Rozmowy wśród przyjaciół
Blog > Komentarze do wpisu

Bohdan Tomaszewski

Pharlap  Pharlap

Dowiedziałem się o tym dzisiaj rano.

Bohdan Tomaszewski - chyba właśnie jemu zawdzieczam zainteresowanie sportem.
Nie jestem pewien jak to się zaczęło, ale  na pewno Igrzyska Olimpijskie w Melbourne obserwowałem z zapartym tchem.

Obserwowałem? Przecież wtedy nie było jeszcze transmisji telewizyjnej.
Tak - obserwowałem.
Podczas olimpiady Przegląd Sportowy wychodził 5 razy tygodniowo a w nim reportaże trzech panów T - Tuszyński, Trojanowski, Tomaszewski.
To nie były reportaże, to były opowieści na miarę mitów greckich. Czytałem je z wypiekami na twarzy i zapamiętywałem w całości. Oczami wyobraźni oglądałem tych współczesnych herosów i ich szlachetne zmagania.
Bo też były szlachetne. W biegu na 3000m z przeszkodami późniejszy zwycięzca Anglik Chris Brasher potrącił Norwego Larsena i został zdyskwalifikowany. Gdy Larsen o tym usłyszał zgłosił się do komisji sędziowskiej i oświadczył, że nie żywi do Brashera żadnych pretensji i uważa, że należy mu się zwycięstwo. Sędziowie uznali jego argumenty. W rezultacie Larsen otrzymał brązowy medal. A przecież już miał srebrny w kieszeni.
W rzucie oszczepem większość zawodników używała oszczepów nowej konstrukcji, które w kapryśnym melbourneńskim wietrze zachowywały się bardzo dziwnie. Do ostatniej kolejki prowadził zdecydowanie Polak Sidło, który używał tradycyjnego oszczepu.
Widząc frustrację norweskiego oszczepnika Danielsena Sidło zaoferował mu swój oszczep. Danielsen skorzystał, pobił rekord świata, który należał do Sidły i zdobył złoty medal.

Zaraz, miało być o Bohdanie Tomaszewskim.
I jest. Przeszukałem dość gruntownie internet i nie znalazłem potwierdzenia tych faktów. Nie twierdzę, że ich nie było. Istotne dla mnie jest, że Bohdan Tomaszewski szukał w sporcie szlachetnej strony rywalizacji i starał się ją przekazać słuchaczom. To było dla niego ważniejsze niż suche wyniki.

Następną olimpiadę, w roku 1960, w Rzymie, oglądałem już w telewizorze. Chyba wtedy zacząłem tracić zainteresowanie sportem. Najwyraźniej tylko sport oglądany przez pryzmat wrażliwości Bohdana Tomaszewskiego był dla mnie interesujący. 

Olimpiada w Tokio (1964) to ostatnie igrzyska, które wzbudziły moje zainteresowanie. Pewnie dlatego, że ze względu na odległość i różnicę czasu bezpośredniej transmisjii telewizyjnej nie było.
Był za to Bohdan Tomaszewski.
Do dzisiaj pamiętam jego relację z finału biegu na 400m mężczyzn. W finale był jeden Polak, Andrzej Badeński. Pan Bohdan darzył tego biegacza o niewielkim wzroście lecz wielkim sercu specjalną sympatią.
To była niezwykła relacja. Strzał startera, Bohdan Tomaszewski woła dramatycznym głosem - Badeński. I potem nie podaje żadnych faktów tylko powtarza to jedno słowo - Badeński, Badeński, Badeński...  
To było lepsze niż wszelkie inne słowa. Tempo narracji, intonacja głosu oddawały w pełni to co działo się na bieżni.
Badeński, Badeński... to ostatni zakręt, Polak wyraźnie prowadzi. Nagle głos się załamuje, tempo narracji spada, następuje wymowna cisza. Już wiem co się stało. Nagranie tej relacji pewnie nie jest już dostępne, proszę obejrzeć ostatnie kilkanaście sekund biegu tutaj - KLIK. Andrzej Badeński, w białej koszulce, wychodzi pierwszy z ostatniego zakrętu... Badeński, Badeński!

Nie pamiętam żebym później słuchał jakichś transmisji z zawodów sportowych. Zapewne okoliczności nie sprzyjały. I dobrze. Wolę zachować w pamięci ten specyficzny głos, charakterystyczną intonację, pewnie w dzieciństwie pobierał lekcje francuskiego, kulturalną relację, która pozwalała wierzyć, że człowiek to istota szlachetna.

sobota, 28 lutego 2015, pharlap

Polecane wpisy

Komentarze
2015/03/01 12:11:59
Przed wyjazdem do Libii robilam przeglad starych fotografii, a byly ich cale sterty.
Segregowala je i rozkladalam na kupki. Pokazna kupka uzbierala sie zdjec z kortow tenisowych. Moi Rodzice grali w tenisa sportowo i amatorsko robili zdjecia. Wybralam wszystkie fotki na , ktorych byli Rodzice, ale jeszcze zostalo duzo. Co z tym zrobic?
Zadzwonilam do naszego kolegi znanego dziennikarza telewizyjnego. Przyszedl, popatrzal i powiedzial, ze zabierze i odda red. Bohdanowi Tomaszewskiemu, ktory wlasnie organizuje muzeum tenisa.
Po kilku dniach odezwal sie telefon, juz po pierwszym "Hallo" wiedzialam kto dzwoni.
Byl to red. Tomaszewski, ktory wylewnie dziekowal za nieoceniony dar w postaci starych zdjec o tematyce tenisowej. Bylam tak wzruszona, ze w mojej sluchawce odezwal sie Jego glos, ze z trudem sklecilam kilka zdan i odpowiedzialam na pytania dotyczace fotografii. Po rozmowie dlugo siedzialam ze sluchawka w rekach, wolno opadalo wzruszenie.
Wczorajsza wiadomosc o Jego smierci, byla niezwykle smutna. Odszedl jeszcze jeden filar naszej przeszlosci i nikt juz nie bedzie tak pieknie mowil jak On. Zal.
-
2015/03/01 19:03:03
piekne wspomnienia Pharlapie i zal ze odszdl wspanialy Czlowiek
-
2015/03/01 23:49:24
W czasach pełnych negacji i zaprzeczeń Bohdan Tomaszewski dawał mi wiarę w pasję, tak potrzebną człowiekowi.
-
2015/03/02 00:34:44
Piękna i wzruszająca opowieść, Pharlapie. Tacy ludzie jak Bohdan Tomaszewski byli dla nas mistrzami, wyznaczali miarę zachowań, uczyli - nie dlatego, że byli z zawodu nauczycielami, tylko dlatego, że sami mieli klasę.