Rozmowy wśród przyjaciół
Blog > Komentarze do wpisu

Last night of the Proms

Jedną z wymiernych korzyści zamieszkiwania w Australii jest możliwość wysłuchania w tutejszym radio transmisji z Promenade Concerts - Koncertów Promenadowych organizowanych co roku w Anglii. 

Koncerty promenadowe - tak to kiedyś bywało - ludzie szli na spacer do parku a tam przygrywała orkiestra. W Anglii było to bardzo popularne już od połowy XVIII wieku.
W 1895 roku angielski impresario Robert Newman wpadł na pomysł żeby zorganizować serię tanich, popularnych koncertów symfonicznych w sezonie letnim. Znając kaprysy angielskiej pogody zorganizował je w przestronnej sali Queens Hall w centrum Londynu.

Pierwszy dyrygent Promenade Concerts, Henry Woods, tak wyłożył swoją koncepcję;
"Zamierzam poprowadzić koncerty w celu przygotowania publiczności w łatwy sposób. Najpierw muzyka popularna stopniowo wznosząca się aż przygotujemy publiczność do odbioru muzyki klasycznej i nowoczesnej".

Wielka Brytania jest w tej szczęśłiwej sytuacji, że inicjatywy tego rodzaju moją szansę przetrwać wieki niezakłócone przez wojny i okupacje. Promenade Concerts przetrwały 120 lat i z roku na rok mają się coraz lepiej.

Podczas II Wojny Światowej, w maju 1941 roku, Queens Hall został zburzony przez niemieckie lotnictwo. Zanim nadeszło lato zdążono koncerty przenieść do Albert Hall gdzie rezydują do dzisiaj. Jednocześnie rozgłośnia radiowa BBC przejęła patronat nad imprezą. 

Od kilkunastu lat sezon koncertowy trwa 8 tygodni. W tym roku koncerty rozpoczęły się 18 lipca i zakończyły 13 września. W tym okresie odbyło się 76 koncertów.
Zgodnie z przewidywaniami Sir Henry Woodsa koncerty wychowały grono publiczności nie mieszczące się w wielkiej sali Albert Hall - ponad 5,000 miejsc. Kilkanaście koncertów odbywa się w innych salach. Prócz tego odbywają się koncerty w parkach i to nie tylko w Londynie (Hyde Park) ale również w Glasgow, Belfaście, Swansea, Bangor.
Organizatorzy starają się nie zważac na żelazne prarwa wolnego rynku i mimo niezwykłego popytu utrzymują stosunkowo niskie ceny biletów i wymyślają różne kruczki żeby uniknąć czarnego rynku i spekulacji. Na przyklad bilety można kupić na internecie, ale nie bezpośrednio lecz na zasadzie losowania. Bilet na miejsce stojące na ostatni koncert mogą zakupić osoby, które kupiły bilety na conajmniej 5 koncertów, ale i tak muszą odstać swoje w kolejce (a raczej odespać bo kolejka formuje się kilka dni wcześniej). 

A my w Australii, niby niepodległej, ale jednak podłegłej brytyjskiej królowej, możemy posłuchać wielu koncertów w naszym radio ABC. Chciałoby się powiedzieć - słodka to niewola.
Mam nadzieję, że pozostałe kraje wspólnoty brytyjskiej korzystają też z tego przywileju.

W 1956 roku w koncertach wystąpiła pierwsza orkiestra zagraniczna. Była nią Orkiestra Symfoniczna Radio Moskwa. W tym roku w koncertach wystąpiła nasza melbourneńska MSO.

Kulminacją serii jest oczywiście ostatni koncert - Last Night of the Proms. Na tę okazję usuwa się trochę krzeseł w sali koncertowej; w ich miejsce może się zmieścić tysiąc stojacych słuchaczy. Żeby tylko stojących - oni rytmicznie stają na palcach, podskakują (nierytmicznie), wymachuja flagami, rzucają confetti. Równolegle odbywaja się koncerty i bezpośrednie transmisje w parkach, w których bierze udział około 70 tysięcy osób.
Tak, tak, więcej niż na otwarciu misstrzostw świata w siatkówce a doping bardziej żywiołowy :)

Last night of the Proms prezentuje bardziej popularny program a kończy się trzema żelaznymi pozycjami:
- Edward Elgar - Pomp and Circumstances March No 1, przy akompaniamencie którego wykonywana jest pieśń Land of Hope i Glory śpiewana przez całą publiczność. To właśnie podczas wykonywania tego utworu słuchacze stają rytmicznie na palcach - zobaczcie koniecznie - KLIK, Zauważyłem kilka flag polskich na widowni :)
- Hymn Rule Britannia. Wykonawcy zakładają oryginalne stroje. Szczególnie imponująco wygladają kobiety ubrane w stroje rodem z oper Wagnera - KLIK. Jednak według mnie to nie jest pieśń na kobiecy głos. Męskie wykonanie tutaj - KLIK.
- Śpiewana przez całą publiczność pieśń Jerusalem , po której następuje hymn angielski - KLIK.

Impreza zakończona, ale ja jeszcze nucę Rule Britannia. Tekst pierwszej zwrotki poniżej:

When Britain first, at Heaven's command
Arose from out the azure main;
This was the charter of the land,
And guardian angels sang this strain:

Rule, Britannia! Britannia rule the waves:
Britons never will be slaves.

Pozwolilem sobie przetłumaczyć refren na polski:

Rządź Brytanio, panuj morskiej toni,
Brytyjczycy są i będą zawsze wolni.

Szkoda, że nie potrafiłem w tym tłumaczeniu zachować tych fal - rządź nam Brytanio na falach - radiowych.

PS1.  Częśto spotykam się z opinią, że nie warto chodzić na koncerty bo przecież można posłuchać muzyki z CD, w najlepszym wykonaniu, nagraną w idealnych warunkach.
Tak, ale według mnie bezpośredni kontakt z orkiestrą to dodatkowy wymiar. Bardzo lubię koncerty w wykonaniu naszej Akademii Muzycznej, jest w nich tyle entuzjazmu i spontaniczności. Do dzisiaj pamiętam warszawską premierę Pasju wg św Łukasza K. Pendereckiego. Przed rozpoczęciem utworu czuć było w powietrzu jakąś tremę, nerwowość orkiestry, która i mnie się udzieliła. Wydaje mi się, że dodało to słuchaczom wrażliwości tak potrzebnej do odbiotu tego działa. I odwrotnie - koncert orkiestry miasta Skopje występującej po trzęsieniu ziemi w roku 1963. Dość przeciętną orkiestrę prowadził jeden z najlepszych dyrygentów świata - Igor Markevitch, który na rok porzucil najlepsze orkiestty świata. Czuć było znużenie dyrygenta, jakąś bezradność z powodu ograniczeń technicznych orkiestry. A jednocześnie ogromny wysiłek orkiestry żeby przeskoczyć samych siebie. Czasami wydawało mi sie, że oni chcą się wydobyć z ruin zburzonego przez trzęsienie budynku.
I jeszcze jedna sprawa - publiczność. No właśnie, kaszlą, bija brawa w niewłaściwym miejscu. Szczególnie mnie cieszą te brawa. Tak jest! Tak mu się podobało, że nie mógł się powstrzymać. Czyż nie o to chodzi w sztuce?
A kasłanie... kiedyś podczas koncertu usłyszałem za sobą jakiś syk i jakby bulgotanie. Ktoś zasnął - pomyślałem - i obróciłem gniewnie głowę. Za mną siedzial starszy pan podłączony do butli z tlenem. Zauważyl moja reakcję i uśmiechnął się do mnie przepraszająco. Odwzajemniłem jego uśmiech już przez łzy a potem wyczekiwałem tego syku i miałem wrażenie, że do mnie też dopływa zwiększona dawka tlenu.
Tę ostatnią historię opowiadałem juz w tym samym towarzystwie 2 lata temu, ale chyba warta powtórzenia.

PS2. Szczegółowa informacja o imprezie znajduje się tutaj - KLIK. Uprzedzam, że niektóre fakty mogą nie zgadzać się z tym co napisałem powyżej - tym gorzej dla faktów.

sobota, 20 września 2014, pharlap
Tagi: muzyka

Polecane wpisy

Komentarze
2014/09/20 13:19:30
Takiej muzyki, której się na żywo słucha, nie da się z niczym porównać. Dla mnie zawsze najcenniejsze są te autentyczne, zatrzymane chwile, które później już się nie powtórzą. Co mi tam jakaś przesadna perfekcja wykonania, analizowana z matematyczną dokładnością przez co niektórych:)).
-
2014/09/20 15:52:53
Oto moje ulubione wykonanie Rule Britannia - śpiewa Margaret Rutherford, czyli filmowa Miss Marple w filmie Murder Ahoy! :) www.youtube.com/watch?v=RH14l9DIaro
-
2014/09/20 23:15:14
Wpis daje dużo dobrej energii. Jak i te koncerty, Pharlapie.
Zapamiętałam Twoją opowieść o nocnych koncertach, dla tych, którzy wybierają czas spędzony z muzyką. Wybierasz godzinę, umawiasz się i jedziesz wtedy, kiedy ten czas wydaje się odpowiedni. Nocne czy całodobowe, źle to brzmi, przecież to nie sklep, ale idea warta pochwały.
Ładny przekład, są fale.
Sopot, który znasz, z kurortu przemienił się w imprezownię, bo taką daje propozycję turystom. A gdyby tak zamienić styl wypoczynku z klubowo-striptizowego na spacerowy i symfonicznie koncertowy... Podobno coś jest na rzeczy, podobno władze miasta chcą zmienić wizerunek Sopotu, ech, puściłam mimo uszu, kasa misiu kasa.
-
2014/09/21 13:27:28
@Errata - zatrzymane chwile, które juz się nie powtórzą - dlatego są takie cenne - trafiłas w sedno.
@Danstarossa - świetne, prawie jakby śpewała sama Królowa :)
@Juliczka - w latach 50-tych w Sopocie grywała orkiestra w muszli koncertowej na lewo od molo. Może ta tradycja powróci.
-
2014/09/21 20:00:03
Pharlapie - świetna opowieść muzyczna z ilustracją. Tylko wydaje mi się, że publiczność nie staje rytmicznie na palcach, ale rytmicznie lekko przykuca, czy też ugina kolana, a potem prostuje nogi. W momencie rytmu oni się obniżają, a nie podwyższają.
Przyglądałam się i mam pewność. Co nie znaczy, że mogę się mylić :)
p.
-
2014/09/21 20:01:23
Przepraszam, miało być "Co nie znaczy, że nie mogę się mylić".
-
2014/09/22 09:23:43
@Powsinoga - jakie szczęście, ze wybrałem się na ten koncert. Wreszcie okazja by Cię spotkać:)
Przykucają? Co za ulga. Bo bałem się, ze od tego stawania na palcach dostane kurczu łydki, przykucac łatwiej.
-
2014/10/04 04:55:06
Ale ciekawy wpis! Dzięki! Jednak te kraje anglosaskie, ta tradycja, która jeśli krótka, to ma już ze sto lat, wspaniałe.