Rozmowy wśród przyjaciół
Blog > Komentarze do wpisu

Wizyta na wyspie Sylt

Pharlap  Pharlap

Trzy tygodnie temu Księżyc Myśłiwych dotarł do Melbourne...

Księżyc na Fed Square

Przez ten czas zdążyłem przeczytać wiele pochlebnych recenzji na temat książki. Nie zaskoczyły mnie. Kattinkę i Juliczkę poznałem w blogosferze ponad 3 lata temu. Pisaliśmy wspólnie, nawet odbyliśmy kilka wspólnych wycieczek - po plaży i ulicach Sopotu, w centrum Melbourne, w Lizbonie. Przede wszystkim jednak czytałem ich wpisy - poetyckie, delikatne, nastrojowe. Nie zdziwiłem się, że nawiązały tak bliskie porozumienie, że zaowocowało. Napisały razem książkę. Napisały razem książkę? - zdziwiłem się.

Recenzje są bardzo pochlebne - nie zdziwiłem się. Większość z nich poświęca sporo uwagi oryginalnej genezie książki - powstała na odległość, utkana w globalnej sieci łączącej Lizbonę z Gdańskiem. Wymiana myśłi w listach. Z jednej strony wydaje mi się to oczywiste, z drugiej - czy z tego może powstać książka? - prawie niemożliwe. 

Czytam...

Nie potrafię analizować dzieła sztuki - książki, sztuki teatralnej, filmu, utworu muzycznego - odbieram je egoistycznie i subiektywnie. Jeśli chodzi o książki to albo w nich jestem, albo mnie nie ma.
Na osobnej półce leży kilkadziesiąt książek, w których znajduję sobie miejsce. Spoglądam na nie codziennie z pewną tęsknotą - już tak dawno nie byłem w Egipcie z biblijnym Józefem, z Hansem Castorpem w Davos, z Marlowem w Kongo, na dworze Piotra Wielkiego, lista jest dość długa.  

Rzeczywistość atakuje - powstaje tak wiele świetnych książek. Wydaje mi się, że współcześni autorzy książek piszą lepiej niż ich poprzednicy, ale to dla mnie nie wszystko - pozostaje pytanie: czy jest tam dla mnie miejsce?

Z recenzji dowiedziałem, że akcja książi rozgrywa się na wyspie Sylt. Zmroziło mnie. Na przełomie lat 1950/60 wyświetlano w Polsce film Urlop na wyspie Sylt - KLIK. Film o burmistrzu największego miasta na wyspie - Westerland - Heinzu Reinefahrt - kacie Powstania Warszawskiego. Kilkanaście lat później czytałem książkę Krzysztofa Kąkolewskiego - Co u pana słychać? - KLIK. Kulturalna rozmowa z kulturalnym Niemcem - w czasie wolnym gra na fortepianie utwory Mozarta i Beethovena. 
Kilka miesięcy temu znowu mnie zmroziło - w programie POLSAT News bardzo inteligetna i sympatyczna reporterka, pani Małgorzata Ziętkiewicz, zapowiedziała - proszę o uwagę, te informacje nie były nigdy publikowane - informacje o wojennej i cywilnej karierze H. Reinefahrta.
Nie były nigdy publikowane? Teraz mnie to nie dziwi. Piszę wspomnienia i często poszukuję informacji o wydarzeniach z lat 1950-80. Nie ma - czasy słusznie zapomniane.
Czy Kattinka i Juliczka wiedzą o Reinefahrcie? Na pewno wiedzą, ale poczułem się nieswojo - dlaczego na wyspie Sylt?
Od czasów lektury Robinsona Cruzoe jeśli w wyspa to tylko w tropikach. Kattinka narzekała na upały w Portugalii - marzyła żeby się przenieść na chłodną wyspę. Dlaczego na wyspę Sylt?

Spojrzałem na mapę...

 Sylt mapa

Dziwna w kształcie wyspa między Niemcami a Danią. Dziwna w kszałcie? Spojrzałem na mapę z właściwej dla mnie pozycji - od wschodu...

Sylt - meduza

Czy to wygląda jak wyspa? Raczej jak parząca meduza, albo jak trujący grzyb. Do tego ten haczyk po prawej stronie - wydało mi się, że kościsty palec zastukał w moje plecy.

Dlaczego na wyspie Sylt? Pora zajrzeć do książki...

Kobieta po przejściach, mężczyzna z przeszłością. Spokój, rezygnacja. Tak pewnie powinno być jesienią na wyspie nad Morzem Północnym.
Nagle list - pisze B do J - Wniosek? Na wyspie brakuje Dziewczyny.

Aż podskoczyłem. Umberto Echo napisał, że jedyną absolutnie pewną prawdą jest fikcja literacka. Autor jest bogiem-stwórcą , który o stworzonym przez siebie świecie wie absolutnie wszystko, niczego tam nie może brakować. A tu jakieś naradzanie się?
Być może to przyzwyczajenie do idei, że bóg jest mężczyzną - zaplanował na 6 dni i z niemiecką precyzją wykonał w terminie. A gdyby bóg był kobietą? Pewnie by się nieco spóźnił(a) a na pewno by się doradził(a) sąsiadki albo teściowej.

A więc w książce są cytowane listy.
Nie lubię zaglądać do cudzych listów. Jedynym wyjątkiem są Listy do pani Z, Kazimierza Brandysa. Bo też według mnie nie są to prawdziwe listy. Wprawdzie na początku autor się zastrzega, że: "Myśl, że mógłbym pisać dla siebie, napełnia mnie obrzydzeniem". I pisze, nie dla siebie, dla czytelników, ale listy pisane są chyba do siebie.

Otworzyłem książkę na chybił trafił:
"... był także pod moimi drzwiami, w starym domu (w Łodzi) na rogu Sienkiewicza i Przejazdu. - Pamiętam Twoją matkę - uśmiecha się - i konfitury ze śliwek. 
...'Niedźwiedzie na ulicach Krotoszyna' - kto tu zostawił dzisiejszą gazetę? Tytuł u dołu szpalty, a pod nim napisane, ze niedźwiedzie uciekły z klatki w cyrku. Jeden zaatakował przechodzącego księdza, milicja musiała do nich strzelać. Krotoszyn mógłby się obejść bez niedźwiedzi; niedźwiedzie, a pewnie nie ma księgarni. - Tak, pamiętam - mówię kładąc paczkę Virginii w odpowiednim miejscu szpalty - doskonale pamiętam smak tych konfitur" -  Kazimierz Brandys - Listy do pani Z, część II - 1959-60, list IV.

Juliczko - słowo harcerza - ta książka sama z własnej woli otworzyła się właśnie w tym miejscu, na informacji z bliskiego Twemu sercu Krotoszyna.

Teraz już z ciekawością czytałem kolejny list - "...pojawiła się Dziewczyna. W żółtej sukience i niebieskich trampkach."
No nie - jak można wybrać się jesienią w żółtej sukience na daleką wyspę z jakąś niejasną misją? I do tego w trampkach? W jasnej sukience i trampkach? Do tego niebieskich?
Oj ta dzisiejsza młodzież.
Żółty i niebieski mogą iść w parze, jak na szwedzkiej fladze, ale żeby niemiecka dziewczyna? Jedyne usprawiedliwienie jakie znalazłem to fascynacja autorek (i Dziewczyny) szwedzką kinematografią.

Szwedzka kinematografia i literatura. Znowu trudny kąsek do przełknięcia. Tak - Siódma pieczęć zrobiła na mnie duże wrażenie, ale to było głównie w kategorii grozy. Literatura - Cudowna podróż - Selmy Lagerloff - tak, tak.
W Księżycu Myśłiwych pojawia się brutalne przestępstwo - nasuwa mi się skojarzenie z Millenium Stiega Larssona - nie nie! Tylko nie to!

Gdzie ja teraz jestem?
Acha, na wyspie Sylt w towarzystwie osób, z którymi nie mam nic wspólnego, do tego w październiku. Bo tylko w październiku można mieć nad głową Księżyc Myśliwych (hunter's moon)...

Kziężyc Myśłiwych

Za dnia rozglądam się za jakimś punktem zaczepienia. Oczywiście - bar Johannesa. Jest! Punkt zaczepienia - Rose - Angielka - dżinsy, bury sweter, botki do kostek, niesznurowane. Ta dziewczyna przynajmniej wie jak się ubrać na wyspę Sylt. Bo innnych rzeczy raczej nie wie - boże, co za gapa.
Skąd ja ją znam? Nie wiem, ale wiem, że znam. Nareszcie czuję się w swoim żywiole. 

Tymczasem karty książki zaludniają się, zapominam trochę, że to książka, wydaje mi się, że słyszę rozmowy naszych znajomych. Znajduję więcej znanych mi osób. Jest i kilka nieznanych - patrzę na nie nieco podejrzliwie. Atrakcyjny mężczyzna, ale jakiś taki kręty i gładki, jak... wydra (otter), do tego nasmarowana oliwą. Stary, solidny Niemiec, który w wolnym czasie gra na fortepianie utwory Schuberta. Solidny Niemiec gra na fortepianie... to już było w tym wpisie - Heinz Reinefahrt - to nazwisko pojawia się wreszcie na kartach książki, oddycham z ulgą - autorki wiedzą to co ja. 

Wątek kryminalny - jest, ale tak jakoś na drugim planie. Zresztą w tej książce wszystko jest na drugim planie. Nie ma ostatecznych rozstrzygnięć, ani w wątkach sensacyjnych, ani w relacjach między bohaterami powieści. Przypomina mi się to co pisałem o autorze-bogu. Gdyby bóg był kobietą dał(a)by ludziom trochę luzu na ułożenie swoich spraw, na poznanie się, dogadanie. Najlepiej przy poisłku. Już słyszę tę krzątaninę w kuchni i  to niecierpliwe prychnięcie - puy - pewnie niesforna grzywka znowu spadła na oczy.

Wychodzę na plażę... 

... na wydmie bliskiej o krok
zawsze dalekiej
przyglądam się źdźbłu trawy
które pozbawione słońca
staje sie granatowe jak morze
w cieniach wieczoru... 

Katarzyna Krenz - Szukam Cię Morze- verde e azzuro.

Więc to już wieczór? Wydaje mi się, że słyszę muzykę, jazz. Pasuje do tej książki. Autorki zgrabnie żonglują czasem i kolejnością wydarzeń - jak w muzyce synkopowanej.
Krzysztof Komeda - Astigmatic - KLIK.
Astygmatyzm - nieostry, zniekształcony obraz. Tak właśnie widzę to co było i to co jest. Spoglądam teraz na wyspę Sylt z innej strony, od zachodu, tak jak mogła ją widzieć Angielka Rose...

 Kotwica

Teraz przypomina mi kotwicę. A ten palec, ten po lewej, tak niemiły gdy był po prawej stronie, wydaje się kiwać przyjażnie - przyjdź bliżej, przyjdź.

Chętnie będę tu zaglądał. Dziękuje Wam Kattinko i Juliczko.

niedziela, 06 grudnia 2015, pharlap

Polecane wpisy

Komentarze
2015/12/06 20:45:26
Pharlapie Drogi, to ja Kattinka, piszę z innego adresu, bo mam dość użerania się z logowaniem na bloxie, które mi wciąż nie wychodzi. A więc jestem, bo chciałabym powiedzieć: co za recenzja, jakże trafna i dociekliwa, dziękujemy! Najdziwniejsze i najwspanialsze jest to, że odgadłeś nasze zasadnicze wątpliwości co do miejsca akcji. Miała być wyspa. Chłodna i północna. Pojawił się Sylt, z jakiegoś powodu, nie pamiętamy dokładnie, ale czy to ważne? Czasem coś zagra, i już. Ale potem przeżyłyśmy moment rozterki, Sylt zgrzytnął gorzka prawdą - w związku z bezkarnym życiem "kata Warszawy". Postanowiłyśmy się wyprowadzić, przenieść na Gotlandię, na przykład. Ale... z powodu tegoż kata Warszawy zostałyśmy. Bo nikt o nim nie pamięta, niewielu wie czy słyszało. Poczucie obowiązku. potrzeba wysłania sygnału? Już wiemy, że tak należało, odbieramy sygnały. Podobnie rzecz miała się z morzem. Kryminały to dziś popularna forma literacka, nic nowego. Tyle że nam nie chodziło o samą intrygę, a właśnie - o morze, o którego obronie i ekologii wiele dziś się mówi, ale czy wiemy, jak to wygląda w rzeczywistości? Obie z Julitą mamy życiorysy, że użyję poetyckiej metafory, przepojone solą morską, nam naprawdę nam zależało. A w ogóle to byłą świetna rozgrywka intelektualna, namiastka dobrej partii szachów. jeszcze raz dziękuję, Pharlapie.
-
2015/12/06 21:27:26
Przepraszam za błędy i powtórzenia, blox się nagle od-obraził i zapisał moje słowa szybciej niż ja je skorygowałam. Ja to ma dopiero dwie lewe ręce do komputerów, eh.
-
2015/12/06 23:07:19
Padłam.
Ale mikołajek!
Pharlapie, cóż za niezwykły wpis! Nie dlatego, że księżycowy. Mądry, świetnie napisany, fakt goni prawdę. Podążam za Twoim tokiem myślenia, coraz to jestem zaskakiwana.
Takiej niespodzianki nie spodziewałam się, Mistrzu. Absolutnie.
Reasumując - musisz pisać książkę, zdecydowanie. Nie masz odwrotu!
Po drodze, jeśli będziesz akurat się wybierał na dwór Piotra Wielkiego, daj, proszę, sygnał. Zabiorę się z Tobą.
"Listy do pani Z" Kazimierza Brandysa stały w domu na półce. Ojciec zwrócił mi uwagę na cytowany fragment. Wtedy przyjęłam go jak sójka za morze: "i kuzyna z Krotoszyna", teraz przeżywam inaczej, głębiej.
Pharlapie, dziękuję za pięknego mikołajka, najpiękniejszego pod słońcem. Pod księżycem.
-
2015/12/07 03:28:16
Kattinko, Juliczko - dziękuje Wam bardzo za miłe słowa. Poczułem dużą ulgę, bo przyznam sie, że gdy wypuściłem ten wpis poczułem pewne obawy. Bo to nie jest recenzja, to nie jest o Waszej książce tylko o tym jak ja się do niej zabierałem - jak pies do jeża.
Pominąłem całkowicie temat ekologii, samotności, tragicznego rozstania, miłości i jeszcze wiele innych. O tym nie potrafie pisać, ale to do mnie trafiło - dlatego znalazłem sobie miejsce na tej wyspie, w tym barze, w Waszej książce.
Dziękuję Wam za te chwile razem, które nadal trwają.