Rozmowy wśród przyjaciół
Blog > Komentarze do wpisu

Wśród zmór i ludzi

julita   Jul

     "To był bezkompromisowy artysta. Taki trochę młodopolski, dziwny, wspaniały, awangardowy, który żyje sztuką". - Zygmunt Konieczny, kompozytor związany z Piwnicą pod Baranami, Inni o Wiesławie Dymnym.

julitajulita    

     Biografię Wiesława Dymnego podarowała mi pani Dorota. Książkę mogłam wówczas wybrać spośród zeszłorocznych nowości ZNAKu, wybór był trudny. I nie, bo postać Dymnego i aura Piwnicy pod Baranami fascynowały mnie od dawna. W latach sześćdziesiątych w wakacje rozbijano w Sopocie, najpierw naprzeciwko Grand Hotelu, potem przy Haffnera, wielki namiot. Nazywano go Teatrem Letnim, dobra scena na lato dla stołecznych, i nie tylko, artystów. Chodziłam na wszystkie przedstawienia, na występy kabaretów, koncerty. Tu widziałam spektakl Piwnicy pod Baranami. Odkryłam poetyczny a zarazem groteskowy, rodem z Gargantui i Pantagruela Franciszka Rabelais'go, świat Dymnego. Lat miałam, siedemnaście? Może.

julita

     Na zimowe ferie siostra z mężem zabrali mnie do Zakopanego. Baśka i Mietek zawsze skupiali wokół siebie liczne grono znajomych i przyjaciół, a także ludzi przypadkowych, acz arcyciekawych. Któregoś dnia do ich pokoju hotelowego zawitał Wiesław Dymny, zamarłam. Przyszedł z dziewczyną, ładną, krótko obcięte blond włosy, na bardzo biało pomalowane paznokcie. Dymny ułożył się na dywanie, nic nie mówił. Mówił milczeniem. Nawet nie wiem, na co patrzył. Na nic, w głąb siebie. 

     "Wiesiek za dużo nie mówił. Nie zwierzał się, nie oblepiał się przyjaciółmi". - Jerzy Cnota, przyjaciel Dymnego, aktor.

     W pewnym momencie do pokoju weszły przepiękne dziewczyny, elegancko ubrane, pewne siebie. Modelki z Cory. Stanęły nad Dymnym, wyciągnęły dłonie na powitanie. - Dzisiaj z nikim się nie poznaję - usłyszały. Cios. I mój cichy zachwyt z kąta pokoju.

wojciech wiernicki

Fot. Andrzej Wiernicki

     "- Cześć kumie, a gdzie wy się ubierota? - A u Diora. - Godocie - a wyglądacie jak jaki syberyjski łachmyta". Z "rozmówek" wzorowanych na chłopskich, prowadzonych z Krzysztofem Litwinem, str. 219.

julita

     Na studiach ktoś podarował mi genialny, wydany w niskim nakładzie z okazji jubileuszu 10-lecia istnienia Piwnicy,  album. Zawierał sporo tekstów Dymnego, fotografie, nuty. Obnosiłam się z książką, prawie nie rozstawałam. Ktoś potem ją ode mnie pożyczył, nie oddał. Teraz stale towarzyszy mi biografia, fantastyczna, rzetelna, elegancka, przedstawiająca życie Dymnego przez pryzmat jego artystycznych dokonań. Kartkuję kolejny raz, nie kończę, oglądam zdjęcia, czytam, nucę "Opuszczony dom". "Ulica wściekła, ulica zła" śpiewała Ewa Sadowska.

wojciech plewiński

Fot. Wojciech Plewiński

     Od dawna chciałam napisać o Dymnym w Altanie. Rozpędzałam się i ... bach!, stawałam. Bo jak zmierzyć się ze "światem jak wieczność, w której życie rozpala się na krótko, jak złudzenie". Z zagadkową siłą. W sieci znalazłam wiersz, słowa piosenki, tak ładnie się zaczyna - jak moje ongiś marzenie. Zmęczonym - poprzez "Siedem jest bestii moich" - wędrowcem kończy.

    To było tam na dole
Gdzie w dymie od pokoleń
O Wielkiej Sztuki rolę
Straszliwy kipi spór

On przyszedł przed północą
Kiedy się diabły kocą
I właśnie z ich pomocą
przytaszczył bestii wór

A bestie jak to bestie
Dziwne głosiły kwestie
Nieczułe na sugestie
By przegnać pustki czad

Wszystkie żłopały wódkę
Z natychmiastowym skutkiem
Jak gdyby strach przed jutrem
Wypiął włochaty zad

Zjawiła się panienka
W talii bezczelnie giętka
Króciutka jej sukienka
Zastanowiła nas

Nadleciał Czarny Anioł
Z uwagą spojrzał na nią
I nagle tuż pod ścianą
Dwuznaczny wyrósł las

Potem przylazły koty
Dźwigając w łapach młoty
Gotowe do roboty
Która im była w smak

Jeden zamruczał – hopla
Zrobimy aeroplan
Starczy fantazji kropla
By się zabawić tak

Zaś Szajbus dynamiczny
Wyraźnie obsceniczny
Uderzył w ton tragiczny
Tłukąc kieliszki dwa

Bełkotał że na wieży
Wisielec małoświeży
Dla stada nietoperzy
Na saksofonie gra

Wszystko się zakręciło
Nienawiść smutek miłość
Czy tak naprawdę było
Tego dziś nie wie nikt

Wśród tylu zmór i ludzi
Niełatwo się obudzić
Lecz po co tak się trudzić
Gdy rozum smacznie śpi

On wstał by coś powiedzieć
Więc lepiej było siedzieć
Cichutko jak te śledzie
Aby nie wkurzył się

Spojrzał nam prosto w oczy
I wtedy nas zaskoczył
Tym co w pamięci mroczy
Jak niewyraźny sen

Słońce wschodzi raz na dzień tylko raz
Tylko raz wygasza ognie bladych gwiazd
Ja zmęczony wędrowiec żegnam was
Słońce wschodzi raz na dzień tylko raz

Leszek Wójtowicz, Noc cytatów.

julita

    

    

    

 

środa, 12 lipca 2017, julitczka

Polecane wpisy

Komentarze
2017/07/13 02:41:49
Teatr Letni w Sopocie.
Ja pamietam go z roku 1956. Wystawili wtedy wspomnienia kabaretu Qui Pro Quo. Według mnie konferansjerem był weteran kabaretu Kazimierz Krukowski. Według wikipedii przebywał wtedy jeszcze na emigracji,
Coraz częściej moja pamięć przeczy publikowanym faktom.
Tym gorzej dla publikatorów.
-
2017/07/14 00:37:33
Jak miło, Pharlapie, wzruszyłeś mnie. Krukowski, powiadasz, mógł to być Kazimierz Rudzki. W domu była książka Kazimierza Krukowskiego "Moja Warszawka", wspomnienia zaś o Kazimierzu Rudzkim zabieram ze sobą z mieszkania do mieszkania. Była też książka o Qui Pro Quo - ojciec bywał na spektaklach, a z płyt, co pamiętają moje koleżanki, brzmiały piosenki Hanki Ordonówny. Ojciec słuchał przechadzając się po pokoju z rękoma założonymi do tyłu. Taka to historia.