Rozmowy wśród przyjaciół
Blog > Komentarze do wpisu

Od okna do okna

jb     Jul

 

W ciemnych pokojach, w których moje dni mozolne         
przeżywam, ciągle chodzę od ściany do ściany,
próbując znaleźć okna. To będzie pociecha,
kiedy choć jedno okno wreszcie się otworzy.
Lecz żadnych okien nie ma albo ich nie umiem
znaleźć. I może lepiej, że ich nie znajduję.
Może światło okaże się nową tyranią.
Któż to wie, jakie rzeczy nieznane odsłoni.

Konstandinos Kawafis, Okna, przełożył Zygmunt Kubiak.

Barbara Rozmierska

     Rozmawiamy ze sobą w myślach, wydajemy sobie polecenia, załóż, zrób, pospiesz się, taka mała schiza, czyż nie? Codzienność, przedmioty nazywam głosem mamy - chusteczkę chowam do kieszonki, w czajniczku jest wodziczka, zima zawsze jest zimochą, a lato - latkiem. Głosu ojca nie pamiętam, rzadko się odzywał. Głos siostry znam, mówiłyśmy tym samym. I choć to od ćwierć wieku niemożliwe, pojawia się przy mnie. Widuję jej cień w Sopocie, wszędzie tam, gdzie kiedyś mieszkała, przy Czyżewskiego jeszcze z pierwszym mężem, rzeźbiarzem. Na 23 Marca słyszę stukot jej szpilek, czuję zapach pachnącego groszku. Zawsze kupowała świeży bukiecik, gdy wracałyśmy z plaży. To tu niepostrzeżenie wytaczaliśmy z bratem z garażu Warszawę, żeby nocą pojeździć po mieście. Barbara i Mietek pewnie się domyślali, przymykali oko. A może nie.

     Świetnie się ubierała, miała ten zmysł, równie dobrze gotowała. Ze smakiem dbała o wystrój mieszkania, na brzydki abażur zarzucała szal z kordonku, sama zrobiła, tworzyła klimat.

BR

     Weszła przebrana w szary kostium, skromny, ale elegancki. Na głowie miała granatowy beret, na nogach półbuty ze świńskiej skóry. Wyglądała jak pensjonarka, dziewczyna z dobrego domu w parę dni po maturze, nie miała w sobie nic z dziewczyny spod znaku półświatka i północka. Szła pośpiesznym i rzeczowym krokiem osoby, która po godzinach urzędowych opuszcza miejsce pracy. Naciągnęła na palce granatowe rękawiczki z cienkiej skóry, uśmiechnęła się do mnie i wzięła mnie pod rękę: - Idziemy? - przedstawia Lidkę Stanisław Dygat w "Pożegnaniach". Opis przypomina mi - wyznawczyni trampka - Baśkę, nie dbałość o szczegóły, a nastrój. Pewnie dlatego książkę zabieram ze sobą do kolejnych domów. Stawiam obok "Francuski szyk", "Jak być glam", "Chanel",  zaglądam rzadziej. Jak do kucharskich, tych niedawno kupionych. Wystarczają mi "Gawędy o jedzeniu" Marii Iwaszkiewicz. Czytam: "kapuśniak gotować dwie godziny albo lepiej - dwa dni", kiwam głową. Kuchnia potrzebuje czasu, serca i składników, jak nie dasz, to nie masz. Tort makowy silnie migdałowy, nasączony mocną esencją herbacianą ze spirytusem, przełożony czekoladowym kremem i migdałami ozdobiony, aromatyczny rosół - cztery piąte w garnku czegoś, jedna piąta wody, schab pieczony z maleńkimi kartofelkami albo pyzami. Tak gotowała Baśka. Po raz kolejny kleję grzbiet książki taśmą.

     Różniło nas - co masz, to dasz, a pokój z łóżkiem i krzesłem, też może być domem - wszystko.

BR

     Zapisuję kolejny zeszyt, szkicuję sopockie ulice, wywołuję z pamięci tamtych ludzi: Ewę, Jurka, Adę, Jasia, Andrzeja. Baśka zagląda mi przez ramię. - Czy to wtedy Ewa przyleciała z Paryża? Przecież wiesz, mieszkaliście w jednym domu, najpierw przy Dąbrowskiego, potem przy Słowackiego, nawet na jednym piętrze. Spotkania towarzyskie, gdy zaczynały się u Jurka, to u was się kończyły. I na odwrót. Albo tutaj, spójrz tutaj - z kolejki wysiedli Cybulski i Kobiela, obaj, na znak sympatii dla klasy robotniczej, w kufajkach. Schodzili Monte Cassino w dół czy szli do akademika przy Kościuszki? Tu zaś cały fragment poświęcony Andrzejowi Cybulskiemu, ceniłaś go wyjątkowo. Jest i Grand Hotel, specjalnie oglądnęłam film dokumentalny Marcela Łozińskiego "Moje miejsce", wynotowałam uwagi. Czytasz?

     Nie odpowiada.

BR

     Włączam radio. ’Cos for twenty-four years I’ve been living next door to Alice - śpiewają Smokie, przywiozła ich płytę z Londynu, uwielbiała tę piosenkę. Tylko ja o tym wiedziałam, jak bardzo.

     Jej wnuczka ma na imię Alicja.

BR

- Czy nie mógłby pan mnie poinformować, którędy powinnam pójść? - mówiła dalej.
-To zależy w dużej mierze od tego, dokąd pragnęłabyś zajść - odparł Kot-Dziwak.
-Właściwie wszystko mi jedno.
-W takim razie również wszystko jedno, którędy pójdziesz.
-Chciałabym tylko dostać się dokądś - dodała Alicja w formie wyjaśnienia.
-Ach, na pewno tam się dostaniesz, jeśli tylko będziesz szła dość długo.
 Alicja nie znalazła na to odpowiedzi, zaczęła więc z innej beczki:
-A kto mieszka tutaj w okolicy?
-W tym kierunku mieszka Kapelusznik - rzekł Kot zataczając krąg prawą łapa, - A w tym (ten sam ruch lewą) - Szarak. Możesz odwiedzić któregoś z nich: obaj są zwariowani.
-Ale ja nie chciałabym mieć do czynienia z wariatami - rzekła Alicja.
-O, na to nie ma już rady - odparł Kot. - Wszyscy mamy tutaj bzika. Ja mam bzika, ty masz bzika.
-Skąd może pan wiedzieć, że ja mam bzika? - zapytała Alicja.
-Musisz mieć. Inaczej nie przyszłabyś tutaj.

Lewis Carrol, Alicja w krainie czarów.

     Baśka o tym nie wie, nie wie, że ma wnuki.

     Wie?

     Alicja kiedyś o niej opowie?

BR

("I wtedy zauważyłem brak przecinka...", opublikuję wpis, dopiero wtedy zobaczę błędy, jak zwykle).
 

    

    

    

 

poniedziałek, 06 marca 2017, julitczka

Polecane wpisy

Komentarze
2017/03/06 07:43:27
Ładne kompilacje. Nastrój działa, ale w sensie trudno się połapać, nieuchwytny.
-
2017/03/06 16:13:08
Jak przemijanie. Jak nasze przekonanie, że znamy bliską nam osobę. Jak to, że znamy siebie. Dziękuję za celne spostrzeżenie, doceniam.
-
2017/03/15 17:38:21
Dobry blog i ciekawy wpis - dodaje do ulubionych!