Patrick Modiano, Willa Triste, ZNAK, Kraków, 2014.

    

    



środa, 14 lutego 2018, julitczka

Polecane wpisy

  • Tsundoku*

    Jul /.../ co było marzone, to już raczej nie. zasypiamy głodni, budzimy się z trwogą. nowe wersje końca podgrzewają grę: /.../ Julia Fiedorczuk, Psalm XIII, Psa

  • Samograj

    Jul Frycek, bo tak go odtąd nazywano, został. Pracował jako parobek u Sztulmowskiego, choć uporczywie milczał. Wykonywał polecenia, więc rozumiał, ale nie odzy

  • Ledwo fastrygą

    Jul Tom zerknął na nas, aby sprawdzić, jak przyjmujemy wyjaśnienia Gatsby'ego. Wszyscy popatrzyliśmy na tego ostatniego, oczekując, że powie nam coś bliższego