Rozmowy wśród przyjaciół
Blog > Komentarze do wpisu

W PARKU POD PLATANEM

 

     Juliczka

 

W materiałach do wpisu o Rafale Wojaczku, poecie wynajętego pokoju, znalazłam wzmiankę o spisanym przez niego życiorysie. Odręcznie, ołówkiem zapewne: "Urodziłem się w 1945 roku. Chodziłem do szkół, dorastałem w bibliotekach, na dworcach kolejowych, w domach cudzych i mniej cudzych, w barach lepszej i gorszej kategorii, w jeszcze innych miejscach. Pływałem po rzekach, jeziorach i po wielkiej wodzie. Udzielałem się Przygodzie (...)". Trudno i nudno jest pisać życiorys, może dlatego wymyślono CV.

Urodziłam się w województwie wielkopolskim, we Włoszakowicach (do 1918 r. Luschwitz), rodzinnej wsi Karola Kurpińskiego.

wloszakowicepl 

                         źródło: http://wloszakowice.pl

Państwo Kurpińscy pół roku przed narodzinami Karola sprowadzili się tu z Bukówca, by ojciec mógł pełnić funkcję organisty w tutejszym kościele. Dziadek mojego ojca był warszawskim organistą, a rodziców rzuciła po Warszawie ze Starachowic wojenna zawierucha. Również mieszkaliśmy krótko. I ta wieś, i te organy, to jedyne, co mnie łączy z uznanym kompozytorem przełomu klasycyzmu i romantyzmu. Twórcy wielu oper, jak choćby Krakowiaków i górali, pieśni z okresu powstania listopadowego o tematyce patriotycznej - Marszu obozowego, Mazura Chłopickiego i słynnej Warszawianki. Kurpiński miał wielki talent do komponowania prostych, pięknych nawiązujących do pieśni ludowych, wpadających w ucho melodii. Najcenniejszym zachowanym dziełem w repertuarze koncertowym Kurpińskiego jest Koncert klarnetowy, z symfonicznej twórczości wyróżnia się symfonia poświęcona Napoleonowi Bitwa pod Możajskiem. O Warszawiance wiedziałam ze szkolnego chóru, Krakowiaków i górali znam, resztę doczytuję.

Tablicy upamiętniającej postać Karola Kurpińskiego wbudowanej w ścianę kościoła nie pamiętam, natomiast wieś z pałacem - tak. Z wakacji, które spędzałam u mojej matki chrzestnej, pani Heleny. I jest to sielski obrazek dostatniej wsi, uporządkowanej, wysprzątanej, wyszorowanej ryżową szczotką i mydłem Biały Jeleń, wykrochmalonej, z pomalowanymi płotami, sztachety równiutkie, świnki na obcasach, krowy od rana w pełnym makijażu, kury śnieżnobiałe, konie uśmiechnięte, kogut z szabelką. Zapach kwiatów... i ziemniaków z parownika, widać nie ma nic pyszniejszego dla pięciolatki, jak gorące ziemniaki w łupinach wymieszane ze śrutą, to nic, że przeznaczone dla świń; trochę dla mnie, trochę dla ciebie, tak to wyglądało. Znałam swoje miejsce w dużym gospodarstwie, obowiązki do wypełnienia w domu, stodole, oborze, kurniku, stajni, w ogrodzie. Pozostawało mnóstwo czasu na wspólny odpoczynek -  idę wypieloną dróżką wyznaczoną przez połówki dachówek, ostrożnie niosę talerz z ciastem, w altanie siedzą już państwo Błażejczakowie, spoglądają pogodnie, stół uświetnia dzbanek z kawą przykryty atłasową haftowaną kołderką. Potem biegnę do parku okalającego pałac,  idealnego miejsca do marzeń.

polskaniezwyklapl

          źródło: http://polskaniezwykla.pl

Pierwotny pałac zbudowany został w latach 1641-1643 według projektu Krzysztofa Bonodury Starszego dla wojewody Krzysztofa Opalińskiego, na miejscu dawnego zamku Gryżyńskich. Obecny wzniesiono jako pałacyk myśliwski dla ks. Aleksandra Józefa Sułkowskiego z Rydzyny w latach 1749-1752. Zbudowany prawdopodobnie według projektu jednego z saskich architektów, przez Karola Marcina Frantza, późnobarokowy pałac został znacznie zmieniony w XIX wieku, wówczas zastąpiono kopułę nakrywającą piętro płaskim dachem. Założony na planie równobocznego trójkąta o wklęsłych narożnikach, pałac usytuowany jest na sztucznej wyspie z fosą. Portal zdobi kartusz herbowy Sułkowskich Sulima, pod tarczą widnieją wstęgi z orderem Orła Białego i św. Andrzeja. W piwnicy istnieje dawna sala terrena, naśladująca grotę skalną ozdobioną płaskorzeźbami o tematyce roślinnej.

W ponad 3-hektarowym pięknym parku rosną stare platany, jeden z nich o obwodzie 800 cm. Platan ma zaświadczać o zamożności i rozległych kontaktach właściciela ziem, do których należy park, gdzie go zasadzono. W Polsce mamy festiwal drzew Klubu Gaja, nie wiedziałam. Drzewem Roku 2012 został platan z Kóz (woj. śląskie). Konkurs promuje postawę poszanowania dla przyrody w najbliższym otoczeniu oraz pokazywania silnych związków pomiędzy kulturą i historią lokalnej społeczności a drzewem, do którego przywiązuje ona szczególne znaczenie.

Nie było nas, był las.

swietodrzewapl

          źródło: http://swietodrzewa.pl

 

czwartek, 17 kwietnia 2014, julitczka

Polecane wpisy

Komentarze
2014/04/17 03:25:10
Juliczko, urzekłaś mnie roztoczoną przed nami wizją wsi - wyszorowanej, wykrochmalonej, tych uśmiechniętych koni, krów w pełnym makijażu (te ich pełne, ciemne wargi, pociągnięte błyszczykiem!), ale nade wszystko tych świnek na obcasach.
Najpierw prychnęłam herbatą na ekran komputera, ale potem je zobaczyłam oczami pamięci z dzieciństwa i zdałam sobie sprawę, że tak, one naprawdę tak chodzą.
Trzeba poetki, żeby w taki sposób zobaczyć i opisać zapamiętaną wieś - zaskakująco, ale prawdziwie.
Chylę czoła, Juliczko.
-
2014/04/17 10:09:54
Juliczko - wspomnienie wsi zapamiętanej przez dziecko w wieku przedszkolnym. Masz rację, to jest nadzwyczajne wspomnienie Powsinoga mnie uprzedziła - zapamiętać to tak pięknie jak Ty może tylko poetycka dusza. Dziękuję i pozdrawiam.
-
2014/04/18 00:45:32
Powsinogo, Pharlapie - dziękuję.
Przyznam, że nieraz chciałabym tam wrócić, rzucić walizkę, wejść do pokoju gościnnego, tak, to samo ogromne łóżko ze stosem puchowych poduch i wielką pierzyną. O niczym nie myśleć, słuchać odgłosu wsi: znowu ten kogut niecnota, czym on pobrzękuje? Kolacja na dole w kuchni, nigdy nigdzie nie jadłam tak wspaniałego pasztetu, jak ten pana Stefana. Pasztet był wekowany, po otwarciu słoika zapach naglił o jak najszybsze sięgnięcie po kromkę chleba, przepyszny. I zawsze coś zielonego z ogrodu podzielonego na ten kwiatowy, warzywny i ziołowy za stodołą, pełen nieustannej walki z pokrzywami. Czy czasem tam nie rosła wilcza jagoda, przed którą pani Helena przestrzegała, jak, nie przymierzając, Ewę w raju przed zerwaniem jabłka. Był jakiś krzew budzący grozę, zaciekawienie, piszący tajemnicze opowiadania.
Twoją krowę, Powsinogo, już widzę, usta umazane błyszczykiem, ale oczy, przyznasz, też mają niekiepskie do makijażu, kreskę łatwo namalować. A stado indyków? - nawiązało to sobie korali, ach korale korale, całe sznury korali, napuszyło się, pierś wypięło, że to tyle urody od tych korali... Idę, bo jeszcze się spakuję i ruszę na Wielkopolskę, a kto zrobi "galart", czyli zimne nóżki, no kto...
-
2014/04/18 13:49:09
Julitczko. Zapach kartofli z parownika przywial wspomnienia z dziecinstwa, ze wsi pod Wieluniem gdzie z siostra spedzalysmy letnie wakacje u rodziny Taty. Ciagle pamietam smak olbrzymiej pajdy swierzo upieczonego chleba z gora jajecznicy, a do tego zimne zsiadle mleko trzymane w bance w studni, lub cieple mleko wydojone prosto do kubeczka. A potem plotlam warkocze z trawy lub slomy i przechadzaalam sie po ogrodzie udajac krolewne.
-
2014/04/18 22:20:47
Kanadyjko. Królewno - jeśli zapamiętujemy wrażenia i chętnie do nich wracamy, to drzemią w nas tęsknoty do dobrych chwil. Chleb, jajecznica i zsiadłe mleko ze studni, cóż lepiej może dawać poczucie bezpieczeństwa, czyż nie?
-
2014/04/19 12:41:41
Radosnych Świąt Wielkanocnych
życzę z całego serca wszystkim mieszkankom i mieszkańcom (oraz zaglądającym do) Altany.
powsinoga
-
2014/04/20 21:58:35
Alleluja, Powsinogo!
-
2014/04/24 10:40:01
Cudne wspomnienia, Juliczko!
-
2014/04/25 22:09:09
O, zajrzałaś, Ewo Mario, dziękuję.
Chyba zrobię sobie taką atłasową czapkę na dzbanek z herbatą. Z sentymentu.