Rozmowy wśród przyjaciół
Blog > Komentarze do wpisu

Widoki na gwoździu

Julita Bielak     Jul

     Mieliśmy wrócić do Smutsa. Wymyślił kiedyś, że całości nie da się sprowadzić do sumy części, a świat podlega ewolucji, w toku której wyłaniają się coraz to nowe całości. W swojej teorii zawarł pogląd, że w naturze występuje tendencja do tworzenia całości, których nie da się wyjaśnić w kategoriach sumy poszczególnych fragmentów.

Adam Pluszka, "Flauta", Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2007, str. 161.

Julita Bielak

Julita Bielak

                    Premiera książki Adama Pluszki "Wte i we wte. Z tłumaczami o przekładach".

     Właśnie zawiesiłam na gwoździu nowy kalendarz, przejrzałam strony, ładny. Pójdziemy razem przez 2018 rok. Miesiąc po miesiącu przekładałam strony starego, też ładnego, trafiałam na znaną mi od lat datę urodzin. Na inne znaczące dni, dołożone przez lata: pierwszy dzień w szkole, matura, obrona pracy magisterskiej, ślub, spotkania autorskie "Księżyca myśliwych". I na wszystkie upierające się przy egzaltacji dni, takie jak Wigilia, Święto Pracy, Sylwester.  Inne daty - któryś czerwca czy października - w poczuciu niższości takiego szczęścia nie mają, no chyba, że trafi im się niedziela. Albo dzień czekolady.

     Mijałam, musiałam mijać tę drugą, obok narodzin, najważniejszą datę - pożegnania się ze światem. Nosimy ją w sobie a nie znamy, kroczymy przez życie niepełni. Wypadnie w któryś chełpiący się światełkami, muzyką, blichtrem, zalany słońcem dzień, czy w szary, zapracowany, dobrze, jeśli pamiętny z wizyty u dentysty, dzień. Plażowy czwartek lipca lub zabiegany początek marca. Nałoży się na już znany, szczególny, czy nagle w dawno zapomnianym zabije w dzwony, których już nie usłyszę. Doświadcza nas jakoś, daje znak, wywołuje nieuzasadniony niepokój, dziwną tęsknotę, czy zatarty znika niepostrzeżenie.

Marginesy

Marginesy

                     Kalendarz Wydawnictwa Marginesy.

Sztuka Wyboru

     Pomysł mierzenia czasu, a więc czegoś nie dającego się ani zobaczyć, ani dotknąć, jest jednym z najdowcipniejszych, na jakie człowiek wpadł. Zegar w papieskim pałacu w Castel Gandolfo do dziś jeszcze w południe wskazuje szóstą. Bo w starożytności grecko-rzymskiej godziny, dzienne latem dłuższe, zimą krótsze, zaczynano liczyć od wschodu słońca. A rachuba dni w miesiącu? Nie wiemy, komu zawdzięczamy dzisiejszy sposób liczenia od pierwszego do ostatniego dnia miesiąca. Rzymianie robili to inaczej, 25 listopada na przykład nazywał się u nich: "siódmy dzień przed Kalendami grudnia". Kalendy, idy, nony, Nowy Rok w różne dni zależne od przyjętego kalendarza. A gdyby tak zmieniać kalendarze, skakać po nich, po datach, latach księżycowych bądź słonecznych, bo nie ma jednego kalendarza światowego przyjętego przez ONZ. I uciekać, uciekać.

     Są sobie trzy dziewczyny z gór, z osiedla niedaleko bledu Marhni i mają na imię Utka, Mimuna i Ajsza. Większość dziewczyn z gór przyjeżdża do Algieru, Tunisu, tutaj, żeby zarobić pieniądze, ale te dziewczyny chcą czegoś więcej. Pragną wypić herbatę na Saharze. (...) po cichu oddalają się od karawany z tacą, czajnikiem i szklankami. Będą szukać najwyższej wydmy, aby zobaczyć całą Saharę. Tam zaparzą herbatę. Idą długi czas. Utka mówi: "Widzę wysoką wydmę". Wspinają się na wierzcholek. Potem Mimuna mówi: "Widzę tam wydmę, stamtąd będzie widok aż po In Salah". Kiedy znajdują się na jej szczycie, Ajsza mówi: "Patrzcie! Tamta wydma jest najwyższa. Na pewno widać z niej Tamanrasset". Słońce wzeszło, a one nadal szły. W południe zrobiło im się bardzo gorąco. Doszły jednak pod wydmę, a potem wspinały się na nią i wspinały. Gdy weszły na wierzchołek, były bardzo zmęczone. Postawiły na piasku tacę, czajnik i szklanki. Potem położyły się i zasnęły. (...) Wiele dni później jechała inna karawana i ktoś coś zauważył na szczycie najwyższej wydmy. Kiedy poszli zobaczyć, znaleźli Utkę, Mimunę i Ajszę. Dalej leżały tak samo jak wtedy, gdy poszły spać. A wszystkie trzy szklanki były pełne piasku.

Paul Bowles, "Pod osłoną nieba", tłum. Tomasz Bieroń, Świat Książki, Warszawa 2015, str. 41.

Willy Ronis

          Fot. Willy Ronis, Cafe de Bidule.

     Życzmy sobie szczęśliwej wędrówki przez nowy rok, spełnienia marzeń i wielu marzeń do spełniania, obiecujących widoków, dobrych wyborów i zawsze w porę wypitej herbaty. Do siego roku!

 

    

    

 

poniedziałek, 01 stycznia 2018, julitczka

Polecane wpisy

  • Tsundoku*

    Jul /.../ co było marzone, to już raczej nie. zasypiamy głodni, budzimy się z trwogą. nowe wersje końca podgrzewają grę: /.../ Julia Fiedorczuk, Psalm XIII, Psa

  • Samograj

    Jul Frycek, bo tak go odtąd nazywano, został. Pracował jako parobek u Sztulmowskiego, choć uporczywie milczał. Wykonywał polecenia, więc rozumiał, ale nie odzy

  • Ledwo fastrygą

    Jul Tom zerknął na nas, aby sprawdzić, jak przyjmujemy wyjaśnienia Gatsby'ego. Wszyscy popatrzyliśmy na tego ostatniego, oczekując, że powie nam coś bliższego

Komentarze
2018/01/01 03:50:17
Widoki na gwoździu.
Tytuł wpisu przywołał wspomnienie opowieści jak to Cygan ugotował zupę na gwoździu.
Szukałem więc we wpisie receptury, jak to za dawnych lat bywało gdy grono Panien spotykało się nad książką, ale zawsze w tle było pytanie: jak ugotować kurę...
Nie znalazłem przepisu. Choćby tylko przepisu jak ugotować herbatę na szczycie saharyjskiej wydmy. A przecież właśnie to miały na celu Utka, Mimuna i Ajsza.
W szklankach znaleziono tylko piasek. Bardzo przygnębiające. Jedyne wytłumaczenie, to że książkę napisał mężczyzna.
NIc dziwnego, że podpis pod ostatnim zdjęciem: Cafe de Bidule - spolszczyłem na Kawiarnia Bidula.
Czyżby więc na rok 2018 pozostał mi tylko gwóźdź????
Życzę Ci Julitczko, a również i sobie, żebyśmy, podobnie jak cygan w starej opowieści, w tym roku znaleźli wokół siebie wiele smaku, aromatu, bogactwa, które zawsze wokół nas było, jest i będzie - tylko od nas zależy czy je znajdziemy. A więc znajdźmy!
-
2018/01/03 00:57:17
Bosski komentarz, Pharlapie, dziękuję. Dni możemy uzupełniać, jak Cygan zupę, nie trzymać się tego, co oferują.