Rozmowy wśród przyjaciół
Blog > Komentarze do wpisu

U celu

Top

Udało się :)

Jak się można było spodziewać przylądek przypomina kształtem łeb krokodyla...

krokodyl

Te krokodyle to już jakaś obsesja. Rozglądam się dookoła. Ukształtowane przez fale morskie skały. W jedną z nich termity wkomponowały swój zamek. Uwaga: po kliknięciu w miniatury pokażą się zdjęcia w większym formacie...

SkałyPalac

Mangrowce. Jest odpływ więc można zobaczyć plątaninę ich korzeni 

Mangrowcemangrowce

Są też ciekawostki historyczne. O tragicznej wyprawie Edmunda Kennedy już pisałem. Ciała podróżnika nie znaleziono, ale tuż obok campingu Punsand znajduje się jego symboliczny grób...

Grób

Grób z takim widokiem... niestety Edmund Kennedy tego nie zobaczył..

Widok

Zabawne, że istotną atrakcją campingu Punsand jest malutki drewniany basen. Mając takie plaże pod bokiem. Jedyna nadzieja, że może podczas kąpieli w basenie zobaczymy krokodyla na plaży. Bo pani w barze mówiła, że wczoraj jeden z gości mówił, że spotkał jednego gościa, który mówił, że rano widział na plaży krokodyla.. a może nawet dwa. Ileż razy już to słyszałem.

Odgrodzeni od krokodyli żywą tarczą smakowitych, soczystych, dzieci zasiadamy w barze. Kawa, lody, cywilizacja. Dla mnie czas zadumy nad przebytą drogą.
Wspominałem wcześniej o zawodzie jakim okazał się nasz przewodnik kierowca. Zupełna rozpacz. Nie dość, że nic nie wiedział o okolicach, przez które nas wiózł to na dodatek zaniedbywał równiez inne obowiązki. Gotowanie - tego typu wycieczki odbywają sie na zasadzie udziału uczestników w czynnościach gospodarzych, ale do obowiązków przewodnika należy zaopatrzenie w żywność, ustalenie menu i główna rola przy gotowaniu obiadu. Niektórzy uczestnicy wycieczki otrzymali nawet informację, że na wycieczce, prócz przewodnika, będzie również kucharz. Nasz przewodnik już pierwszego dnia stwierdził, że musimy go zastąpić w gotowaniu wiekszości obiadów. Do tego brak umiejętności porozumienia z grupą. Nigdy nie wiedzieliśmy o której godzinie mamy ruszyć w drogę, jaką trasą, kiedy i gdzie będą przystanki. Oczywiste,  że wszyscy byli niezadowoleni i mocno narzekali. Ale tylko na boku i na dodatek dodawali komentarz - you cannot blame him. He is first time on such a tour.
Dlaczego nie - protestowałem - oczywiście, że jest winny. Jak on śmiał podjąć się takiego zadania? Moi rozmówcy kiwali głowami i zmieniali temat rozmowy.
Anglosaski pragmatyzm. Wydaje mi się, że gdyby to byli obywatele jakiegoś gorącokrwistego europejskiego kraju, to już drugiego dnia wybuchłaby straszna awantura i być może wycieczka zostałaby skasowana. A jeśli nawet byłaby kontynuowana, to kierowca byłby obiektem krytyki, szyderstw, sarkastycznych uwag. Tu było zupełnie odwrotnie - kierowca przez cały czas był traktowany życzliwie i wspomagany na każdym kroku. Prosta logika - jeśli mamy jechać dalej, to dużo lepiej jeśli będziemy wiezieni przez zrelaksowanego kierowcę niż przez kogoś sfrustrowanego i zastraszonego.

Koniec dumania. Przenosimy się do niedaleko położonego Somerset. Tu była miejscowość założona przez braci Franka i Alexa Jardine, hodowców bydła, którzy w maju 1864 ruszyli ze swoimi stadami na północ w poszukiwaniu dogodnych pastwisk.

Zaraz, zaraz! Toż kilkanaście lat wcześniej, doświadczony podróżnik, Edmund Kennedy, poprowadził w te strony doskonale wyposażoną wyprawę i wszyscy zginęli, większość z głodu, a do celu dotarł tylko Aborygen Jacky Jacky. A tutaj - hodowcy bydła, setki krów i dotarli do samego kresu Australii bez większych strat? Rozglądam się wkoło, ale nie znajduję osoby, która potrafiłaby odpowiedzieć na to pytanie.

Dopiero po powrocie do Melbourne udało mi się skontaktować tefonicznie z najbardziej kompetentna osobą - Wendy Kozicka - współwłaścicielka Bramwell Station - najdalej na północ położonej hodowli bydła.
Jak to jest Wendy - pytam - Edmund Kennedy nie mógł wyżywić swoich kilkunastu koni, a ty, tym samym terenie, wypasasz 10,000 sztuk bydła? 
Kennedy was a fool - ucina Wendy - on niewolniczo trzymał sę wybrzeża a tam jest bardzo nieurodzajna ziemia i rośnie marna trawa bez żadnych wartości odżywczych. Już kilkanaście kilometrów wgłąb lądu wszystko się zmienia, moje bydło nie ma żadnych problemów z trawą.

No tak, wspominałem, że Kennedy początkowo chciał posuwać się wzdłuż plaży. To okazało się niemożliwe gdyż ciężkie wozy grzęzły w piachu. Przesunął się więc kilkaset metrów wgłąb lądu, na twardy grunt i bezmyślnie parł do celu... i zmarnował cały dobytek, ludzi i samego siebie.
Bracia Jardine nie mieli na celu dotarcia do jakiegoś abstrakcyjnego punktu, oni chcieli znaleźć pastwiska dla swojego bydła. I tak, niechcący i mimochodem, dotarli do tego samego punktu.
Zadumałem się nad tym wydarzeniem. Jest w nim jakaś życiowa mądrość, ale tu nie miejsce na prawienie morałów
Inna sprawa, że Edmund Kennedy ma ładny grób na plaży i jest o nim głośno, a o braciach Jardine nie ma nawet osobnej strony w wikipedii.

Czas zbierać się w drogę powrotną. 

poniedziałek, 16 września 2013, pharlap
Tagi: Cape York

Polecane wpisy

  • Jeśli dzisiaj wtorek to jesteśmy na wyspie Czwartek

    pharlap Po 4 dniach podróży zobaczyliśmy wreszcie morze - Cieśnina Torresa . Pędzimy na plażę gdzie oczywiście witają nas antykrokodylowe tabliczki... Dobrze, ż

  • Raj utracony

    pharlap Późnym popołudniem zjechaliśmy z gór na sam dół i czar prysnął. Okolica zmieniła się nie do poznania. Skończyły się góry i gęsta, soczysta zieleń, teren

  • Pierwszy krok w raju

    pharlap Piątkowy ranek przywitał mnie cudowną pogodą, dokładnie taką samą jaka panuje w Cairns codziennie od połowy czerwca do połowy października. Za chwilę po

Komentarze
2013/09/17 03:33:45
Pharlapie, patrzę na Twoje pierwsze zdjęcie.
Miałeś szczęście, że straciłeś prawą nogę dopiero u celu wycieczki.
Krokodyl?
-
2013/09/17 08:46:49
Jak to milo od rana sie posmiac,z dowcipnego komentarza Powsinogi !
-
2013/09/18 01:34:55
Powsinogo - oczywiście, że krokodyl. A nawet dwa :)