Rozmowy wśród przyjaciół
Blog > Komentarze do wpisu

Klucz do zacierki

Julita Bielak     Jul

(Przyszło dziś do mnie dzieciństwo w niedoścignioność się rozwłóczyć)
Były kiedyś szuflady pełne babcinych kluczy -
zardzewiałych i lśniących -
grubych i cienkich - -
można było wygwizdać na nich różne piosenki
[...]
A potem znalazłam drzwi do kluczy, które się pogubiło,
bo każda godzina życia miała ciężki zamek,
a każdy dzień miał swą niedomniętą zawiłość -
zagubiły się gdzieś pęki
czarodziejskich kluczy,
na których gwizdałam naiwne piosenki -
malutkie rzewne pieśni - -

Zuzanna Ginczanka, Przyszło, fragm. 1/

Julita Bielak

                              Babcia Maria, Warszawa 1919, z archiwum rodzinnego

     Parę razy do roku przyjeżdżała do nas z Warszawy babcia Maria. Witałam ją na dworcu, odbierałam z rąk pudło pączków od Bliklego i ciężką torbę. Z niedomkniętej wystawały korki, babcia przywoziła dwie, trzy butelki z winem. Robiła je sama z winogron, smak poznałabym wśród dziesiątek kosztowanych win. Najbliżej było mu do samorodnego tokaju. Czyli szamorodniego, bo jak się okazuje Węgrzy przejęli polskie słowo. W dawnej Polsce kupcy wpadli na pomysł omijania żmudnego i czasochłonnego procesu dojrzewania wina w dębowych beczkach. Powstawało na wozach, gdy moszcz fermentował w czasie transportu, tak wyglądała krótka lekcja równowagi popytu i podaży, bo tokaj cieszył się niezwykłym powodzeniem. Stąd też tokaj nazwano samorodnym. /.../ i poszliśmy do takiej kawiarenki na tyłach kina "Praha". Napotkaliśmy tam likier "Róża", który kiedyś był bułgarski, a teraz jest polski, co mnie bardzo interesowało. Raczyliśmy się tym likierem do zmierzchu i upiliśmy się jak koty. Ktokolwiek się chciał przysiąść po kinie czy z dzieckiem, to mówiłam: "Bardzo przepraszam, tu się mówi po węgiersku". 2/

Rachel Grant

GD Leslie

     W domu seniorka rodu, a przyjeżdżała zawsze na krótko i uciekała do swojej ukochanej Warszawy, obejmowała królowanie w kuchni, doskonale gotowała. Malowniczo, od rana coś się działo, pachniało, dymiło. Na małych talerzykach, w miseczkach i w miskach porozstawianych na blacie, w każdej było coś: przyprawy, natka pietruszki, cebulka podsmażana, palona oraz surowa, czosnek, klarowane masło, skwarki, fasola w wodzie, mak w mleku, posiekany tasakiem do imentu szpinak, kula twardego ciasta na zacierki. Nawet musztardzie się dostawało, bywała dosmaczana. Gdy babcia nie gotowała, to szyła, maniakalnie kupowała materiały. Albo czarowała szydełkiem i kordonkiem, powstawały firanki, rękawiczki, serwety. Dużo czytała, namiętnie oglądała filmy wchodzące na ekrany, jednym słowem była kreatywna, zdolna, ciekawa świata i zawsze zajęta.

z sieci

     To u niej na wakacjach nauczyłam się czytać. I jeśli mignie mi w pamięci babciny obrazek, ten z łyżką tranu przemilczę, to związany ze wspólnym działaniem, wyprawą do kina, odrabianiem zadanych mi w szkole lekcji. Przesuwam kadr po kadrze, nie nakręciłam z nią ani jednej statycznej sceny, zawsze się porusza. Nie, wcale nie była babcią dobrotliwą, do dzisiaj przeszywa mnie dreszcz niepokoju, gdy słyszę słowo "udarenje". Czytałam na głos rosyjskie wiersze, a babcia uderzała linijką o brzeg stołu, chyba się bałam. Ale to było nasze, wspólne, twórcze, wzbogacające rodzinne powinowactwo. Bo każdy związek, aby trwał lub silnie zapadł w pamięć, musi być na bieżąco czymś karmiony albo aktualizowany. Nie może wisieć w oparach sentymentu, pomadowany jedynie relacjami co u mnie, co u ciebie.

odnoszę wrażenie
że długotrwały związek międzyludzki
nie opiera się na stronie biernej:
„być sobie pisanym”

w grę musi wchodzić
czynne i codzienne
„pisanie się sobie” nawzajem
nawet wtedy
gdy boli ręka

szczególnie wtedy

*

Bartłomiej Jobczyk, Pisanie się. 3/
 
Julita Bielak
    
                          Niedziela podmiejska, babcia Maria i mama Zofia, z archiwum rodzinnego.
     Przeczytałam kiedyś w bardzo dobrej biografii Jerzego Nowosielskiego "Nietoperz w świątyni" autorstwa Krystyny Czerni anegdotę-wspomnienie jednego ze studentów Profesora: "Namalowałem raz muzyków(...), wyszła trochę dzika kompozycja, takie malarstwo rock 'and 'rollowe. On tylko popatrzył i mówi - Pan taki nie jest, niech pan tak nie maluje, pan taki nie jest". Pani taka, Jul, nie jest, niech pani tak nie pisze, pani taka nie jest, niech pani ciekawie pisze, a przynajmniej wesoło. Ba. Pewien uczony wspomina: "Uwolniwszy się od wszystkich myśli nad moim zadaniem, żwawo szedłem ulicą, kiedy nagle w miejscu, które pamiętam do dzisiaj, niespodziewanie, jak piorun z jasnego nieba, wpadła mi do głowy pewna koncepcja - tak wyraźnie i dobitnie, jakby mi ktoś głośno krzyknął". 4/
     Pytanie, jak okiełznać intuicję, ominąć bruzdę i skoczyć w horyzont, trudna sprawa. Intuicja jest tworem podświadomości, mózg analizuje problem, szuka podobnego przeżycia nawet wtedy, kiedy świadome myślenie przestało się nim zajmować. Umysł podświadomie prowadzi dalej badania i nagle znajduje interesujące skojarzenie. Wtedy nowa koncepcja dociera do myślenia świadomego, budzi emocjonalną reakcję. Albo nie. I nitka kordonku w dzikim chaosie pozostaje niewprzągnięta w następne oczko. Więc nie śpisz kolejną noc, pozorujesz dzień, bo wciąż szukasz, czy o tym wiesz, czy nie.
Jeśli taki jestem Ci potrzebny, Panie…
Jeśli taki właśnie jestem Ci potrzebny?

Adolf Rudnicki
 
Joanna Lech
 
          Lizbona, fotografia znaleziona u Joanny Lech
 
2/ Agnieszka Osiecka, Biała bluzka, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 1988, str. 62
3/ z sieci 
4/ Władysław Kopaliński, Trzeci kot w worku czyli rozmaitości świata, KAW, Warszawa, 1982. 
Reprodukcje - Rachel Grant oraz George Dunlop Leslie.            

 

środa, 17 stycznia 2018, julitczka

Polecane wpisy