Rozmowy wśród przyjaciół
Blog > Komentarze do wpisu

Szatańskie wersety... na miarę supermarketu i fejsbuka

pharlap  Pharlap

Kilka dni temu wybuchła u nas burza w szklance wody, a raczej w puszce z fasolą.

Sieć superwmarketów Aldi zaczęła sprzedawać książki dla dzieci. Oczywiście nie mogło zabraknąć wśród nich książek Roalda Dahla. Jakiś gorliwy klient przestudiował książkę Revolting Rhymes - KLIK - na tyle starannie, że znalazł tam słowo "slut" - zdzira (w bajce o Kopciuszku). Swoje odkrycie ogłosił na fejsbuku i supermarket wycofał książkę ze sprzedaży - KLIK.

Dla mnie jest to okazja nieco się zrehabilitować za komentarz do wpisu O, horyzonty, w którym to komentarzu ujawniłem moją ignorancję w dziedzinie literatury szwedzkiej.
Fakt pozostaje faktem - czytałem jedynie książki Selmy Lagerlof. W zakamarkach pamięci znajduję jeszcze Axela Munthe, ale on kojarzy mi się raczej z Francją i Włochami.

Na pomoc wzywam więc Roalda Dahla - KLIK. Wprawdzie to nie Szwed tylko Norweg i to tylko z pochodzenia, ale jakiś związek jest. Z opowiadaniami Roalda Dahla zapoznałem się wiele, wiele lat temu dzięki Przekrojowi. Były to opowiadania zdecydowanie dla dorosłych, przewrotne, złośliwe, okrutne, dowcipne. Zdziwiłem się bardzo gdy w Australii odkryłem Roalda Dahla - autora książek dla dzieci.
Oczywiście kupiłem. Najpierw przeczytałem sam a potem niektóre z nich czytałem dzieciom. Teraz widzę je na półce z ksiązkami moich wnucząt. Feliks (10 lat) czyta samodzielnie ksiązkę Danny the Champion of the World.

Wrócę do Selmy Lagerlof. Jej książka Cudowna podróż - KLIK, to według mnie idealny wzorzec książki dla dzieci. Bajkowa przygoda połączona ze sporym ładunkiem wiedzy. Czytałem, że ksiązka powstała na zamówienie szwedzkiego Ministerstwa Edukacji jako pozycja, ktora miała uzupełniać program nauki geografii Szwecji. Gąsior Marcin ucieka z domowej zagrody ze stadem gęsi i razem z nimi przez cały rok lata nad Szwecją. Na grzbiecie niesie małego Nilsa Holgerssona, który chciał zatrzymać gąsiora, ale mu się nie udało. Przy okazji zahaczają nawet o skrawek Polski. To znaczy wtedy, rok 1907, było to niemieckie Pomorze. To jest wyjątkowo piękny i wzruszający rozdział a historia dobrze znana moim polskim rówieśnikom. Czy ktoś wie o co mi chodzi? Czy ktoś czytał?

Natomiast Roald Dahl? Wspomniałem, że swoim dzieciom czytałem tylko niektóre opowiadania. I prawdopodobnie nieco przerabiałem narrację. Roald Dahl się nie zmienił - przewrotny, złośłiwy, dowcipny, okrutny. To jest ciągle dobra literatura, ale... Dodatkowa sprawa to pozostawienie bohaterów książek samym sobie. Dorośli w ogóle, a rodzice w szczególności, przedstawieni są jako osoby głupie, w najlepszym przypadku śmieszne, prawie nigdy nie można liczyć na ich zrozumienie i pomoc. To samo zresztą znalazłem w popularnych filmach o Pippi Pończoszniczce.

Konkluzji nie będzie. Na temat afery w Aldi wypowiadają się krytycy literaccy, obrońcy wolnosci słowa, feministki, jezykoznawcy. Ktoś ogłosił bojkot sklepów Aldi, gdzieś znalazłem informacje, że Alsi wycofało sie z wycofywania książki. Jednym słowem cyrk sie kręci. I pewnie o to chodziło.

Spodobała mi się jedna wypowiedź - czy dziecko pójdzie samo do Aldi kupic sobie książkę? Raczej nie, kupią mu ją rodzice. Moja uwaga - dziecko samo to sobie włączy telewizor z programami dla dzieci pełnymi gwałtu i okrucieństw. Albo znajdzie na internecie bardzo nieodpowiednia stronę.Czy bedzie samo czytało wiersze - raczej nie - będą mu je czytać rodzice. No więc na nich spoczywa ostateczna odpowiedzialność jak potraktowac tę "zdzirę". 

No nareszcie ktoś zauważył, że rodzice jeszcze maja do odegrania jakąś rolę.

niedziela, 31 sierpnia 2014, pharlap
Tagi: Australia

Polecane wpisy

Komentarze
2014/08/31 21:38:52
Dziecko usłyszy "zdzirę" i inne słowa na ulicy, od innych klientów marketu, na placu zabaw. Słowa są, brzmią, chcemy czy nie chcemy. A Gąsiora Marcina na pewno zna Ewa Maria, no jak nie jak tak.
-
2014/09/01 06:30:42
Ciekawy wpis, Nic o sprawie slute nie wiedziałam, u nas się wszyscy ostatnio zajmowali koszulką szeryfa w sieci sklepów Zary, przypominającą stroje więźniów obozów koncentracyjnych. A co do pytania i sugestii Juliczki, że ja to wiem. Myślę, Juliczko, że masz rację, bo bardzo lubię Gąsiora Marcina i Nilsa Holgerssona. Bez zaglądania do książki zasugeruję, że pytanie autora o polsko-pomorsko-niemiecki fragment wędrówki Nilsa dotyczy zatopionego miasta Wineta, które tylko raz na rok wyłania się z morza. No i przypomnę, bo Selma tego nie robi, że Wineta to miasto słowiaśskie, mieszkali tam Weneci ci od Wenecji (podobno tam wywędrowali i założyli sobie miasto na błotach, bo tak było bezpiecznie), zwani też Wenedami, czyli ci o których pisze Słowacki w Lilli Wenedzie. Nota bene, ten Słowacki, kto go jeszcze czyta, a tam takie sceny z filmów fantasy!
-
2014/09/01 09:25:15
Bardzi się ucieszyłem EwoMario, że znasz i pamietasz gasiora Marcina. I to nawet nie będąc moja rówieśnicą. Tak jest, bocian, pan Klekot wysadził Nilsa na pustej plaży i zostawil go tam samego. To był właśnie ten dzień, gdy miasto wyłania sie z wód. Jak widać Nilsowi nie udało się uratować miasta, a wszystko z powodu mbraku jednego małego pieniążka. Fakty o Winiecie mozna znaleźć tutaj KLIK
Wracając do Roalda Dahla, to mój wnuk dzisiaj skończył czytać książkę Danny the Champion of the World i przybiegł do mnie bardzo wzruszony - Dziadzia, ta książka kończy sie najlepiej z wszystkich książek , które czytałem. Ostatnia strona jest taka dobra, że wystarczyłoby tylko ją przeczytać. To przeczytaj mi - poprosiłem. Na ostatniej stronie pisało - mój ojciec jest najcudowniejszym człowiekiem jakiego w życiu spotkałem.
-
2014/09/02 08:03:40
:-)
-
2014/09/03 01:14:41
"Cudowna podróż" była naprawdę cudowna, godzinami wyobrażałam sobie, że to mnie się przytrafiła taka wędrówka. Po latach przypomniałam sobie o książce, oglądając uroczy film, oparty na faktach, a opowiadający o takiej własnie cudownej podróży: pl.wikipedia.org/wiki/Droga_do_domu_(film_1996).