Rozmowy wśród przyjaciół
Blog > Komentarze do wpisu

Tu nie ma co stać

jb     Jul

     Zapanowało na tyle kapryśne lato, że - gdzie tylko się da - szukam pogody i uśmiechu. - Miałam sześć lat i poszłyśmy z mamą zwiedzać groby wielkanocne. W kościele wśród paprotek leży na zielono podświetlona figura Pana Jezusa, jakaś babcia klęczy i chlipie. Po cichu podchodzimy do tej gipsowej postaci naturalnej wielkości, a nagle ja na cały kościół wrzeszczę: 'Tu nie ma co stać, tu trzeba pogotowie wzywać!' - opowiedziała kiedyś w Wysokich obcasach Katarzyna Lengren. Tu nie ma co stać, tu trzeba w deszczu tańczyć! Przyglądam się "Rozmowom przy stole" autorstwa Jerzego Bralczyka, Katarzyny Lengren i Jacka Wasilewskiego.

jb

     Dostawiłabym do książek o jedzeniu, które już mam, czasami zajrzała. Jako "zamiast", bo więcej o potrawach mogę czytać, niż się nimi - z dietą "lilak" (bez cukru, bez fruktozy, bez glutenu, bez, bez, bez...) - delektować. Książki kucharskie w ostatnich dwóch przeprowadzkach przepadły, musiałam dokonać wyboru i ścieśnić bibliotekę. "Piąty smak" Łukasza Modelskiego i "Przez kuchnię i od frontu" Miry Michałowskiej zabrałam, cenię opowieści i rytuały jedzeniowe. Jedzenie smakuje lepiej, chwilę obejmuje we władanie szczególne znaczenie.  Nabiera jakości, zapisuje się w pamięci jako prowadząca do czegoś ważnego, a nie tylko zaspokojenia głodu.

jb

     I choć w literaturze niewiele jest przykładów na to, co bohaterowie jedli, gdy kochali, porzucali, przyjeżdżali, odchodzili, rozważali, płakali, to staram się wyczytać menu. Co okazuje się trudne lub wręcz niemożliwe. Trafiam na wyszczególnienie motywów i tematów twórczości tego czy tamtego autora, znajduję obyczaje, miłość, morderstwo, zemstę, sprawiedliwość, władzę, narkotyki, strach, karę, ideały, szczęście, tajemnicę, cierpienie, nawet głupotę i wiatr, jest calvadosu cierpki smak - jedzenie milczy, nie ma. Lub pojawia się nader rzadko, wyjątek potwierdza regułę. O rurkach z kremem u Hrabala już pisałam, "Cebulę" Wisławy Szymborskiej każdy zna, jada się w "Smacznym życiu Charlotte Lavigne" Natalie Roy, instrumentalnie pije się w "Na wspak" Joris-Karla Huysmansa, , wybija takt kością indyka w "Straszykoniu w różanych sidłach" Friedricha Josefa Franza Rittera von Herzmanovsky-Orlando, uff, jedzenie pojawia się na kartach "Mapy i terytorium" Michela Houellebecq'a. 

jb Wbrew nastawieniu, podarowana mi przez Katarzynę "Autobiografia Alicji B. Toklas" pióra Getrudy Stein, przepisów ani doniesień o potrawach nie zawiera. Prowadzi za to przez galerię portretów Paryża z początku ubiegłego wieku, przez samo miasto, przez ludzi, relacje z rozmów, sprawy i zdarzenia. Gertruda czasami przyznawała się, że nie ma pojęcia o gotowaniu. - Ale krytykować potrawy potrafię - mawiała. - Krytykować nie jest trudno. W końcu Alicja nie umie pisać, a moje utwory ocenić umie i doskonale poddaje je krytyce. Alicja rzeczywiście poddawała utwory Gertrudy krytyce, ale entuzjastycznej. Kierowała się żelazną zasadą Ernesta Hemingwaya, według której artyście niepotrzebna jest krytyka ujemna, należy go zawsze chwalić. Pochwały dodają mu skrzydeł, nagany spychają na dno piekieł. Smaczna gawęda.

     jb Jak wszystkie równie smaczne rozmowy w "Piątym smaku" pełnym ciekawych przepisów na uciechy stołu. Wybrałam Gyutataki: 500 g wołowiny lub rostbefu, 150 ml sosu sojowego, 2 łyżki miodu, kilka ząbków czosnku, czarny pieprz, kilka gałązek kolendry. Wołowinę oczyść, przypraw świeżo zmielonym pieprzem, obsmaż krótko na patelni grillowej. Zmieszaj sos sojowy z miodem w pokrojonym w plasterki czosnkiem. Włóż mięso do marynaty i odstaw na godzinę do lodówki. Gyu podawaj pokrojone w cieniutkie plasterki z drobno posiekaną świeżą kolendrą. To moje signature dish - danie, które o mnie opowiada, sumuje ładnie Grzegorz Łapanowski.

     Przy stole, obok Ziny, siedział jego kolega służbowy, nauczyciel francuskiego, Tremblant. Przed Pustiakowem postawiono talerz z zupą. Wziął lewą ręką łyżkę, ale przypomniawszy sobie, że lewą ręką nie wypada jeść w przyzwoitym towarzystwie, wymówił się, że już jadł obiad i że mu się jeść nie chce. — Ja już jadłem… Merci… —wybełkotał —Byłem z wizytą u wuja Jelejewa i ten mnie namówił… tego… zjeść obiad. Duszę Pustiakowa ogarnął smutek żałosny i wściekły gniew: od zupy rozchodził się ponętny zapach, a nad jesiotrem unosiła się niezwykle apetyczna para.

Antoni Czechow, "Order" i fragment, który w niedosycie pięknie o Mistrzu opowiada.

Andrey Tarkovsky

          Fot. Andrei Tarkovsky

     Dlaczego omijam "W podróży" Sandora Marai i jego kunszt deziluzji przenikliwych opisów Paryża, Londynu, Wenecji? Nie wiem. Bo wolę wierzyć w zachwyt kolorytem wrażeń, zmysłów, urody i zapachów? Być może, to o mnie opowiada. Poczytam do poduszki "Kubusia Fatalistę i jego pana" Diderota, dzisiaj przyniosłam, to też o mnie opowiada. "Napisane jest na górze, że póki Kubuś będzie żył, póki jego pan będzie żył, a nawet skoro obaj pomrą, jeszcze będzie się mówiło "Kubuś i jego pan".

 

    

 

 

 

czwartek, 29 czerwca 2017, julitczka

Polecane wpisy